Strona 1 z 6

you make me mad

: ndz lut 15, 2026 9:35 pm
autor: zaylee miller
052.
Jej obraza majestatu przeciągała się w dniach. Pracowała więcej niż zwykle, byle nie konfrontować się ze Swanson, bo tak było wygodniej. Wiedziała, że jeśli wdadzą się w potyczkę słowną, znów zacznie się wkurwiać i powie o kilka słów za dużo, a naprawdę nie miała ochoty się kłócić. Wychodziła z założenia, że w końcu złość sama jej przejdzie. Od kilku dni nie miała też ochoty na seks. Potrafiła zadbać o siebie i nie zamierzała prosić się o coś, co przecież należało jej się jak psu kość. Nie była aż taką desperatką, żeby zniżać się do takiego poziomu.
Zaylee była w trakcie sekcji zwłok, kiedy otrzymała od narzeczonej wiadomość, której nie usłyszała. Widziała ją później na ekranie w podglądzie, ale jej nie odczytała, udając, że gdzieś jej to umknęło. Potem miała ją wyświetlić i odpisać, że dzisiaj śpi w prosektorium, ale zapomniała. A kiedy sobie o tym przypomniała, był już wczesny poranek i wracała do domu. Coś jej świtało, że Evina miała dzisiaj wolne, a ona i tak później planowała znów jechać do prosektorium. Miała trochę pracy, ale nie tyle, żeby nie mogło to spokojnie poczekać do jutra. Nie lubiła jednak zostawiać niczego na później.
Zakładała, że kolacja miała być gałązką oliwną, ale Miller była zbyt dumna i zbyt uparta, żeby dać się tak łatwo przekabacić, dlatego Walentynki spędziła w prosektorium, jedząc burgera i oglądając serial. W końcu i tak nigdy nie były pokroju tych romantycznych, więc po co robić z tego takie wydarzenie?
Weszła do domu, odrzucając pęk kluczy do koszyka na szafce w przedpokoju, odwiesiła płaszcz, ułożyła równo buty i od razu udała się na górę, żeby wziąć prysznic. Siedziała w łazience dobre pół godziny, pozwalając, aby gorąca woda rozluźniła napięte ramiona. Ostatnio coraz częściej odczuwała bóle kręgosłupa, kiedy zbyt długo stała przy stole sekcyjnym. No tak, młodsza już przecież nie będzie. Wychodząc, owinęła się ręcznikiem i weszła do sypialni, ale nie zastała w łóżku narzeczonej, więc stwierdziła, że w międzyczasie musiała zejść na dół. Wciągnęła na siebie wygodne, szare dresy, założyła
sportowy stanik i wcisnęła przez głowę luźną koszulkę z logiem zespołu U2. W takim wydaniu ruszyła schodami na parter, gdzie już na półpiętrze słyszała, jak Evina krząta się po kuchni.
Cześć — rzuciła krótko i pochyliła się, żeby wziąć na ręce pałętającego się pod nogami Rademenesa. — Koty już jadły? — zainteresowała się, bo kątem oka zakodowała, że Elvira kręci się koło lodówki. Niby zawsze tak robiła i po prostu przychodziła na żebry, ale wolała się upewnić, czy ich miski były puste od wczoraj czy może jednak od pięciu minut.
Normalnie podeszłaby do Swanson i pocałowała ją na przywitanie, ale teraz nieszczególnie czuła taką potrzebę. Zresztą nigdy nie okazywały sobie nadmiernej ilości czułości, a w dodatku widywały się codziennie, nawet w pracy.

