Falling in love was the easy part but planning a wedding? Yikes!
: pt lut 13, 2026 12:19 am
Ostatnio nie miała na nic czasu, a już najmniej miała go dla rodziny, co bardzo jej się nie podobało i chciała to oczywiście zmienić. Do tej pory nikt niestety nie odpowiedział na ogłoszenie Sullivana o tym, że szuka pracownika do kawiarni, dlatego Bonnie musiała brać dodatkowe zmiany, by wraz z szefem zapełnić jakoś grafik. Z jednej strony ją to oczywiście cieszyło, bo mogła zarobić trochę więcej niż zazwyczaj, ale z drugiej groziło to szybkim wypaleniem, jako że pracowała praktycznie bez wytchnienia - z samego rana otwarcie kawiarni, a po pracy malowanie, bo i zleceń o dziwo miała w ostatnim okresie coraz więcej. W pełni wykorzystywała ten wyjątkowo pracowity okres, chcąc wygrzebać się jakoś z długów. Coraz mniej spała i jadła, choć wiedziała też, że jeśli przestanie o siebie dbać w ten sposób, to długo tak nie pociągnie.
Bardziej jednak, niż swoim zdrowiem, przejmowała się zaniedbanymi relacjami. Nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziała się z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi - twarzą w twarz, a nie tylko przez ekran telefonu. Nie zapomniała jednak do czego się zobowiązała wobec swojej siostry i przyszłej szwagierki, tak więc tego dnia wygospodarowała czas, robiąc sobie wolne od piętrzących się w jej mieszkaniu, niedokończonych obrazów - na które, swoją drogą, zamówienia napływały cały czas od tego samego, anonimowego kupca - i umówiła się z Eviną na spotkanie, między innymi po to, by omówić sprawy związane ze zbliżającym się ślubem i weselem. Miała się przecież zaangażować i to mocno, a jedyne co do tej pory zrobiła, to przesłanie im inspiracji wystroju w kilku różnych stylach, w postaci fotek z pinteresta. To zdecydowanie za mało. Chciała je obie wesprzeć, ulżyć im jakoś, bo zdawała sobie sprawę, że nie miały na to za dużo czasu ani też pewnie chęci. Zarówno Zaylee jak i Evina miały wymagające posady, do tego niedawno doszła też opieka nad Samem, co już samo w sobie było nie lada wyzwaniem. Młodsza Miller wzięła więc sobie za cel, by jak najbardziej je w tym stresującym czasie odciążyć, o ile to w ogóle możliwe.
Kończąc zmianę, zapakowała na wynos kilka słodkości z lady, które własnoręcznie przygotowywała tego ranka, by od razu po pracy ruszyć do domu siostry w Guildwood. Wysłała jeszcze wiadomość do Swanson z informacją, że jest w drodze, na wypadek gdyby ta jednak zapomniała o tym, że Bonnie miała do nich wpaść. Zdecydowanie nie uśmiechała jej się jazda uberem (bo to kompletnie nieodpowiednia pogoda na rower) na drugi koniec miasta tylko po to, żeby pocałować klamkę i wracać. Odetchnęła z niemałą ulgą, widząc sms’a z potwierdzeniem, że zastanie kobietę w domu.
— Hej, hej! Jak się czujesz? Słyszałam, że zdążyłaś już wrócić do pracy — zagadnęła, przytulając ją na powitanie i już w progu wręczyła jej zawiniątko z wypiekami — To na osłodę, bo zamierzam cię trochę pomęczyć!
Evina J. Swanson
Bardziej jednak, niż swoim zdrowiem, przejmowała się zaniedbanymi relacjami. Nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziała się z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi - twarzą w twarz, a nie tylko przez ekran telefonu. Nie zapomniała jednak do czego się zobowiązała wobec swojej siostry i przyszłej szwagierki, tak więc tego dnia wygospodarowała czas, robiąc sobie wolne od piętrzących się w jej mieszkaniu, niedokończonych obrazów - na które, swoją drogą, zamówienia napływały cały czas od tego samego, anonimowego kupca - i umówiła się z Eviną na spotkanie, między innymi po to, by omówić sprawy związane ze zbliżającym się ślubem i weselem. Miała się przecież zaangażować i to mocno, a jedyne co do tej pory zrobiła, to przesłanie im inspiracji wystroju w kilku różnych stylach, w postaci fotek z pinteresta. To zdecydowanie za mało. Chciała je obie wesprzeć, ulżyć im jakoś, bo zdawała sobie sprawę, że nie miały na to za dużo czasu ani też pewnie chęci. Zarówno Zaylee jak i Evina miały wymagające posady, do tego niedawno doszła też opieka nad Samem, co już samo w sobie było nie lada wyzwaniem. Młodsza Miller wzięła więc sobie za cel, by jak najbardziej je w tym stresującym czasie odciążyć, o ile to w ogóle możliwe.
Kończąc zmianę, zapakowała na wynos kilka słodkości z lady, które własnoręcznie przygotowywała tego ranka, by od razu po pracy ruszyć do domu siostry w Guildwood. Wysłała jeszcze wiadomość do Swanson z informacją, że jest w drodze, na wypadek gdyby ta jednak zapomniała o tym, że Bonnie miała do nich wpaść. Zdecydowanie nie uśmiechała jej się jazda uberem (bo to kompletnie nieodpowiednia pogoda na rower) na drugi koniec miasta tylko po to, żeby pocałować klamkę i wracać. Odetchnęła z niemałą ulgą, widząc sms’a z potwierdzeniem, że zastanie kobietę w domu.
— Hej, hej! Jak się czujesz? Słyszałam, że zdążyłaś już wrócić do pracy — zagadnęła, przytulając ją na powitanie i już w progu wręczyła jej zawiniątko z wypiekami — To na osłodę, bo zamierzam cię trochę pomęczyć!
Evina J. Swanson