new story, chapter one
: pn lut 16, 2026 7:06 pm
Zmarnował trzy lata życia przez czyjś zbyt długi język. Gdyby sam popełnił błąd, czułby się o wiele lepiej ze swoją odsiadką, ale wina wcale nie leżała po jego stronie, tylko dzieciaka, którego wciśnięto mu na trasę, żeby czegoś się nauczył. Niestety, zanim gdziekolwiek go wysłano, nie opanował pewnych podstaw – milczenie jest złotem.
Bailey miał to szczęście, że miał wysoko postawionego wujka, który zadbał o niego nie tylko za kratkami, lecz również wtedy, gdy wyszedł na wolność, dzięki czemu nie musiał martwić się o to, co ze sobą pocznie. Nie mógł wrócić do tego, co robił przed więzieniem, jeszcze nie. Wiedział, że teraz przyciągał zbyt wiele uwagi, ale do normalnej pracy też nie mógł pójść. Pomijając to, że nie miał żadnego doświadczenia, bo całe swoje życie “pracował” ze znajomymi wujka, to jeszcze kto chciałby go przyjąć po odsiadce? Na szczęście również na to coś zaradził jego wujek, przedstawiając go swojemu znajomemu.
Ten zaś zaproponował Harriganowi, żeby zadbał o bezpieczeństwo jego córki, w zamian za co otrzymał legalne zatrudnienie, żeby nikt nie mógł się do niego doczepić. Poza tym pieniądze były niezłe, a jakby tego było mało, dostał własny kąt w niezłym miejscu, co akurat mu się przydało, bo wynajmowane przez niego mieszkanie przepadło, gdy trafił do więzienia, a przecież nie mógł zamieszkać z matką…
Dziś przyjechał do swojego nowego domu, a zarazem miejsca pracy, gdzie w pierwszej kolejności miał zadomowić się. Pracę zaczynał dopiero od jutra, dlatego na początek poszedł po prostu do swojego domku przy basenie, który od dziś miał być jego czterema ścianami. Nic wielkiego czy imponującego, ale dla Baileya było to w pełni wystarczające.
I o niebo lepsze od jego “pokoju” z ostatnich trzech lat. Poza tym mieszkanie to miało być dla niego po prostu wygodne, skoro miał mieć oko na kobietę, która mieszkała w domu, do którego domek przy basenie przynależał. Stąd miał do niej blisko i kontrolę nad sytuacją na miejscu, co zaobserwował, wyglądając przez okno prowadzące właśnie na ów budynek.
Spoglądał tam jednak tylko jeszcze przez chwilę, zanim wziął się za rozpakowywanie swojego dobytku, który zmieścił się w zaledwie jednej torbie. Nie miał nic więcej, większość rzeczy gdzieś przepadła pod jego nieobecność, czego się spodziewał i nie był tym mocno przejęty, Stracił jedynie rzeczy, które łatwo można było zastąpić, a to, co najcenniejsze, zostało już wcześniej ukryte w bezpiecznym miejscu, z którego nie zamierzał tego na razie zabierać.
Mindy Montague
Bailey miał to szczęście, że miał wysoko postawionego wujka, który zadbał o niego nie tylko za kratkami, lecz również wtedy, gdy wyszedł na wolność, dzięki czemu nie musiał martwić się o to, co ze sobą pocznie. Nie mógł wrócić do tego, co robił przed więzieniem, jeszcze nie. Wiedział, że teraz przyciągał zbyt wiele uwagi, ale do normalnej pracy też nie mógł pójść. Pomijając to, że nie miał żadnego doświadczenia, bo całe swoje życie “pracował” ze znajomymi wujka, to jeszcze kto chciałby go przyjąć po odsiadce? Na szczęście również na to coś zaradził jego wujek, przedstawiając go swojemu znajomemu.
Ten zaś zaproponował Harriganowi, żeby zadbał o bezpieczeństwo jego córki, w zamian za co otrzymał legalne zatrudnienie, żeby nikt nie mógł się do niego doczepić. Poza tym pieniądze były niezłe, a jakby tego było mało, dostał własny kąt w niezłym miejscu, co akurat mu się przydało, bo wynajmowane przez niego mieszkanie przepadło, gdy trafił do więzienia, a przecież nie mógł zamieszkać z matką…
Dziś przyjechał do swojego nowego domu, a zarazem miejsca pracy, gdzie w pierwszej kolejności miał zadomowić się. Pracę zaczynał dopiero od jutra, dlatego na początek poszedł po prostu do swojego domku przy basenie, który od dziś miał być jego czterema ścianami. Nic wielkiego czy imponującego, ale dla Baileya było to w pełni wystarczające.
I o niebo lepsze od jego “pokoju” z ostatnich trzech lat. Poza tym mieszkanie to miało być dla niego po prostu wygodne, skoro miał mieć oko na kobietę, która mieszkała w domu, do którego domek przy basenie przynależał. Stąd miał do niej blisko i kontrolę nad sytuacją na miejscu, co zaobserwował, wyglądając przez okno prowadzące właśnie na ów budynek.
Spoglądał tam jednak tylko jeszcze przez chwilę, zanim wziął się za rozpakowywanie swojego dobytku, który zmieścił się w zaledwie jednej torbie. Nie miał nic więcej, większość rzeczy gdzieś przepadła pod jego nieobecność, czego się spodziewał i nie był tym mocno przejęty, Stracił jedynie rzeczy, które łatwo można było zastąpić, a to, co najcenniejsze, zostało już wcześniej ukryte w bezpiecznym miejscu, z którego nie zamierzał tego na razie zabierać.
Mindy Montague