Evina J. Swanson

you make me mad

: ndz lut 15, 2026 11:19 pm
autor: Evina J. Swanson
Wspólne życie w momencie, gdy Zaylee tak osobiście odbierała pewne rzeczy było... trudne. Koronerka należała do cholernie pamiętliwych osób, a Evina miała ten wyjątkowy talent, że potrafiła koncertowo spieprzyć sprawy nawet jeśli początkowo nie zdawała sobie z tego kompletnie sprawy.
Chciała nawet wyciągnąć rękę na zgodę i sprawić, że cały ten konflikt nieco złagodnieje. Co prawda nigdy nie były romantyczkami i miały całkowicie wywalone w takie rzeczy jak cholerne Walentynki, ale Swanson uznała, że może ich użyć jako swoistego pretekstu do tego, aby zrobić coś miłego. Domowa kolacja i butelka wina miały być okazją do tego, aby jednak przywrócić wszystko do normy, ale niestety plany te spaliły na panewce.
Zdążyła otworzyć już wino zanim napisała wiadomość do narzeczonej, która ta nawet nie raczyła odczytać. Sama nie miała pojęcia co było gorsze: zostawienie na nieodczytaniu czy przeczytanie wiadomości i nie uraczenie jej odpowiedzią.
Tego wieczora osuszyła całą butelkę wina samotnie. Rozkoszowała się też samodzielnie przygotowanym posiłkiem, z którego skromne resztki zostawiła Miller w lodówce. To już i tak była ogromna dobroć z jej strony.
Czuwała całą noc choć udawała, że było inaczej nawet przed samą sobą. Przeglądała papiery odnośnie archiwalnej sprawy i robiła z nich notatki. Potem włączyła jakiś mało ambitny serial na netflixie z queerowym akcentem i w końcu jakoś przetrwała do rana choć miała wrażenie, że przysnęła na chwilę w pewnym momencie.
Nic nie zdawało się proste ani zadowalające. Także tego dnia, gdy miała naprawdę mało jakichkolwiek zajęć. Mimo wszystko zdecydowała się na pozostanie w domu i korzystanie z tak zwanej pracy zdalnej. Nie było potrzeby, aby zjawiała się w biurze. Pewne rzeczy mogła załatwiać z domowego zacisza.
Chociaż może powinna, bo przebywanie w domu ze świadomością, że zapewne czeka je kolejny pełen napięcia dzień oraz noc spędzana na wspólnym spaniu w jednym łóżku bez jakiegokolwiek grama czułości jednak sprawiało, że robiło jej się po prostu niedobrze.
Pokręciła się po mieszkaniu. Pobawiła się przez jakiś czas z kotami, których kuwetę wyczyściła z odchodów i postanowiła znaleźć sobie jakieś zajęcie. Grzebała w sprawie z archiwum, postanowiła przygotować jakiś mało wymagający obiad. Zawsze znalazła coś, aby pozostać w ruchu i nie dać odpoczynku dla swojego umysłu.
W międzyczasie gdzieś odnotowała powrót narzeczonej do domu. Nie spieszyła jednak z powitaniami. Po prostu zarejestrowała wystąpienie charakterystycznego brzęku kluczy, które trafiły do koszyka po czym wróciła do swoich zajęć.
Kręciła się cały czas po kuchni. To właśnie tam rozstawiła swojego laptopa, który znajdował się na blacie w otoczeniu nabazgranych przez nią na luźnych kartkach notatek oraz dokumentów dotyczących zabójstwa Romano oraz Levy.
Z zajmowanego stanowiska miała idealny widok na przygotowywany obiad, który powoli dochodził do siebie na kuchence bez jej większej ingerencji. Przynajmniej na razie.
- Cześć - odpowiedziała równie sucho, gdy tylko koronerka weszła do pomieszczenia.
Żadnego czułego gestu: dłoni na talii, drobnego całusa czy nawet uśmiechu. Najwyraźniej sytuacja nie uległa zmianie w najmniejszym stopniu. Zamiast tego interesowały ją czysto praktyczne sprawy, które musiały być uzgodnione.
- Jadły. Nie ufaj Elvirze. Odpierdala jej od zapachu - powiedziała jeszcze, bo kotka kręciła się cały czas po kuchni.
Swanson już dobrze wiedziała na co liczyła szara kulka futra. Wszystko sprowadzało się do tego czy Evina ugnie się w końcu i zaszczyci ją czymś zarezerwowanym dla ludzi. Niestety detektywka nie zamierzała wcale się litować nieważne ile razy Elvira wydawała z siebie żałosne miauknięcie.

