Strona 1 z 3

Scratched by the sand that fell from my love

: pn lut 16, 2026 4:52 pm
autor: April Finch
22
Nie była pewna, czy najpierw zwariuje ze szczęścia czy padnie z wycieńczenia. Zbliżające się wakacje nakręcały ją jak mało co. Nie mogła doczekać się spędzenia tego czasu z Teddy. Nie dość, że kradła ją światu na tyle czasu, to jeszcze spędzą go w pięknym, przyjemnym, a co najważniejsze, ciepłym miejscu. Nie mogła jednak ciągle bujać w obłokach. Musiała skupić się na robocie, by zrobić wszystko, co była w stanie na zapas. Chciała jak najwięcej załatwić na miejscu, by mieć na wyjeździe święty spokój. Nie była durna (aż tak). Wiedziała, że nie wpadnie w stan, w którym nikt niczego nie będzie od niej chciał. Nie dość, że w pracy zawsze się coś działo, to ona nie była gotowa psychicznie, by pieprznąć laptopem w kąt. Ale naprawdę się starała. Przez ostatnie dni praktycznie nie wychodziła głową z roboty. Ciągle siedziała w biurze albo przyklejona do laptopa w mieszkaniu którejś z nich. Przepraszała Teddy po stokroć, obiecując, że wszystko wynagrodzi jej na miejscu.
W przerwie od obowiązków służbowych zarezerwowała wszystko, co było im potrzebne. Czyli miejsce, bilety na samolot i samochód na miejscu. W tej kwestii pewnie mogła bardziej uważać. Głównie na budżet. Ale pieniądze totalnie nie grały roli. Mogła w to wpakować nawet cały roczny budżet wyjazdowy, jaki sobie zakładała. Ignorowała też wszystkie pytania o pieniądze, jakie zadawała jej Teddy, powtarzając, że się rozliczą na końcu i niech przestanie wreszcie dramatyzować. Zaglądając jej przez ramię strażaczka pewnie mogła się nieco obawiać tego, co czeka jej konto, ale cóż. Zawsze mogły liczyć, że w razie kryzysu finansowego uśmiechną się ślicznie do smutnych państwa Finchów.
W międzyczasie powinna jeszcze sypiać, ale tego akurat robiła bardzo mało. Nie nadawała się do życia przez ostatni tydzień, no i trudno. Teddy mogła rozkoszować się ciszą, która była bardzo rzadko spotykana, gdy April znajdowała się w tym samym pomieszczeniu. O dziwo nie starała się wywołać w tym czasie żadnej kłótni! Trudno się kłócić, jak nie ma czasu na rozmowy.
Dzień, w którym wpakowały się do samolotu, uznała za błogosławieństwo. Wprawdzie na lotnisku prawie dostała ataku paniki, że zostawiła w domu bilety i laptopa, ale to wszystko okazało się bzdurą. Były na swoim miejscu. Nie zapomniała też słuchawek ani czytnika, dzięki czemu lot na Hawaje nie był skończonym koszmarem. Udało im się uniknąć obecności dzieci na pokładzie, a to wielki sukces. April miała ambitne plany, by w samolocie jeszcze chwilę popracować, ale dość szybko wymiękła, zasypiając na ramieniu Teddy. Jeszcze trochę i jej dziewczyna zapomni, jak brzmi jej głos. Na szczęście dla barków strażaczki nie spała zbyt długo. To była prosta, regeneracyjna drzemka, która miała jej pozwolić przetrwać nadchodzący jet lag.
Rzadko kiedy zdejmowała płaszcz z takim entuzjazmem, jak na lotnisku. No dobra, ona się często rozbierała z wielkim entuzjazmem. Ale teraz naprawdę miała fenomenalny humor! Wyraźnie odżyła. Honolulu przywitało je przyjemnym ciepłem, które na szczęście nie było piekącym gorącem. Odkąd tylko ich stopy dotknęły terytorium Hawajów, April wróciła do bycia sobą. Niemal podskakiwała radośnie, ciągnąć za sobą walizę w stronę lotniskowego parkingu. Żałowała, że nie przywitała ich jakaś hotelowa banda z naszyjnikami z kwiatów, ale szybko się za te myśli skarciła. Po pierwsze, to było jakieś rasistowskie okropieństwo. A po drugie, przecież specjalnie szukała czegoś, co nie będzie miało nic wspólnego z wielkimi, zatłoczonymi pensjonatami. Miały mieć czas dla siebie i prywatność, a nie biegających dookoła turystów i kretynki rozbijające szklanki do drinków w hotelowym basenie.
— Jak się pewnie domyślasz, chciałam różowy. Ale nie było na dzisiaj dostępnych, wyobrażasz sobie? Na szczęście ten też jest śliczny. — Zatrzymała się przy błękitnym Fordzie Mustanu, który wcześniej zarezerwowała. Jego bagażnik niespecjalnie spełniał ich wymagania, ale trudno! Muszą tylko dojechać na miejsce. Potem przecież nie będą przewozić nim żadnych luster albo innych mebli. O dziwo nie wręczyła kluczyków Teddy. Sama wpakowała się na fotel kierowcy. Pierwsze, co zrobiła, to zdjęcie dachu. Wymarzył jej się przecież kabriolet! Z parkingu wyjeżdżała dość niepewnie, martwiąc się, czy nie zafunduje sobie na powitanie w tym chorym kraju okropnych mandatów, które będzie musiała zapłacić ich okropnymi dolarami. Ale nie! Poszło jej całkiem sprawnie. Pierwsza dłuższa, prosta droga wystarczyła, by ją do siebie przekonać. Podkręciła głośniej muzykę i wcisnęła gaz do dechy, zdecydowanie łamiąc masę lokalnych przepisów. Szybko przestała się martwić o te mandaty. Stać ją, a co! Byle tylko nikogo po drodze nie zabić.
Zatrzymała się na podjeździe jednopiętrowego domku. Z zewnątrz, na szczęście, wyglądał identycznie, jak w internecie. Nieduży, nowoczesny, naprawdę świetny. Przynajmniej jej zdaniem. To nie był żaden kiczowaty, hawajski hotel z plastikowymi kwiatami i rozwodnionymi drinkami. Niewielka willa u stóp Diamond Head była po prostu urocza. Mnóstwo jasnego drewna, bielone ściany, naturalne materiały i przestrzeń, która oddychająca oceanem. No i te okna! Sięgały od podłogi aż po sam sufit, zacierając granicę między luksusowym wnętrzem, a turkusowym Pacyfikiem. Oby w środku wszystko również spełniało ich wymagania. Ale skoro nie oszukiwali z zewnętrzem, to i tam będzie świetnie, prawda? Z salonu wychodziło się prosto na spory, zadaszony taras, za którym rozlewała się soczysta zieleń trawnika. Zewsząd otaczały ich gęste, tropikalne rośliny, wysokie palmy i plumerie, które tworzyły naturalny mur oddzielający je od reszty świata. No i ten ciągły szum fal, rozbijających się o brzeg kilkanaście metrów dalej. Ta absurdalna wręcz bliskość plaży najmocniej chwyciła za jej serce w trakcie rezerwacji. I pewnie też za portfel.
— Do centrum jest z 5 minut samochodem, dasz wiarę? To można tam chodzić nawet z buta. Czy to nie jest zajebiste? — Wyskoczyła z samochodu bez otwierania drzwi, chcąc zasmakować nieco filmowego życia. Udało jej się nawet nie wyrżnąć zębami o podjazd, to już czas. Od razu podbiegła do Teddy i zarzuciła jej ręce na szyi.
— Powiedz, że jest zajebiste i że już nie jesteś na mnie zła, i że będzie super, i że się cieszysz, i że spędzimy najlepsze wakacje świata, i że będzie piękna pogoda, i że już nie jesteś na mnie zła. — Zasypała ją gradem komunikatów po każdym z nich obdarowując ją całusem w kolejny fragment twarzy, skrupulatnie omijając przy tym wszystkim usta.

