playing with fire
: pn lut 16, 2026 7:46 pm
Charlie Marshall
To była zwykło, rutynowe badanie. Zwykła praca. Odcięcie się od emocji, które wisiały jej w głowie. Wracanie do szpitala powodowało u niej rozdzieranie serca. Nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało i czym było podyktowane. Cholera, doskonale wiedziała. W sercu trzymała dwóch mężczyzn. Charliego i Dante. Choć postawiła granicę, nie potrafiła wrócić ot tak do codzienności. Korytarze szpitala przypominały jej o wszystkim na nowo.
Nawet teraz gdy wykonywała rentgen nowego pacjenta, nie była w stanie się na nim skupić. Jej myśli wędrowały w stronę Marshalla. Ich ostatniego spotkania przez które czuła rozdarcie tak wielkie na sercu, że nie była w stanie normalnie funkcjonować. Zwyczajnie nie była. Gdziekolwiek spoglądała na szpitalnych korytarzach widziała jego. Gdy jechała windą, przypominała sobie na nowo smak jego warg oraz intensywny zapach perfum. Wzrokiem próbował go znaleźć, licząc, że odwiedzi ojca. Tylko go nie było.
Za to ona tkwiła w sali, wykonując badanie. Aż w pewnym momencie czerwone światła na nowo rozbłysnęły, a z głośników szpitalnych rozległ się alarm. Szpital płonął. Pacjentem zajęli się inni rezydenci, a ona w pewnym momencie ucieczki stanęła. Na nowo nie mogła nabrać oddechu. Czuła, jak kończy się jej tlen. Pozostali zdołali wydostać się ze skrzydła, a ona zaczęła czuć zapach dymu. Intensywny, obezwładniający. W pewnym momencie po prostu padła. Nie mogła wziąć oddechu, całe ciało miała spięte, a wszystko wydawało się być obezwładniające. Za to w tych krótkich chwilach przed utratą świadomości, widziała jedynie jego. Głupio liczyła, że pojawi się, że znowu zostanie jej bohaterem, a go nie było. Nie pojawił się tym razem, a jej ciało wydawało się poddać.
Obudziła się w ambulansie. Podłączona do maszyny z maską tlenową założoną na twarz i ciężkim ciałem. Ze słów lekarzy zdołała usłyszeć, że wszystko z nią w porządku. W porę została zauważona, a później zabrana od strażaków. Tyle że te słowa w ogóle do niej nie trafiały. Wzrokiem poszukiwała wiceprezesa, który kiedyś dał jej... bezpieczeństwo. Nie wiedziała, ile trwało, zanim pozwolili jej wyjść poza karetkę. Dostała kocyk oraz herbatę, by móc usiąść przed palącym się budynkiem. Widziała jedynie kłęby dymu, które ulatniały się ku górze.
W jej oczach pojawiły się automatycznie łzy. Jedna spłynęła po całym policzku, a ciało zaczęło jej na nowo drżeć. Przecież niedawno była wśród pacjentów, wykonywała badania, a teraz obserwowała jak część szpitala dosłownie płonęła, a ona? Potrafiła myśleć jedynie o Marshallu i przez to czuła się jeszcze gorzej.
To była zwykło, rutynowe badanie. Zwykła praca. Odcięcie się od emocji, które wisiały jej w głowie. Wracanie do szpitala powodowało u niej rozdzieranie serca. Nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało i czym było podyktowane. Cholera, doskonale wiedziała. W sercu trzymała dwóch mężczyzn. Charliego i Dante. Choć postawiła granicę, nie potrafiła wrócić ot tak do codzienności. Korytarze szpitala przypominały jej o wszystkim na nowo.
Nawet teraz gdy wykonywała rentgen nowego pacjenta, nie była w stanie się na nim skupić. Jej myśli wędrowały w stronę Marshalla. Ich ostatniego spotkania przez które czuła rozdarcie tak wielkie na sercu, że nie była w stanie normalnie funkcjonować. Zwyczajnie nie była. Gdziekolwiek spoglądała na szpitalnych korytarzach widziała jego. Gdy jechała windą, przypominała sobie na nowo smak jego warg oraz intensywny zapach perfum. Wzrokiem próbował go znaleźć, licząc, że odwiedzi ojca. Tylko go nie było.
Za to ona tkwiła w sali, wykonując badanie. Aż w pewnym momencie czerwone światła na nowo rozbłysnęły, a z głośników szpitalnych rozległ się alarm. Szpital płonął. Pacjentem zajęli się inni rezydenci, a ona w pewnym momencie ucieczki stanęła. Na nowo nie mogła nabrać oddechu. Czuła, jak kończy się jej tlen. Pozostali zdołali wydostać się ze skrzydła, a ona zaczęła czuć zapach dymu. Intensywny, obezwładniający. W pewnym momencie po prostu padła. Nie mogła wziąć oddechu, całe ciało miała spięte, a wszystko wydawało się być obezwładniające. Za to w tych krótkich chwilach przed utratą świadomości, widziała jedynie jego. Głupio liczyła, że pojawi się, że znowu zostanie jej bohaterem, a go nie było. Nie pojawił się tym razem, a jej ciało wydawało się poddać.
Obudziła się w ambulansie. Podłączona do maszyny z maską tlenową założoną na twarz i ciężkim ciałem. Ze słów lekarzy zdołała usłyszeć, że wszystko z nią w porządku. W porę została zauważona, a później zabrana od strażaków. Tyle że te słowa w ogóle do niej nie trafiały. Wzrokiem poszukiwała wiceprezesa, który kiedyś dał jej... bezpieczeństwo. Nie wiedziała, ile trwało, zanim pozwolili jej wyjść poza karetkę. Dostała kocyk oraz herbatę, by móc usiąść przed palącym się budynkiem. Widziała jedynie kłęby dymu, które ulatniały się ku górze.
W jej oczach pojawiły się automatycznie łzy. Jedna spłynęła po całym policzku, a ciało zaczęło jej na nowo drżeć. Przecież niedawno była wśród pacjentów, wykonywała badania, a teraz obserwowała jak część szpitala dosłownie płonęła, a ona? Potrafiła myśleć jedynie o Marshallu i przez to czuła się jeszcze gorzej.