zaylee miller

you make me mad

: pn lut 16, 2026 12:08 pm
autor: zaylee miller
Była trudna. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. I dalej uważała, że jeśli Evina nie potrafiła znieść jej, kiedy jest najgorsza, to nie zasługuje na nią, gdy jest najlepsza! A tak poważnie, to Zaylee Miller była po prostu pierdolnięta. Z tą całą swoją wyniosłością i urażoną dumą, której nie potrafiła przeboleć. Może jeszcze przyjdą wyrzuty sumienia, że nie odpisała narzeczonej na wiadomość o kolacji. Jakieś. Kiedyś.
Och, nigdy nie ufam Elvirze — odparła, odkładając Rada na podłogę. Kot natychmiast zaczął ocierać się o jej nogi. Ona tymczasem podeszła do zlewu i opłukała dłonie pod letnią wodą, po czym podeszła do ekspresu, żeby zaparzyć sobie kawę. I tak już nie zmruży oka.
Już miała rzucić w stronę Swanson jakąś kąśliwą uwagę, że w przeciwieństwie do niej nie ufa kocim sztuczkom, ale w porę ugryzła się w język. Nie było sensu dolewać oliwy do ognia, zwłaszcza o tej porze. Narzeczona zawsze tłumaczyła Elvirę puszystym futrem, genami i taką urodą, jednak prawda była znacznie mniej poetycka. Kotka była po prostu tłuściutka. Przyjemnie okrągła, jednak aż za bardzo. I nie trzeba było być ekspertem, żeby domyślić się przyczyny, bo wystarczyło przypomnieć sobie te wszystkie przypadkowe kąski kurczaka z chińskiej knajpy. Elvira doskonale wiedziała, komu zawdzięcza swoją sylwetkę i bez wstydu korzystała z efektów tej hojności.
Jakieś postępy w śledztwie Romano i Levy? — zagadnęła normalnym tonem, wskazując podbródkiem na laptop i rozrzucone na stole kartki z notatkami.
Zamierzała zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Jakby wiadomość, którą poprzedniego wieczoru otrzymała do Eviny, nigdy nie została odczytana. Bo przecież nie została. Zaylee wciąż jej nie otworzyła, co bez większego trudu mogła zrzucić na natłok obowiązków. Praca zawsze była wygodnym usprawiedliwieniem, a w jej przypadku również całkowicie wiarygodnym.
Zresztą nigdy nie należała do osób szczególnie sprawnych w odpisywaniu na komunikatorach. Wiadomości miały u niej tendencję do osiadania gdzieś na dnie świadomości. Widziała je, pamiętała przez chwilę, odkładała na później, ale później często nie nadchodziło. Czasami ktoś o coś pytał, a ona nosiła to pytanie z tyłu głowy przez dni, aż w końcu rzucała się w wir autopsji, raportów i niekończących się godzin w prosektorium. Kiedy wreszcie przypominała sobie o rozmowie, mijały dwa tygodnie, sprawa dawno się przedawniała, a odpowiedź stawała się niezręczna.
I teraz tak właśnie zamierzała to rozegrać. Jeśli Zaylee wystarczająco długo będzie udawać, że nic się nie wydarzyło, to może nawet sama w końcu w to uwierzy.