teddy darling

Scratched by the sand that fell from my love

: pn lut 16, 2026 5:58 pm
autor: teddy darling
034.
Teddy potrzebowała tego wyjazdu bardziej, niż chciałaby się do tego przyznać. Nawet przed samą sobą. Ostatnie miesiące w jednostce dały jej porządnie w kość. Dyżury ciągnęły się jak guma do żucia przyklejona do podeszwy, adrenalina nie miała kiedy opaść, a zmęczenie zaczynało wgryzać się pod skórę. Dlatego o wolne poprosiła z wyprzedzeniem, zanim jeszcze cokolwiek zdążyły wspólnie ustalić. Tak na wszelki wypadek. Wolała mieć urlop zaklepany na beton, nawet jeśli oznaczało to żmudne układanie grafiku z przełożonym, liczenie godzin i ciągłe upewnianie się, że nikt nie będzie mógł zarzucić jej nieodpowiedzialności. Oczywiście obiecała Jettowi, że wynagrodzi mu każdy dyżur, który wziął za nią. Co do godziny! Jeszcze nie wiedziała, czy będą to dodatkowe zmiany, czy wieczna wdzięczność i stawianie kawy do końca roku, ale słowa dotrzyma!
Po powrocie z remizy patrzyła, jak April haruje ponad siły, prawie zlewając się z laptopem w jedność, a ekran co chwilę zmieniał się od kolejnych zakładek, maili i rezerwacji. Trochę ją to martwiło, a trochę rozczulało. Starała się więc po prostu nie przeszkadzać. Gotowała, przynosiła jej herbatę i zajmowała swoimi sprawami. W końcu już niedługo miały cieszyć się brakiem obowiązków i tym rzadkim luksusem nicnierobienia. A jeśli później przyjdzie zapłacić za to dodatkowymi dyżurami i niewyspaniem to trudno! Te wakacje były tego warte.
Mimo to każde kolejne kliknięcie związane z rezerwacjami powodowało u Teddy niekontrolowany skurcz żołądka. Cały czas dopytywała April o koszty. Ile za nocleg, ile za transport, ile za wszystko razem, bo musiała oddać jej dokładnie połowę kwoty i to nawet nie podlegało dyskusji. Ani centa mniej. Na pewno jakoś się rozliczą. Najwyżej przez kolejne pół roku będą biedować, liczyć wydatki i rezygnować z drobnych przyjemności. Teddy była na to gotowa. Jednego była absolutnie pewna — nie zamierzała brać od rodziców Finch złamanego centa. Prędzej zjadłaby własny hełm strażacki.
Przed wylotem sprawdziła walizkę trzydzieści razy. Paszport był. Ładowarka była. Szczoteczka do zębów również. Nie należała do tych osób, które na wyjazd pakują nieproporcjonalną ilość bielizny, na wypadek jakiejś spektakularnej katastrofy jelitowej, a jednak dopadła ją wątpliwość czy przypadkiem nie wzięła jej za mało. Zresztą, po co jej w ogóle majtki?
Lot odbył się bez przygód. Przede wszystkim nigdzie się nie rozjebały, a to już spory sukces. Honolulu przywitało je ciepłym, ale nie palącym słońcem. To powinno jednak wystarczyć, żeby złapać opaleniznę. Niech po powrocie wszyscy widzą, że były na Hawajach!
Ty jesteś śliczna — odparła, kiedy pakowały się do błękitnego Forda. O proszę! Znalazła się cesarzowa podrywu, imperarorka komplementów akermańskich i absolwentka Wyższej Szkoły Bajeru w jednym!
Pominęła uwagę, że kolor samochodu absolutnie nie miał żadnego znaczenia i że liczyła się tylko wydajność. I nawet nie oponowała, kiedy April zajęła miejsce od strony kierowca. W sumie to miła odmiana, Teddy rzadko kiedy była passenger princess. Nie obawiała się też, że Finch zatrzyma Forda na jakiejś palmie, chociaż nie wykluczała takiej opcji. Dobrze, że miały jednak więcej szczęścia niż rozumu!
Westchnęła z zachwytem, gdy zatrzymały się przed jednopiętrowym domkiem. Był śliczny! Nie tak śliczny, jak April, ale robił wrażenie. Teddy aż musiała zdjąć okulary przeciwsłoneczne, żeby lepiej mu się przyjrzeć. Ledwo co zdążyła przeczesać palcami rozwiane przez wiatr włosy, a już obejmowała w pasie swoją dziewczynę, która uwiesiła jej się na szyi.
Poczekaj, poczekaj — zaśmiała się pod wpływem tych wszystkich całusów. — Nie jestem na ciebie zła. Dlaczego miałabym być zła? — zapytała, szczerze zdezorientowana tym pytaniem. — Na pewno będzie zajebiście! Już jest zajebiście! A zabukowałaś nam pogodę? — zapytała, mrużąc podejrzliwie oczy.
Darling sprawdzała pogodę na najbliższe dni i z prognozy wychodziło, że tylko raz miał padać przelotny deszcz. Wspaniale, wtedy będą mogły cały dzień spędzić w łóżku!
Do centrum będziemy chodzić z buta. Zdecydowanie. Tylko najpierw będziemy musiały podjechać po zakupy. Widziałam, że są tam aż trzy wypożyczalnie desek surfingowych. Miałam cię nauczyć łapać fale, pamiętasz? — skoro Finch tak skrupulatnie omijała jej usta, Teddy ujęła jej twarz w swoje dłonie i skradła jej pocałunek. — Chodź. Zobaczmy, jak to wygląda w środku — złapała ją za rękę i pociągnęła w kierunku schodków.
Gdzieś musiały być klucze, za które odpowiadała April. Właściwie Darling dopiero teraz zdała sobie sprawę, że April odpowiadała za wszystko i wszystkim zajęła się całkiem sama. Oczywiście po wcześniejszych konsultacjach z Teddy, która i tak przytakiwała na jej decyzje. Ależ ona miała zaradną dziewczynę!

