Strona 1 z 1

dog missing, beer present

: pn lut 23, 2026 4:47 pm
autor: Prince Williams
Alexander Hall, Joel Delaney

Ile wyczekiwał na ten weekend z ziomeczkami. Sam nie wiedział, co ostatnio go bardziej denerwowało. Blondynki zdecydowanie za bardzo namieszały mu w głowie. Potrzebował totalnego resetu, w trakcie którego będzie w stanie oczyścić własną głowę. Zero bab równało się z żadnymi problemami. Całkiem proste równanie, prawda? Tylko mina mu zrzedła, gdy wchodził do auta. Pies. Dodatkowo jakiś ogromny pies i to on jak największy przegryw musiał dzielić z nim siedzenie.
Ja pierdole, musiałeś wziąć tego psa? — wzdycha wręcz teatralnie, wsiadając wraz z siatką pełną starterów na imprezę. W trakcie weekendu postawił sobie jeden cel, zero trzeźwości. Wypłukanie organizmu z racjonalności było nadto kuszące, zwłaszcza że jechał z przyzwoitką, aka Joelem — Alex, następnym razem ten... — rzuca, spoglądając na psa i zaraz marszczy przy tym nos. Cipek nie wydaje się straszny, wręcz ma w sobie coś interesującego — jak on się tak właściwie nazywa? — w końcu zadaje to pytanie. Słyszał o jakimś potworze, ale to imię w ogóle nie oddawało psa. Nie wyglądał na monstrum, zwłaszcza gdy zaczął lizać go po twarzy. Prince krótko odsunął go od siebie. Zbyt wiele czułości jak na pierwsze spotkanie.
Joel, ziomku... — zaraz klepie go krótko w ramię — chcesz masz browca i nic nie mów — wciska mu kanadyjską wersję tyskie, a sam zaraz ją otwiera. O suchym pysku nie będzie podróżował, nawet jeśli podróż do domu wakacyjnego Williamsów miała im zająć raptem godzinę — teraz treningu nie masz — i jutro też nie. Żadnego biegania, granie w pokera oraz palenie cygarka. Tyle mu wystarczy, by napisać nowy kawałek.
Hall długo jeszcze? — patrzy cały czas na psa. Mierzy się z nim na poważne spojrzenia, a po paru sekundach maluje się na jego twarzy grymas — ten... potwór się ślini na mój widok, jakby chciał mnie przeruchać — rzucił do zgromadzonych, widząc jak ślina kapie na siedzenie. Zabranie psa na wyjazd wydało się dla niego idiotycznym pomysłem. Już lepiej było zabrać ze sobą jakąś fajną dupę.

