Big Kahuna rzecze: nic tak nie rozgrzewa jak herbata z irlandzką
: ndz lut 22, 2026 4:22 pm
Tylko jakoś nikt wcześniej nie mówił, że powód rozgrzewania też ma znaczenie.
Podmuchy lodowatego wiatru smagały ich twarze, chronione goglami i specjalnymi kominami. Mimo to zarówno jej blond fale, jak i jego kudły fruwały pod naporem wiatru, wypływając spod grubych, wełnianych czapek merinos. Ryk silnika pobudzał jeszcze bardziej adrenalinę, kiedy przeskakiwali przez kolejne muldy śniegu na skuterze śnieżnym — nowej zabawce, jaką Max sprawił sobie wraz z kolegami, z którymi mieli ten troszkę śmieszny zespół muzyczny.
Zaaferowany tym, jak dobrze mu idzie, odbierał nerwowy śmiech żony jako frajdę i nie zauważał, że jej dłonie nieco za mocno zaciskają się w jego pasie. Cielęce zaloty weszły trochę za głęboko, kiedy przyspieszył za mocno i oboje wyskoczyli wraz ze skuterem na kolejnej muldzie, wbijając się w zaspę.
Jeśli do tej pory nikt nie napisał definicji robienia orła w śniegu, to oni właśnie ją stworzyli.
Najpierw z zaspy wyskoczyła jego głowa. Zarost i włosy oblepione śniegiem oraz dzikie spojrzenie czterdziestodwuletniego dzieciaka, który zrobił właśnie najwspanialszą rzecz na świecie.
A chwilę potem przyszło oprzytomnienie.
– Ce? – zapytał, rozglądając się gorączkowo za żoną.
Cisza.
Za długa.
Wygrzebał się niezgrabnie ze śniegu, żeby mieć lepszy widok, i powtórzył głośniej:
– Cece?!
Na moment serce zaczęło mu się tłuc jak wtedy, kiedy na scenie będąc pod wodą, nie mógł uwolnić jednej ręki z kajdan i musiał sobie wyłamać palec, żeby uciec. Tylko że teraz, za jego głupotę cena mogła być znacznie większa — i nie on ją płacił.
– Cecilia!!
Jego krzyk przypominał przez chwilę ryk niedźwiedzia, ale wreszcie usłyszał kaszel i marudzenie nieszczęśliwej żony.
Dopadł do niej, przedzierając się przez biały puch, po czym podniósł ją ze śniegu, jakby była od niego dwa razy mniejsza. Co zresztą było prawdą.
– Shoots... To nie poszło zgodnie z planem, nic Ci nie jest, Makani? – zapytał, otrzepując ją ze śniegu.
Minę miał szczeniaka, który strasznie nabroił, ale przecież nie chciał.
Cece Keale
Podmuchy lodowatego wiatru smagały ich twarze, chronione goglami i specjalnymi kominami. Mimo to zarówno jej blond fale, jak i jego kudły fruwały pod naporem wiatru, wypływając spod grubych, wełnianych czapek merinos. Ryk silnika pobudzał jeszcze bardziej adrenalinę, kiedy przeskakiwali przez kolejne muldy śniegu na skuterze śnieżnym — nowej zabawce, jaką Max sprawił sobie wraz z kolegami, z którymi mieli ten troszkę śmieszny zespół muzyczny.
Zaaferowany tym, jak dobrze mu idzie, odbierał nerwowy śmiech żony jako frajdę i nie zauważał, że jej dłonie nieco za mocno zaciskają się w jego pasie. Cielęce zaloty weszły trochę za głęboko, kiedy przyspieszył za mocno i oboje wyskoczyli wraz ze skuterem na kolejnej muldzie, wbijając się w zaspę.
Jeśli do tej pory nikt nie napisał definicji robienia orła w śniegu, to oni właśnie ją stworzyli.
Najpierw z zaspy wyskoczyła jego głowa. Zarost i włosy oblepione śniegiem oraz dzikie spojrzenie czterdziestodwuletniego dzieciaka, który zrobił właśnie najwspanialszą rzecz na świecie.
A chwilę potem przyszło oprzytomnienie.
– Ce? – zapytał, rozglądając się gorączkowo za żoną.
Cisza.
Za długa.
Wygrzebał się niezgrabnie ze śniegu, żeby mieć lepszy widok, i powtórzył głośniej:
– Cece?!
Na moment serce zaczęło mu się tłuc jak wtedy, kiedy na scenie będąc pod wodą, nie mógł uwolnić jednej ręki z kajdan i musiał sobie wyłamać palec, żeby uciec. Tylko że teraz, za jego głupotę cena mogła być znacznie większa — i nie on ją płacił.
– Cecilia!!
Jego krzyk przypominał przez chwilę ryk niedźwiedzia, ale wreszcie usłyszał kaszel i marudzenie nieszczęśliwej żony.
Dopadł do niej, przedzierając się przez biały puch, po czym podniósł ją ze śniegu, jakby była od niego dwa razy mniejsza. Co zresztą było prawdą.
– Shoots... To nie poszło zgodnie z planem, nic Ci nie jest, Makani? – zapytał, otrzepując ją ze śniegu.
Minę miał szczeniaka, który strasznie nabroił, ale przecież nie chciał.
Cece Keale