better late than never
: wt lut 17, 2026 10:30 pm
Georgina nie była w najlepszej formie, bo to nie był najlepszy okres w jej życiu. Problemy w małżeństwie to jedno i do nich zdążyła się już trochę przyzwyczaić, chociaż nie były jej ulubioną częścią rzeczywistości. Ale nigdy nie spodziewała się, że zacznie mieć też problemy zawodowe i to tak poważne. Najgorsze jednak, że musiała trzymać język za zębami, żeby nie skończyło się jeszcze gorzej. Najgorzej. Męczyło ją to przeokropnie, więc szukała sobie każdej możliwej okazji, żeby nie siedzieć samej w domu. O dziwo – uciekała też z galerii, gdy tylko mogła, a to nie było dla niej normalne. Cóż… wyjątkowe czasu potrzebowały wyjątkowych rozwiązań.
Dlatego, gdy usłyszała, że Zella wróciła do miasta wiedziała, że to dobra okazja, żeby nie siedzieć samej ani w domu ani w pracy. Uprzedziła ją, że wpadnie i po drodze wstąpiła jeszcze do ulubionej restauracji i na małe zakupy, żeby nie wpadać z pustymi rękoma. No i żeby mieć wymówkę do spędzenia u niej trochę więcej niż kilku minut.
- Heeej, przepraszam, że dopiero teraz… – bo oczywiście, że powinna do niej wpaść dużo wcześniej – a tak naprawdę to mnie życie pokonało, a nie ją – ale wszystko jej się rozjechało i dopiero próbowała to poskładać do kupy – Ale nie ma tego złego. Zdążyłaś się na powrót ogarnąć przynajmniej! – dodała, wchodząc w głąb mieszkania panny Gardner i podając jej torby – Przyniosłam chińszczyznę i wino. I tak wiem, że wino nie pasuje za bardzo do chińszczyzny, ale uznałam, że nie ma to większego znaczenia. – wyjaśniła, uśmiechając się pogodnie, bo kim one niby były, żeby marudzić na niedopasowanie alkoholu do jedzenia – bratem Zelli albo ojcem Gigi?! No nie. Więc spokojnie mogły tak zaszaleć – No i wiesz, że masz sporo do opowiadania, prawda? Wyjazdy, powroty… musisz się wytłumaczyć. – teoretycznie wcale nie musiała, ale mimo wszystko Georgina miała nadzieję, że zdecydowanie więcej będzie mogła słuchać niż mówić. Naprawdę na to liczyła!
Zella Gardner
Dlatego, gdy usłyszała, że Zella wróciła do miasta wiedziała, że to dobra okazja, żeby nie siedzieć samej ani w domu ani w pracy. Uprzedziła ją, że wpadnie i po drodze wstąpiła jeszcze do ulubionej restauracji i na małe zakupy, żeby nie wpadać z pustymi rękoma. No i żeby mieć wymówkę do spędzenia u niej trochę więcej niż kilku minut.
- Heeej, przepraszam, że dopiero teraz… – bo oczywiście, że powinna do niej wpaść dużo wcześniej – a tak naprawdę to mnie życie pokonało, a nie ją – ale wszystko jej się rozjechało i dopiero próbowała to poskładać do kupy – Ale nie ma tego złego. Zdążyłaś się na powrót ogarnąć przynajmniej! – dodała, wchodząc w głąb mieszkania panny Gardner i podając jej torby – Przyniosłam chińszczyznę i wino. I tak wiem, że wino nie pasuje za bardzo do chińszczyzny, ale uznałam, że nie ma to większego znaczenia. – wyjaśniła, uśmiechając się pogodnie, bo kim one niby były, żeby marudzić na niedopasowanie alkoholu do jedzenia – bratem Zelli albo ojcem Gigi?! No nie. Więc spokojnie mogły tak zaszaleć – No i wiesz, że masz sporo do opowiadania, prawda? Wyjazdy, powroty… musisz się wytłumaczyć. – teoretycznie wcale nie musiała, ale mimo wszystko Georgina miała nadzieję, że zdecydowanie więcej będzie mogła słuchać niż mówić. Naprawdę na to liczyła!
Zella Gardner