Strona 1 z 1

you make me mad

: ndz lut 15, 2026 9:35 pm
autor: zaylee miller
052.
Jej obraza majestatu przeciągała się w dniach. Pracowała więcej niż zwykle, byle nie konfrontować się ze Swanson, bo tak było wygodniej. Wiedziała, że jeśli wdadzą się w potyczkę słowną, znów zacznie się wkurwiać i powie o kilka słów za dużo, a naprawdę nie miała ochoty się kłócić. Wychodziła z założenia, że w końcu złość sama jej przejdzie. Od kilku dni nie miała też ochoty na seks. Potrafiła zadbać o siebie i nie zamierzała prosić się o coś, co przecież należało jej się jak psu kość. Nie była aż taką desperatką, żeby zniżać się do takiego poziomu.
Zaylee była w trakcie sekcji zwłok, kiedy otrzymała od narzeczonej wiadomość, której nie usłyszała. Widziała ją później na ekranie w podglądzie, ale jej nie odczytała, udając, że gdzieś jej to umknęło. Potem miała ją wyświetlić i odpisać, że dzisiaj śpi w prosektorium, ale zapomniała. A kiedy sobie o tym przypomniała, był już wczesny poranek i wracała do domu. Coś jej świtało, że Evina miała dzisiaj wolne, a ona i tak później planowała znów jechać do prosektorium. Miała trochę pracy, ale nie tyle, żeby nie mogło to spokojnie poczekać do jutra. Nie lubiła jednak zostawiać niczego na później.
Zakładała, że kolacja miała być gałązką oliwną, ale Miller była zbyt dumna i zbyt uparta, żeby dać się tak łatwo przekabacić, dlatego Walentynki spędziła w prosektorium, jedząc burgera i oglądając serial. W końcu i tak nigdy nie były pokroju tych romantycznych, więc po co robić z tego takie wydarzenie?
Weszła do domu, odrzucając pęk kluczy do koszyka na szafce w przedpokoju, odwiesiła płaszcz, ułożyła równo buty i od razu udała się na górę, żeby wziąć prysznic. Siedziała w łazience dobre pół godziny, pozwalając, aby gorąca woda rozluźniła napięte ramiona. Ostatnio coraz częściej odczuwała bóle kręgosłupa, kiedy zbyt długo stała przy stole sekcyjnym. No tak, młodsza już przecież nie będzie. Wychodząc, owinęła się ręcznikiem i weszła do sypialni, ale nie zastała w łóżku narzeczonej, więc stwierdziła, że w międzyczasie musiała zejść na dół. Wciągnęła na siebie wygodne, szare dresy, założyła
sportowy stanik i wcisnęła przez głowę luźną koszulkę z logiem zespołu U2. W takim wydaniu ruszyła schodami na parter, gdzie już na półpiętrze słyszała, jak Evina krząta się po kuchni.
Cześć — rzuciła krótko i pochyliła się, żeby wziąć na ręce pałętającego się pod nogami Rademenesa. — Koty już jadły? — zainteresowała się, bo kątem oka zakodowała, że Elvira kręci się koło lodówki. Niby zawsze tak robiła i po prostu przychodziła na żebry, ale wolała się upewnić, czy ich miski były puste od wczoraj czy może jednak od pięciu minut.
Normalnie podeszłaby do Swanson i pocałowała ją na przywitanie, ale teraz nieszczególnie czuła taką potrzebę. Zresztą nigdy nie okazywały sobie nadmiernej ilości czułości, a w dodatku widywały się codziennie, nawet w pracy.