April Finch

Scratched by the sand that fell from my love

: pn lut 16, 2026 7:29 pm
autor: April Finch
Na bank czegoś nie spakowała. Nie zapomniała o biletach i laptopie, ale ominęła pewnie coś innego, równie istotnego. Dowie się o tym w najmniej odpowiednim momencie. Niewiele było rzeczy, których nie będzie mogła sobie kupić na miejscu, ale pewnie jakiejś takiej zapomniała! To nigdy nie mogą być głupoty jak ładowarka albo spodnie. Kto normalny zapomina spakować spodni, jadąc na wakacje? Na pewno nie ja. Skądże znowu.
Na tę chwilę na szczęście to wszystko nie miało znaczenia. Chłonęła ciepłe powietrze Hawajów, rozkoszując się zapachem oceanu. I miasta. To jednak nie była dziewicza wyspa z daleka od losu. Ale przecież nie taki był plan! Miały się też trochę zabawić, a nie tylko na zmianę gnić w łóżku i pływać. A na taką Ibizę pewnie były już za stare. No i tam było chłodniej, więc odpadało. Hawaje były doskonałym wyborem. Zawsze chciała tu przylecieć, a jakoś nigdy nie było okazji. Pewnie przez to, jak to daleko. Cieszyła się, że pierwszy raz może zaliczyć z Teddy. Chociaż taki.
— No myślałam, że jesteś zła, że cię tak olewałam ostatnio. Albo za to, że wzięłam ze sobą laptopa — mruknęła ciszej, nieco zawstydzona własną głową. W ogóle jej się nie podobało to, że nie miała czasu dla Teddy. Sama się przecież o to czepiała, a teraz co? Cwaniara. Przynajmniej siedziła w bezpiecznym biurowcu. Albo w jej mieszkaniu. Nie szlajała się po płonących, walących się budynkach, ryzykując życie. Ani nie obściskiwała się z nikim w magazynku jak co poniektórzy.
— Próbowałam rzucać klątwę na pogodę, ale ciągle ktoś w trakcie do mnie dzwonił, więc nie wiem, czy się udało. — Zaklinanie deszczu to nie była łatwa sprawa. Pewnie faktycznie mogłaby spróbować zrobić coś, by zapanować nad temperaturą, gdyby tylko wierzyła w takie pierdoły jak zaklęcia. Niestety, kompletnie nie wierzyła. Mogła tylko trzymać kciuki i co najwyżej wkurwiać się potem na świat, że dzieje się nie po jej myśli.
— Pamiętam, pamiętam. Szukałam czegoś o surfingu na TikToku, polajkowałam jeden filmik, a następnego dnia miałam w tym cały feed. Nawet nie miałam kiedy tego oglądać. — Westchnęła ciężko, sięgając po telefon. Nie miała zamiaru scrollować social mediów. Musiała odnaleźć wiadomość, w której właściciele wyjaśniali, skąd wytrzasnąć kluczyk. Była pod wielkim wrażeniem siebie, że dała radę zarówno z pracą, jak i ogarnianiem. Z drugiej strony nie było wątpliwości, że pewnie coś po drodze zjebała i odbije im się to czkawką.
Wyciągnęła wreszcie klucze ze skrytki na kod, myląc się w kombinacji tylko raz. Otworzyła szeroko drzwi i puściła Teddy przodem. Nie dość, że była zaradna, to jeszcze dobrze wychowana! Raz na jakiś czas Darling też musiała być traktowana jak księżniczka, zdecydowanie.
Kiedy tylko przekroczyła próg z jej płuc uszło całe napięcie gromadzone przez długie miesiące kanadyjskiej zimy. To miejsce wyglądało jak ziszczenie jej najbardziej wyśrubowanych, pinterestowych fantazji, nad którymi ślęczała w biurze. Wnętrze zapraszało przestrzenią, jasnym drewnem i luksusowym minimalizmem. No i te kolosalne okna! Będzie tu wyglądać fenomenalnie o każdej porze dnia, niezależnie od tego, co na siebie narzuci. Teddy oczywiście też! Z wielkiego salonu wychodziło się prosto na przestronny, zacieniony taras, za którym kawałek dalej w dół mogły sprawnie dotrzeć na plażę. Widok na ocean od razu wywołał na jej twarzy uśmiech. W sercu kuchni królowała wielka wyspa z jasnego marmuru.
— Ale szajs — rzuciła, przejeżdżając palcami po blacie. Czyli to miejsce miało jednak jakieś estetyczne minusy! To nic. Sprzęty lśniły nowością, a ciepłe, idealnie rozproszone oświetlenie sprawiało, że kuchnia wyglądała jak wyciągnięta z Instagrama. Nie mogła się doczekać aż narobią w niej kompletnego syfu. Uchyliła drzwi do sypialni.
— Chodź, zobacz! — zawołała, wchodząc do środka. Przestrzeń niemal w całości wypełniało monstrualne łóżko typu king-size. Mogły zatapiać się w poduszkach i obserwować ocean przez kolejne przestronne okno. Najpierw na łóżku trzeba będzie zrobić miejsce, ponieważ jego środek zajmowały dwa wielkie łabędzie z ręczników otoczone płatkami róży w kształcie serca. Obok nich leżał kosz z owcami. Finch wyciągnęła z niego karteczkę.
— Wszystkiego najpiękniejszego na nowej drodze życia. Everywhere, everything, I wanna love you — przeczytała na głos po czym obróciła karteczkę w stronę Teddy. Pod fragmentem piosenki był nawet graficzny odnośnik amplitudy, który po zeskanowaniu prowadził do tej konkretnej piosenki Kahana. Postarali się.
— Jestem genialna czy nie jestem genialna? — Złapała ją za koszulkę i przyciągnęła do siebie od razu łącząc ich usta w czułym pocałunku. Nie było już czasu na jakieś buziaki w policzek. W końcu były tu od kilka minut, pora porzucić konwenanse.
— Jestem genialna. I kłamię lepiej niż ci się wydaje — dodała, odsuwając się od niej. Metoda ze zmyślaniem, że jest się parą nowożeńców jest stara jak świat i nie zawsze działała, ale najwyraźniej April miała sprawdzone sposoby.

