Strona 1 z 2

let me help you

: wt lut 17, 2026 1:06 pm
autor: Daisy Whitmore
Obrazek
001


Głos odbijanych szpilek o podłogę wybrzmiał w korytarzu, kiedy Daisy Whitmore przemierzała kolejne metry redakcji w trybie ekspresowym. Od samego rana biegała na podwójnych obrotach, próbując dopiąć publikacje dużego materiału związanego z pożarem w okolicy Mount Sinai Hospital.
Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że ogień wcale nie wzniecił się przypadkowo. Wręcz przeciwnie — Sebastian miał solidne dowody na to, że było to świadome podpalenie, które miało na celu nie tylko wywołać panikę, ale również doprowadzić do ewakuacji jednego z więźniów, który przebywał aktualnie w szpitalu po operacji.
Z początku wszystko szło jak po maśle: tekst, grafika, odpowiednio wyjaśnione źródła, akcept od działu prawnego, który był przecież niezbędnikiem w tego typu artykułach, a jednak od rana zaczęły napływać telefony świadczące o tym, że informacja o artykule wyszła poza firmę. Ktoś puścił parę, a teraz recepcja odbierała telefony z pogróżkami pomieszane z co to nowymi źródłami, mającymi wiecej informacji w sprawie, które naturalnie trzeba było sprawdzić. Sytuacja była napięta, a Daisy jako manager projektu musiała to wszystko spiąć w całość i zrobić co w jej mocy, żeby tekst jeszcze dzisiaj ujrzał światło dzienne.
Błagam cię, Roy, jedź na miejsce i przeprowadź wywiad z tą kobietą, która podobno widziała podpalacza — rzuciła do telefonu, który zaraz płynnie skończył między jej uchem a ramieniem, bo ręce miała zajęte wyciąganiem kubka z szafki. — Wiem, że to może być pusty trop, ale jeśli nie, to musimy mieć jej wypowiedź jako pierwsi — jej głos był stanowczy, chociaż zdeycodwanie brakowało w nim wigoru, po tym jak przez cztery godziny ślęczała nad papierami w sprawie. Potrzebowała kawy. W trybie pilnym, jeśli w ogóle miała zamiar jeszcze popracować. — Możesz użyć firmowej karty — skinęła głową, chociaż on i tak nie mógł tego wiedzieć. Z lodówki wygrzebała mleko, by już po chwili wlać je do jednego z pojemniczków przy ekspresie, a następnie podłożyć kupek i nacisnąć wielki przycisk zatytułowany americano. Czy właśnie wlała mleko, żeby zrobić sobie czarną kawę? Tak. I to był właśnie jeden z powodów, dla których potrzebowała kofeiny.
Problem pojawił się w momencie, w którym maszyna zabuczała — chyba głośniej niż powinna? — a potem stało się jedno wielkie…nic. Daisy ściągnęła brwi, próbując zlokalizować źródło problemu, przy okazji słuchająć wywodu Roya.
No co jest? — spróbowała wcisnąć to jeszcze raz, ale i tym razem dostała w odpowiedzi jedynie buczenie. — Co? Nie, to nie do ciebie — mruknęła, czując jak telefon powoli wysuwa się jej spod ramienia. — Po prostu tam jedź i się wszystkiego dowie… — nawet nie dokończyła, bo z chwilą, w której jej dłoń uderzyła o tył ekspresu, komórka wyślizgnęła z ucisku i upadła na ziemię. Jedynym plusem tego zdarzenia był fakt, że telefon sam postanowił się rozłączyć. A Daisy? Daisy złapała tylko więcej powietrza w płuca i przetarła dłońmi twarz, próbując powstrzymać w sobie gromadzące się w gardle soczyste kurwa, cisnące się do wyjścia.

kira finch

let me help you

: wt lut 17, 2026 2:29 pm
autor: kira finch
016.
coffee/ˈkɒfi/
noun
a hot drink made from the roasted and ground seeds (coffee beans) of a tropical shrub
"a cup of coffee"


