Strona 1 z 1

Życie to walka

: pt lut 13, 2026 11:03 pm
autor: Ariadne Calloway
Pieprzona Matka Teresa.
Właśnie tak powinni nazwać ją rodzice. Dokładnie tymi słowami - Pieprzona Matka Teresa. Z jej skłonnością do zbawiania świata i niesienia pomocy, o którą absolutnie nikt nie prosił, wydawałoby się to całkiem odpowiednie, mimo że żadną matką nie była ani być nie planowała. Wręcz przeciwnie, zamierzała zrobić wszystko, co w jej mocy, aby nigdy nie dorobić się żadnych dzieci. No, może ewentualnie kota lub jakiegoś dużego psa, gdy warunki lokalowe jej na to pozwolą. Ale na pewno nie w najbliższym czasie. Z drugiej strony Ariadna również była postacią, która uratowała nieszczęśnika od strasznego losu poprzez podrzucenie mu wspaniałego sznurka, więc... Może rodzice jednak wiedzieli, co robili? Nie miała pojęcia, nie mogłaby stwierdzić, w końcu praktycznie ich nie znała.
Prawdą jednak było, że za każdym razem, kiedy widziała kogoś w potrzebie, odczuwała niemożliwą do odparcia potrzebę niesienia pomocy (no chyba że był to ten sam niedopity i niedomyty człowiek nazywający ją kierowniczką i proszący o drobne na bułkę, którego spotykała notorycznie w drodze do pracy, bo jego prośby udawało jej się już zbywać bez ponoszenia strat finansowych). No i tak to się właśnie kończyło - budziła się na kanapie z obolałym karkiem, bo własne łóżko oddała nieznajomej dziewczynie, którą zgarnęła z toalety swojego baru poprzedniego wieczora, uznawszy, że owa nieznajoma zdecydowanie potrzebuje bezpiecznego schronienia i kogoś, kto zadba o to, żeby dożyła do rana. No i padło na nią - to właśnie Ariadne miała być tym kimś. Dobrym duchem, zbawcą narodów, trzymającym włosy, ocierającym policzki, zapewniającym, że wszystko będzie dobrze, a potem holującym do Ubera i następnie do własnego mieszkania.
No totalnie, pieprzona Matka Teresa.
Chociaż jeśli chodziło o zapewnienie przeżycia nieznajomej, to Riddy jeszcze nie sprawdzała, czy Jamie (tak nieznajoma się przedstawiła, ale mogło to być równie dobrze Jenny, Gemma albo nawet Anne, biorąc pod uwagę, że wymieniały się imionami nad otchłanią porcelany w toalecie baru Ariadny) faktycznie żyje tam, gdzie zostawiła ją poprzedniego wieczora. Ariadne dawała jej czas na dojście do siebie. W międzyczasie sama zwlokła się z kanapy, nastawiła kawę w ekspresie przelewowym i zaczęła smażyć boczek, bo stwierdziła, że jajecznica na boczku lub pasta jajeczna z boczkiem na bajglu (miała kilka zamrożonych w zamrażalniku na takie ciężkie poranki) to bardzo dobry posiłek na taki poranek.
Umówmy się, to nie było jej pierwsze rodeo. Chociaż było też jednym z nielicznych, kiedy to nie ona była w stanie wymagającym przeprowadzenia akcji ratunkowej.

Jamie Park

Życie to walka

: sob lut 14, 2026 12:59 pm
autor: Jamie Park
Yup... That's me... Pewnie zastanawiacie się, jak znalazłam się w takiej sytuacji.
Tysiące małych skaczących i syczących pchełek skakały po oczach Jamie, próbując zmusić powieki, żeby przepuściły więcej słonecznego światła. Te i tak nie bardzo sobie radziły z powstrzymywaniem agresji świata na biedną, małą dziewczynkę zamkniętą teraz w zbyt ciasnej puszce głowy Jamie. Na pewno pustej puszce, bo jakże inaczej, jeśli załatwiła się tak, jak się załatwiła.
Ale po kolei... Jak to się w ogóle zaczęło? Skąd tak wielki ból głowy i te syczące potwory skaczące po jej oczach? I czemu te potwory pachnął smażonym boczkiem? I czemu to pachnie tak dobrze? Przecież u niej nikt nie nocował.
- O nie... - jęknęła orientując się, że musiała zaprosić do siebie kogoś wczoraj w nocy.
A z takim bólem głowy, na pewno nie wygląda pięknie, jak na morning afterglow wypadało. Otworzyła jedno oko, czując jak świat wiruje dookoła niej, co utwierdziło ją w przekonaniu, że to jeszcze nie jest moment na mierzenie się z rzeczywistością.
Pościel inaczej pachnie... I okno jest w innym miejscu...
Znów otworzyła oczy i rozejrzała się po obcym pomieszczeniu.
- O nie... - wylądowałam w łóżku jakiegoś faceta...
Gwałtownym ruchem zajrzała pod kołdrę, ale tam przekonała się, że dalej jest w ubraniach i ma na sobie nawet rajstopy. Odetchnęła z ulgą i aż się skrzywiła czując swój własny oddech. Ból głowy dawał o siebie znać coraz mocniejszymi falami, które zmuszały do mrużenia oczu przed słońcem. Serce tłukło się, przemęczone w piersi i generalnie robiło jej się słabo. Ale przynajmniej ma na sobie majtki...
Nagły przebłysk wspomnienia spowodował, że usiadła an łóżku wyprostowana. Drinki. Była na tańcach w jakimś barze i tam z jakiegoś powodu zaczęła przyjmować drinki od grupki facetów.
- O nie... - znów jęknęła, ale materiał czarnej, kusej sukienki uspokoił ją.
Zaś syczące gremiliny, które po niej skały zaczęły układać swoją pieśń do spółki z zapachem w śniadanie.
Podniosła się niepewnie, otulając się kocem, który leżał zwinięty w nogach łóżka i boso, niepewnie, przeszła do drzwi sypialni, żeby wyjrzeć i zmierzyć się z jej gospodarzem.
- O nie... Miał żonę? - westchnęła sama do siebie cichutko.

Ariadne Calloway