Evina J. Swanson

you make me mad

: pn lut 16, 2026 4:23 pm
autor: Evina J. Swanson
Wiedziały doskonale, że Elvira była kotem wiecznie łaknącym jedzenia i żebrzącym. Tak. Była w tym wina Swanson. Przyzwyczaiła ją bowiem do resztek ludzkiego jedzenia, kiedy opiekowała się nią, gdy Zaylee leżała w szpitalu. Wtedy nawet nie przypuszczała, że kiedyś faktycznie zamieszka zarówno z kotką jak i jej właścicielką. Przez to musiała się zmierzać z konsekwencjami swoich akcji, a mianowicie z tym, że według zwierzaka była idealnym człowiekiem do dokarmiania. Wbrew temu, co twierdziła koronerka nie robiła tego aż tak często. Niekiedy faktycznie poczęstowała ją czymś od siebie, ale głównie dlatego, że Elvira była prawdziwym miauczącym utrapieniem zaczepiającym ją łapką i starającym się wyjeść jej porcję.
W czasie, gdy Rademenes się beztrosko ocierał o nogi Miller, szkocka kotka robiła to samo z siedzącą przy stole Eviną, która chwilowo ją ignorowała. Potem wskoczyła nawet detektywce na kolana i zadarła łepek, starając się z nią nawiązać kontakt wzrokowy. Swanson jedynie pogłaskała ją pomiędzy oklapniętymi uszkami i wlepiła wzrok w ekran laptopa, ignorując uwagę narzeczonej. Czasem lepiej było po prostu zamilknąć zamiast powiedzieć coś nie tak i dać jej kolejny powód do złości. Zresztą sama również wyjątkowo była urażona tą zignorowaną wiadomością. Niby wiedziała, że coś takiego mogło się narzeczonej zdarzyć, ale wyjątkowo ją to wyprowadziło z równowagi. Pewnie mogła winić za to ogólną panującą między nimi atmosferę oraz kolejny nieregularny okres, który dostała niedługo po walentynkach. Zdecydowanie rozwalił jej gospodarkę hormonalną i dodatkowo sprawiał, że wszystko ją irytowało.
Nie miała pojęcia czemu nagle Zaylee chciała rozmawiać z nią normalnie. Chociaż może faktycznie była na tyle ciekawa update'ów w sprawnie nawet pomimo faktu, że nie zamierzała się w nią angażować samodzielnie. Równie dobrze mogła to być próba powrotu do normalności w jej wydaniu, ale żeby pierwsza decydowała się na taki krok?
- Nic obiecującego, ale mam listę kilku osób, którym chcę złożyć wizytę i przepytać odnośnie tamtych wydarzeń - odpowiedziała, skupiając się w tej chwili bardziej na dźwiękach obiadu przygotowywanego na kuchence i papierach przed sobą chociaż postanowiła odwdzięczyć się pytaniem. - Jak twoje trupy?
Może potrzebowały zwyczajnej rozmowy o pracy, aby oczyścić atmosferę? Mogło i tak być. W końcu ten chłodny profesjonalizm potrafił im wyjść na dobre to mógł posłużyć do tego, aby jakoś unormować ich obecną relację.

zaylee miller

you make me mad

: pn lut 16, 2026 6:33 pm
autor: zaylee miller
Może rzeczywiście powinna być bardziej wyrozumiała wobec Eviny. Jako lekarz doskonale wiedziała, z czym wiąże się spadek poziomu estrogenów i progesteronu, i jak bardzo potrafi on rozchwiać gospodarkę hormonalną, bezlitośnie odbijając się to na nastroju, cierpliwości, zdolności do racjonalnego myślenia. Powinna była więc rozumieć. A jednak, jak na ironię, po raz kolejny przedłożyła własne potrzeby ponad cudze. A potrzeby Zaylee, jak wiadomo, rzadko bywały skromne. Nic więc dziwnego, że jej duma została urażona.
Uważnie przyglądała się twarzy Swanson, próbując wychwycić najmniejszy sygnał — napięcie w szczęce, cień grymasu, cokolwiek, co zdradzałoby, że jest wkurwiona przez brak odpowiedzi na wiadomość. Narzeczona pozostawała jednak całkowicie niewzruszona. W końcu Zaylee doszła do wniosku, że nic takiego się nie wydarzyło. Albo przynajmniej nie na tyle, żeby zasługiwało na uwagę. Skoro Swanson nie dopytywała, nie było tematu. A skoro nie było tematu, Miller nie musiała na poczekaniu sklejać jakiejś żałosnej, naciąganej wymówki ani gimnastykować się, żeby nie zabrzmiała fałszywie.
Sięgnęła po kubek z kawą, pamiętając, żeby nie złapać za jakiś, który był przeznaczony wyłącznie do użytku Eviny i odłożyła go na blat stołu. Sama usiadła na krześle i podciągnęła nogę w taki sposób, aby móc objąć kolano ramionami i wesprzeć na nim podbródek.
Czyli są jeszcze jacyś żywi świadkowie? — zainteresowała się, ujmując kubek w dłoń. — A z góry założyłaś, że wszyscy dawno nie żyją — przypomniała jej i upiła łyk kawy.
Normalna, rzeczowa rozmowa wydawała się lepszą opcją niż ciągłe uniki. Zaylee dalej była obrażona, ale każdy wiedział, a przede wszystkim Swanson, że nie potrafiła długo wytrzymać bez gadania. A zwykle trajkotała bez przerwy, nawet jeśli nie miała nic konkretnego do powiedzenia. Mogła nawet prowadzić monologi, byle tylko nie zamykać gęby. Najdłużej wytrzymała bez mówienia w trakcie ich cichych dni, ale nawet wtedy w końcu wybuchła. Teraz jednak podchodziła do wszystkiego na chłodno. Nie zamierzała wszczynać awantury. Przynajmniej na razie.
Moje trupy? — powtórzyła po narzeczonej, wzruszając lekko ramionami. — Dalej są martwe. Pod tym względem akurat niewiele się zmieniło — odparła i w sumie nic dziwnego, że naszła ją ochota na rozmowę, skoro większość czasu spędzała w zimnym prosektorium, gdzie co najwyżej mogła pogadać sama do siebie. Niby w niczym jej to nie przeszkadzało, ale żaden denat nigdy nie udzielił jej odpowiedzi. Nie dosłownie. Co najwyżej opowiadał swoją historię poprzez odkrywane obrażenia. Swoją drogą, nic dziwnego, że Miller była pierdolnięta. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wybrałby podobnego zawodu.
Słyszałaś o pożarze w Mount Sinai? — dopytała jeszcze odnośnie porannego newsa. — Jeszcze nie mają dokładnej liczby ofiar, ale podejrzewam, że wkrótce przetransportują do prosektorium kilka zwęglonych ciał — mruknęła z niezadowoleniem, bo przecież wielu jej znajomych lekarzy pracowało w miejskim szpitalu i mogła mieć tylko nadzieję, że zdołali się ewakuować.