dog missing, beer present

: pn lut 23, 2026 10:30 pm
autor: Alexander Hall
Miał być reset, miała być wolność, ale na razie była godzina jazdy w oparach zapachu mokrego psa i piwa. Gdy tylko chłopaki wyszli z propozycją wspólnego weekendu, nie wahał się ani sekundy - musiał przewietrzyć głowę przed wyjazdem z Maddie, żeby nie pierdolnąć jakiejś głupoty. Ja pierdole, musiałeś wziąć tego psa? Spojrzał w lusterko wsteczne, widząc minę Prince’a, i nie mógł powstrzymać kpiącego uśmiechu. - Nie pękaj, stary. On po prostu wyczuł, że jesteś najsłabszym ogniwem w stadzie - rzucił przez ramię, zabierając się do wyprzedzania jakiegoś niedzielnego kierowcy na trasie (a jakby co to był piątek wieczór, nie niedziela). - Zostaw go, Monster - dodał po chwili od niechcenia, zwracając się do Psa. Oczywiście, Pies miał jego komendy głęboko tam, gdzie słońce nie dochodziło - na dźwięk imienia Monster nawet nie drgnął. Alex wiedział, że zwierzak zareagowałby natychmiast, gdyby tylko rzucił to żałosne Cipek, ale wolałby chyba wjechać swoim autem do rowu niż wypowiedzieć to słowo przy chłopakach. Pies dalej wpatrywał się w Prince’a tym maślanym wzrokiem, a nitka śliny niebezpiecznie zbliżała się do markowej koszulki kumpla. - Mówię do niego Monster albo Pies - mruknął znów, czując jak głęboki aromat kanadyjskiego tyskiego powoli mieszał się z zapachem mokrego futra. Hall, długo jeszcze? - Jeszcze z pół godziny, więc zdążycie się zaprzyjaźnić - odparował, parskając śmiechem na tekst o przeruchaniu. Chciałby dołączyć do ziomeczków i też napić się zimnego browca, ale jakby ktoś nie zauważył, prowadził i nie zamierzał stracić prawka, więc chwilowo musiał obejść się smakiem. Planował nadrobić, jak już dojadą na miejsce. - Może po prostu wyczuł w tobie bratnią duszę, Williams? Obaj macie to samo parcie na szkło i skłonność do nadmiernego ślinienia się na widok dobrych lasek - parsknął Alex, wybijając palcami rytm piosenki na kierownicy. Zabranie Psa faktycznie wydawało się słabym pomysłem, ale nie mógł go zostawić samego na cały weekend, okej? Erza by mu tego nie darowała, a on i tak miał już wystarczająco dużo wyrzutów sumienia przez zostawianie go samego w domu, gdy wychodził do pracy. - Zazdro - mruknął do Joela, który teraz zapewne już otworzył puszeczkę z piwerkiem. Na szczęście, jeszcze tylko kilkanaście kilometrów i zapach mokrego futra ustąpi miejsca zapachowi grillowanego mięsa... o ile był tam jakiś grill, lol?

Prince Williams Joel Delaney

dog missing, beer present

: wt lut 24, 2026 12:20 am
autor: Joel Delaney
Miał ten przywilej, że wsiadał do samochodu przed Princem, więc automatycznie rozwalił się na przednim fotelu, od razu odsuwając go do tyłu, by jego dwa metry jakoś się zmieściły. Już prawie wątpił w zgranie ich grafików na tyle, by wyrwać się na męski weekend za miastem, ale jednak! Udało się! I właśnie podjechali po Williamsa, a Joel rzucił Alexowi rozbawione spojrzenie.
- Patrz, zaraz księżniczka będzie marudzić na psa - rzucił, zerkając przez ramie do tyłu, gdzie wpakowywał się Prince. Joel był cwany, bo siedział sobie z daleka od psiej śliny i z tej perspektywy mógł śmiało stwierdzić, że pies absolutnie mu nie przeszkadzał. Świetnie się jednak bawił, widząc, jak Monster próbuje wylizać Williamsowi całą gębę, co jakiś czas przenosząc wzrok z drogi przed nimi na tylną kanapę auta, by skontrolować sytuację. 
Obejrzał się również wtedy, gdy Prince poklepał go w ramię i zaraz magicznym trafem w jego dłoni wylądowała puszka piwa. Uśmiechnął się jeszcze kącikiem ust na komentarz o treningu, ale nie zdążył nawet odpowiedzieć, bo gdy tylko spróbował otworzyć browara, to ten zaczął syczeć i tryskać, a Joel próbował uratować sytuację, szybko przytykając usta i spijając nadmiar piany. Na darmo, bo trochę i tak wylądowało na jego spodniach. 
- Ja pierdole… Waliłeś konia tym piwem? - zapytał zaraz, dłonią pocierając mokre plany na ubraniu, jakby miało to cokolwiek pomóc. Na darmo. Najwyraźniej zapach kanadyjskiego tyskiego był odgórnie wpisany w ten wyjazd i teraz Joel również nim pachniał. 
Zaraz parsknął śmiechem na słowa Prince’a, a potem uśmiechnął się szerzej na odpowiedź Alexa. 
- Daj spokój, mogę się założyć, że ten pies całuje lepiej niż połowa tych pijanych lasek, które robisz w klubowych kiblach - dopowiedział i napił się piwa. Nie był to jego ulubiony trunek, ale na szczęście miał skitrane coś lepszego. W torbie, w bagażniku. Z dala od Williamsa, który najpewniej opróżniłby całą butlę jeszcze zanim dojechaliby na miejsce.
- Panowie, nie wiem, czy obejdzie się bez pit-stopu, bo już chce mi się lać - poinformował i zerknął na etykietę puszki. No, górnolotne piwo toto nie było, ale nie zamierzał przecież wybrzydzać. 