Od rana całe Toronto Sun żyło dramatycznymi doniesieniami o pożarze w Mount Sinai Hospital. Wszystkie inne artykuły zeszły na dalszy plan, a planowane wywiady zostały wstrzymane. Nawet Kira, która na co dzień pracowała w dziale motoryzacyjnym, musiała odłożyć swoje spotkania, bo redakcja koncentrowała się teraz wyłącznie na najnowszych informacjach o zdarzeniu i sytuacją pacjentów. Nie była z tego powodu zachwycona. Już drugi raz musiała odwołać rozmowę z Brandonem Semenuka. Za pierwszym razem musieli to przełożyć ze względu na śnieżyce i paraliż miasta. Semenuk był naprawdę ciekawą postacią, bo zdołał połączyć karierę freeride MTB z rajdami samochodowymi. I chociaż najbardziej zasłynął z osiągnięć kolarskim, to od sześciu lat brał udział w rajdach terenowych, zdobywając tytuły w 2022 i 2023 roku.
Trudno mówić o irytacji, kiedy miejski szpital stał w płomieniach, raczej Finch doskwierało jej rozczarowanie. Snuła się po korytarzach, szukając innego zajęcia. Jeszcze raz upewniła się, czy jest na bieżąco ze wszystkimi artykułami z nowości motoryzacyjnych i recenzji, po czym udała się do kuchni.
Zanim dotarła do pomieszczenia socjalnego po drugiej stronie piętra, zdołała wychwycić kawałek rozmowy telefonicznej, dobiegającej zza szklanych drzwi. Były to pojedyncze słowa, a menadżerka projektu, a zarazem synowa redaktora naczelnego, dyskutowała z kimś o szpitalnym pożarze. Kira weszła do środka akurat w momencie, gdy komórka wypadła Daisy Whitmore na kuchenną podłogę.
Ekspres znowu nie działa? — uniosła brwi, dostrzegając, że dłoń Whitmore w dalszym ciągu spoczywa na maszynie. Nie czekając na odpowiedź, schyliła się po telefon i z lekkim, może wymuszonym uśmiechem wręczyła go kobiecie. — Trzeba dosypać ziaren. Tak mówi komunikat — wskazała głową na migającą diodę. — I brakuje wody — zauważyła po chwili. — A w ogóle to potrzebne jest czyszczenie — dodała jeszcze, o czym świadczyło kolejne pulsujące światełko.
To oczywiste, że jak człowiek chciał się napić kawy, to w jednym momencie kończyło się dosłownie wszystko. Nic nowego. I nic szokującego. Whitmore zdecydowanie zbyt rzadko gościła w redakcyjnej kuchni, żeby znać te żałosne sztuczki ekspresu. To znak, żeby Toronto Sun zainwestowało w końcu w porządny sprzęt. Nie samymi komputerami i drukarkami człowiek żyje.
W porządku? — zainteresowała się, chociaż trudno stwierdzić, czy wynikało to ze szczerego zainteresowania, czy ze zwykłej grzeczności.
W innym miejscu i w innych okolicznościach miałaby to w głębokim poważaniu. I może gdyby miała do czynienia z kimś innym, a nie akurat z menadżerką projektu. Już chuj z tą menadżerką, laska była SYNOWĄ redaktora naczelnego! Wystarczyło jedno jej słowo i Kira wyleciałaby z roboty szybciej niż jej Ferrari dobijało do setki. A Finch lubiła swoją pracę.

Daisy Whitmore

let me help you

: wt lut 17, 2026 5:04 pm
autor: Daisy Whitmore
Lubiła swoją pracę. Naprawdę. Jednak czasami natłok zadań przerastał i najbardziej zawziętego i doskonale zorganizowanego człowieka jak ona. Rzeczy do zrobienia było dużo, szczególnie w sytuacji krytycznej, jak jakiś większy news, który stawiał na nogi całą redakcję, a manager projektu był w tym wszystkim… odpowiedzialny za dosłownie wszystko. Wystarczyło, żeby jedna, pojedyncza rzecz się wykrzaczyła, a cała wina spadłaby na nią.
Może dlatego, kiedy wszystko zaczęło się walić jej na głowę, telefon leżał na podłodze, a do tego jeszcze express postanowił się zbuntować, Daisy w pierwszej chwili po prostu stała. Stała i oddychała, próbując zebrać myśli.
Może jak nic z tym nie zrobi, to wszystko nagle się naprawi?
Pozwoliła sobie na tak naiwne myślenie przez dobre kilka sekund, nim cudza blond głowa nie mignęła jej przed oczami, a razem z nią jej telefon. Ten sam telefon, który wcześniej leżał na ziemi. Uniosła brwi do góry, widząc Kirę z motoryzacyjnego.
Dzięki — delikatny uśmiech wymalował się na jej twarz, pomimo tego, że do śmiechu wcale jej nie było, jednak musiała chociaż minimalnie docenić gest uprzejmości ze strony Finch. Odebrała od niej komórkę, praktycznie od razu chowając ją do tylnej kieszeni w spodniach, przy okazji spoglądając na prowodyra całego zamieszania — ekspres do kawy.
Nie działa — wzruszyła ramionami. — Nie wiem, co si… — nawet nie dokończyła, bo Kira już zaprezentowałą jej całą listę rzeczy, które były z nim nie tak, a z każdą kolejną twarz Whitmore przybierałą coraz to bardziej zaskoczonego wyrazu.
Na usta cisnęło się jej zdanie pod tytułem za moich czasów robiło się kawę z przelewu albo piło po prostu fusiarę, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język. Jeszcze tego brakowało, żeby przed młodszym personelem podkreślać to, jak stara była. W porównaniu do niektórych, oczywiście.
A gdzie mamy ziarna? — spytała, przy okazji już nachylając się do przypadkowych półek i rozpoczynając poszukiwania. W jednej znalazła środki czystości, w innej puste pudełka po jedzeniu, a w jeszcze następnej całe opakowanie batoników czekoladowych. Wyciągnęła jednego i podniosła spojrzenie na Kirę. — Chcesz? — nawet nie czekała na jej odpowiedź — zgarnęła drugi i zamknęła szufladę. Miała nadzieję, że chociaż chociaż tym uda się jej przekupić blondynkę, żeby pomogła jej uporać się z przeklętym ekspresem.
I był to chyba strzał w dziesiątkę, bo Finch jakoś bez problemu otworzyła jedną z półek nad blatem, a tam znajdowały się czarne worki z ziarnami kawy, które zaraz z dobrego serca pewnie nasypała do odpowiedniego pojemnika. W tym czasie Daisy wlała wodę do czajnika, by potem przelać ją do przegródki na wodę. Bo skąd mogła wiedzieć, że to się wyciąga? Ekspres w domu miała bezpośrednio podłączony do wody.
A te fusy? Gdzie to się wysypuje? — spytała w odpowiedzi na jej pytanie, rozglądając się dookoła. Nie było to zbyt grzeczne, więc zaraz się zreflektowała. — Jest okej. Po prostu mamy urwanie głowy z tym pożarem — wyjaśniła w końcu, odsuwając się od ekspresu, by Finch mogła pokazać jej, gdzie usuwało się resztki po kawie.
Podobno jest jakaś kobieta, która widziała podpalaczy — niby nie powinna się tym dzielić z kimkolwiek, skoro okazało się, że w redakcji był jakiś kret, który wynosił informacje, ale z drugiej strony Kira pomagała jej z ekspresem, prawda? Należały się jej chociaż jakieś ciekawostki w zamian. — Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to ściema, ale Roy i tak pojechał to sprawdzić i zebrać wywiad.