Evina J. Swanson

you make me mad

: ndz lut 15, 2026 11:19 pm
autor: Evina J. Swanson
Wspólne życie w momencie, gdy Zaylee tak osobiście odbierała pewne rzeczy było... trudne. Koronerka należała do cholernie pamiętliwych osób, a Evina miała ten wyjątkowy talent, że potrafiła koncertowo spieprzyć sprawy nawet jeśli początkowo nie zdawała sobie z tego kompletnie sprawy.
Chciała nawet wyciągnąć rękę na zgodę i sprawić, że cały ten konflikt nieco złagodnieje. Co prawda nigdy nie były romantyczkami i miały całkowicie wywalone w takie rzeczy jak cholerne Walentynki, ale Swanson uznała, że może ich użyć jako swoistego pretekstu do tego, aby zrobić coś miłego. Domowa kolacja i butelka wina miały być okazją do tego, aby jednak przywrócić wszystko do normy, ale niestety plany te spaliły na panewce.
Zdążyła otworzyć już wino zanim napisała wiadomość do narzeczonej, która ta nawet nie raczyła odczytać. Sama nie miała pojęcia co było gorsze: zostawienie na nieodczytaniu czy przeczytanie wiadomości i nie uraczenie jej odpowiedzią.
Tego wieczora osuszyła całą butelkę wina samotnie. Rozkoszowała się też samodzielnie przygotowanym posiłkiem, z którego skromne resztki zostawiła Miller w lodówce. To już i tak była ogromna dobroć z jej strony.
Czuwała całą noc choć udawała, że było inaczej nawet przed samą sobą. Przeglądała papiery odnośnie archiwalnej sprawy i robiła z nich notatki. Potem włączyła jakiś mało ambitny serial na netflixie z queerowym akcentem i w końcu jakoś przetrwała do rana choć miała wrażenie, że przysnęła na chwilę w pewnym momencie.
Nic nie zdawało się proste ani zadowalające. Także tego dnia, gdy miała naprawdę mało jakichkolwiek zajęć. Mimo wszystko zdecydowała się na pozostanie w domu i korzystanie z tak zwanej pracy zdalnej. Nie było potrzeby, aby zjawiała się w biurze. Pewne rzeczy mogła załatwiać z domowego zacisza.
Chociaż może powinna, bo przebywanie w domu ze świadomością, że zapewne czeka je kolejny pełen napięcia dzień oraz noc spędzana na wspólnym spaniu w jednym łóżku bez jakiegokolwiek grama czułości jednak sprawiało, że robiło jej się po prostu niedobrze.
Pokręciła się po mieszkaniu. Pobawiła się przez jakiś czas z kotami, których kuwetę wyczyściła z odchodów i postanowiła znaleźć sobie jakieś zajęcie. Grzebała w sprawie z archiwum, postanowiła przygotować jakiś mało wymagający obiad. Zawsze znalazła coś, aby pozostać w ruchu i nie dać odpoczynku dla swojego umysłu.
W międzyczasie gdzieś odnotowała powrót narzeczonej do domu. Nie spieszyła jednak z powitaniami. Po prostu zarejestrowała wystąpienie charakterystycznego brzęku kluczy, które trafiły do koszyka po czym wróciła do swoich zajęć.
Kręciła się cały czas po kuchni. To właśnie tam rozstawiła swojego laptopa, który znajdował się na blacie w otoczeniu nabazgranych przez nią na luźnych kartkach notatek oraz dokumentów dotyczących zabójstwa Romano oraz Levy.
Z zajmowanego stanowiska miała idealny widok na przygotowywany obiad, który powoli dochodził do siebie na kuchence bez jej większej ingerencji. Przynajmniej na razie.
- Cześć - odpowiedziała równie sucho, gdy tylko koronerka weszła do pomieszczenia.
Żadnego czułego gestu: dłoni na talii, drobnego całusa czy nawet uśmiechu. Najwyraźniej sytuacja nie uległa zmianie w najmniejszym stopniu. Zamiast tego interesowały ją czysto praktyczne sprawy, które musiały być uzgodnione.
- Jadły. Nie ufaj Elvirze. Odpierdala jej od zapachu - powiedziała jeszcze, bo kotka kręciła się cały czas po kuchni.
Swanson już dobrze wiedziała na co liczyła szara kulka futra. Wszystko sprowadzało się do tego czy Evina ugnie się w końcu i zaszczyci ją czymś zarezerwowanym dla ludzi. Niestety detektywka nie zamierzała wcale się litować nieważne ile razy Elvira wydawała z siebie żałosne miauknięcie.

zaylee miller