you're my karma in disguise
: sob lut 21, 2026 11:42 pm
follow me into a swarm of bees
swallow everything you don't believe
Hol apartamentowca przypominał karykaturę muzealnej wystawy przez prywatną windę posiadaną przez właściciela penthouse'a. Zwykli ludzie przemykali przez część wspólną, z ciekawością przyglądając się skrawkowi wydzielonemu przez policyjną taśmę, za którą grupka policjantów żywo dyskutowała na temat dalszych poczynań. Mieszkańcy wspinali się na wyżyny subtelności, zwalniając gdy przemieszczali się z zakupami w stronę zwykłych wind, własnych kabin bądź schodów, zaganiani przez spoconego i przepracowanego portiera.
Nie dało się wyczuć stresu czy przygnębienia - one czekały wyżej. Tutaj, na dole, odgrodzona taśmą winda była niczym wystawa skłaniająca do refleksji, zostawiająca w odwiedzających nutkę ekscytacji.
Zrównał się z Mercer gdy podchodziła do policyjnej taśmy, pochylając się by móc pod nią przejść.
- Detektyw Madden - wszedł jej w słowo gdy otworzyła usta, witając się z policjantem prowadzącym, który skinął mu głową w pierwszej kolejności - wyczuwając subtelną hierarchię pomiędzy nimi, która teoretycznie nie widniała na papierach.
Gdy policjant wsunął kluczyk w zamek, a drzwi windy rozchyliły się, nie zatrzymał się kurtuazyjnie, tylko samemu ruszył do środka jako pierwszy. Towarzysząca mu kobieta nadszarpnęła resztki cierpliwości, z którymi budził się każdego dnia, a przylepiona mu łatka nienawiści do kobiet nie miała się od niego odkleić jeśli wykaże się kulturą i przepuści ją w progu - toteż tego nie zrobił.
Prywatna kabina była mniejsza niż zwykle, sprawiając, że zapach jej perfum wypełnił przestrzeń pomiędzy nimi, mieszając się z tytoniem, którego popiół wciąż chował się w materiale jego kurtki. Podróż na samą górę dłużyła się w nieskończoność i gdy wreszcie się zatrzymali, z niemałą ulgą wyszedł na zewnątrz.
Prosto na pobojowisko.
- Detektywie Madden, detektyw Mercer. - jeden z policjantów pośpiesznie ruszył w ich stronę gdy wyszli w holu zdezelowanego apartamentu. Wszędzie walały się butelki alkoholu i ślady odbywającej się tu niegdyś imprezy. Wyprowadził ich z holu, prowadząc do salonu. - Ofiara to Elliot Masters, trzydzieści dwa lata. Został znaleziony na tarasie przynależącym do hotelu, dziesięć pięter niżej, ale znajdujemy się teraz w jego apartamencie.
Madden rozejrzał się wokół, po technikach i policjantach plączących po zabezpieczonym miejscu zbrodni. Apartament był ogromny i wyglądało na to, że przewaliło się przez niego ostatnio mnóstwo ludzi.
- Przyjęcie? - spytał krótko, wskazując na dekoracje wiszące wokół, resztki jedzenia i zapach rozlanych drinków mieszający się z substancjami używanymi przez techników.
Policjant przytaknął, zerkając do swoich notatek.
- Masters w noc swojej śmierci urządzał imprezę urodzinową. Pracujemy nad zawężeniem listy potencjalnych świadków, ale gości była ponad pięćdziesiątka - przyznał, podnosząc wzrok znad notatek. - Zabezpieczyliśmy materiał dowodowy, nagrania z monitoringu powinny już znaleźć się na komisariacie, a...
Czując nawracającą migrenę, Rhys rozejrzał się, rozkładając ogromny apartament na części pierwsze - i szukając miejsca, w którym powinni zacząć. Machnięciem głowy uciszył mężczyznę, wiedząc, że nie miał im do zaoferowania nic poza resztą standardowych formułek.
- Sprawdzę biuro - oznajmił, widząc uchylone drzwi prowadzące do gabinetu ofiary. Świadom tego, jak dzikie potrafiły być imprezy i jak obrzydliwa mogła okazać się sypialnia, bez większej litości przeniósł swój wzrok na Mercer. - Zostawiam ci sypialnię.
Odwrócił się, ruszając do gabinetu.
- Miłej zabawy - dodał przez ramię, zgarniając od jednego z techników paczkę rękawiczek.
margo mercer