kira finch

let me help you

: wt lut 17, 2026 6:33 pm
autor: kira finch
Najwyraźniej niektórych parzenie kawy w ekspresie zwyczajnie przerastało. Ale nie jej oceniać Daisy Whitmore. Na pewno ta kobieta miała wiele innych, wybitnych umiejętności. Jakichś. Musiała mieć, nie mogła być po prostu synową redaktora naczelnego. Okej, przez długi czas Kira była po prostu córką swojego ojca, ale w końcu wyszła na ludzi, choć nie odcięła się całkiem od pieniędzy rodziców. Znajomości jednak robią swoje. Nie, żeby od razu wrzucała wszystkich do jednego worka, a w zasadzie to nie wrzucała Whitmore do swojego worka.
Pytanie o ziarna sprawiły, że Finch parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem. Nawet nie potrafiła wytłumaczyć, co ją bardziej rozbawiło — to, jak kobieta zaczęła szukać po omacku kawy, czy to, że wcisnęła jej w dłoń batonik czekoladowy. W zamian otworzyła półkę, w której przechowywano półkilogramowe opakowania ziaren.
Dzięki — odpakowała i bez zbędnych tłumaczeń wyciągnęła z ekspresu pojemnik z fusami. — Mamy na nie oddzielny kosz — wysypała zawartość i wsunęła go z powrotem w urządzenie. — To twój pierwszy raz? — posłała jej rozbawione spojrzenie, ale nie mogła nic poradzić na to, że Daisy dawała jej vibe nowicjuszki, którą trzeba prowadzić za rękę. Czuła się trochę tak, jakby właśnie oprowadzała ją po redakcji i pokazywała gdzie, co i jak.
Fakt, że jako menadżerka projektu miała dużo na głowie z powodu dzisiejszego pożaru w szpitalu nieco ją usprawiedliwiał. Nie do końca, ale jednak. Dlatego Kira pokiwała ze zrozumieniem głową, zapierając się biodrem o jeden z blatów.
Naprawdę? — zdziwiła się szczerze na wspomnienie o podpalaczu. — Słyszałam już wiele teorii spiskowych i fake newsów. Jordan z ekonomicznego mówił, że to jakaś awaria. Że z jakiegoś starego respiratory poszły iskry, które rozprzestrzeniły się po Ostrym Dyżurze, ale to też pewnie bujda na resorach. Dobrze, że ktoś to sprawdzi, żeby potem nie wprowadzać ludzi w błąd — pokiwała głową, jednocześnie chwaląc decyzję Whitmore.
Nie była głupia. Wiedziała, że idiotyzmem byłoby puszczenie w świat niepotwierdzonych informacji. Spekulacji było mnóstwo, ale na razie sam pożar był ogromną niewiadomą. Finch zacisnęła usta w wąską linię, widząc, że kobieta przelewa wodę z czajnika do ekspresu, zamiast po prostu wyciągnąć przeznaczony do tego pojemnik. No dobra, tego jeszcze nie grali.
Następnym po prostu naciśnij przycisk i wysuń — zaprezentowała szybko, żeby ułatwić życie. — Ziarna trzeba wsypać tutaj. Lepiej więcej niż mniej, bo ekspres czasem ma problem, żeby je pobrać i zmielić. Nieźle ci idzie. Jeszcze dwa, trzy razy i będziesz mogła przebranżowić się na baristkę — to nie była kpina, raczej lekki żart na rozładowanie atmosfery. Skoro Whitmore od rana zmagała się z burdelem na kółkach, nie było sensu jej dokładać. Zresztą Finch dalej miała z tyłu głowy świadomość, że to nie był byle jaki, szary pracownik Toronto Sun.
Otworzyła batonik i wgryzła się w niego konkretnie. Jezu, zapomniała już, jaka ta polewa była pyszna! Zachęcająco wskazała głową na smakołyk, który Daisy trzymała w dłoni, sugerując, że również powinna spróbować. I to jak najszybciej!