teddy darling

Scratched by the sand that fell from my love

: pn lut 16, 2026 8:38 pm
autor: teddy darling
W przeciwieństwie do April miała jednak trochę oleju w głowie, żeby nie przypierdalać się o natłok pracy. Rozumiała, że bywają momenty, gdy rzeczy po prostu się piętrzą i nie ma na to rady. Zresztą Teddy akurat najmniej miała prawo do takich pretensji, bo sama pracowała więcej niż przeciętny człowiek, często ponad siły, kosztem snu, spokoju i wszystkiego pomiędzy. A może właśnie dlatego miała prawo? Może to był dokładnie ten powód, dla którego powinna się wściec. Może powinna zrobić jej kosmiczną awanturę, zupełnie bez sensu, pełną pretensji o brak uwagi i o wieczne zaraz, które rozciągało się w czasie. Szkoda tylko, że Teddy taka nie była. To znaczy, bardzo dobrze! Bo gdyby była, na pewno pokłóciłyby się okrutnie, rzuciły kilka słów za dużo i finalnie nigdzie nie poleciały.
Jesteś niepoważna — skwitowała jedynie z uśmiechem, dając jej do zrozumienia, że absolutnie i w żadnym wypadku nie była na nią zła. — Ale jak pogoda zepsuje się znienacka, to będzie wyłącznie twoja wina — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem, kiedy przechodziła przez próg.
No bo jak to tak? Mogła przecież postarać się więcej. Żeby tylko te jej szamańskie rytuały nie sprowadziły jakiejś czarnej chmury, która nad nimi zawiśnie i poczęstuje kilkudniową ulewą. Nie po to uciekły z lodowatej Kanady, żeby teraz siedzieć w domu, zamiast zobaczyć wszystko, co miała do zaoferowania archipelag, bo przecież musiały zwiedzić też inne wyspy!
Nie potrzebujesz żadnych durnych filmików, ja ci wszystko pokażę — zapewniła radośnie. Nie po to przez pół życia łaziła na plażę w Bluffers Park, moknąc na wietrze i paląc sobie ramiona słońcem, żeby teraz April miała korzystać z porad jakichś surf­erów - amatorów z Internetu. Wprawdzie plaże w Toronto nijak miały się do tych tutaj i Darling pewnie mocno się zdziwi, że nie radziła sobie aż tak świetnie, przez co jej morale trochę podupadną, ale to zmartwienie na kiedy indziej. Na razie nie miała nawet deski.
Przestrzeń była jasna i otwarta, a ogromne okna sprawiały, że dom wydawał się większy i bardziej przystępny. Widać, że właściciele postarali się, żeby dopieścić wystrój na maksiorka. Taras wyglądał wygodnie i praktycznie, a ścieżka prowadząca na plażę była łatwo dostępna. No i ten ocean! Powinny rzucić swoje dotychczasowe życie w Kanadzie i zamieszkać tu na stałe. April mogła wykonywać swoją pracę wszędzie, a Teddy... W Honolulu na pewno mieli jakąś jednostkę straży pożarnej! A jak nie, to mogłaby zajmować się czymkolwiek. Nauczyłaby się projektować kuchnie, żeby nie wyglądały tak tandetnie. Albo sprzedawała owoce, jak te z kosza w sypialni. Była młoda, niegłupia, obrotna i zdolna, dałaby sobie radę!
Oczy Darling zaświeciły się milionem światełek i zamigotały jak magiczne ogniki, kiedy Finch przeczytała treść karteczki. To totalnie rozmiękczyło jej serce. Właściwie to czuła się tak, jakby rozpuściło się właśnie w kwasie karbolowym.
Jesteś genialna — nie mogła się z nią zgodzić. Odwzajemniła pocałunek. — I kurwa bardzo sprytna. Ale fatalnie kłamiesz. Wcale nie poszłoby ci tak gładko, gdybyś musiała skonfrontować się z nimi twarzą w twarz — stwierdziła, pewna swego, po czym poruszyła wymownie brwiami. — Ostatnio w National at The Well, zanim pojechałaś do domu, pytałaś mnie, czy chcę mieć na ślubie sukienkę czy garnitur, a od tego niedaleka droga do nowożeńców — uśmiechnęła się do niej łobuzersko. Czy April coś z tego pamiętała? Nieważne! Ważne, że Teddy pamiętała. — Przyniosę walizki — powiedziała i wycofała się z sypialni, żeby zaraz zatrzymać się i zerknąć na nią przez ramię. — Wolę garnitur, jeśli musisz wiedzieć. Ale jak chcesz, żebym założyła sukienkę, dla mnie luzik — puściła do niej oko i ruszyła przez salon ten wielki, połączony z kuchnią salon z zamiarem rozpakowania bagażnika, który wcześniej nawet się nie domknął.
Zwinnie wyciągnęła obie walizki i zdziwiła się, że ta Finch była zdecydowanie cięższa, chociaż w sumie wcale nie powinno ją tak szokować. Na pewno zabrała jakieś rzeczy, których nawet nie założy na siebie przez cały pobyt.
Chryste, coś ty tam upchnęła? Kamienie? — zaśmiała się, wnosząc toboły po schodkach. Tak, to na pewno musiały być kamienie. I to takie z napisem love. Ale nie takie ciężary się nosiło! — Wypakujemy się czy idziemy najpierw coś zjeść? — szczerze powiedziawszy, Teddy trochę przymierała z głodu. Była w stanie pochłonąć właściwie wszystko, choćby warzywa Huli Huli czy Shoyu Eggplant. Trochę poczytała o lokalnej kuchni i to głównie o tych bezmięsnych daniach!

April Finch

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 17, 2026 3:03 pm
autor: April Finch
Zmarszczyła brwi, przyglądając się jej z groźną miną. Tak przynajmniej jej się wydawało. Bo co to w ogóle było za zrzucanie na nią winy za pogodę? To ona była tutaj specjalistką od takich rzeczy! Jak jej to odbiorą, to co jej pozostanie? Jej osobowość nie była przecież aż tak głęboka, a paleta żartów nieskończona. Bardzo szybko może natrafić na ścianę i się po prostu skończyć. Opadnie na podłogę jak balonik, z którego uleciało powietrze i okaże się, że jest właściwie jest pusta w środku, a wtedy już na pewno umrze w samotności. Chwila, o czym ja w ogóle mówiłam? Dalej.
Przygryzła dolną wargę, lustrując ją wzrokiem od góry do dołu. Od razu wyobraziła ją sobie surfującą po największych falach świata. I oczywiście była w tym niezwykle dostojna i seksowna. Nawet włosy jej się pięknie rozwiewały, a po wszystkim wcale nie były skołtunione. Od razu pomyślała o drobinkach soli osiadających na jej nagiej skórze i zapachu oceanu, jaki przyniesie za sobą do łóżka. Wszystko wyglądało po prostu perfekcyjnie. Musiała niestety porzucić na ten moment te fantazje i wrócić do szarej codzienności. Okej, nie takiej szarej. Były przecież na wakacjach. I to na Hawajach! Miała pełne prawo fantazjować do woli, a potem wcielać te fantazje w życie w przeciągu kilku godzin. Teddy przecież dobrze wiedziała, na co się pisała. I na pewno nie umknęło jej uwadze to spojrzenie.
Już otwierała buzię, by zaprotestować i wyjaśnić jej, że była świetną kłamczynią. W ogóle nie byłoby to prawdą, więc gdyby Darling jej uwierzyła, to jednak by udowodniła, że jest, więc plan generalnie był genialny. Ale strażaczka praktycznie od razu dodała coś o ślubie. Zamknęła usta i pogrążyła się we wspomnieniu.
— Powiedziałam to na głos? — zapytała cicho, chyba bardziej siebie niż ją. Na to by wychodziło, skoro Teddy też to pamiętała. Nadal nie znalazła przecież sposobu, by czytać jej w myślach. Nie była pewna, czy powinna się martwić. Jakby zdawała sobie sprawę, że to powiedziała, to pewnie nie wywinęłaby tego numeru z ręcznikowymi łabędziami. Wyglądała chyba na straszną desperatkę. Już miała zacząć kręcić z tego w głowie dramat, kiedy strażaczka znowu się do niej odezwała. A to już była wyjątkowo urocza deklaracja, na którą April zareagowała szerokim uśmiechem.
— Oczywiście, że muszę wiedzieć — zawołała za nią wyjątkowo radosnym tonem. Znaczy, nawet jak na nią. Wyrzuciła ręce w górę, po czym miękko opadła w tył na materac, lądując na plecach obok jednego z łabędzi. Garnitur był dobrym wyborem. Wtedy ona będzie mogła założyć sukienkę i będą razem świetnie wyglądać! A może jednak też powinna wybrać spodnie, żeby być nieco przewrotną i nieco się zbuntować przeciwko patriarchatowi? W takim stroju też przecież wyglądałaby doskonale. Cholera, musi się jeszcze nad tym poważnie zastanowić. Sięgnęła do kosza i wyjęła z niego karambolę. Wgryzła się w owoc, który natychmiast zaatakował ją słodyczą i orzeźwieniem. Nawet smakołyki w tym miejscu były jak z Instagramowej fantazji.
— Sama jesteś kamienie. Spodoba ci się wszystko, co wzięłam, gwarantuję. — Podniosła się niechętnie z materaca, dokańczając mały owoc. Na pewno nabrała masę klamotów, które nie były jej absolutnie do niczego potrzebne. Ale starała się też być bardziej przezorna niż na ich ostatnim wyjeździe, żeby tak łatwo nie zrobić z siebie kretynki, a jednocześnie totalnie ją oczarować.
— Chodźmy jeść — zadecydowała poważnym tonem, podchodząc do Darling. Kompletnie nie pomyślała o zrobieniu researchu w kwestii lokalnych potraw. Właściwie niespecjalnie miała na to czas. Miała nadzieję, że w takim zagłębiu turystycznym bez problemu znajdzie bez mięsa coś więcej niż banany. Objęła Teddy w pasie i naparła na nią ciałem, aż plecy strażaczki nie natrafiły na ścianę. Wsunęła ręce pod materiał jej koszulki od razu łącząc ich usta w głębokim pocałunku. Obiad mógł poczekać przecież kilka chwil. Dotyk ciepłej skóry pleców pod palcami był o wiele ważniejszy. Przesunęła dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, drugą przyciągnęła bliżej jej biodra. Pocałunki sprawiały wrażenie dużo przyjemniejszych i słodszych niż wszystkie dotychczas. To wina kropli soku karamboli na wargach? A może przekonania, że wreszcie miała ją naprawdę dla siebie?
— Chodź — szepnęła przy jej ustach, zanim jeszcze zdecydowała się odsunąć. Złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą w stronę wyjścia. Oczywiście musiała się wrócić z podjazdu, bo nie wzięła ze sobą kluczy, telefonu ani w ogóle niczego. Ale po krótkiej chwili udało jej się ogarnąć! I nawet znalazła jakąś restaurację niedaleko, na którą od razu nastawiła nawigację. Nie robiło jej różnicy, co to będzie, byle tylko się czymś napchać.

