Drunken antics
: czw lut 19, 2026 10:39 pm
#5
Nie mógł na to nic poradzić. Nic a nic.
Picie alkoholu nie leżało zbyt wysoko w jego codziennych priorytetach, ba, opcja podtruwania się jakimś obrzydlistwem zwykle w ogóle do niego nie przemawiała i wolałby wolny czas spędzać w jakikolwiek inny sposób. Były różne sposoby, żeby zrobić sobie krzywdę, tak? Nie koniecznie musiały to być te szeroko rozpoznawane rany, które przykuwały niepewne spojrzenia czy wywoływały troskę w znajomych. Były też takie, które wydawały się społecznie akceptowane! Niektórzy palili papierosy, inni doprowadzali się samą krawędź utraty przytomności ćwicząc, pracując idiotycznie długie godziny bez przerw, głodząc się albo wręcz przeciwnie. Alkohol był po prostu jedną z tych małych sposobów na okaleczanie się, unoszenia ostrzegawczych flag. Upewnił się tego wieczoru, że popijał najgorsze i najmocniejsze gówno, jakie w tym miejscu serwowali wiedząc, że najlepiej uderzy to do jego słabej głowy. Działało i było obrzydliwe, dokładnie to, czego chciał.
Późnego wieczoru dopełnić tylko mogło.. Towarzystwo. Kolejna rzecz, którego nie był jakoś specjalnie fanem, coś, po co sięgał bardziej z fizjologicznej potrzeby, niż jakiegokolwiek innego powodu. Potrzebował towarzystwa bardziej niż zwykle w jakiejś patologicznej reakcji na wiadomość, którą otrzymał kilka godzin wstecz. Duchy przeszłości nie chciały zostawić go w spokoju i łapał się na ciągłym zerkaniu na swój telefon. Nadal nie odpisał, nie wiedział nawet z której strony tą sprawę ugryźć, a mix sprzecznych emocji wcale nie ułatwiał sprawy. Potrzebował się rozproszyć, czymkolwiek, kimkolwiek i o ile zwykle nie był wybredny, tak tego konkretnego dnia jego standardy przestały istnieć. Miła, całkiem przyjemna dla oka (udawana) blondynka o dużych, bladych w kolorze oczach sama go zaczepiła. Dobrze, znacznie łatwiej; musiał się tylko upewnić, że przywołał do porządku mięśnie twarzy, by przestały się naturalnie marszczyć w czymś, co mogło być łatwo czytanym jako grymas niezadowolenia. Zamiast tego wysilił się na lekki uśmiech, angażując w prostą konwersację i nawet starając się, by wymiana między nimi bardziej przechylała się w stronę flirtu, niż platonicznej pogawędki. Działało. Śmiała się, przyglądała mu, kilka razy przelotnie dotknęła jego ramienia, mimo że wcale nie musiała, by podkreślić swoją reakcję. Czy była świadoma, czy nie, z biegiem czasu znaleźli się bardziej i bardziej w swojej własnej bańce; potrzebował zdecydowanie wlać w siebie więcej obrzydlistwa, kiedy wymiana zdań zaczęła iść w kierunku opuszczenia lokalu. Uśmiechnął się, mimo że uśmiech nie dosięgnął jego oczu, pochylił do nowej nieznajomej (Claudia? Cathy? Kinnley?), mając w zamiarze odpowiedzieć jej bardziej na ucho, przy tym położył dłoń na biodrze blondynki, na co przysunęła się jeszcze bliżej i...
Jego spojrzenie padło na twarz, którą znał całkiem nieźle. Złapał głębszy oddech zamiast odpowiadać blondynce, wyprostował się, by skupić wzrok i upewnić się, że dobrze widział. Yep. Cynthia. Oh, to był bardzo zły pomysł... To był fantastyczny pomysł. Nie, nie ubrał nawet w słowa napędzonego alkoholem pomysłu, zamiast tego przesunął spojrzenie na blondynkę, tylko po to, by rzucić krótkie "wybacz". Zignorował jej pytające spojrzenie, odsunął się o pół kroku, łapiąc swoją szklankę, zaraz potem wyminął ją, spokojnym spacerkiem wędrując do stolika Ward.
- Hey~ - rzucił krótko, śpiewnym tonem, zajmując miejsce na przeciwko niej, zanim upił kolejne kilka łyków bursztynowego alkoholu. Obrzydlistwo. Skrzywił się tylko na chwilę, zaraz potem posyłając jej szeroki uśmiech. - Jak się masz? Jak ręka? - zagadnął luźno, postanawiając dać jej całkiem luźne okno na mówienie o czymkolwiek tylko chciała. Nie spieszyło mu się nigdzie.