Daisy Whitmore

let me help you

: wt lut 17, 2026 7:18 pm
autor: Daisy Whitmore
Daisy naprawdę nie była głupia. Umiała używać ekspres do kawy. Właściwie to bardzo często przychodziła do tej właśnie kuchni na piętrze, żeby z niego skorzystać, tylko… no właśnie: umiała z niego jedynie korzystać. Nacisnąć przycisk i czekać aż aromatyczna kawa zaleje po brzegi czerwony kubek z logiem Toronto Sun. Problem pojawił się w momencie, kiedy ekran prezentował setkę problemów technicznych, z którymi trzeba było sobie jakoś poradzić, a ich wcześniej wcale nie przyszło jej rozwiązywać.
Nie miała jednak zamiaru tłumaczyć się Kirze ze swojej niewiedzy, argumentując to faktem, że zawsze przychodziła na gotówkę. Nie brzmiało to dobrze, nawet jak na kogoś, kto poniekąd był przełożonym większości działów. Whitmore nigdy nie nadużywała swojej władzy — zawsze domagała się traktowania dokładnie takiego samego jak wszyscy inni i często starała się też wtopić w tłum redakcji, w tym samym czasie doskonale zdając sobie sprawę, co niektórzy mówili za jej plecami.
Przyglądała się jej z uwagą, kiedy prezentowała gdzie powinno się nacisnąć, żeby wyciągnąć pojemnik z fusami, a potem do którego kosza powinno się je wyrzucić. To samo z pojemnikiem na wodę, który ona nieświadomie zalała czajnikiem. Skinęła również głową na informację o Jordanie z ekonomicznego.
Ile ludzi tyle teorii — nie była w stanie zliczyć, ile razy w swojej karierze wypowiedziała już to zdanie, jednak sprawdzało się za każdym razem. Ludzie uwielbiali snuć własne domysły na różne tematy i chociaż jedyni byli w tym zupełnie niegroźni tak inni rozgłaszali to tak mocno, że nie raz artykuły szerzyły dezinformacje. — Aktualnie ta do której się przygotowujemy, to jednak podpalenie, w dodatku wywołane celowo, żeby przejąć jednego ze zbiegów, który przebywał w szpitalu po operacji — wyjaśniła spokojnie, przy okazji zabierając się za otwarcie batona. — Sebastian przechwycił jakiejś sprawdzone informacje o tym, że jeden z pielęgniarzy bardzo nalegał na przewiezienie faceta — zgarnęła gryza i aż pokiwała głową w pełnej aprobacie. Były za-je-bi-ste. Aż pożałowała, że od kilku tygodniu nie było już automatu na jej piętrze. Chociaż może to i dobrze, bo bywałaby tam aż za często!
Daisy kochała słodycze, chociaż w domu nie jadło się ich za dużo. Rowen w sezonie klubowym mocno trzymał dietę, a ona jako przykładna żona wspierała go w tym postanowieniu i również sama nie kupowała do domu słodkości.
Wysłuchała uważnie Finch, uśmiechając się szczerze na uwagę o zostaniu baristką, po czym w końcu wcisnęła odpowiedni przycisk, a ekspres zaczął wypluwać z siebie kawę. Naraszcie.
Skoro tak się zawiesza, to myśle, że trzeba będzie kupić po prostu nowy — zauważyła. — Złoże prośbę do administracji — dodała już bardziej do siebie niż do Kiry. W końcu kto jak nie ona mógł to załatwić w trybie ekspresowym (hehe). Akurat to była jedna z tych rzeczy, do których Daisy mogła użyć swoim znajomości.
Wyciągnęła kawę spod maszyny i nawet nie pytając się Finch, czy miała na takową ochotę, podsunęła jej kubek pod dłoń, a sama nastawiła dla siebie drugą. W międzyczasie schyliła się do szafki i wyciągnęła z niej jeszcze dwa batoniki. Bo kto im zabroni?
A co słychać w motoryzacyjnym? — odezwała się w końcu, łapiąc jej szare spojrzenie. Zgarnęła kubek spod maszyny, otworzyła sobie kolejnego batona i zamiast usiąść jak normalny człowiek przy stole, ona jak gdyby nigdy nic wskoczyła sobie na blat. — Jakieś ciekawe tematy albo wywiady?