teddy darling

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 17, 2026 4:23 pm
autor: teddy darling
No to już wiesz! — odparła wesoło, choć gdyby tylko mogła zajrzeć do głowy Finch, jej uśmiech zapewne odrobinę by przygasł.
Bo niby dlaczego to, co powiedziała wtedy w barze, miałoby stać się powodem do jakichkolwiek zmartwień? Przecież to było niesamowicie urocze. Tak samo jak łabędzie ułożone z ręczników na hotelowym łóżku, wers z piosenki Kahana wypisany na powitalnej karteczce i cała ta czuła, wręcz rozbrajająca staranność, z jaką April planowała każdy najmniejszy szczegół. I w ogóle cała April.
W jej świecie wszystko układało się w prostą sekwencję zdarzeń. I był tam ślub. Najlepiej w niedalekiej przyszłości. Choć może jednak nie od razu. Niech dadzą sobie kilka miesięcy, żeby nacieszyć się tym stanem zawieszenia, tą słodką niepewnością między już prawie a jeszcze chwila. No i przede wszystkim Darling musi się oświadczyć! Obrała to sobie za punkt honoru i nikt nie miał prawa odebrać jej tej satysfakcji.
Nie, to nie wydarzy się na Hawajach. Mogłoby, ale czy to nie byłoby jednak lekką przesadą? Wprawdzie nie znały się od wczoraj i przeżyły ze sobą więcej niż niejedna para, ale co, jeśli April uznałaby, że Teddy kompletnie zwariowała i że totalnie ją pojebało?
A wzięłaś bieliznę? — zapytała, a jej uśmiech stał się wyraźnie bardziej łobuzerski. — Tę, którą zamówiłaś specjalnie na Mont-Tremblant i której ostatecznie nie zabrałaś — uniosła figlarnie jedną brew. Miała jeszcze coś dodać, pewnie coś zaczepnego, ale zdążyła jedynie stęknąć cicho, kiedy Finch przycisnęła ją do ściany. A potem mruknęło prosto w rozchylone wargi, kiedy poczuła, jak jej dłonie wkradają się pod materiał koszulki. Finch smakowała jakimś owocem, które Teddy pewnie nigdy nie jadła. Ale to nic, w żadnym innym wydaniu i tak nie smakowałby lepiej!
Teraz to już nie chcę nigdzie iść — wymamrotała, wsuwając dłoń za gumkę jej spodenek. Przebranie się zaraz po wylądowaniu to był jednak strzał w dziesiątkę. Zaraz jednak została złapana za rękę i pociągnięta w stronę wyjścia. No tak, jedzenie! Faktycznie! Darling miała dobrą pamięć, ale wybiórczą. Poza tym obiad nagle przestał być aż tak ważny.
Sama zgarnęła z samochodu jedynie telefon i okulary przeciwsłoneczne, a gdy wyszły na piaszczystą ścieżkę, splotła palce z palcami swojej dziewczyny. Jeszcze nie do końca docierało do niej, że naprawdę udało im się zorganizować wspólny urlop i to z dala od Toronto. Choćby waliło się paliło, nikt nie zacznie zawracać im głowy pierdołami. O ile Finch mogła załatwić coś zdalnie, to Teddy co najwyżej mogła pobawić się wężem ogrodowym i po udawać, że też ma home office.
Piaszczysta ścieżka szybko przeszła w wąską, wydeptaną drogę, która łagodnie opadała w stronę miasta. Po lewej stronie ciągnęły się kępy wysokiej trawy, poruszanej ciepłym wiatrem znad oceanu, a w powietrzu unosił się zapach soli zmieszany z kwitnącymi plumeriami, a ich kremowo-różowe płatki leżały rozsypane przy krawędzi drogi. W oddali, ponad linią niskich zabudowań, majaczyła sylwetka wygasłego krateru. Im bliżej centrum, tym częściej mijały drewniane ogrodzenia i niskie domy o pastelowych elewacjach i z werandami osłoniętymi bambusowymi roletami. Na podjazdach stały pick-upy z deskami surfingowymi, a gdzieś z otwartego garażu dobiegały dźwięki ukulele.
Na co masz ochotę? — zapytała, kiedy mijały kolorowy mural na ścianie sklepu i małą smażalnie ryb. — Tylko nie mów, że na mnie, jeszcze za wcześnie na deser — Teddy natychmiast zepsuła całą zabawę, nie pozwalając April zostać doktorantką flirtologii stosowanej. Chociaż miała na to zadatki! — Poczekaj, muszę sprawdzić, co to jest Laulau — zatrzymała się i sięgnęła po telefon, żeby wyguglować danie, które ktoś zapisał kredą na tablicy przy kolejnym lokalu. — Warzywa lub tofu zawinięte w liście taro i gotowane na parze — przeczytała, a opis sugerował, że posiłek będzie miał więcej chlorofilu niż kalorii. Nie brzmiało najgorzej. W sensie, nikt jeszcze nie umarł od liścia, o ile nie był to trujący bluszcz.