Evina J. Swanson

you make me mad

: pn lut 16, 2026 10:19 pm
autor: Evina J. Swanson
Ostatni raz tak rozchwiana emocjonalnie była w momencie, gdy znajdowała się w ciąży. Tylko, że wtedy zdawała sobie z tego kiedy to wszystko minie. Teraz nie wiedziała dokładnie jak długo wszystko będzie trwało. Okres przekwitania dawał jej w kość razem ze stresami związanymi z pracą. Wszystko to tworzyło iście wybuchową mieszankę.
Starała się nie poruszać tego tematu. Wiedziała, że nie będzie miało to sensu. Domyślała się bowiem jakie dokładnie może otrzymać odpowiedzi, których nie chciała wysłuchiwać. W tym stanie nie mogło to prowadzić do niczego dobrego. Zapewne jedynie pogryzłyby się jeszcze bardziej, a raczej tego nie chciały.
- Nie zakładałam z góry, że wszyscy nie żyją. Część na pewno, a inni mogą nie być pomocni po tak długim czasie - przypomniała jej, bo nie chciała wcześniej robić sobie nadziei na zbyt wiele.
Prawda była taka, że w ich związku zawsze panowała pewna równowaga: Zaylee była tą, która zwykle mówiła, a Evina słuchała. Oczywiście potrafiła też się odezwać i prowadzić dyskusje, gdy tylko była ku temu okazja, ale nie miała nic przeciwko byciu słuchaczem. Cicha Miller nigdy nie zwiastowała nic dobrego.
- Czyli nic ciekawego - dodała, bo czuła, że gdyby trafił jej się jakiś interesujący przypadek to Zaylee już zdążyłaby jej o nim opowiedzieć.
Często w końcu zdarzało się, że koronerka od razu dzieliła się jakimiś niezwykłymi przyczynami śmierci oraz sekcjami, które były z jakiegoś względu wyjątkowe. Nie mówiąc już o tym, że od czasu Fostera tym bardziej przywykła do opowiadania jej o tym, co też czekało na nią w prosektorium.
- Słyszałam - stwierdziła krótko.
Oczywiście, że słyszała. Było o tym niezwykle głośno, a do tego miała jeszcze w szpitalu rodzinę, o którą się zamartwiała. Nie było opcji, aby przegapiła takiego newsa. Nie miała jednak zbytnio ochoty na to, aby rozgrzebywać ten temat. Kij wie, co mogło odpowiadać za taki wypadek. W dodatku w miejscu, gdzie ludzie powinni czuć się bezpiecznie i dochodzić do zdrowia. Miała tylko nadzieję, że nie spowoduje to zbyt wielkiego chaosu w mieście/

