Strona 1 z 1

espresso & attitude

: pt lut 20, 2026 4:12 pm
autor: Julian Kerr
Poranki nie należały do jego ulubionych. Prawdę mówiąc Julian nienawidził ich w każdej możliwej formie. Szczególnie tych, które zaczynały się od dźwięku telefonu wibrującego gdzieś poza zasięgiem ręki. Gdy w końcu otworzył oczy, światło wpadające przez zasłony było już zdecydowanie zbyt jasne, a ekran zegarka wskazywał godzinę, która oznaczała tylko jedno. Był spóźniony. Znowu.
Świetnie, shit. — mruknął pod nosem, zrzucając z siebie kołdrę i niemal potykając się o własne buty leżące na podłodze.
Telefon znalazł się pod łóżkiem. Kilka nieodebranych połączeń, wiadomość od kolegi z oddziału i powiadomienie o zmianie, którą miał zacząć za niecałą godzinę. Przeciągnął leniwie dłonią po twarzy, próbując obudzić się szybciej niż było to fizycznie możliwe.
Nie miał czasu na kawę. Nie miał czasu na śniadanie. Nie miał czasu na nic co choć trochę przypominało normalny poranek. Po prostu kurwa świetnie. Pierwszą lepszą koszulę narzucił na siebie w biegu, kluczyki złapał ze stołu i wybiegł z domu. W samochodzie odpalił silnik zanim zdążył nawet porządnie zapiąć pasy. Światła zmieniały się zbyt wolno. Każda sekunda była kolejnym powodem, dla którego coraz bardziej się wkurwiał i miał ochotę wjechać autem w nadjeżdżający samochód.
Stojąc na światłach poczuł jak coś mocno ścisnęło go w żołądku. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że ostatni raz jadł poprzedniego popołudnia. Ah no tak… miał niesamowicie długą zmianę w pracy, operował ośmioletniego chłopca do późnego wieczoru i potem zmęczony wrócił do domu. Jeśli nie kupi czegoś teraz, spędzi kolejne godziny na samej kawie i nikotynie. A to zwykle kończyło się bólem głowy i jeszcze gorszym humorem.
Zahamował gwałtownie przy pierwszym otwartym miejscu jakie zobaczył. Nie analizował tego, gdzie się zatrzymał i gdzie jego nogi właśnie prowadziły go do przodu. Po prostu wszedł do środka, jeszcze sprawdzając godzinę na zegarku. Zapach świeżego pieczywa i kawy był niesamowicie przyjemny i aż zatrzymał się w półkroku. To miejsce było wyjątkowo spokojne, za spokojne na jego dziwne i szalone poranki.
Podszedł bliżej lady i przesunął wzrokiem po witrynie pełnej wypieków. Rogaliki, kanapki, coś słodkiego. Nie wiedział na co miał ochotę, ale na pewno wypadało coś kupić i zjeść zanim ruszy dalej w dzień. Nagle jego wzrok skupił się na niskiej kobiecie po drugiej stronie lady, która wyglądała niewinnie. Jakby idealnie pasowała do tego miejsca.
Poproszę cokolwiek co można zjeść w samochodzie. — powiedział w końcu, głosem lekko zachrypniętym od niewyspania. Oparł dłonie o ladę, pochylając się minimalnie w jej stronę, aby przyjrzeć się jej twarzy.
Przesunął spojrzeniem po jej twarzy jeszcze raz. Znacznie uważniej, jakby analizował każdy jej detal i miał ochotę skomentować co mu się podoba, a co nie.
I kawa. Czarna, duża. Taka, która sprawi, że nie zasnę na stojąco. — na moment odwrócił wzrok i zerknął ponownie na swój zegarek. Ah świetnie. Spóźniony i to jeszcze bardziej.
Głośno westchnął, ponownie wracając wzrokiem do kobiety zza lady. — Jeśli mnie dziś zwolnią, oficjalnie uznam to miejsce za współwinne.
Jamie Park