kira finch

let me help you

: wt lut 17, 2026 8:45 pm
autor: kira finch
Nie uważała, żeby Whitmore była głupia. Co najwyżej trochę nierozgarnięta. Oczywiście z przepracowania! Kiedy Kira miała dużo na głowie, również zdarzało jej się coś pomylić albo o czymś zapomnieć. Fakt, że Daisy nie wiedziała, jak opróżnić fusy z ekspresu nie czynił jej automatycznie kretynką. Co innego, gdyby kobieta zaczęła się tłumaczyć i zamiast wyjść z sytuacji z twarzą, jedynie utwierdziłaby Finch w przekonaniu, że jednak coś było z nią nie tak.
Och, czyli to jakiś crime romance? — jej oczy rozbłysły w wyraźnym zaintrygowaniu. — Pielęgniarz kręcił z więźniem? Dobra, to zdecydowanie lepsze od jakiegoś zwarcia w respiratorze — pokiwała z aprobatą głową, chociaż nie powinna tak reagować. Sytuacja była poważna, płonął szpital i z pewnością nie obejdzie się bez ofiar, ale wieści, jakimi uraczyła ją Whitmore zrobiły na niej niemałe wrażenie.
Kira była dziennikarką. Wprawdzie motoryzacyjną, ale chłonęła każdą sensację jak gąbka wodę. Takie zboczenie zawodowe. Zresztą chyba nie tylko jej, bo Daisy również wyglądała na poruszoną, kiedy opowiadała jej o sprawdzonych informacjach. A może to zasługa tego batonika? Obie opcje były mocno prawdopodobne.
Pracownicy będą ci dozgonnie wdzięczni — odparła w imieniu kolegów. Sama Kira nie była szczególną fanatyczką kofeiny. Piła kawę, bo ta utrzymywała ją przy życiu, kiedy musiała zostać po godzinach albo skupić przed nocnym wyścigiem, ale nie nazwałaby tego uzależnieniem. Raczej przyzwyczajeniem. — Ale wiesz, że on się wcale nie psuje? Po prostu czasami trzeba dosypać ziaren. Nowy ekspres tego nie zmieni. No chyba, że znajdziesz taki, gdzie woda będzie napełniać się automatycznie, a pojemnik na fusy opróżniał się sam — uśmiechnęła się pod nosem. Nie chciała się wymądrzać, po prostu mówiła, jak było. Ale skoro Whitmore miała możliwość złożenia takiej prośby u administracji, to dlaczego z tego nie skorzystać? A miała taka możliwość. Ba, pewnie, gdyby się postarała, to byłaby w stanie zorganizować w redakcji salę do jogi albo w ogóle wybudować przy Toronto Sun basen. Ekspres był przy tym naprawdę mały pikusiem.
Uniosła brew, kiedy Daisy podała jej kubek. Sięgnęła po niego z uśmiechem i odłożyć go na szafkę, ale tylko po to, żeby pójść tropem kobiety. Zaparła się na rękach i usadowiła wygodnie na blacie. Może nie powinna tego robić w obecności menadżerki projektu? Ale z drugiej strony, co jej zrobi? Zwolni ją za coś takiego? W papierach Finch wyglądałoby to co najmniej śmiesznie.
Miałam mieć dzisiaj wywiad z kolarzem, który nagle stwierdził, że przerzuci się na rajdy samochodowe. Brandon Semenuk. Kojarzysz może? Zresztą, nieważne — machnęła ręką, zdając sobie sprawę z tego, że kobieta pewnie nie ma pojęcia, o kim mowa. — Kierownik działu stwierdził jednak, że musimy jednak to przełożyć. Jego zdaniem nie jest to odpowiednia pora na takie artykuły, kiedy burmistrzyni Toronto ogłosi kilka dni żałoby ze względu na pożar w Mount Sinai — wzruszyła lekko ramionami. Niby to rozumiała, ale czuła się przez to totalnie bezużyteczna. — Jakbyś miała dla mnie jakieś zajęcie, daj znać. Chętnie w coś się wkręcę, bo takie bezczynne siedzenie męczy bardziej niż największy zapierdol. Zapieprz. Największy natłok pracy — zreflektowała się, przez chwilę zapominając, z kim miała do czynienia. Za takie coś swobodnie mogłaby dostać naganę.

