When the smoke clears
: śr lut 18, 2026 3:35 pm
001.
Gdy załatwiła już wszystko i mogła opuścić sądowy gmach, na jednym z pięter napotkała staruszkę, która wyglądała bardziej jak duch niż jak żywa osoba. Choć jej niczym niewzruszona twarz nie pokazała ani krzty emocji, coś w jej wewnętrzu sprawiło, że nieco zaniepokoił ją taki widok. Choć kobiecina siedziała na ławce, wyglądała tak, jakby miała się zaraz na nią osunąć. To tknęło Frostine na tyle, by podejść i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej.
— Przepraszam bardzo, czy pani czuje się dobrze? Coś się stało? — przysiadła się do niej od razu, kładąc teczkę na bok i nie spuszczając babci z oczu. Ta jednak nie odpowiedziała nic, pokręciła głową i wskazała na swoją klatkę piersiową. Serce? Coś z oddechem? Niedobrze. Może też po prostu potrzebowała odpoczynku, bo kręciło jej się w głowie. Wolała jednak nie dmuchać na zimne. Od razu sięgnęła po telefon, by zadzwonić po karetkę. Ona mogła jej udzielić pierwszej pomocy, ale jeśli to coś poważniejszego... — Proszę pani, widzę że coś się ewidentnie dzieje. Zadzwonię pod numer alarmowy, dobrze? — oznajmiła jej, a ta jakby pokiwała jej głową. Reagowała, chociaż tyle dobrze. Wybrała numer alarmowy, robiąc to w ciszy i z absolutnym spokojem wymalowanym na twarzy, ale zerkała cały czas na starszą panią czy coś się nie pogarsza.
— Dzień dobry, dzwonię z Superior Court of Justice. Jest tutaj starsza pani, na oko siedemdziesiąt lub więcej lat. Pani nie mówi, ale jest widocznie blada i osłabiona. Wskazuje na klatkę piersiową, natomiast nie do końca wiem, co jej dolega. Reaguje w miarę dobrze, jedynie nie jest w stanie nic powiedzieć. Jest przytomna. Oddech... Wydaje mi się, że jest trochę ciężki, ale miarowy. — przekazała dyspozytorce, gdy już połączyła się z pogotowiem. — Czy czuje pani ból w klatce piersiowej? Proszę pokiwać lub pokręcić głową jeśli się da. — zwróciła się tym razem do staruszki, a gdy tak pokręciła głową, przekazała tę odpowiedź dyspozytorce. Babcia jednak zaraz odezwała się do Frostine, słabym ale zrozumiałym głosem. Padło parę urwanych słów, ale była w stanie wyciągnąć z nich odpowiedni kontekst. Pani nie chciała karetki, że już jej troszkę lepiej. Mimo to Paradis nie wydawała się być przekonana. — Pani właśnie się odezwała, mówi że po prostu jej słabo i żeby na razie poczekać z karetką. Z pewnością macie państwo teraz problem przez ten pożar, więc nie wiem... może ewentualnie spróbować przywieźć panią samodzielnie? Skorzystać z jakiegoś objazdu? — wysłuchała odpowiedzi dyspozytorki, na którą pokiwała jedynie głową, decydując się w finale na przywiezienie starowinki własnym samochodem. Kobieta wyjaśniła jej, co robić w razie pogorszenia stanu kobiety oraz jak dotrzeć do szpitala. Przekazała też, że może być ciężko, ale oddział ratunkowy przyjmuje ludzi normalnie. Chociaż tyle.
Gdy zakończyła rozmowę, wrzucając telefon do torebki, zatrzymała znajomego prawnika by pomógł jej odprowadzić kobiecinę do jej samochodu. Nie było łatwo, bo pani ewidentnie dalej czuła się słabo, ale przynajmniej była przytomna, odpowiadała na pytania i reagowała na komendy. Frostine przekonała ją jednak do tego, by dla pewności odwieźć ją do szpitala i sprawdzić jej stan zdrowia, czy na pewno nie działo się nic poważniejszego.
Po kilkunastu minutach były na miejscu, a Frostine od razu zobaczyła gęste kłęby dymu unoszące się zza szpitala i kilka wcześniej wspomnianych wozów strażackich oraz karetki pogotowia. Nic dziwnego, że dojazd potrwał zdecydowanie dłużej niż zwykła droga do szpitala. Przez to wszystko nie miała również możliwości zaparkować bliżej wejścia, więc musiała się w myślach naszykować na doprowadzenie babci kawałek do wejścia na izbę przyjęć. Może po drodze pomoże jej jakaś dusza, albo jakaś sama da radę ją podprowadzić.
Connor Walker