young, dumb & stupid
: pn lut 23, 2026 4:15 pm
David Harrison
Od ostatniego spotkania z bratem w szpitala wiedziała jedno. Musiała przestać ignorować istnienia rodziny w Toronto. Nieważne, co by się działo, na pewno by ją wsparli. Chociaż bała się osądu, opowiedzenie o starych dziejach imprezowej Ivy, już wydawało się być dla niej straszne. Nienawidziła zawodzić bliskich. Oczami wyobraźni widziała już wzrok Davida, kiedy zaczyna opowiadać mu o wszystkim. Może Dante nie był taki zły? Ostatnio doprowadził ją do domu, a przypominała małe dziecko nie do zatrzymania. Wielka euforia, ciekawska i nieposkromiona chęć zabawy. Nie mogło być tak źle, prawda? Tyle że wtedy przed jej oczyma pojawił się Charlie, gdy siedziała w jego aucie. Przegryzła mocniej dolną wargę.
Wszystko było zaplanowane. Wystarczyło jedynie unieść rękę i zapukać. Długo się zbierała. Spóźniła się z dziesięć minut. Nie z własnego nieogarnięcia się, tylko dlatego, że stała przed tymi drzwiami. Po rozmowie z bratem nie będzie żadnego powrotu. Ścisnęła mocniej dłoń w pięść i zapukała zdecydowanym ruchem. Te sekundy oczekiwania na otworzenie drzwi ciągnęły się w nieskończoność. W trakcie trwania każdej z nich myślała tylko o jednym. Szybkiej ucieczce, póki jeszcze miała czas.
— No cześć — rzuciła Ivy wraz z otwarciem się drzwi. Jej uśmiech jest nerwowy, jakby miała ochotę stąd uciec. Żołądek ją ściskał. Jakby właśnie przeżywała najgorszy egzamin życia. Przecież stała przed Davidem. Kochała brata całym światem i na pewno często wypłakiwała mu się w ramię — mam piwo i jakieś mrożonki — uniosła ku górze foliówkę, w której znajdowały sie czteropaki, mrożona pizza, frytki z batatów. Pewnie jakieś chipsy, ulubione ciastka, o które kłócili się w dzieciństwie. Same proste i zwyczajne rzeczy.
— Przywitasz się ze mną jak należy — spytała lekko nieśmiało, unosząc teraz obie dłonie w geście przytulenia. Potrzebowała rozładowania atmosfery. Jej zdaniem była zbyt gęsta. Jak wytłumaczyć bratu, że bało mu się powiedzieć ponad rok o przebywaniu w tym samym mieście z winy faceta? Przecież to pierwszy red flag, którego nie da się w żaden sposób zignorować.
Od ostatniego spotkania z bratem w szpitala wiedziała jedno. Musiała przestać ignorować istnienia rodziny w Toronto. Nieważne, co by się działo, na pewno by ją wsparli. Chociaż bała się osądu, opowiedzenie o starych dziejach imprezowej Ivy, już wydawało się być dla niej straszne. Nienawidziła zawodzić bliskich. Oczami wyobraźni widziała już wzrok Davida, kiedy zaczyna opowiadać mu o wszystkim. Może Dante nie był taki zły? Ostatnio doprowadził ją do domu, a przypominała małe dziecko nie do zatrzymania. Wielka euforia, ciekawska i nieposkromiona chęć zabawy. Nie mogło być tak źle, prawda? Tyle że wtedy przed jej oczyma pojawił się Charlie, gdy siedziała w jego aucie. Przegryzła mocniej dolną wargę.
Wszystko było zaplanowane. Wystarczyło jedynie unieść rękę i zapukać. Długo się zbierała. Spóźniła się z dziesięć minut. Nie z własnego nieogarnięcia się, tylko dlatego, że stała przed tymi drzwiami. Po rozmowie z bratem nie będzie żadnego powrotu. Ścisnęła mocniej dłoń w pięść i zapukała zdecydowanym ruchem. Te sekundy oczekiwania na otworzenie drzwi ciągnęły się w nieskończoność. W trakcie trwania każdej z nich myślała tylko o jednym. Szybkiej ucieczce, póki jeszcze miała czas.
— No cześć — rzuciła Ivy wraz z otwarciem się drzwi. Jej uśmiech jest nerwowy, jakby miała ochotę stąd uciec. Żołądek ją ściskał. Jakby właśnie przeżywała najgorszy egzamin życia. Przecież stała przed Davidem. Kochała brata całym światem i na pewno często wypłakiwała mu się w ramię — mam piwo i jakieś mrożonki — uniosła ku górze foliówkę, w której znajdowały sie czteropaki, mrożona pizza, frytki z batatów. Pewnie jakieś chipsy, ulubione ciastka, o które kłócili się w dzieciństwie. Same proste i zwyczajne rzeczy.
— Przywitasz się ze mną jak należy — spytała lekko nieśmiało, unosząc teraz obie dłonie w geście przytulenia. Potrzebowała rozładowania atmosfery. Jej zdaniem była zbyt gęsta. Jak wytłumaczyć bratu, że bało mu się powiedzieć ponad rok o przebywaniu w tym samym mieście z winy faceta? Przecież to pierwszy red flag, którego nie da się w żaden sposób zignorować.