April Finch

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 17, 2026 6:50 pm
autor: April Finch
Kilkukrotnie już myślała o swoich byłych, jak o potencjalnych żonach. Wbrew pozorom nie popadała w takie wariactwo przy każdej. Randki ciągnące się na całe dni i wprowadzenie się do siebie w mniej niż miesiąc? No jasne, że tak, bycie lesbijką jednak do czegoś zobowiązywało. Podpisywała kontrakt, wychodząc z piekła. Ale przysięgi trwania przy kimś na wieczność, to co innego. Grubszy kaliber, którym nie chciała szastać na prawo i lewo, więc miała tylko kilka opcji potencjalnych zmian nazwiska. No właśnie, potencjalnych. Nigdy nie wykraczało to poza strefę snucia planów na daleką przyszłość, rozważań albo marzeń. Coś w środku April próbowało jej wykrzyczeć, żeby zauważyła, że tym razem nie traktuje jej jako możliwą opcję, tylko oczywistość. To pewne, że wyda chore pieniądze w każdy Black Friday, na bank usiądzie przed telewizorem w dniu premiery każdego sezonu Drag Race i na sto procent pobierze się z Teddy, duh.
— Może wzięłam. — Nie mogła jej przecież dać tak po prostu zestawu gotowych odpowiedzi. Musiała wyszarpywać szansę na element zaskoczenia z najmroczniejszych zakamarków. Teddy ją za dobrze znała, by działały na nią jej standardowe pomysły, a przecież nie chciała, by popadły zaraz w rutynę jak piętnastoletni związek.
Przynajmniej pod względem dotykalstwa im to nie grozi. To przez to, jak mało robiły tego przez te wszystkie lata. Nadgonić ponad dekadę pełną migdalenia? To spore wyzwanie, nawet jak na stadardy Finch. Dobrze, że trafiła jej się dziewczyna z dobrą kondycją, która ma w sobie zapał, żeby dotrzymywać jej kroku.
Ale musiały jednak trochę przystopować. To miał być przecież romantyczny wyjazd i szansa wpakowanie się w ten związek jak należy. Musiały dać sobie też czas na drobne czułości, bo będą się tak wiercić ciągle w miejscu. Na szczęście Honolulu oferowało taką aurę na zawołanie. Na bank wchodziła w skład podatku klimatycznego, który jest tu pewnie wywindowany do jakichś chorych sum. Na bank coś takiego tu mają, nie marnowaliby okazji na zarobek. Aura była generalnie nie do podjebania. Nawet prosty spacer z domu do miasta sprawiał wrażenie wyciągniętego z jakiejś bajki. Albo raczej kreskówki na temat surferów. Wokół aż kipiało przerysowaną stereotypowością, czym April była absolutnie zachwycona.
— Wiesz, że możemy jeść deser przed obiadem? I po? Jesteśmy dorosłe i mamy wolną wolę — zwróciła jej uwagę. Jak Teddy mogła zapominać o tak podstawowych prawidłach? Zatrzymała się obok niej, ale w ogóle nie spojrzała na menu. Przyglądała się zaczytanej Darling, która wyglądała w tym słońcu zupełnie inaczej niż w Toronto. Słońce niby to samo, ale jednak wprowadzało całą masę nowości. Jej wersja z Honolulu również się jej podobała. Ciekawe, czy tak samo będzie z wersjami z miliona innych miast na świecie. Trzeba będzie sprawdzić.
— Mhm, brzmi super — odpowiedziała odruchowo, przysuwając się bliżej. Nie powtórzyłaby raczej, co strażaczka powiedziała, więc trzymała kciuki, że nie zrobi jej zaraz testu ze słuchania. Obniżyła głowę, próbując spojrzeć na nią z poziomu telefonu. Kiedy tylko Teddy odwróciła wzrok w jej stronę, wyprostowała się, odsuwając sobą urządzenie i ją pocałowała. Uśmiechnęła się zachwycona wprost w jej usta. W Honolulu również wybornie smakowała. Wcześniej nie mogła mieć takiej pewności, ciągle były w jakiejś zamkniętej przestrzeni. Lekki wiatr przesycony hawaizmem dopiero teraz wdzierał im się we włosy.
— Ja zjem to — mruknęła, nadal nie odsuwając się od jej ust ani na milimetr. Stuknęła paznokciem w tablicę, licząc na to, że w tym miejscu faktycznie napisali danie, które będzie mogła zamówić. Pocałowała ją raz jeszcze i dopiero wtedy się odsunęła. Spojrzała na palec, który wciąż trzymała na tablicy. Grillowane krewetki z czosnkiem. No dobrze, pudło. Zjechała pozycję niżej.
— Wegetariańskie Loco Moco. To zjem. Mam wrażenie, że oni zmyślają te nazwy dla białasów. — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Za dużo w tym miejscu było kreskówkowości, żeby to nie był jakiś spisek kapitalistów, śmiejących się z turystów. Podjęcie decyzji poszło im zadziwiająco łatwo. Weszła za płotek oddzielający restauracyjny ogródek od chodnika i zajęła miejsce przy stoliku z – jej zdaniem – najlepszym widokiem. Usiadła plecami do restauracji, a przodem do uliczki, która przecież prowadziła w stronę restauracji. No i przodem do Teddy.
— Wybierz jedną rzecz, którą musimy zrobić. Dowolną. Ale nie wyskakuj mi tu z jakimś piciem z kokosa albo pójściem na hula. — Wycelowała w nią menu ostrzegawczo, żeby sobie nawet nie myślała, że może ją w tym momencie zasypać banałami.

