Strona 1 z 1

Lekarstwo na wszystko

: pt lut 13, 2026 10:23 pm
autor: Ariadne Calloway
Zima nie wpływała na nią najlepiej. Ciągle ciemno, ciągle zimno i na domiar złego zazwyczaj cholernie daleko do domu. Miała za swoje, wybierając miejsce pracy tak bardzo oddalone od tego, w którym wynajmowała mieszkanie. Przyzwyczajona do małomiasteczkowego klimatu swojej rodzinnej miejscowości chyba nie potrafiła w pełni ocenić tego, jakie znaczenie mają odległości w dużym mieście, nawet gdyby było całkiem nieźle skomunikowane. Spędzanie w komunikacji miejskiej długich godzin po zmianie, która dłużyła się niemiłosiernie podczas mniejszego, zimowego ruchu, w połączeniu z lodowatym wiatrem, lodowatą temperaturą i czasem (często) lodowatymi opadami sprawiało, że czuła się zmęczona. Po prostu zmęczona. Chociaż może to kwestia tego, że miała już prawie trójkę z przodu na liczniku i powoli zaczynała dopadać ją starość?
Albo może to kwestia tego, że poprzedniego wieczora wypiła o jeden kieliszek wina za dużo, oglądając kolejny odcinek kolejnego głupiego randkowego reality show i teraz czuła się tak, jakby coś ją przejechało? Któż to może stwierdzić!
Tak czy siak, zmęczenie, jakie by ono nie było, nie mogło jej przeszkodzić w pojawieniu się na umówionym spotkaniu z przyjaciółką. Są rzeczy ważne i ważniejsze a w hierarachii wartości Ariadne zobowiązania wobec przyjaciół zajmowały jedną z najwyższych pozycji. Ciemne okulary miały maskować wory pod oczami i nieco zamglone spojrzenie a bronzer maskować bladość twarzy. Poza tym Ariadne wierzyła, że - jak to mówią - jebnie kawusie i będzie git. Zwłaszcza jeśli zakąsi to odpowiednim lunchem. A już jakiś czas temu odkryła, że lunch w polskiej restauracji to jedna z lepszych rzeczy, które można sobie zaserwować, gdy ma się nieco słabszy dzień.
Była przekonana, że do Poloneza przyjdzie pierwsza, ale wypatrzyła Lotte już po kilku krokach, które zrobiła przez restaurację. Podniosła rękę i pomachała do niej, zanim podeszła do stolika.
- Mam nadzieję, że dzisiaj w lunch menu są pierogi. Tatar i pierogi to coś, czego potrzebuję bardziej niż wielbłąd wody - wyrzuciła z siebie po odpowiednim przywitaniu, siadając na krześle. I czy przeszło jej przez myśl, że wielbłądy zazwyczaj w przysłowiach występowały jako zwierzęta, które właśnie nieszczególnie potrzebują dużych ilości wody? Nie. W tym stanie niekoniecznie.

Charlotte Kovalski

Lekarstwo na wszystko

: sob lut 14, 2026 10:08 pm
autor: Charlotte Kovalski
Ariadne Calloway

Życie Charlotte przechodziło jakąś wielką rewolucję. Wszystko wydawało się być bardziej zagmatwane niż najbardziej skomplikowana rozprawa sądowa, z którą jak dotąd miała do czynienia. Wszystko za sprawą sąsiada, któremu chciała uprzykrzać życie na wszystkie możliwe sposoby. Z początku wydawały się to być zwykłe psikusy, nie robiące na nikim żadnego znaczenia. Tylko im bardziej robiło się to bardziej zagmatwane, tym bardziej nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
Właśnie z tego powodu musiała spotkać się ze swoją przyjaciółką Ariadne. Ktoś musiał przemówić jej do rozsądku. Pokazać prawdziwą nienawiść wobec Williama, z którym sprawy robiły się coraz bardziej skomplikowane. Już nawet ta noc sylwestrowa z ewentualnym zakończeniem w jej łóżku przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, skoro we wszystko wchodziła w grę cała jej rodzina. Przywitała się krótko, od razu pomachała i przywitała się z przyjaciółką. Wyglądała, jakby właśnie miała zamiar przekazać jej najgorsze wieści. Poniekąd tak własnie było, bo sama nie wiedziała, co dokładnie czuła, a co gorsze w jaki sposób powinna się zachować.
Nie uwierzysz, co się stało — zaczyna Kovalski na samym wejściu, a jej oczy już błyszczą — a to czy będą dziś pierogi w menu to nasz najmniejszy problem moja droga — zaczyna, a kiedy kelner podaje im menu, jedynie posyła mu krótki uśmiech. Szybko przegląda je kątem oka, choć doskonale wie, co weźmie. W końcu miała polskie korzenie, a znajdowali się w polskiej knajpie. Wybór wydawał się aż nadto prosty. Wręcz banalny.
Kojarzysz tego sąsiada, na którego zaaawsze Ci narzekałam? — oczywiście, że musiała znać. Charlotte często na niego narzekała. William Patel głośny imprezowicz, który psuł codzienny spokój apartamentu Kovalski. Teraz mogłaby go spokojnie nazwać koszmarem jej życia — słuchaj, to chyba będę w stanie nazwać historia życia, tak to jest popierdolone — zaczyna, jakby miała właśnie zacząć opowieść życia — i proszę, posłuchaj do końca, bo nie wiem, co powinnam z tym zrobić — zbyt wiele zagwozdek istniało, a komuś musiała o nich opowiedzieć. Aria wydawała się być najbardziej kompetentną osobą, aż dziwne, że jeszcze nie znała każdego najmniejszego szczegółu.
Mojito i schabowy ze ziemniaczkami — rzuca do kelnera, gdy znowu do nich podchodzi. Wszystko miała już wybrane, a ważniejszym dla niej było opowiedzenie najmniejszego szczegółu przyjaciółce — a ty Aria, co zamawiasz? — zagaduje od razu, by pośpieszyć przyjaciółkę. Nie potrzebowała teraz niepotrzebnych par uszu.