Daisy Whitmore

let me help you

: śr lut 18, 2026 1:28 pm
autor: Daisy Whitmore
Nazwać ucieczkę zbiega i ofiary śmiertelne pożaru crime romans jak to określiła Kira Finch, wydawało się jej zdecydowanie nie na miejscu. Masa ludzi skończyła z poparzeniami, kilka osób przypłaciło za to życiem, lekarze nie byli w stanie operować, niektórzy pacjenci zostali uziemieni do swoich łóżek. Jeśli to faktycznie miał być jakiś romans, to z pewnością wyjątkowo średni.
Dlatego też Whitmore nie podzieliła entuzjazmu Finch na te naciągane plotki dotyczące romansu pielęgniarza z więźniem, jednak by nie wyjść na kompletną gburkę, uraczyła ją w zamian uśmiechem. Delikatnym i subtelnym, ale jednak uśmiechem. W końcu rzadko kiedy śmiała się na głos, a co dopiero w pracy.
Zmarszczyła brwi, gdy blondynka oznajmiła, że w sumie to express działał prawidłowo. Dałaby sobie rękę uciąć, że jeszcze chwile temu mówiła jej, że zacina się młynek do kawy i trzeba mu dać trochę czasu — dla Whitmore to brzmiało jak wystarczający powód do tego, by maszynę wymienić na nową, ale skoro nie było potrzeby…
A coś innego przydałoby się bardziej? — zainteresowała się w zamin. Skoro ekspress miał się dobrze, a już i tak zaczęły rozmowę, to Daisy mogła się przy okazji dowiedzieć czegoś więcej o potrzebach pracowników, które następnie mogłaby przekazać górze, albo po prostu odpowiednio rozdysponować budżet, by starczyło i na niewielkie udogodnienie dla ludzi w biurze. Zawsze była otwarta na pomysły i ludzkie potrzeby. Nawet jeśli miało to być coś abstrakcyjnego. Przecież wcale nie musiała się zgadzać, czyż nie?
Skinęła głową, kiedy Kira postanowiła skoczyć do niej na blat. Absolutnie nie miała nic przeciwko, szczególnie, że w kuchni aktualnie nie było nikogo innego poza nimi. Gdyby pomieszczenie było pełne, pewnie zasiadłyby do stołu, albo zakończyły rozmowę już dawno temu, ale tak? Tak można było ją ciągnąć, szczególnie, że Whitmore zabrała się już za kolejnego batonika, przy okazji wysłuchując o artykule, nad którym pracowała Finch.
Z roweru do wyścigówek? — uniosła wysoko brew, wgryzając się w kawałek czekolady. — Ciekawa zmiana. Potrzebował więcej wrażeń? — dopytała. Daisy może i nie interesowała się motoryzacją, a już na pewno nie tak bardzo jak Kira, jednak interesowały ją ciekawe historie. Lubiła poznawać ludzi i rozbijać na czynniki pierwsze, co nimi kierowało. W końcu jako mentorka wszystkich projektów, sprawowała pieczę nad większością rzeczy, które wychodziły na światło dzienne. Dużą część z nich faktycznie czytała.
Od wczoraj jednak wszystkie ręce pracowały nad sprawę pożaru i jak Kira słusznie zauważyła — większość innych publikacji została wstrzymana. Daisy nie do końca pochwalała ten system, bo jednak nie każdego interesowały pożary. Może ludzie wciąż chcieli przeczytać sobie wywiad z byłym kolarzem albo jakaś malarką? Na to jednak nawet ona nie miała wpływu.
Zamyśliła się na pytanie dziennikarki. Czy było coś, w czym mogła pomóc?
Raczej cała robota jest już rozdzielona — upiła łyk kawy, spoglądając gdzieś przed siebie, by zebrać myśli. W głowie miała tylko jedną rzecz, ale tego raczej nie wypadało jej robić, a już na pewno nie prosić o pomoc pracownika w godzinach pracy! Z drugiej strony doskonale zdawałą sobie sprawę, jak nudne i ciężkie musiały być godziny, kiedy było się uwięzionym z robotą.
Jest taka jednak rzecz… — zaczęła mrużąc oczy i malując na twarzy niewielki grymas, jakby zjadła coś kwaśnego. — Tylko to bardziej prywata, którą możemy podpiąc pod prace biorąc pod uwagę twój dział. Ale jak coś to totalnie nie czuj się w obowiązku, żeby się zgodzić — trochę owijała w bawełnę, ale chciała się upewnić, żeby Kira nie odebrała tego w zły sposób. Z drugiej strony, siedziały sobie i jadły batony, to może Daisy wcale nie musiała się tak krępować ze swoim pytaniem? — Dobra chuj, chciała dodać, ale przecież nie wypadało, więc zaraz ugryzła się w język i poprawiła na ladzie, ustawiając twarzą bardziej do blondynki. — Bo jestem w trakcie kupna nowego samochodu… i pomyślałam, że skoro się na tym znasz, może mogłabyś mi doradzić?

kira finch

let me help you

: śr lut 18, 2026 2:57 pm
autor: kira finch
Zapomniała, że ktoś tutaj miał kija w dupie i nie znał się na żartach. Powinna jednak uważać na słowa i zakodować sobie w głowie, z kim właśnie rozmawia. Whitmore była poważną kobieta, a nie żadną koleżanką z działu lifestyle czy Walterem ze sportu, z którym można kręcić sobie bekę do woli. Dlatego, kiedy ta uśmiechnęła się do niej nieco pobłażliwie, Kira również odpowiedziała uniesieniem kącików ust. Może nawet w czymś na wzór przepraszającego gestu?
Nie zastanawiała się nigdy nad tym, co przydałoby się w redakcji bardziej niż nowy ekspres. Przychodziła tutaj pracować, a nie dla przyjemności.
Owocowe wtorki i piwne piątki — ale nie mówiła serio, chociaż pewnie byłaby to jakaś miła odmiana. Skoro jednak Daisy miała realny wpływ na to, jak można było umilić pracownikom Toronto Sun chwile w trakcie czasu wolnego, dlaczego tego nie wykorzystać? — Może stół do bilardu na którymś piętrze? Albo do ping ponga? Albo jakaś duży telewizor z konsolą? To byłaby dobra odskocznia od siedzenia za biurkiem — zasugerowała dość śmiało. Kto nie ryzykował, ten nie pił szampana, a jeśli faktycznie uda jej się coś wskórać i Whitmore potraktuje jej propozycje poważnie, to koledzy autentycznie powinni całować Finch po stopach.
Może dowiedziałaby się więcej o tym, dlaczego Semenuk zamienił rower na samochód rajdowy, gdyby jednak mogła przeprowadzić ten wywiad. Tak to wiedziała tyle, ile zdążyła wyczytać w innych brukowcach, więc nie mogła potwierdzić, co było prawdą, a co zwykłym wymysłem dziennikarzy.
Podobno od dzieciaka fascynował się rajdami i zawsze chciał spróbować czegoś innego, poza kolarstwem. Po latach na absolutnie najwyższym poziomie freeride'owego MTB szukał czegoś nowego, co dostarczyłoby mu podobnej adrenaliny, ale w innym środowisku. Przez telefon stwierdził jeszcze, że wiele umiejętności z jazdy rowerem przenosi się do rajdów — wyjaśniła pokrótce, choć wiedziała, że było jeszcze więcej ciekawostek, o których mógł opowiedzieć jej mężczyzna, gdyby tylko udało im się spotkać twarzą w twarz. No nic, do trzech razy sztuka!
Upiła kilka łyków kawy, wzdychając pod nosem, że nawet Whitmore nie zdołała znaleźć dla niej jakieś tymczasowej pracy. Kolejne słowa jednak zdołały ją zainteresować, o czym świadczyła jedna uniesiona brew.
Serio? — wyrwało się Kirze, zanim zdążyła ugryźć przystawionego do ust batona. — Jasne, że chętnie pomogę! — czy to nie była aby na pewno zbyt niezdrowa ekscytacja? Z drugiej strony, co poradzić, skoro Finch miała fioła na punkcie samochodów? — Masz już coś na oku? — zapytała, przyglądając się uważnie twarzy menadżerki projektu, jakby tym sposobem próbowała ocenić, jakie auto mogłoby do niej pasować. — Potrzebujesz czegoś większego i rodzinnego czy raczej w sportowym stylu? Myślałaś o marce? Rodzaju napędu? Wyposażeniu? Albo nie wiem, przynajmniej o kolorze? — nie od dziś wiedziała, że niewiele kobiet naprawdę znało się na samochodach. Niektórym wystarczyło, że miały cztery koła i były wizualnie ładne.
Tylko dlaczego Whitmore nie poprosiła o pomoc swojego męża? Ten sławny hokeista na pewno znał się na autach i sam jeździł jakąś wypasioną furkę. Albo chociaż teścia? A może to był test? Może chciała sprawdzić Finch i upewnić się, że ta faktycznie nadawała się do działu motoryzacyjnego?