teddy darling

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 17, 2026 7:57 pm
autor: teddy darling
Theodora Darling była jakimś jebanym wyjątkiem wśród lesbijek, bo nigdy nie mieszkała z żadną dziewczyną, z którą kiedykolwiek się związała. Jej partnerki wychodziły z taką inicjatywą, ale Teddy nie dawała się w to wciągnąć. Przede wszystkim dlatego, że uważała, że to za wcześnie. Jak można zamieszkać razem po miesiącu znajomości? A co, jeśli laska okazałaby się kleptomanką i wyniosłaby jej pół chaty? Albo seryjną morderczynią? Może i na co dzień Darling wskakiwała w płomienie i łaziła bez zabezpieczeń po zawalonych budynkach, ale takie ryzyko zdecydowanie ją przerastało.
Z April było inaczej. Zdecydowanie inaczej. Owszem, istniała pewna, czysto teoretyczna możliwość, że Finch poniosą emocje i któregoś razu po prostu udusi ją we śnie. Ale hej, to akurat było warte ryzyka! Co więcej, była to decyzja podjęta całkowicie świadomie. Jeśli miała spędzać każdą noc u boku kogoś, kto mógł ją równie dobrze przytulić, co przypadkiem trochę za mocno objąć, to trudno. Przynajmniej umrze zakochana.
Tak, tak. Można jeść deser na śniadanie, a dziury w zębie i tak nie unikniesz, jeśli jest ci pisana — pokiwała głową. I co to za dorosłość, jak musiała sama zmuszać się do mycia zębów? To jeszcze nic! Niektórzy jej znajomi, którym porodziły się dzieci, musiały zmuszać do tego swoje dzieci, a to dopiero było wyzwaniem!
Sięgnęła do okularów i płynnym ruchem podniosła je na czoło, a te zatrzymały się we włosach. Przez chwilę marszczyła brwi, przyzwyczajając oczy do światła, a potem uśmiechnęła się automatycznie, kiedy April przysunęła się bliżej. Jej jasne włosy wyglądały tutaj naturalniej niż gdziekolwiek indziej. Nic dziwnego, przecież Finch zawsze miała w sobie coś z wakacji i słońca.
Mhm — mruknęła między kolejnymi muśnięciami ust. — Na pewno będzie pyszne — stwierdziła, nawet za pierwszym razem praktycznie nie patrząc, co tam jej się wylosowało. Chyba jakieś kraby. Dopiero za druga próbą zerknęła z ukosa na tablicę na to Un Poco Loco czy inne Lokomotiv. — To ja zjem krewetki. Żeby nie było im smutno, że najpierw je wylosowałaś, a potem odrzuciłaś — stwierdziła dobrodusznie. No co? Przynajmniej nie wybrała krowy! A mogła. Na pewno w Honolulu sprzedawali soczyste burgery.
Jeśli kiedykolwiek miałaby zrezygnować z mięsa, musiałaby przemierzać się do tego małymi kroczkami, żeby organizm nie dostał wstrząsu. Niby wcale nie musiała tego robić, ale jeśli przyjdzie jej wrócić ze służby, a na obiad będzie czekać tylko sałata, bo April nie będzie chciała przygotować dla niej kurczaka, to chyba lepiej powoli hartować się oswajać z takim stanem rzeczy.
Dlaczego nie chcesz iść na hula? — obruszyła się, bo to akurat był świetny pomysł! Bardzo chciała zobaczyć Finch w spódniczce z liści. Poprawiła się na krześle i ściągnęła w zamyśle brwi. — Freefall Tower nad nieczynnym kraterem wulkanicznym? Zjazd na zip‑line przez krater pośród skał? Przejść nielegalny fragment szlaku na Mount Olomana? — zaczęła wyliczać, totalnie nakręcona wizją ekstremalnych atrakcji, ale zaraz uświadomiła sobie, że April prędzej zjadłaby mięso niż zgodziła się na którąś z tych propozycji. — No to może pływanie z delfinami o świcie? Albo nocny spływ kajakowy z neonowym światłem LED pod kajakiem? — dodała nieco lżejsze opcje, żeby jednak aż tak nie przesadzać.
Miała w głowie jeszcze kilka pomysłów, ale w międzyczasie podszedł do nich kelner, więc złożyły zamówienie. Namówił je też na tropikalne drinki, chociaż nie potrzebowały do tego specjalnej zachęty.
A ty co chcesz zrobić? — zapytała, zapierając podbródek na dłoni i wpatrując się w Finch, jak w najpiękniejszy obrazek. Żeby ona zaraz nie wyskoczyła z jakimś nudnym piciem wody z kokosa, która swoją drogą i tak była ohydna.

April Finch

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 18, 2026 11:41 am
autor: April Finch
Wzniosła oczy ku niebu, licząc, że jakaś tajemnicza siła ześle na nią więcej cierpliwości. O siłę nie prosiła, bo po jej dostaniu na bank któregoś dnia po prostu Teddy zadusi. Nad nią był jednak tylko błękit, trochę białych chmurek i jakaś mewa czy inne cholerstwo, które leciało w stronę oceanu. Najwyraźniej musi sobie z tym wszystkim poradzić sama.
— Mhm. Nudziaara — zanuciła pod nosem, niby do samej siebie. Dyskusja na temat uzębienia była ostatnim, czego potrzebowała. Szczególnie w momencie, w którym starała się przekonać Teddy, że każdy moment na migdalenie jest co najmniej dobry i może powinny zastanowić się nad opcją przedłużenia własnych sesji czułości do kilkunastu godzin dziennie. Jeżeli próbowała z nią flirtować tą dentystyczną metaforą, to chyba musi poszukać trochę innych metod, bo w ten sposób mogła jedynie przygasić zapał Finch. Kto normalny ma jakiekolwiek pozytywne skojarzenia z wizytą u lekarza? A już tym bardziej u dentysty?
Wszystko wskazywało na to, że Teddy ustawiła sobie za plan na dziś testowanie swojej partnerki. Jak dużo April jest w stanie wytrzymać? Czy faktycznie istnieją jakieś granice, po przekroczeniu których przestaje być uśmiechnięta albo napalona? I czy na pewno jest gotowa wpakować się w poważny związek? Nie było innego wyjaśnienia na uwagę o krewetkach. Posłała jej tylko pełne politowania spojrzenie, ale nie protestowała. Nie była tą osobą, która wpieprza się do cudzego talerza. Nie było szans, by gotowała jej mięso, ale jeśli strażaczka przygotowywałaby je dla samej siebie, to przecież droga wolna. Nie będzie jej konwertowała na siłę, nie było się o co martwić. Ale nie będzie jej też przyklaskiwać, gdy zatopi zęby w jakimś soczystym steku. Krewetkom było oczywiście już wszystko jedno, bo i tak były martwe i to, czy któraś z nich się na nie zdecyduje, nie zmieni tego stanu rzeczy. Finch jednak wierzyła, że gdyby ludzkość się jednak umówiła i większość zrezygnowałaby z konsumowania żywych stworzeń, wszystkim żyłoby się po prostu lepiej. Ale no nie będzie teraz prawić jej morałów na ten temat. Może zmusi ją potem do obejrzenia Rybek z ferajny. Jest szansa, że drgnie jej serce, jak wysłucha wzruszającej historii na temat opieki nad krewetkowym dzieckiem bez rączek i nóżek.
— Możemy iść na hula, nie o to chodzi. Potraktuj to jako wyzwanie dla własnej kreatywności. — Machnęła ręką, zachęcając ją, by wydobyła z najgłębszego zakątka siebie prawdziwe marzenia i zaczęła wreszcie mówić. Szybko tego pożałowała. Wysłuchiwała kolejnych propozycji, a jej oczy robiły się z każdą coraz większe i większe. Może jednak dała jej za dużo swobody? Otworzyła usta, chcąc to wszystko jakoś skomentować, ale nie wydobył się spomiędzy nich żaden dźwięk. Zamknęła je i zamyśliła się na moment.
— No dobrze, mogę coś z tego zrobić. I nie będę nawet narzekać, słowo! Ale może niech to nie będzie ten freefall, co? Robi mi się słabo na samą myśl. — Sięgnęła po drinka, który pojawił się akurat na ich stoliku. Uniosła fikuśną szklankę w geście toastu, stukając się z Teddy po raz pierwszy w trakcie tego długiego wyjazdu. Na pewno nie ostatni. Wyciągnęła z kieszeni telefon i spojrzała na ekran. Nie kontrolowała powiadomień odkąd wyleciały. Na szczęście nie wydarzyła się żadna tragedia.
— To może po prostu pojedziemy na wycieczkę? Ale ja prowadzę i nawiguję. Zrobisz mi miliard zdjęć z palmami, będziesz się zachwycać moją hawajską koszulą, którą muszę jeszcze kupić i będziemy się bez przerwy całować. Albo lepiej – pieprzyć, o! — zawołała radośnie i klasnęła w ręce, dumna ze swojego pomysłu. Zignorowała rozbawiony wzrok kelnera i pary siedzącej kawałek dalej. Jakoś nie mogła zapamiętać, że na Hawajach przecież też wszyscy mówią w tym samym języku i mogłaby się nieco ogarnąć. Chociaż czy ona się kiedykolwiek i gdziekolwiek ogarniała?
— Mogłabym cię też naćpać i wziąć na całą noc do klubu, ale to chyba nie jest legalne. — Przekrzywiła głowę, zastanawiając się, ile lat może grozić jej za odurzenie nieświadomej osoby i to jeszcze za granicą. Pewnie całkiem sporo. Adrenalina i przetańczenie wielu godzin mogły nie być tego warte.
— A może zamiast hula jakieś warsztaty z pole dance? — Nachyliła się nad stolikiem w jej stronę, uśmiechając się przy tym wyzywająco. Darling miała przecież doświadczenie z rurą, po prostu musiałaby nieco zmienić do niej podejście. Najchętniej wpakowałaby ją na scenę, a sama usiadła na przeciwko i po prostu rozkoszowała się tym obrazkiem. Jej wzrok zsunął się na wysokość biustu strażaczki i tam też utkwił. Na bank układała już w głowię całą potencjalną choreografię dla swojej partnerki.

