Feeling the fire, higher and higher
: wt lut 17, 2026 7:36 pm
Uśmiechnął się połową ust, kiedy Salva zapinał mu kask - on sam nie był pewien, czy to nie dlatego, że chłopak myślał, że może Devlin sam nie będzie umiał tego zrobić, ale miał nadzieję, że jednak chodziło o coś innego. Ostatecznie to był kask Meksykanina, więc może chodziło o to, że lepiej wiedział, jak go zapinać. Tak czy inaczej, wskoczył zaraz na motocykl za plecami przyjaciela i objął go w pasie. Sam nie miał rękawiczek, więc wsunął dłonie pod jego kurtkę, mając nadzieję, że nie oziębi go za bardzo - zaraz jednak jego dłonie rozgrzały się, dotykając skóry Menendeza.
Po drodze zatrzymali się jeszcze na stacji benzynowej po więcej piwa i jakąś dobrą wódkę (Devlin nieraz zastanawiał się, dlaczego akurat na stacjach benzynowych był porządny wybór alkoholu, skoro przecież nie wolno było prowadzić po pijaku. Ot - jedna z ciekawostek przyrodniczych), coś do jedzenia do odgrzania na szybko, gdyby pizza im nie wystarczyła, po czym pojechali do Meksykanina. Przez całą drogę Saul wtulał się w jego plecy, opierając brodę na jego ramieniu i uśmiechając się jak idiota - dobrze, że Menendez tego nie widział, bo może jeszcze uznałby, że z Saulem coś nie tak.
Gdy już dotarli na miejsce, Kanadyjczyk - swoim zwyczajem - zdjął buty i skarpetki, odwiesił kurtkę na wieszak i powędrował boso do salonu. Postawił zakupy przy kanapie, żeby łatwo było sięgać po kolejne butelki i wyciągnął telefon.
- To co, najpierw zamawiamy pizzę, czy najpierw jakaś dobra działeczka? - zapytał z uśmiechem. Poprzednia porcja jeszcze z niego nie zeszła, ale nie chciał, żeby zaczęła - nie lubił zjazdów po prochach. Teraz chciał się dobrze bawić, tym bardziej, że wciąż był w imprezowym nastroju; zamierzał go utrzymać jak najdłużej.
Salvador Menendez
Po drodze zatrzymali się jeszcze na stacji benzynowej po więcej piwa i jakąś dobrą wódkę (Devlin nieraz zastanawiał się, dlaczego akurat na stacjach benzynowych był porządny wybór alkoholu, skoro przecież nie wolno było prowadzić po pijaku. Ot - jedna z ciekawostek przyrodniczych), coś do jedzenia do odgrzania na szybko, gdyby pizza im nie wystarczyła, po czym pojechali do Meksykanina. Przez całą drogę Saul wtulał się w jego plecy, opierając brodę na jego ramieniu i uśmiechając się jak idiota - dobrze, że Menendez tego nie widział, bo może jeszcze uznałby, że z Saulem coś nie tak.
Gdy już dotarli na miejsce, Kanadyjczyk - swoim zwyczajem - zdjął buty i skarpetki, odwiesił kurtkę na wieszak i powędrował boso do salonu. Postawił zakupy przy kanapie, żeby łatwo było sięgać po kolejne butelki i wyciągnął telefon.
- To co, najpierw zamawiamy pizzę, czy najpierw jakaś dobra działeczka? - zapytał z uśmiechem. Poprzednia porcja jeszcze z niego nie zeszła, ale nie chciał, żeby zaczęła - nie lubił zjazdów po prochach. Teraz chciał się dobrze bawić, tym bardziej, że wciąż był w imprezowym nastroju; zamierzał go utrzymać jak najdłużej.
Salvador Menendez