Carnegie & Cortlandt
: czw lut 19, 2026 7:57 pm
Czuła, że to dobry ruch. Choć ciężko było to jeszcze jednoznacznie stwierdzić, to coś w kościach mówiło jej, że tak jest, że tak będzie. A może tak bardzo chciała w to wierzyć, że powoli łykała własne kłamstwo? Był tylko jeden sposób, żeby się o tym przekonać.
Wysiadła ze swojego małego, miejskiego Mini Coopera, zaparkowanego na parkingu pod kancelarią prawną Carnegie & Cortlandt. Wygładziła materiał damskiego garnituru w kolorze głębokiego grafitu, jaki miała na sobie i pewnym krokiem ruszyła przed siebie w kierunku wejścia. Chciała zrobić dobre pierwsze wrażenie, musiała pokazać, że Harold podjął bardzo dobrą decyzję, ściągając ją tutaj z poprzedniego miejsca pracy.
Odmeldowawszy się na recepcji, skierowała kroki w stronę jednego z biur. Zapukała, zanim weszła do środka i pokonała dzielącą ją i blondyna siedzącego za biurkiem przestrzeń.
— Panie Carnegie, Harold, dziękuję za danie mi szansy — przywitała się bardzo oficjalnie, pewnym gestem ściskając dłoń rozmówcy. Uśmiechnęła się przy tym lekko i po chwili, która wydala jej się niezręczną wiecznością, zajęła miejsce vis a vis Harolda, na jednym ze stojących przed biurkiem krzeseł. Założyła nogę na nogę i odchrząknęła — Zapoznałam się już ze wszystkimi przesłanymi dokumentami i zgłaszam pełną gotowość od pomocy — oznajmiła z entuzjazmem. Nie kłamała, wiedziała o kancelarii wszystko co dało się wiedzieć z materiałów, jakie dostała oraz z tego, co udało jej się znaleźć w internecie. Poza tym znała z poprzedniej pracy i Harolda i Lance’a. Choć znała to może zbyt duże słowo. Była raczej ich cieniem, perfekcyjnym supportem, niewidzialną mocą przerobową która sprawiała, że prowadzone przez kancelarię sprawy płynęły naprzód równym, nieprzerwanym tempem, bez widocznych problemów.
A jednak to właśnie oni docenili jej wkład i wartość. To oni zaproponowali jej stanowisko młodszego prawnika, kiedy pozostali widzieli w niej tylko świeżo upieczoną asystentkę, która dopiero co zdała egzamin, uprawniający ją do nazywania siebie prawnikiem.
Starała się nie emanować zbytnio podekscytowaniem, jakie w niej krążyło, ale nie dało się ukryć, że jest szczęśliwa. W końcu poczyniła kolejny krok na ścieżce, jaką niegdyś przemierzała jej matka.
Harold Carnegie
Wysiadła ze swojego małego, miejskiego Mini Coopera, zaparkowanego na parkingu pod kancelarią prawną Carnegie & Cortlandt. Wygładziła materiał damskiego garnituru w kolorze głębokiego grafitu, jaki miała na sobie i pewnym krokiem ruszyła przed siebie w kierunku wejścia. Chciała zrobić dobre pierwsze wrażenie, musiała pokazać, że Harold podjął bardzo dobrą decyzję, ściągając ją tutaj z poprzedniego miejsca pracy.
Odmeldowawszy się na recepcji, skierowała kroki w stronę jednego z biur. Zapukała, zanim weszła do środka i pokonała dzielącą ją i blondyna siedzącego za biurkiem przestrzeń.
— Panie Carnegie, Harold, dziękuję za danie mi szansy — przywitała się bardzo oficjalnie, pewnym gestem ściskając dłoń rozmówcy. Uśmiechnęła się przy tym lekko i po chwili, która wydala jej się niezręczną wiecznością, zajęła miejsce vis a vis Harolda, na jednym ze stojących przed biurkiem krzeseł. Założyła nogę na nogę i odchrząknęła — Zapoznałam się już ze wszystkimi przesłanymi dokumentami i zgłaszam pełną gotowość od pomocy — oznajmiła z entuzjazmem. Nie kłamała, wiedziała o kancelarii wszystko co dało się wiedzieć z materiałów, jakie dostała oraz z tego, co udało jej się znaleźć w internecie. Poza tym znała z poprzedniej pracy i Harolda i Lance’a. Choć znała to może zbyt duże słowo. Była raczej ich cieniem, perfekcyjnym supportem, niewidzialną mocą przerobową która sprawiała, że prowadzone przez kancelarię sprawy płynęły naprzód równym, nieprzerwanym tempem, bez widocznych problemów.
A jednak to właśnie oni docenili jej wkład i wartość. To oni zaproponowali jej stanowisko młodszego prawnika, kiedy pozostali widzieli w niej tylko świeżo upieczoną asystentkę, która dopiero co zdała egzamin, uprawniający ją do nazywania siebie prawnikiem.
Starała się nie emanować zbytnio podekscytowaniem, jakie w niej krążyło, ale nie dało się ukryć, że jest szczęśliwa. W końcu poczyniła kolejny krok na ścieżce, jaką niegdyś przemierzała jej matka.
Harold Carnegie