Cynthia A. Ward
Nie mógł na to nic poradzić. Nic a nic.
Picie alkoholu nie leżało zbyt wysoko w jego codziennych priorytetach, ba, opcja podtruwania się jakimś obrzydlistwem zwykle w ogóle do niego nie przemawiała i wolałby wolny czas spędzać w jakikolwiek inny sposób. Były różne sposoby, żeby zrobić sobie krzywdę, tak? Nie koniecznie musiały to być te szeroko rozpoznawane rany, które przykuwały niepewne spojrzenia czy wywoływały troskę w znajomych. Były też takie, które wydawały się społecznie akceptowane! Niektórzy palili papierosy, inni doprowadzali się samą krawędź utraty przytomności ćwicząc, pracując idiotycznie długie godziny bez przerw, głodząc się albo wręcz przeciwnie. Alkohol był po prostu jedną z tych małych sposobów na okaleczanie się, unoszenia ostrzegawczych flag. Upewnił się tego wieczoru, że popijał najgorsze i najmocniejsze gówno, jakie w tym miejscu serwowali wiedząc, że najlepiej uderzy to do jego słabej głowy. Działało i było obrzydliwe, dokładnie to, czego chciał.
Późnego wieczoru dopełnić tylko mogło.. Towarzystwo. Kolejna rzecz, którego nie był jakoś specjalnie fanem, coś, po co sięgał bardziej z fizjologicznej potrzeby, niż jakiegokolwiek innego powodu. Potrzebował towarzystwa bardziej niż zwykle w jakiejś patologicznej reakcji na wiadomość, którą otrzymał kilka godzin wstecz. Duchy przeszłości nie chciały zostawić go w spokoju i łapał się na ciągłym zerkaniu na swój telefon. Nadal nie odpisał, nie wiedział nawet z której strony tą sprawę ugryźć, a mix sprzecznych emocji wcale nie ułatwiał sprawy. Potrzebował się rozproszyć, czymkolwiek, kimkolwiek i o ile zwykle nie był wybredny, tak tego konkretnego dnia jego standardy przestały istnieć. Miła, całkiem przyjemna dla oka (udawana) blondynka o dużych, bladych w kolorze oczach sama go zaczepiła. Dobrze, znacznie łatwiej; musiał się tylko upewnić, że przywołał do porządku mięśnie twarzy, by przestały się naturalnie marszczyć w czymś, co mogło być łatwo czytanym jako grymas niezadowolenia. Zamiast tego wysilił się na lekki uśmiech, angażując w prostą konwersację i nawet starając się, by wymiana między nimi bardziej przechylała się w stronę flirtu, niż platonicznej pogawędki. Działało. Śmiała się, przyglądała mu, kilka razy przelotnie dotknęła jego ramienia, mimo że wcale nie musiała, by podkreślić swoją reakcję. Czy była świadoma, czy nie, z biegiem czasu znaleźli się bardziej i bardziej w swojej własnej bańce; potrzebował zdecydowanie wlać w siebie więcej obrzydlistwa, kiedy wymiana zdań zaczęła iść w kierunku opuszczenia lokalu. Uśmiechnął się, mimo że uśmiech nie dosięgnął jego oczu, pochylił do nowej nieznajomej (Claudia? Cathy? Kinnley?), mając w zamiarze odpowiedzieć jej bardziej na ucho, przy tym położył dłoń na biodrze blondynki, na co przysunęła się jeszcze bliżej i...
Jego spojrzenie padło na twarz, którą znał całkiem nieźle. Złapał głębszy oddech zamiast odpowiadać blondynce, wyprostował się, by skupić wzrok i upewnić się, że dobrze widział. Yep. Cynthia. Oh, to był bardzo zły pomysł... To był fantastyczny pomysł. Nie, nie ubrał nawet w słowa napędzonego alkoholem pomysłu, zamiast tego przesunął spojrzenie na blondynkę, tylko po to, by rzucić krótkie "wybacz". Zignorował jej pytające spojrzenie, odsunął się o pół kroku, łapiąc swoją szklankę, zaraz potem wyminął ją, spokojnym spacerkiem wędrując do stolika Ward.
- Hey~ - rzucił krótko, śpiewnym tonem, zajmując miejsce na przeciwko niej, zanim upił kolejne kilka łyków bursztynowego alkoholu. Obrzydlistwo. Skrzywił się tylko na chwilę, zaraz potem posyłając jej szeroki uśmiech. - Jak się masz? Jak ręka? - zagadnął luźno, postanawiając dać jej całkiem luźne okno na mówienie o czymkolwiek tylko chciała. Nie spieszyło mu się nigdzie.
Cynthia A. Ward