zaylee miller

you make me mad

: wt lut 17, 2026 10:46 am
autor: zaylee miller
Może gdyby usiadły naprzeciwko siebie i spróbowały naprawdę porozmawiać o tym, co im leży na sercu, wszystko potoczyłoby się inaczej. Zamiast uciekać w seks, może wystarczyłoby kilka szczerych zdań, odrobina odwagi i gotowość, żeby wysłuchać drugiej strony bez uprzedzeń. Wtedy niewypowiedziane żale nie zdążyłyby urosnąć do rozmiarów muru, a drobne nieporozumienia nie przerodziłyby się w chłodną ciszę. Ale Evina nie była skora do rozmów, co czasami doprowadzało Zaylee do furii. W dodatku każda próba konfrontacji najczęściej kończyła się kłótnią, którą prowodyrką była Miller. Pewnie dlatego w nieporozumieniach najczęściej stawiały na dystans, a zamiast wyjaśnień stawiały na krótkie, urwane wypowiedzi.
Albo mogą być bardzo pomocni — zauważyła, bo przecież to wcale nie tak, że nagle wszyscy stracili pamięć. Mogli, ale wcale nie musieli. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Czy faktycznie nie miała zeszłej nocy żadnych interesujących przypadków w prosektorium? Niestety, z bólem serca, ale musiała się z tym zgodzić. Zatrucie tlenkiem węgla z niesprawnego piecyka gazowego, wypadek rowerowy na oblodzonej drodze i krwotok po pęknięciu tętniaka. Żadnego tajemniczego morderstwa ani sprawy, która nie cierpiała zwłoki i przez którą Zaylee nie miałaby czasu odpisać na wiadomość. Nic więc dziwnego, że jedynie wzruszyła ramionami, kiedy podsumowała jej nocną pracę. Nawet nie miała sensownego argumentu, żeby zaprzeczyć. Gdyby naprawdę na jej stół trafił coś niesamowitego, Swanson dowiedziałaby się może nie od razu, ale na pewno teraz.
Dzwoniłaś do Elsie? — Zaylee zerknęła na nią uważnie, marszcząc lekko brwi. Pamiętała przecież, że córka Swanson pracowała w szpitalu (a przynajmniej pracowała jeszcze niedawno, bo nie było jej na forum od tygodni). — Powinnaś zadzwonić — zasugerowała, zanim narzeczona zdążyła zaprotestować albo zbyć temat milczeniem. — Albo chociaż napisać — upiła łyk kawy. Gdyby była na jej miejscu, zrobiłaby tak.
To wcale nie znaczyło, że Elsie od razu odbierze. Jeśli faktycznie była zawalona po uszy pracą, mogła nawet nie mieć czasu spojrzeć na telefon przez kilka godzin. Ale kiedy w końcu znajdzie chwilę i zobaczy nieodebrane połączenie albo wiadomość od matki, z pewnością zrobi jej się choć odrobinę lżej. Świadomość, że ktoś się martwi, w ich przypadku mogła zdziałać więcej niż długie rozmowy. Ich relacja od zawsze była skomplikowana. Pełna lat, w których obie udawały, że wszystko jest w porządku. Może właśnie dlatego taki drobny gest miał teraz większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej. Zaylee spojrzała na nią wymownie, jakby chciała dać jej do zrozumienia, że to wcale nie musi być wielka rozmowa.

