wrong city
: pn lut 23, 2026 5:16 pm
Nelly Rowley
Dawno głowa go tak bolała. Nawet nie wiedział, kiedy poniósł go melanż. Obudzenie się u losowej dziewczyny nie należało do jego codzienności. Zwłaszcza gdy ledwo funkcjonował. Nic nie powiedział, po prostu wyszedł i szczerze? W tej dzielnicy Toronto nie pamiętał, by znalazł się kiedykolwiek. Wszystko wydawało się obce, a telefon miał rozładowany. Niby kojarzył nazwy ulic, ale dla niego nie miało to jakiegokolwiek sensu. Wolałby się znaleźć w kompletnie innym miejscu, a przynajmniej by móc coś zjeść. Stanął przed herbaciarnią. Kurna, Prince Williams i herbaciarnia? Powinien puknąć się w głowę, ruszyć naprzód, nie patrząc za siebie, a zamiast tego stał przed witryną sklepową. Gorszego upadku wizerunku po bójce z dziedziczką branży fotowalicznej (sic!) już nie mogło być.
Wszedł powolnym krokiem, lustrując pomieszczenie. Zbyt jaskrawe jak dla niego. Mruknął cicho pod nosem, zakładając okulary przeciwsłoneczne. Był środek zimy, słonce było ukryte za chmurami, a światłowstręt dawał mu tak w kość, że miał dosyć.
— Coś na kaca, byle szybko. Bez żadnego gadania, bo głowa mnie boli, tak, jestem sławny. — żadnego dzień dobry, miłego dnia. Nie był typem, które znał te dobrze te określenia. Może i je znał, ale zwyczajnie nie używał. Twierdził, że to zbyteczna grzeczność. Spojrzał jeszcze na menu. Co miał zjeść? Gofra? Prędzej przeżyłby spory dramat, niż by się zdecydował zjeść coś takiego — jak zrobisz to dobrze, to dostaniesz spory napiwek — i dopiero wtedy podniósł wzrok na obsługującą go kobietę. Znał ją. Jak się nazywał ten ziomek od zajebistego towaru? Mark? Dean? Nie, Marcus. Nudne imię. Nie miał z nim kontaktu, odkąd popadł w gorsze towarzystwo. Wytwórnia narzucała Prince'owi górnolotne wymagania, jeśli chodziło o towarzystwo. Coś tam wspominali na temat przestępców, a on to zignorował. Skoro chcieli ucięcia kontaktu, to zrobił to. Znalazł później innego dealera, który nie miał ładnej siostry, bo Nelly... miała.
— Nelly? — pamiętał jej imię, a to już całkiem spory sukces jak na jego standardy. Jednym krótkim ruchem zdejmuje okulary, by móc się jej przyjrzeć dokładniej. Nic się nie zmieniła, dalej była tak samo czarująca — a ty co tutaj robisz? — pracuje idioto, pomyślał we własnej głowie. Spotkanie jej tutaj sprawiło, że jego mózg zaczął działać. Spoglądał na nią z otwartą buzią. Wow, Prince Williams pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.
Dawno głowa go tak bolała. Nawet nie wiedział, kiedy poniósł go melanż. Obudzenie się u losowej dziewczyny nie należało do jego codzienności. Zwłaszcza gdy ledwo funkcjonował. Nic nie powiedział, po prostu wyszedł i szczerze? W tej dzielnicy Toronto nie pamiętał, by znalazł się kiedykolwiek. Wszystko wydawało się obce, a telefon miał rozładowany. Niby kojarzył nazwy ulic, ale dla niego nie miało to jakiegokolwiek sensu. Wolałby się znaleźć w kompletnie innym miejscu, a przynajmniej by móc coś zjeść. Stanął przed herbaciarnią. Kurna, Prince Williams i herbaciarnia? Powinien puknąć się w głowę, ruszyć naprzód, nie patrząc za siebie, a zamiast tego stał przed witryną sklepową. Gorszego upadku wizerunku po bójce z dziedziczką branży fotowalicznej (sic!) już nie mogło być.
Wszedł powolnym krokiem, lustrując pomieszczenie. Zbyt jaskrawe jak dla niego. Mruknął cicho pod nosem, zakładając okulary przeciwsłoneczne. Był środek zimy, słonce było ukryte za chmurami, a światłowstręt dawał mu tak w kość, że miał dosyć.
— Coś na kaca, byle szybko. Bez żadnego gadania, bo głowa mnie boli, tak, jestem sławny. — żadnego dzień dobry, miłego dnia. Nie był typem, które znał te dobrze te określenia. Może i je znał, ale zwyczajnie nie używał. Twierdził, że to zbyteczna grzeczność. Spojrzał jeszcze na menu. Co miał zjeść? Gofra? Prędzej przeżyłby spory dramat, niż by się zdecydował zjeść coś takiego — jak zrobisz to dobrze, to dostaniesz spory napiwek — i dopiero wtedy podniósł wzrok na obsługującą go kobietę. Znał ją. Jak się nazywał ten ziomek od zajebistego towaru? Mark? Dean? Nie, Marcus. Nudne imię. Nie miał z nim kontaktu, odkąd popadł w gorsze towarzystwo. Wytwórnia narzucała Prince'owi górnolotne wymagania, jeśli chodziło o towarzystwo. Coś tam wspominali na temat przestępców, a on to zignorował. Skoro chcieli ucięcia kontaktu, to zrobił to. Znalazł później innego dealera, który nie miał ładnej siostry, bo Nelly... miała.
— Nelly? — pamiętał jej imię, a to już całkiem spory sukces jak na jego standardy. Jednym krótkim ruchem zdejmuje okulary, by móc się jej przyjrzeć dokładniej. Nic się nie zmieniła, dalej była tak samo czarująca — a ty co tutaj robisz? — pracuje idioto, pomyślał we własnej głowie. Spotkanie jej tutaj sprawiło, że jego mózg zaczął działać. Spoglądał na nią z otwartą buzią. Wow, Prince Williams pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.