Strona 1 z 1

Running is like a free therapy, right?

: pn lut 23, 2026 9:29 am
autor: Matheo Bachmann
*to będzie po grze z Cynthią :cenzurowicz: *

Niby do niego napisał, że ma kaca i ból dupy, ale tak naprawdę, gdyby nie ból głowy, był w naprawdę dobrym nastroju. Wrócił od swojej dobrej znajomej bliżej popołudnia niż rana, niby nadrobił leki, wrzucił do swojej wody dodatkowe elektrolity i upewnił się, żeby zjeść coś pełnego.. Tyle że głowa nadal go bolała. Drugi dzień już. Jak na kaca, to brzmiało trochę zbyt grubo, prawda? Nie brał leków przeciwbólowych, chyba że naprawdę musiał, a ten konkretny ból nie był taki zły. Zostało mu spróbować biegania na świeżym powietrzu. Towarzystwo Charliego miało tylko pomóc; lubił gościa, okay? Nawet jeśli z zasady uważał, że wyższa klasa miała odrobine zbyt czyste i nie skalane pracą rączki, Charlie był w porządku.
Tak jak się umówili, podjechał po niego swoim samochodem, jak to Ward nazwała, w kolorze muchówki, z zapasem proteinowych batoników i przynajmniej dwiema butelkami z wodą na tylnym siedzeniu. Trochę uważał za zabawne, że jechali do parku, żeby pobiegać, ale może z drugiej strony miało to jakiś sens. Słyszał już kilka razy, że najlepiej biegać na świeże nogi, cokolwiek to nie znaczyło. Nie zmęczone? Ale dlaczego... no, tego już nie wiedział, aż taki mądry nie był. Po napisaniu krótkiego sms, dając mu znać, że dojechał, stukał palcami w kierownicę przez moment, rozglądając się po okolicy. Fancy. Mimochodem zaczął się zastanawiać jak daleko by od Charliego miał do Cynthii... i musiał potrząsnąć głową, żeby się skupić. Zwykle przychodziło mu to z trudem, ale najwyraźniej jego życie miało stać się odrobinę trudniejsze. Nie miał nic przeciwko tak naprawdę..
- Hey misiu pysiu. - rzucił pogodnie, szczerząc do niego zęby w szerokim uśmiechu, kiedy władował mu się do samochodu. No co? Love your bros. - Tam gdzie zawsze, nie? - dodał, ale zamiast czekać na odpowiedź, wrzucił wsteczny i ruszył w drogę kiedy tylko Marshall zapiął pas. GPS nawet nie był włączony, drogę do jego chaty i do parku w distillery district znał już na pamięć, nawet w zależności od pory dnia wybierając inne trasy, by ominąć korki. Pełny serwis! Chyba mu też nie musiał mówić, że mógł się częstować batonikami i złapać wodę jakby chciał, nie? Tak czy siak, wiedział, że jeśli czas zabieganego Charliego pozwoli, pewnie i tak skończy się na pójściu coś zjeść.

Charlie Marshall

Running is like a free therapy, right?

: śr lut 25, 2026 12:33 pm
autor: Charlie Marshall
Dzień w Northland Power wreszcie dobiegł końca, ale Charles wcale nie czuł ulgi. W drodze do domu wstąpił do kwiaciarni, skąd wyszedł z wyjątkowo dużym bukietem dla Blair. Kwiaty były piękne, drogie i... miały stanowić idealną zasłonę dymną dla jego własnych wyrzutów sumienia. Normalnie takie rzeczy zlecał Thomasowi, wysyłając mu krótką wiadomość, ale dzisiaj czuł, że musi zrobić to osobiście, jakby własnoręczne odebranie bukietu piwonii mogło w jakiś magiczny sposób wymazać zapach ciastek z jego gabinetu. Sam stwarzał te wszystkie dwuznaczne sytuacje, sam pozwalał na gorące przyjaźnie, a teraz… natłok myśli stawał się nie do zniesienia. Wiedział, że na taki chaos w głowie najlepszy jest ruch, dlatego gdy tylko na ekranie telefonu pojawiła się wiadomość od Theo, zgodził się na propozycję bez sekundy wahania. Umówili się, że Theo zgarnie Charliego po drodze, dlatego już zjeżdżał windą na parter ubrany w termoaktywny strój, z Apple Watchem na nadgarstku (którym zawsze mierzył tętno, dystans i spalone podczas treningu kalorie, banan). Wyszedł z windy akurat w momencie, gdy otrzymał wiadomość od kumpla, że już dojechał na miejsce. Charakterystyczny dźwięk silnika słyszał już z daleka i przez chwilę zastanawiał się, czy auto Bachmanna w ogóle spełnia jakiekolwiek normy strefy czystego powietrza, ale władował się do środka bez żadnych pytań. - Wyglądasz okropnie, misiu pysiu - odparł Charlie na przywitanie, gdy już zapiął pasy i rzucił Theo przelotne spojrzenie. - Tak, tam, gdzie zwykle, nie ma co kombinować - potwierdził, po czym wyciszył telefon i włożył go do kieszonki na ramieniu. Rzucił okiem na batoniki leżące z tyłu - niby wiedział, że mógłby się jednym z nich spokojnie poczęstować, ale ciasteczka dalej śniły mu się po nocach i skutecznie odbierały mu ochotę na jakikolwiek cukier, dlatego po prostu wlepił wzrok w misia pysia. - Czytałem ostatnio badania, że bieganie na kacu zwiększa szansę na zobaczenie jednorożca w parku o 40%. Daj znać, jak jakiegoś miniesz - rzucił pod nosem z uśmieszkiem na ryju i poklepał kumpla po ramieniu, starając być najbardziej uroczą passenger princess ever.

Matheo Bachmann