Evina J. Swanson

you make me mad

: wt lut 17, 2026 4:30 pm
autor: Evina J. Swanson
Pomimo stażu związku wciąż nie wyrobiły w sobie zdrowszego sposobu na radzenie sobie z konfliktami. Najczęściej pielęgnowały je w sobie póki nie dochodziło do eksplozji inicjowanej przez Miller, a następnie następował kolejny wybuch lecz należący do namiętności pozwalający na wyzbycie się w pełni stresu oraz panującego między nimi napięcia. Wtedy się uspokajały. Dochodziły do jakiegoś cichego porozumienia i obiecywały sobie w głowie nie powtarzać więcej tego samego błędu, który przywiódł je do tego punktu. Działało to jednak tylko czasowo.
- Mogą albo i nie - rzuciła krótko. - Nie dowiem się póki nie spróbuję, a nie ma się co ekscytować czymś, co może nic nie dać.
Chyba obie nie bardzo miały ochotę rozmawiać o tym nad czym pracowały. Był to pierwszy podobny przypadek od dawna. Może nie były zanadto wylewne, ale zdarzało się, że wspólnie wysłuchiwały się i dyskutowały o tym, co działo się w ich życiu zawodowym.
- Dzwoniłam - potwierdziła, bo nawet ktoś kto nie kwalifikował się jak ona do tytułu matki roku chwyciłby po telefon na wieść, że w miejscu pracy jego dziecka wybuchł pożar. - Nie odbierała, ale oddzwoniła po jakimś czasie.
To, że Swanson zdążyła się najeść strachu przez ten czas i wychodziła z siebie. Całe szczęście jej nie stało się nic wielkiego, a policjantka mogła w końcu odetchnąć z ulgą. Zaylee nie musiała wcale przypominać jej o matczynych obowiązkach. W końcu nie była aż tak beznadziejna.
- Teraz są zawaleni robotą. Ustaliłyśmy, że jak będzie mieć czas to sama zadzwoni albo napisze - dodała jeszcze, bo sama nie chciała się narzucać.
Doskonale wiedziała jak męczące potrafiło być, gdy ktoś zanadto się narzucał i zarzucał człowieka zbyt wieloma zmartwieniami. Dlatego postanowiła pozostawić decyzję odnośnie kontaktu córce. Sama odezwie się najwyżej jeśli zbyt długo nie otrzymałaby żadnego znaku życia, aby się upewnić jak wyglądała u niej sytuacja. Tylko tyle, a może aż tyle.

zaylee miller

you make me mad

: wt lut 17, 2026 6:53 pm
autor: zaylee miller
Rozwiązywanie konfliktów seksem zawsze działało. Tylko Swanson nie miała ostatnio na to ochoty, więc najwyraźniej tak teraz będzie wyglądać ich relacja. Będą na siebie warczeć bez powodu i odbywać kurtuazyjne rozmowy dla podtrzymania jakiejkolwiek konwersacji. W porządku, Miller chyba musiała się z tym po prostu pogodzić. Nie miała zamiaru naciskać ani ciągnąć narzeczonej za język, bo zwyczajnie była zmęczona bezustannym wyciąganiem z niej informacji. Jeśli Evina będzie chciała gadać, to zacznie gadać. Jak nie, to trudno.
Nie pozostało jej nic innego, jak wzruszyć ramionami. Nawet rozmowa o pracy niespecjalnie się kleiła. A potem wywróciła oczami, bo przecież nie mogła wiedzieć, że Swanson zdążyła dodzwonić się do swojej córki. Biorąc pod uwagę ich relację i jej charakter, mogła to odwlekać w nieskończoność. Kiedyś zażartowała, że Evina była beznadziejną matką, ale nigdy nie mówiła tego poważnie. Teraz Zaylee chciała pokazać, że też się interesuje. Chciała dobrze, ale wyszło jak zwykle.
Dobrze, że nic jej nie jest — odparła krótko i nawet wysiliła się na słaby uśmiech. Miała okazję kilkakrotnie wpaść na Elsie podczas konsultacji w szpitalu. Raz pomagała ustalić przy sekcji zwłok, że śmierć pacjenta to nie była jej wina. Obiecała jednak, że nie wspomni o tym Evinie. I chociaż Miller można było naprawdę dużo zarzucić, to na pewno niewiele miała wspólnego z niedotrzymywaniem danego słowa.
Nie będę ci przeszkadzać — oznajmiła, podnosząc się z krzesła. — Na pewno masz dużo roboty — wskazała podbródkiem na papiery i laptop. To brzmiało o wiele lepiej niż stwierdzenie na głos, że ta dyskusja do niczego nie prowadziła. Im dalej w to brnęły, tym żałośniej to wyglądało. Cóż, rozmowy nigdy nie były ich domeną. To znaczy, nie były domeną Swanson, bo Miller mogłaby przegadać nawet umarłego.
Wzięła swój kubek i skierowała się do salonu, gdzie od razu opadła na kanapę. Odstawiła kawę na blat stolika i sięgnęła po pilot. Jej wzrok automatycznie zatrzymał się na szafce z wypchaną łasicą. Jebany Gary. Włączyła telewizor i odpaliła jedną z platform streamingowych. Ostatnio w trakcie autopsji zaczęła oglądać Ponies i chciała nadrobić zaległe odcinki. W międzyczasie przyszła do niej Elvira, która chyba wyczuła jej nastrój, bo jak nigdy wskoczyła na kanapę i wcisnęła się jej na kolana, mrucząc przy tym głośno. W pierwszym odruchu Zaylee chciała ją przegonić, ale finalnie westchnęła i przytuliła ją mocno.

