i bury my head in the sand
: pn lut 23, 2026 12:04 pm
there's nowhere to run, nowhere to hide
the memories haunt, like ghost in the night
Życie wydawało mu się zbyt logicznie poukładane by nie doszukiwał się ciągu przyczynowo-skutkowego we wszystkich zdarzeniach, w pracy i poza nią. Każdy zbieg okoliczności wsadzał na tablicę poszlak na równi ze znalezionymi odciskami. Pozwalał swojemu pragmatyzmowi się odsunąć, dając więcej przestrzeni dla zwykłej, ludzkiej intuicji.
Rzeczywistość z biegiem lat stała się znacznie bardziej przyziemna i, niekiedy, nieracjonalna. Nauczył się, że przypadki często są tylko tym - przypadkami, ślepymi uliczkami, którymi podążanie nie zaprowadzi go bliżej celu. W jego pracy najprostsza odpowiedź zwykle była tą właściwą.
W tym przypadku to m u s i a ł być przypadek.
Zbieżność wydarzeń do tych, które rozegrały się rok temu w jego życiu, w jego mieszkaniu, w jego ł a z i e n c e była nie tylko irracjonalna - była niebezpieczna. Myśl, że to mogło być w jakiś sposób ze sobą powiązane oznaczała, że przeszłość nie została przez niego pogrzebana, że wciąż mogła wypełznąć spod ziemi, chwycić go za kostkę i pociągnąć w dół.
Wracając do komisariatu rzucił się w wir pracy. Myśl, że śmierć Veronici Masters była wyłącznie samobójstwem, niefortunnym zbiegiem okoliczności po śmierci jej męża, wzbudzała w nim pewien rodzaj komfortu, ale była niewystarczająca. Musiał mieć pewność, musiał wiedzieć, że ta dwójka powiązana jest wyłącznie ze sobą i to ich błędne, życiowe wybory doprowadziły w końcu do ich zguby.
Nie zorientował się, kiedy główna sala komisariatu opustoszała. Słońce w zimowej codzienności na zewnątrz już dawno schowało się za horyzontem, spowijając wnętrze pomieszczenia w ciemności. Od ostatnich dwóch godzin tkwił przy swoim biurku, w morzu raportów, zebranych przez techników informacji i medycznej dokumentacji. Wiedział, że ich śledztwo jest ograniczone czasowo - na niektóre wyniki i wnioski musieli poczekać do jutra. Elementy, które leżały teraz przed nim były niewystarczające, by stworzyć z nich całość układanki. Nie było wiele więcej rzeczy, które mógłby zrobić by w sensowny sposób poruszyć się naprzód.
Ale odmawiał wyjścia.
Uparcie wpatrując się w linijki tekstu, doszukiwał się w nim sensu - jakby przeczytanie go raz za razem mogło zmienić jego perspektywę, a sekrety zawarte w jego treści miały wreszcie się odblokować. Sfrustrowany i zmęczony, oderwał się od nich dopiero gdy zegar na ścianie wskazywał dwudziestą drugą, a na komisariacie nie było już nikogo innego.
Poza nią.
Sięgając umysłem ku Mercer, jego myśli podzieliły się na dwa tory. Jeden, schowany gdzieś w tyle jego podświadomości, odczuł odrobinę poczucia winy przez zostawienie kobiety samej. Inny przypomniał sobie, że pozostało jedno, prawdopodobnie jałowe zajęcie, któremu mógłby się oddać.
Stanął w progu ciasnego pomieszczenia, którego ścianę pokrywały ekrany wyświetlające jednocześnie obraz wielu kamer. Na stole na środku tkwiła klawiatura, umożliwiająca operatorowi przyśpieszanie i zatrzymywanie nagrania. Jego wzrok powiódł po obranie wyświetlanym na ścianie, przez stół, aż po siedzącą przy nim w półmroku kobietę.
- Idź do domu - rzucił krótko, świadom tego, że inni ludzie prawdopodobnie pragnęliby być w tym momencie wszędzie, byle nie w pracy o tej godzinie. - Ja to przejmę.
margo mercer