Daisy Whitmore

let me help you

: śr lut 18, 2026 4:25 pm
autor: Daisy Whitmore
Jej brew unosiła się coraz wyżej z każdym kolejnym słowem Kiry. Jasne, to było bardziej niż to przewidzenia, że z chwilą, w której Daisy spyta, czego jej dusza mogła potrzebować, dostanie w odpowiedzi same szalone pomysły. Whitmore miała w głowie coś bardziej pokroju lepszej kawy do ekspresu albo chociażby papieru do kibla, który nie podrażniałby tyłka W zamian dostała listę bilardów, telewizorów i stołów do ping-ponga. Czy mogła kogokolwiek za to winić? Cóż, na pewno nie Kiry, bo gdyby jej ktoś zadał podobne pytanie, z pewnością odpowiedź miałaby podobną pod względem ilości rzeczy. Zawsze warto było prosić o za dużo, żeby potem można było spotkać się gdzieś pośrodku.
Zobaczę, co da się zrobić — rzuciła luźno. Wiadomo, że nie miała zamiaru iść do administracji i prosić o te wszystkie rzeczy, które wspomniała Finch, ale może chociaż jedną? Praca w redakcji często wiązała się a wysokim poziomem stresu, naturalnym więc była argumentacja, żeby umysły pracowników pozostały w stałym skupieniu, potrzebowali coś, dzięki czemu mogliby chociaż na moment się odmóżdżyć. Kiedy ona była tutaj jeszcze junior edytorem, mieli w pomieszczeniu rzutki na rzepy. Szału nie było jeśli chodzi o rzucanie, ale przynajmniej robiły swoją robotę w rozładowaniu napięcia.
Słuchała Finch z należytą uwagą, kiedy ta opowiadała o Brandonie Semenuku i jak jego pasja przez lada zmieniała swoje tory. Może i faktycznie, nie były to do końca jej tematy, w które chciałaby sie zgłębiać, jednak wystarczająco ciekawe, by oddać Kirze swoją uwagę.
Brzmi ciekawie — skinęła głową, jakby dawałą swoją aprobatę do tematu, o którą wiadomo nikt nie prosił. — Mam nadzieje, że jak najszybciej odblokują wam możliwość przeprowadzania wywiadów — uśmiechnęła się delikatnie w jej stronę, serdecznie. Naprawdę na to liczyła. Gazeta a przede wszystkim strona internetowa nie zajadą daleko, jeśli przez kolejne kilka dni będą się pojawiać jedynie wspominki pożaru, bez żadnych innych tematów.
Na ten moment jednak sytuacja wyglądała jak wyglądała i to właśnie dlatego Daisy postanowiła zaryzykować i zapytać się Finch, czy nie chciałaby pomóc jej z wyborem auta. Z jednej strony było jej głupio, czuła, że nie powinna, ale z drugiej? Przecież blondynka sama powiedziała, że to żaden problem. W dodatku sądząc po nadmiernie podekscytowanej reakcji, jaką jej zaraz zaprezentowała, Whitmore odrzuciła gdzieś na bok wyrzuty sumienia.
O super. Ogólnie miałam jutro jechać coś oglądać, ale już trochę myślałam… — podłapała od razu jej entuzjazm, odstawiła kubek na blat i przysunęła się nieco do Kiry, by po chwili wolną ręką sięgnąć po telefon. Nie łatwo było go wyciągnąć, biorąc pod uwagę, że dosłownie na nim siedziała, jednak finalnie jakoś się udało. — Więc tak, Rowen uważa, że powinnam wziąć sobie jakiś rodzinny suv… — odblokowała telefon i weszła w galerię, gdzie miała porobioną masę fotek różnych pojazdów. Pokazała jej kilka zdjęć, w tym oliwkowego suva. — Ale ja nie jestem przekonana — pokręciła nosem, przyglądając się zdjęciom. — Wydaje mi sie jakiś taki… wielki i ociężały. Jak pomyśle, że będę nim musiała parkować gdzieś na mieście, to aż mi ciepło — nawet zaprezentowała jak ciepło, łapiąc w palce materiał koszuli, którą na sobie miała i poruszała nią w przód i tył, by finalnie spojrzeć na twarz Finch. — Wolałabym coś bardziej zwinnego i żeby się dobrze prowadziło — wyjaśniła, przesuwając dalej palcem na furki, które sama znalazła, w tym jakieś audii No i kolor chciałabym jakiś… szalony — dodała, kiedy na wyświetlaczu pojawił się ford mustang. Taki to jej się podobał nawet bardzo! Ale czy pasował?

