jedno modżajto dla mojej świni
: pt lut 20, 2026 2:31 pm
Maddie Lennox
Nie interesowało go zdanie blondi. Nudziło mu się, a koledzy byli... nudni. Doskonale zdawał sobie sprawę, co mu powiedzą. Hera, koka, hasz, lsd. Co prawda nigdy nie narzekał na to w jakikolwiek sposób, ale chciał się zabawić. Może dlatego zaczął wypisywać SMS'y do Maddie. Blondi zawsze potrafiła się odszczekać. Czasami zastanawiał się, czy powinien odstawić ją do weterynarza, by zaszczepili ją przeciwko wścieklizny, no ale... zdecydowanie musiał przyznać fakt, że ją lubił. Miał do niej słabość, więc kiedy zaczynało mu się nudzić, wydawała się być najprostszym wyborem.
Prince mógł pytać, ale odpowiedź nigdy się dla niego nie liczyła. Wystarczył krótki sygnał, by znalazł się w jej klubie. Od razu na jego twarzy wymalował się uśmiech, zwłaszcza gdy usłyszał lecącą w tle piosenkę. Jego piosenkę. Tyle mu wystarczyło, by skierował kroki wpierw w stronę menadżera. Dla niego sprawa była jasna, jedna barmanka na jeden wieczór. Inną kwestią był fakt, że od razu wymagał jednej, konkretnej. Nie chciał jedynie wpatrywać się w nią całą noc, bo razem z nią chciał się bawić. Sowita zapłata, sowity napiwek zakończył nieistotną dla niego sprawę. Kroki skierował w jedyne miejsce, które naprawdę go interesowało. Do blond barmanki.
— Bloooondi — krzyczy na cały głos, a na jego twarzy pojawia się charakterystyczny uśmiech — modżajto dla mojej świni — dodaje od razu, a w jego oczach pojawia się ten charakterystyczny błysk w oku. Tak, wkurwiał ją specjalnie. Lubił oglądać ten delikatnie zmarszczony nosek i oczy płonące ze wściekłości — znaczy dla Ciebie — poprawił się niemalże od razu, wybuchając głośnym śmiechem i drapiąc się krótko po karku. Tak, bawiła go ta cała sytuacja niemiłosiernie. Choć bardziej bawiła go mina Maddie.
— A dla mnie to coś wymyśl — rzuca, machając dłonią i siadając przy krześle barowym. Jest cały zadowolony z siebie, nawet nie myśli o tym, że przeszkadza jej w pracy. Klient nasz pan, prawda? Prawda — rozmawiałem z menadżerem, spełniło się twoje marzenie — aż uśmiechnął się szerzej. Czy był na tyle bucowaty, by myśleć, że on jest jej marzeniem? Zdecydowanie i nigdy nie ulegało to żadnej wątpliwości. Kiedy już blondi schowa pazurki, zawsze było... bardzo przyjemnie.
— Jesteś tylko do mojej dyspozycji — sam sobie przybił piąteczkę — cudownie, prawda? — dla niego na pewno, dla niej chyba właśnie rozpoczynał się prawdziwy koszmar. Cóż, przynajmniej oboje nie będą się nudzić.
Nie interesowało go zdanie blondi. Nudziło mu się, a koledzy byli... nudni. Doskonale zdawał sobie sprawę, co mu powiedzą. Hera, koka, hasz, lsd. Co prawda nigdy nie narzekał na to w jakikolwiek sposób, ale chciał się zabawić. Może dlatego zaczął wypisywać SMS'y do Maddie. Blondi zawsze potrafiła się odszczekać. Czasami zastanawiał się, czy powinien odstawić ją do weterynarza, by zaszczepili ją przeciwko wścieklizny, no ale... zdecydowanie musiał przyznać fakt, że ją lubił. Miał do niej słabość, więc kiedy zaczynało mu się nudzić, wydawała się być najprostszym wyborem.
Prince mógł pytać, ale odpowiedź nigdy się dla niego nie liczyła. Wystarczył krótki sygnał, by znalazł się w jej klubie. Od razu na jego twarzy wymalował się uśmiech, zwłaszcza gdy usłyszał lecącą w tle piosenkę. Jego piosenkę. Tyle mu wystarczyło, by skierował kroki wpierw w stronę menadżera. Dla niego sprawa była jasna, jedna barmanka na jeden wieczór. Inną kwestią był fakt, że od razu wymagał jednej, konkretnej. Nie chciał jedynie wpatrywać się w nią całą noc, bo razem z nią chciał się bawić. Sowita zapłata, sowity napiwek zakończył nieistotną dla niego sprawę. Kroki skierował w jedyne miejsce, które naprawdę go interesowało. Do blond barmanki.
— Bloooondi — krzyczy na cały głos, a na jego twarzy pojawia się charakterystyczny uśmiech — modżajto dla mojej świni — dodaje od razu, a w jego oczach pojawia się ten charakterystyczny błysk w oku. Tak, wkurwiał ją specjalnie. Lubił oglądać ten delikatnie zmarszczony nosek i oczy płonące ze wściekłości — znaczy dla Ciebie — poprawił się niemalże od razu, wybuchając głośnym śmiechem i drapiąc się krótko po karku. Tak, bawiła go ta cała sytuacja niemiłosiernie. Choć bardziej bawiła go mina Maddie.
— A dla mnie to coś wymyśl — rzuca, machając dłonią i siadając przy krześle barowym. Jest cały zadowolony z siebie, nawet nie myśli o tym, że przeszkadza jej w pracy. Klient nasz pan, prawda? Prawda — rozmawiałem z menadżerem, spełniło się twoje marzenie — aż uśmiechnął się szerzej. Czy był na tyle bucowaty, by myśleć, że on jest jej marzeniem? Zdecydowanie i nigdy nie ulegało to żadnej wątpliwości. Kiedy już blondi schowa pazurki, zawsze było... bardzo przyjemnie.
— Jesteś tylko do mojej dyspozycji — sam sobie przybił piąteczkę — cudownie, prawda? — dla niego na pewno, dla niej chyba właśnie rozpoczynał się prawdziwy koszmar. Cóż, przynajmniej oboje nie będą się nudzić.