say yes
: ndz lut 22, 2026 12:56 pm
Matheo Bachmann
Napięcie między nimi było wręcz wyczuwalne. Nie wiedziała, skąd dokładnie się ono wzięło. Widziała głód w jego oczach, a w jej był podobny. Choć to miał być wieczór przy piwie. Krótkie posiedzenie wśród obcych ludzi, by zagłuszyć niespokojne myśli. Zamiast tego dostała aferę z losową blondynką i uwagę od strony Theo. Nie był jej obojętny. Sprawiał, że czuła się onieśmielona. Nie dlatego że się go bała, fascynował ją. Kiedy przymykała oczy, widziała jego pracujące mięśnie, a teraz jego dotyk skutecznie uniemożliwiał jej jakiekolwiek sensowne myślenie.
Nie odsuwała się ani na moment, wpatrując się w jego twarz. Wyglądała jak zahipnotyzowana. W końcu nie tylko ona na niego leciała. Przyznał jaj eto. Teraz był to inny Theo, a jednak dalej miał w sobie coś ze swojej łagodności i pogody. Odsunęła się ostrożnie, wracając do wcześniejszej pozycji. To jedno jego pytanie wydawało się wiele zmienić. Czy decyzja już padła?
— Uber — odpowiedziała bez żadnego zawahania. Chwyciła za kufel od piwa i wypiła całą jego zawartość na raz. Teraz faktycznie była gotowa do wyjścia. Bez większego wahania wstała od stolika, ubierając płaszcz. Spojrzała jeszcze ułamek sekundy na Theo. Nie wiedziała, czy była na to gotowa. Seks równał się z utratą przez nią kontroli, a później... później mogło być jedynie gorzej. Bachmann pewnie zniknie po tej jednej ulotnej nocy.
Wsiedli do ubera, a ona coraz bardziej zaczęła się wahać. Przegryzła swoją dolną wargę i spojrzała na niego kątem oka. Chciała móc zasmakować jego ust. Z Bachmannem wszystko wydawało się łatwe, wręcz momentami dziecinne. Czasami brakowało jej jednego bodźca, by pchnąć wszystko do przodu. Finalnie wyjęła telefon, by napisać do przyjaciółki. Musiała upewnić samą siebie, że robi dobrze. Chciała móc zbadać jego ciało. Różniłoby się od tych, które badała na co dzień. Przede wszystkim byłoby żywe.
Dojechali. Spojrzała na niego jeszcze raz. Przecież nic wielkiego się nie stanie, prawda? Wysiedli razem z auta, a zaraz Ward wpisywała kod, by dostać się na klatkę schodową.
— To zapraszam do środka — rzuciła spokojnym tonem. Zaraz ruszyli powoli w stronę windy — musimy chwilę poczekać — mruknęła, wciskając przycisk. Dało się usłyszeć dźwięk przejeżdżającej windy. Jedno piętro, drugie... i zaraz też kolejne.
— I jest — przełknęła nerwowo ślinę. Pierwszy raz znajdą się poza zasięgiem innych ludzi, a ona coraz bardziej zdawała sobie sprawę z jednego. Naprawdę bardzo go pragnęła.
Napięcie między nimi było wręcz wyczuwalne. Nie wiedziała, skąd dokładnie się ono wzięło. Widziała głód w jego oczach, a w jej był podobny. Choć to miał być wieczór przy piwie. Krótkie posiedzenie wśród obcych ludzi, by zagłuszyć niespokojne myśli. Zamiast tego dostała aferę z losową blondynką i uwagę od strony Theo. Nie był jej obojętny. Sprawiał, że czuła się onieśmielona. Nie dlatego że się go bała, fascynował ją. Kiedy przymykała oczy, widziała jego pracujące mięśnie, a teraz jego dotyk skutecznie uniemożliwiał jej jakiekolwiek sensowne myślenie.
Nie odsuwała się ani na moment, wpatrując się w jego twarz. Wyglądała jak zahipnotyzowana. W końcu nie tylko ona na niego leciała. Przyznał jaj eto. Teraz był to inny Theo, a jednak dalej miał w sobie coś ze swojej łagodności i pogody. Odsunęła się ostrożnie, wracając do wcześniejszej pozycji. To jedno jego pytanie wydawało się wiele zmienić. Czy decyzja już padła?
— Uber — odpowiedziała bez żadnego zawahania. Chwyciła za kufel od piwa i wypiła całą jego zawartość na raz. Teraz faktycznie była gotowa do wyjścia. Bez większego wahania wstała od stolika, ubierając płaszcz. Spojrzała jeszcze ułamek sekundy na Theo. Nie wiedziała, czy była na to gotowa. Seks równał się z utratą przez nią kontroli, a później... później mogło być jedynie gorzej. Bachmann pewnie zniknie po tej jednej ulotnej nocy.
Wsiedli do ubera, a ona coraz bardziej zaczęła się wahać. Przegryzła swoją dolną wargę i spojrzała na niego kątem oka. Chciała móc zasmakować jego ust. Z Bachmannem wszystko wydawało się łatwe, wręcz momentami dziecinne. Czasami brakowało jej jednego bodźca, by pchnąć wszystko do przodu. Finalnie wyjęła telefon, by napisać do przyjaciółki. Musiała upewnić samą siebie, że robi dobrze. Chciała móc zbadać jego ciało. Różniłoby się od tych, które badała na co dzień. Przede wszystkim byłoby żywe.
Dojechali. Spojrzała na niego jeszcze raz. Przecież nic wielkiego się nie stanie, prawda? Wysiedli razem z auta, a zaraz Ward wpisywała kod, by dostać się na klatkę schodową.
— To zapraszam do środka — rzuciła spokojnym tonem. Zaraz ruszyli powoli w stronę windy — musimy chwilę poczekać — mruknęła, wciskając przycisk. Dało się usłyszeć dźwięk przejeżdżającej windy. Jedno piętro, drugie... i zaraz też kolejne.
— I jest — przełknęła nerwowo ślinę. Pierwszy raz znajdą się poza zasięgiem innych ludzi, a ona coraz bardziej zdawała sobie sprawę z jednego. Naprawdę bardzo go pragnęła.