Prince Williams Alexander Hall

dog missing, beer present

: wt lut 24, 2026 2:41 pm
autor: Prince Williams
Joel Delaney, Alexander Hall

Mówisz o sobie? — specjalnie się wychylił, by móc spojrzeć w oczy Alexandra — jaki właściciel, taki pies — jaka suka, taka szczeniaczki, takie porównanie też znał. Albo jaki wychowawca, taka klasa. Jego nauczycielka musiała być srogo zjebana, bo wyliczyłby dni na palcach ręki, gdy na lekcjach nie siedział zjarany. Czasami padało mu to na mózg, ale cóż... przynajmniej uśmiech miał ładny nie? — chyba Sroster — mruknął, mierząc psa. Sraka, biegunka, ślina. Ciekawe, czy ten pies potrafił coś więcej, niż opuszczanie płynów fizjologicznych wprost na siedzenie i na Williamsa? Czuł, że ta podróż będzie prawdziwą walką o przetrwanie.
Serio? A może obśliniony? — stwierdził, wpatrując się intensywnie w psa. Wyglądał, jak ta emotka na chatcie forumowym. Tylko nie był zielony, a czarny. Poza tym zero różnić — daj mi stąd wyjść, błagam — jojczy, widząc, jak ten pies coraz bardziej przybliża się do niego i zaczyna niuchać. Oficjalnie miał dosyć — wiesz, ile kosztowały te dresy? — warczy do Alexa, ale ten pies już na niego szczeknął. Prince może nie miał problemu do zwierząt, ale ten osobnik miał najwyraźniej problem.
Zaraz jednak parska śmiechem, widząc wystrzał piwa. Aż musiał wziąć spory łyk swojego, a na jego twarzy wymalował się cwany uśmiech.
Ta, jeszcze się do nich spuściłem, żebyś wiedział, jak smakuje prawdziwy ogar — trzymał się standardowego poczucia humoru, które graniczyło z żenadą. Nie był wymagający, często się głośno śmiał, a najlepiej, kiedy żarty były niezbyt smaczne.
Wypraszam sobie — i już miał zacząć prawdziwy wykład, ale wtedy pies postawił na jego ramionach łapy — KURWA HALL — pisnął, brzmiąc jak mała dziewczynka. Na to nie był przygotowany, zobaczył... coś różowego, fujka! — ON CHCE MNIE WYRUCHAĆ, STAWAJ — krzyknął, a pies zaczął wykonywać swoje posuwiste ruchy w rytm piosenki Pitbula.
BŁAGAM PRZYSTANEK — krzyczy, próbując zrzucić z siebie psa, a ten tylko na niego warczy — z tego nie będzie dzieci Sroster! — panika to mało wypowiedziane. Co będzie działo się w domku, gdy przestrzeń będzie większa? Jeszcze pies gej, cudownie — Cipki powinieneś lubić! — i nagle pies jak zaczarowany przekręca głowę. Siada obok, a po paru sekundach merda ogonem. BESTIA POSKROMIONA!
Ej, czemu on reaguje na cipki? — spytał całkiem poważnie, a pies znów przekręcił głowę, słysząc o cipkach. Cip, cip, Ciiiipek.