teddy darling

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 18, 2026 12:54 pm
autor: teddy darling
Wcale nie testowała jej granic. Przynajmniej nie z premedytacją! Z tym dentystą to miał być jedynie mały przytyk. Chciała nawet dodać, że wbrew temu, co mówili stomatolodzy, można myć zęby trzy minuty, trzy razy dziennie, bo szkliwo wcale się nie ściera. Może April zrozumiałaby jej sympatię do dentystów, gdyby nigdy nie miała próchnicy. A właściwie do dentystek.
Och, więc z takim podejściem prędzej to Finch zostawi ją przez to, że jadła mięso. Świetnie. Po prostu wspaniale. Najwyraźniej jedyną rozsądną opcją, jaka jej pozostawała, było rzucenie… Mięsa. Oczywiście, że mięsa. Tylko że czy to w ogóle miało sens? Przecież nie tylko krewetki były martwe. Te średnio wysmażone steki, które tak bardzo lubiła, z różowym środkiem i cienką, chrupiącą warstwą na brzegach, też nie zaczną nagle skamleć na talerzu. Nie poderwą się i nie uciekną w stronę drzwi! Ale miłość wymaga wyrzeczeń i poświęceń. Czy coś. Dobrze, że była zrobić dla April naprawdę wiele. A nawet wszystko. Takiej dziewczyny, jak Teddy, to ze świecą szukać!
Każdy, kto znał Darling, wiedział, że ta nie miała przyziemnych pomysłów. Większość z nich wiązało się ze skakaniem, spadaniem albo zwisaniem głową w dół. Może była zbyt wielkim Szogunem i jednak Finch nie zdoła dotrzymać jej tempa? O ile ona mogła grać z nią w te wszystkie planszówki i robić inne, nerdowskie rzeczy, to większość tych szalonych i pozbawionych grawitacji, będzie musiała robić sama. Albo z Jettem. Czy kimś tam innym.
Nocny spływ kajakowy to najbardziej lajtowa opcja. Nie musisz nawet wiosłować — zagwarantowała, bo równie dobrze Finch mogła sobie siedzieć z tyłu, pić drinka i jarać blanta, kiedy to Teddy będzie zmagać się z fizycznymi przeszkodami. Potrzebowała zastrzyku adrenaliny i intesywnego wysiłku, żeby solidnie zmęczyć mięśnie. Sportowe świry już tak mają.
Każesz mi nie wyskakiwać z piciem kokosa i pójściem na hula, a sama chcesz kupić hawajską koszulę? — spojrzała na nią znad swojego drinka z nieukrywanym rozbawieniem. — Wow, a to podobno ja jestem nudziarą — pokręciła głową z udawanym politowaniem. — Jesteś pewna, że chcesz prowadzić i nawigować? — uniosła wysoko brwi, nie będąc do końca przekonana, czy to dobry pomysł. Pojadą na koniec wyspy O'ahu, zabraknie im paliwa w baku, zaczną krążyć bez sensu, aż w końcu się zgubią w jakieś czarnej dziurze, gdzie nie będzie zasięgu, aby wezwać pomoc. To Teddy zawsze robiła za chodzącą mapę, ale jeśli April chciała przejąć inicjatywę, to śmiało, droga wolna! — Czyli podsumowując - podczas wycieczki mam być po prostu twoją fotografką? Okej — przytaknęła krótko, ale przecież i tak nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Niech tyko potem nie jojczy, że już nie chce prowadzić, jak ugrzęzną na jakieś zabłoconej drodze, z której będzie można wyjechać!
Ale ty też tańczysz — również nachyliła się nad stolikiem, patrząc jej w oczy. Może i Teddy był sprawniejsza fizycznie, ale to April miała zdecydowanie lepsze ruchy. — I skoro ty będziesz mieć sesję zdjęciową pod palmami, ja chcę mieć taką na rurze — to chyba uczciwy układ? W końcu i tak robiła to wyłącznie ze względu na nią, żeby mogła popatrzeć.
Wyprostowała się, bo kelner przyniósł im właśnie obiad. Krewetki, które zamówiła Darling, nie wyglądały nawet jak krewetki, bo były obtoczone w przeróżnych przyprawach i owinięte w jakieś śmieszne liście taro. I były zajebiście dobre!
Ćpanie nie było szczytem jej marzeń. Finch jednak nie zdawała sobie sprawy, że wcale nie musiałaby jej do tego nagabywać, bo Darling z przyjemnością naćpałaby się sama. Nie była aż tak nudna! To, że na co dzień stroniła od używek, bo była odpowiedzialną kobietą z odpowiedzialną pracą i dbała o swoje zdrowie, nie oznaczało, że nie mogła tutaj uruchomić swojej szalonej, wakacyjnej wersji!
A co, jeśli chcę, żebyś mnie naćpała? — zapytała, poruszając znacząco brwiami. Były na wakacjach, 7500 kilometrów od Toronto i nie musiała się martwić, że lada moment otrzyma jakieś nieoczekiwane wyzwanie. Chyba, że naćpa się do tego stopnia, że tak jej się upierdoli w głowie i zacznie płynął wpław przez ocean.

April Finch