kira finch

let me help you

: śr lut 18, 2026 8:13 pm
autor: kira finch
Lepszy papier toaletowy? A na co to? A po co to komu? Kira miała rewelacyjny tyłek, ale nie był on delikatny jak pupa niemowlaka. Pracownicy tej redakcji potrzebowali czegoś, dzięki czemu przez na kilka chwil będą mogli oderwać się od pracy i zwiększyć później swoją produktywność. Lepsza kawa tego nie załatwi.
Zobaczę, co da się zrobić jakoś nie brzmiało zbyt przekonująco. Bardziej jak zapytam, ale nie miej złudzeń. Finch nie wymagała cudów. Zresztą to, co zasugerowała wcale nie było zależne od samej Whitmore. Te pomysły i tak musiałyby przejść przez samą górę, a jakoś nie zdawało jej się, żeby redaktor naczelny ochocza przystał na te propozycje i już jutro będą mieć w biurze stół do pingla. Nie czarujmy się, to tak nie działało. Jeśli kiedykolwiek dojdzie to do skutku, Kira już dawno będzie na emeryturze. Mimo wszystko odpowiedziała na jej słowa skinieniem głowy i lekkim uśmiechem. Przynajmniej Daisy nie stwierdziła głośno, że chyba ją pojebało.
Artykuły w innych działach na pewno zaczną hulać, ale najpierw musiały opaść emocje związane z pożarem, co pewnie potrwa kilka najbliższych dni. Kira nie żyła tylko pracą, ale siedzenie na dupie nie było jej domeną. Lubiła robić rzeczy i czuć się przydatna. Nawet nie oczekiwała wtedy pochwał, chociaż wiadomo, że te zawsze miło łechtały ego. Finch miała jednak wystarczającą świadomość swojej wartości i wiedziała, że jeśli była w czymś dobra, to po prostu była w czymś dobra i to nie podlegało żadnej dyskusji.
Rodzinny SUV? — powtórzyła po niej z taką miną, jakby Whitmore przyleciała właśnie z innej planety. Albo jej mąż. — A co? Zamierzasz w nim wozić piątkę dzieci i dwa psy labradory? — zaśmiała się, bo chociaż nie znała sytuacji rodzinnej Daisy, to nie wydawało jej się, żeby miała aż tyle pociech. Była na to chyba zbyt młoda. Chociaż jej rodzice po trzydziestce mieli już trójkę własnych, a ich kariery nabierały rozpędu. Ale to wszystko jakoś nie pasowało Kirze do wizji menadżerki projektu. Była kobietą sukcesu i raczej nie spędzałaby tyle czasu w redakcji, gdyby musiała zajmować się rodziną No chyba, że Whitmorowie mieli opiekunkę na cały etat, w końcu Finch i jej siostry również większość dni przebywały w towarzystwie niańki.
Daj sobie z tym spokój — powiedziała od razu odnośnie oliwkowego SUV-a. — To cholerstwo pali prawie tyle, co ciężarówka. Parkowanie swoją drogą, ale samo poruszanie się tym klocem po mieście jest strasznie uciążliwe. Audi to świetna opcja, ale koniecznie A5. Może w kolorze baby blue? — Kira wyjęła z przedniej kieszeni jeansów swój telefon i wyszukała wspomniany model. Nie byłą to tania rzecz, ale wyszła z założenia, że Daisy musi być na to stać, skoro sama wcześniej pokazywała jej tamte auta. — Chodzi o sam kolor, czy kręcą cię sportowe samochody? — zerknęła na nią podejrzliwie. Tego się po niej nie spodziewała. — Te Mustangi GT są jeszcze w takim cudnym zielonym kolorze. Ale jak chcesz coś bardziej eleganckiego, ale równie szalonego, to może fioletowa Toyota Corolla GR? — Finch wklikała nazwę w telefon i obróciła go tak, żeby Whitmore mogła lepiej przyjrzeć się zdjęciu. — Pasowałaby do ciebie — stwierdziła po chwili z uśmiechem. — Niebieskie Audi z kolei pasowałoby ci do oczu, ale nikt nie kupuje samochodu pod kolor oczu — stwierdziła po chwili namysłu, chociaż pewnie znalazły się takie wariatki, które wybierały lakier pod kolor aktualnych paznokci. Jej starsza siostra na pewno by tak zrobiła.

Daisy Whitmore