dog missing, beer present

: śr lut 25, 2026 11:53 pm
autor: Alexander Hall
W tej sekundzie marzył tylko i wyłącznie o tym, żeby dojechać już na miejsce, poczuć pod stopami śnieg przed domkiem Williamsów, otworzyć butelkę czegoś, co nie tryskało jak oszalałe i zapomnieć o tym, że kiedykolwiek zgodził się zostać szoferem tej wycieczki. Jednak marzenia przerwał Prince i jego niewyparzona gęba, niestety. - Jaki właściciel, taki pies? - mruknął Alex, obserwując całe zajście na tylnej kanapie w lusterku. - Zaraz sprawdzimy, czy podzielam jego entuzjazm do dobierania się do twojej chudej dupy. Jak chcesz, mogę cię wyrzucić na trasie, będziesz miał czas przemyśleć swoje teorie, idąc z buta przez las. Joel, chusteczki są w schowku, jeśli potrzebujesz - dodał, wystukując rytm kolejnej piosenki na kierownicy. Był pierdoloną oazą spokoju, okej? Rozlane piwo i krzyki Prince'a nie mogły go wkurwić. Kiedy jednak z tyłu rozległ się pisk Prince'a, brzmiący jak nawoływanie zagubionej foki, Alex nie wytrzymał. Widok Monstera w pełnej miłosnej akcji do piosenki Pitbulla sprawił, że parsknął śmiechem tak głośno, aż zakrztusił się powietrzem. - No patrz, Joel, przynajmniej Monster ma gust! Wybrał najładniejszą laskę w samochodzie! - rzucił, nie przejmując się jojczeniem o drogie dresy. - A dresy? Trzeba było ubrać worek na śmieci, Williams, pasowałby ci bardziej do charakteru - dodał. No i wszystko byłoby pod kontrolą, gdyby Prince nie wypowiedział tego jednego, zakazanego słowa. Cipki. Cisza, która zapadła w aucie, gdy Pies nagle usiadł i zaczął merdać ogonem z miną najszczęśliwszego stworzenia na świecie, była niemal namacalna. Kurwa, serio? Ze wszystkich słów na świecie, jebany Princ musiał wybrać akurat to? Ej, czemu on reaguje na cipki? Spojrzał na Joela, który siedział obok ze spodniami mokrymi od piwa, a potem znów w lusterko na Psa, który na dźwięk słowa na C wyglądał, jakby zaraz miał zacząć recytować poezję. - Bo... bo to pies myśliwski - wypalił Alex, gorączkowo szukając w głowie jakiegokolwiek kłamstwa, które uratowałoby resztki jego godności. - Wyczuwa... instynkt! Reaguje na słowa klucze. Erza go uczyła, że jak... no, że laski mają cipki, to on ma być miły, żeby ich nie zagryzł! Tresura, kapujesz? Taktyczna tresura! Ma chronić damy, a nie je obśliniać, więc jak usłyszał komendę, to przeszedł w tryb dżentelmena - pierdolił trzy po trzy, licząc na to, że jakoś przekona tych dwóch mistrzów, że wcale, ale to wcale nie kłamał. - Joel, nie patrz tak na mnie, to profesjonalne podejście do ochrony kobiet - mruknął do siedzącego obok kumpla. - A ty, Prince, przestań nadużywać tej komendy, bo go przebodźcujesz i faktycznie cię dojedzie. To wrażliwy Pies - pokiwał głową z przekonaniem, po czym zaczął zwalniać, gdy tylko dostrzegł szersze pobocze. - Dobra, robimy pit-stop. Pięć minut wam starczy? Prince, jak będziesz wychodził to uważaj na Psa, żeby nie spierdolił - dodał Alex. Jemu się lać nie chciało ani nie zrobił dramy jak panienka, więc po prostu siedział grzecznie za kierownicą i czekał, aż broski ogarną interes. Poza tym Alex zaczynał podejrzewać, że ten weekend będzie wymagał znacznie więcej alkoholu, niż początkowo zakładał. - I don't care, I love it - zanucił jednak wesoło i pstryknął palcami, machając przy tym głową. NO MOŻE JEDNAK NIE BĘDZIE TAK ŹLE.

Joel Delaney Prince Williams