love me like
: pn lut 16, 2026 7:18 pm
Dante Levasseur
Od nieszczęsnego wypadku zdążyło już minąć trochę czasu. Na tyle by Dante był w stanie się pozbierać, a Ivy poukładać w swojej głowie. Sprawa z Charlie'm wydawała się być zakończona, choć dalej chwilami o nim rozmyślała. Zakończyła to, więc... wszystko powinno być w porządku, prawda? Prawda. Może dlatego pierwszy raz od dawna wzięła weekend wolny. Było już po Walentynkach, ale blondynka wzięła za punkt honoru, by wrócić do normalności wraz z Dante. Chciała pierwszy raz od dawna się nie kłócić i widzieć jedynie uśmiech na jego twarzy, zobaczyć go szczęśliwego, wrócić do tych chwil, kiedy byli tak zwyczajnie beztroscy. To na nim chciała skupić się tego wieczoru.
Pewnie dlatego stroiła się na tę noc kilka długich godzin. Od wybierania najlepszej stylizacji, po układanie włosów i makijaż. Nie wyglądała jak biedna, styrana życiem rezydentka, a kobieta idąca na randkę. Z pięknym uśmiechem, błyskiem w oku. Wyczekiwała godziny zero. Choć mieszkała z Levasseurem, czuła dziwny rodzaj ekscytacji. Chciała dać z siebie wszystko, by ten wieczór mógł dostać miano najlepszego w jej życiu. Tak całą drogę rozmawiali o pierdołach i dopiero przed samym wejściu do klubu Ivy chwyciła Dante za dłoń, by móc przyciągnąć go bliżej siebie.
— Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszliśmy na randkę — zaczyna Ivy, by stanąć na palcach i złożyć chłopakowi krótkiego buziaka w polik, po czym uśmiecha się szeroko. Nie pamiętała już chwil, kiedy czuła ekscytację z przebywania z Dante. Każda zła chwila przykrywała te dobre wspomnienia, a ona... usilnie chciała do nich powrócić.
— Wiesz, podobasz mi się taki... — rzuciła, przegryzając dolną wargę — chcesz potańczyć, napić się, czy jaki mamy plan na dziś? — zagaduje blondynka, czekając na jego plan. Nuda za bardzo doskwierała im w ostatnim czasie. Teraz nie mieli na głowie psa, którego Ivy oddała na noc do przyjaciółki. Mogli być we dwoje, a cały świat mógłby przestać dla nich istnieć.
— I powiedźmy, że masz dziś dzień na tak... — zaczyna Ivy, uśmiechając się jeszcze szerzej — zgodzę się na wszystko, byle zobaczyć na twojej twarzy uśmiech — wszystko w granicach zdrowego rozsądku, ale była gotowa, by wymazać ze swojej głowy ten jeden błąd, który popełniła. Byle mogli być szczęśliwi.
Od nieszczęsnego wypadku zdążyło już minąć trochę czasu. Na tyle by Dante był w stanie się pozbierać, a Ivy poukładać w swojej głowie. Sprawa z Charlie'm wydawała się być zakończona, choć dalej chwilami o nim rozmyślała. Zakończyła to, więc... wszystko powinno być w porządku, prawda? Prawda. Może dlatego pierwszy raz od dawna wzięła weekend wolny. Było już po Walentynkach, ale blondynka wzięła za punkt honoru, by wrócić do normalności wraz z Dante. Chciała pierwszy raz od dawna się nie kłócić i widzieć jedynie uśmiech na jego twarzy, zobaczyć go szczęśliwego, wrócić do tych chwil, kiedy byli tak zwyczajnie beztroscy. To na nim chciała skupić się tego wieczoru.
Pewnie dlatego stroiła się na tę noc kilka długich godzin. Od wybierania najlepszej stylizacji, po układanie włosów i makijaż. Nie wyglądała jak biedna, styrana życiem rezydentka, a kobieta idąca na randkę. Z pięknym uśmiechem, błyskiem w oku. Wyczekiwała godziny zero. Choć mieszkała z Levasseurem, czuła dziwny rodzaj ekscytacji. Chciała dać z siebie wszystko, by ten wieczór mógł dostać miano najlepszego w jej życiu. Tak całą drogę rozmawiali o pierdołach i dopiero przed samym wejściu do klubu Ivy chwyciła Dante za dłoń, by móc przyciągnąć go bliżej siebie.
— Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszliśmy na randkę — zaczyna Ivy, by stanąć na palcach i złożyć chłopakowi krótkiego buziaka w polik, po czym uśmiecha się szeroko. Nie pamiętała już chwil, kiedy czuła ekscytację z przebywania z Dante. Każda zła chwila przykrywała te dobre wspomnienia, a ona... usilnie chciała do nich powrócić.
— Wiesz, podobasz mi się taki... — rzuciła, przegryzając dolną wargę — chcesz potańczyć, napić się, czy jaki mamy plan na dziś? — zagaduje blondynka, czekając na jego plan. Nuda za bardzo doskwierała im w ostatnim czasie. Teraz nie mieli na głowie psa, którego Ivy oddała na noc do przyjaciółki. Mogli być we dwoje, a cały świat mógłby przestać dla nich istnieć.
— I powiedźmy, że masz dziś dzień na tak... — zaczyna Ivy, uśmiechając się jeszcze szerzej — zgodzę się na wszystko, byle zobaczyć na twojej twarzy uśmiech — wszystko w granicach zdrowego rozsądku, ale była gotowa, by wymazać ze swojej głowy ten jeden błąd, który popełniła. Byle mogli być szczęśliwi.