espresso & attitude

: ndz lut 22, 2026 1:56 pm
autor: Jamie Park
Z kolei poranek Jamie wyglądał zupełnie inaczej. Jej budzik zadzwonił, jak codziennie koło piątej, co przywitała z cichym, rozmarzonym westchnieniem, przeciągając się rozkosznie i ręką szukając w łóżku kogoś... Kogo w nim nigdy nie było. Dopiero wtedy resztki przyjemnego snu, wspomnienia z walentynek spadły z jej powiek wraz z odrobiną piasku Sandmana.
Ukłucie żalu zmusiło ją do sięgnięcia po telefon komórkowy, żeby sprawdzić, czy może nie napisał. Ostatnia wiadomość dalej brzmiała: „Zabierz mnie tam kiedyś. I może czasem zadzwoń <3”, a potem „Dobranoc Mike”.
Jej kciuk zawisł nad ekranem. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy może jednak powinna była dopisać coś więcej. Jedno krótkie zdanie. Może wtedy brzmiałoby to inaczej. Może odważniej.
Wypuściła powietrze z ust, mając nieco naburmuszoną minę, po czym odłożyła telefon. Jeśli coś miało zostać powiedziane, powinno przyjść naturalnie. Bez dopisywania po czasie.
Zdecydowawszy się, że nie popsuje jej to dnia, wyskoczyła spod ciepłej kołdry i pobiegła od razu do łazienki. Nieco wydłużony prysznic ukoił tęsknotę, której przecież nie powinno być, i przywołał uśmiech na twarz. Makijaż wrócił pewność siebie, którą podkreśliła dopasowanym topem z długim rękawem i dżinsami.
Dzisiaj zdecydowanie był dzień na to, żeby się sobie podobać, więc po chwili krytycznego przyglądania się sobie w lustrze uznała, że daje sobie dziesięć na dziesięć i przed szóstą już była na zapleczu cukierni przygotowując dzisiejsze specjały: szarlotkę i rogaliki z nadzieniem z czekolady, idealnie nadające się na przekąskę w drodze do pracy.
I tak właśnie dwie zupełnie różne ścieżki spotkały się przy ladzie cukierni gdzieś w Park Dale.
Jamie odpowiedziała uśmiechem na pierwsze słowa Juliana, totalnie nie wyczuwając jego frustracji i gonitwy do pracy.
Naszymi słodyczami trzeba się delektować, to babcine wypieki!
Kiedy jego spojrzenie nie uciekło po sekundzie, jak u większości klientów, poczuła ciepło rozlewające się po policzkach. Jakby ktoś naprawdę próbował ją zobaczyć, a nie tylko zamówić kawę. Nieco speszona przesunęła się do chłodzonej gabloty, skupiając się na wyborze.
To może rogaliki z czekoladą? Mamy mleczną, białą... Jedyne niebezpieczeństwo, że krem wycieknie w samochodzie na koszulę.
Podniosła spojrzenie na jego ubiór, oceniając, czy ryzyko jest poważne.
Zamówienie kawy uświadomiło jej, że gość się chyba spieszy, więc zabrała się za jej przygotowanie w szybkim, sprawnym tempie, chociaż widać było, że w jej ruchach jest coś magicznie spowolnionego, jakby to był bardziej rytuał parzenia kawy, niż odwalanie klienta na szybko.
Kiedy ekspres zaczął buczeć i szumieć, odwróciła się z rozbawionym uśmiechem do pana doktora.
Och nie! Nie możemy do tego dopuścić! — odpowiedziała na swoją współwinę, marszcząc nieco brwi w udawanej trosce. — Jest takie miejsce, gdzie zwalniają za dobry gust?
Zapytała, podsuwając mu na ladzie papierową torbę ze smakołykami, a chwilę później kubek ze smoliście gęstą kawą.