Evina J. Swanson

you make me mad

: wt lut 17, 2026 10:50 pm
autor: Evina J. Swanson
Miały swoje systemy, które działały. Skoro dotychczas nie poodgryzały sobie jeszcze głów to musiało coś w tym być. Niemniej dobrze byłoby, gdyby z czasem nauczyły się faktycznie ze sobą rozmawiać i rozwiązywać problemy w inny sposób niż wyłącznie przez seks. Może przeszły razem przez naprawdę wiele i były już zdecydowane na to, aby spędzić ze sobą resztę życia, ale dalej nie mogły się pochwalić szczególnie długim faktycznym stażem związku. Może jednak w pewnym momencie ten płomień między nimi odrobinę przygaśnie, a wtedy jak będą chciały ratować się w obliczu konfliktu?
Znalazły się naprawdę w patowej sytuacji, z której nie bardzo wiedziały jak wyjść. Zwykle zawsze znalazły jakiś temat do rozmów albo po prostu jakieś zajęcie, aby panująca między nimi cisza była lekka i komfortowa. Teraz jednak pomimo ogromu tematów, które były na podorędziu żaden nie wydawał się odpowiedni i nie zapełniał tej ciszy.
Przytaknęła krótko na słowa Zaylee. Nie miała pojęcia, co zrobiłaby, gdyby faktycznie Elsie coś się stało. Mimo wszystko zależało jej. Może kiedyś nie było tego widać, ale chciała się starać. W przeszłości, gdy słyszała komentarze Miller odnośnie tego, że jest beznadziejną matką to mimowolnie Evina czuła bolesne ukłucie pod wpływem tych słów. Nawet jeśli nie mówiła poważnie to takie żarty uderzały cholernie mocno w niesamowicie czuły punkt. Im bardziej jednak koronerka poznawała jej sytuację rodzinną tym bardziej zdawała się być tego świadoma, aż w końcu podobne komentarze na dobre zniknęły z jej repertuaru.
Wydała z siebie jedynie twierdzące mruknięcie, gdy tylko Zaylee zdecydowała się na to, aby wycofać się z kuchni. Może tak było najlepiej. Przynajmniej nie musiały się bawić w to, że nie mają ze sobą kompletnie żadnego problemu.
Na jakiś czas została sama. Opuściła ją nawet Elvira, która postanowiła podreptać do salonu za swoją oryginalną właścicielką. Redemenes w międzyczasie zaczął drzemać na jednym z kuchennych krzeseł, gdy detektywka jeszcze na jakiś czas zagrzebała się w pracy. Zapewne mogłaby się w niej zapomnieć, gdyby nie to, że w pobliżu wciąż miała obiad, który powoli dochodził do perfekcji.
Dopiero, gdy minęła dłuższa chwila stanęła w progu salonu i oparła biodrem o framugę. Był to ruch, który w zamierzeniu miał kryć w sobie pewną nonszalancję, ale w rzeczywistości robiła to po trosze, aby odciążyć dodatkowo ćmiące nikłym bólem kolano.
- Obiad prawie gotowy... - oświadczyła, spoglądając na narzeczoną, która wciąż tkwiła na kanapie z kotem. - Chcesz zjeść tutaj czy w kuchni?
Jej to nie robiło żadnej różnicy. Najważniejsze było przede wszystkim to, aby nareszcie móc nacieszyć się ciepłym posiłkiem, który od dobrych trzech godzin tkwił w fazie przygotowywania doglądany jedynie od czasu do czasu przez czuwającą nad papierami detektywkę, która musiała się wykazać podzielnością uwagi na poziomie mistrza.

zaylee miller