quite a hard landing
: ndz lut 22, 2026 7:25 pm
#2
Poranek był… rześki. Delikatnie rzecz ujmując. Ich nowy dom o tej porze tracił część swojego przytulnego ciepła, ustępując miejsca surowej, kanadyjskiej aurze dobijającej się przez szyby. Joshua, wierny swojej medycznej wiedzy o higienie snu, na noc zawsze zmniejszał ogrzewanie do 19 stopni - badania mówią, że w takiej temperaturze organizm regeneruje się najlepiej. Zegar sterujący był jednak zaprogramowany tak, by do ósmej rano słupek rtęci wskoczył na komfortowe 23 stopnie. Tak czy inaczej - miękki szlafrok i kubek parującej kawy były o tej porze nie tyle luksusem, co koniecznością.
Josh wstał, jak co dzień, o 6:30. Potrzebował tej godziny, by w spokoju odprawić swoje poranne rytuały i bez pośpiechu dotrzeć do kliniki na ósmą. Mało który pacjent zjawiał się przed tą godziną, ale on lubił być gotowy wcześniej. Dzień będzie taki, jakim go rozpoczniesz! - zwykł mawiać z przekonaniem godnym terapeuty. Cicho jak kot, choć z gracją raczej zwierzęcia większych rozmiarów, wyswobodził się z objęć ukochanej i zawijasów wspólnej pościeli, dokładając wszelkich starań by nie obudzić jej skoro świt.
Wstawił ekspres, a gdy kuchnię wypełnił głęboki aromat palonych ziaren, oparł się o kuchenną wyspę. Przeglądał dzisiejszy grafik pacjentów w telefonie, ale jego wzrok co chwilę uciekał w stronę kanapy przed kominkiem. Szczenięcy uśmiech mimowolnie wpełzł mu na twarz na samo wspomnienie ich pierwszej upojnej nocy. Nie chodziło tylko o fizyczne nasycenie, choć to było obłędne. Uśmiechał się, bo czuł, że po miesiącach emocjonalnego zawieszenia, znowu w pełni żyje. Miał cel, miał misję i miał u boku kobietę, którą kochał ponad wszystko. Kobietę, o którą pragnął dbać za wszelką cenę…
I kobietę, która potrafiła zakradać się cicho niczym kot!
- O! Dzień dobry! - uniósł wzrok na Rae, gdy tylko usłyszał znajomy, miękki dźwięk kroków na schodach. Odłożył telefon, całkowicie ignorując przychodzące powiadomienia, by skupić na niej całą swoją uwagę. - Jak się spało? - zagaił z tym swoim zaraźliwym, chłopięcym optymizmem. - Nie sądziłem, że wstaniesz skoro świt, ale... - spojrzał wymownie na zegarek, obliczając pozostałe minuty do wyjścia - ... zdążę przygotować szybkie śniadanie. Już wstawiam wodę na herbatę...
Nie czekając na odpowiedź, posłał jej może nazbyt rutynowy uśmiech i odwrócił się w stronę lodówki by wyciągnąć płatki owsiane, mleko i owoce - szybko i pożywnie.