Julian Kerr

espresso & attitude

: pn mar 09, 2026 4:38 pm
autor: Julian Kerr
Zachowanie kobiety za ladą nawet go zaintrygowało. Przywykł, że większość napotykanych kobiet zachowuje się nonszalancko albo ocieka pewnością siebie. Nic dziwnego – w dzisiejszych czasach kobiety zdają sobie sprawę ze swojej siły, seksapilu i faktu, że nie potrzebują mężczyzn aby żyć szczęśliwie. Julian bardzo to doceniał, choć nie pokazywał tego wprost. Jego twarz rzadko zdradzała emocje, ale był świetnym obserwatorem, pewnie dzięki temu dobrze radził sobie jako lekarz. I choć doceniał pewność siebie i niezależność kobiet, w pewnym stopniu wolał, gdy były nieco od niego zależne. Nie jak jego była żona.
A jednak pannica przed nim emanowała czymś zupełnie innym. Radość w jej oczach, słodycz w uśmiechu i lekka nieśmiałość… to wszystko sprawiało, że wyglądała niemal jak światło w tym przytulnym, pełnym zapachów kawy i świeżo pieczonych rogalików miejscu. Julianowi wcale to nie przeszkadzało. Oh nie, wręcz przeciwnie – lubił, gdy dziewczyny reagowały w taki uroczy sposób. Wzrokiem przesunął po jej twarzy, następnie w dół na dopasowaną do ciała koszulkę, ale jego spojrzenie nie było nachalne. Nie chciał wyjść na perwerta, po prostu obserwował jaką kobietę miał przed sobą. Zauważył od wejścia, że jest niziutka.
Ich słodyczami trzeba się delektować?
Taka myśl przemknęła mu przez głowę, powtarzając jej słowa. Uniósł nieznacznie jedną brew, gdy jego twarz rozświetlił lekki uśmieszek. Było w tym coś zabawnego i nieco prowokującego, ale nie miał w planach wychodzić poza granice dobrego smaku. Fascynacja i precyzja z jaką parzyła kawę była niemal dla niego hipnotyzująca. Wyglądała, jakby z całkowitą dokładnością skupiała się na swoim zadaniu, przypominając mu jego samego w sali operacyjnej. Gdy on rękoma rozkrajał ciała, ratując życie – ona delikatnymi dłońmi ratowała ludzkie poranki od zgnilizny, przyjemnym zapachem kawy i słodkości. Julian przesunął wzrok na ladę, gdzie stały rogaliki zastanawiając się przez moment, który wybrać.
Poproszę jednego z mleczną czekoladą. Nie przepadam za białą. — powiedział z lekkim uśmiechem, bo była dla niego zdecydowanie za słodka. Wolał inne słodkie rzeczy… albo osoby.
Odebrał torbę i wyciągnął portfel z kieszeni, patrząc na nią i wyciągając gotówkę. Postanowił dorzucić trochę więcej niż powinien zapłacić. Nie z powodu litości, a raczej dlatego, że coś w jej obecności wywoływało w nim chęć, żeby w jakiś sposób się odwdzięczyć.
Na pewno są miejsca, gdzie zwalniają za dobry gust. Oby nie tutaj. — mruknął, podając jej pieniądze. Jego ton był lekko prowokujący, ale emanował nutą rozbawienia. Całkiem mu się spodobała. Miała w sobie coś co trudno było zignorować. Może ten sposób, w jaki jej palce pewnie poruszały się po kubku z kawą? A może jej cichy śmiech przy kontakcie z klientami? Ciężko stwierdzić.
A jaki ty masz gust? — odezwał się po chwili, jakby specjalnie przedłużał swój pobyt tutaj. Co z tego, że przecież tak się spieszył… i tak już był spóźniony. — To znaczy… może najpierw powiesz mi swoje imię? Julian Kerr. — przedstawił się krótko i może zbyt formalnie.
I choć na zewnątrz był spokojny, wewnętrznie czuł lekkie napięcie. Nie takiego, które przeszkadza a raczej pobudzające. Chciał pociągnąć to wszystko jeszcze bardziej do przodu, przynajmniej na tę chwilę.
Kończę o 21:00. — dodał nagle, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że chciał porozmawiać z nią później o czymś innym niż o kawie i słodkich rogalikach.
Jamie Park