she wasn’t part of the plan
: czw lut 26, 2026 10:42 am
033.
Wrong place, wrong time…
and now you’re my problem.
and now you’re my problem.
Madox nie lubił makaroniarzy, mieli w sobie trochę ognia, to fakt, ale przy tym byli jacyś tacy melodramatyczni, a do tego każdy jeden zachowywał się jakby naoglądali się za dużo Ojca Chrzestnego. Na stole leżała broń, tak jakby Noriega nie wiedział, że chowaj ją też pod tymi drogimi, luźnymi marynarkami. Wiedział doskonale. Obok forsa, zdecydowanie więcej niż to wszystko było warte, ale trzeba było się pokazać... Prochy rozsypane w nieładzie, co Madoxa chyba najbardziej denerwowało, takie nieposzanowanie dla kokainy. Jego babka Kolumbijka z krwi i kości przewracała się w grobie. Włosi nie szanowali prochów, bo dla nich liczyła się tylko kasa.
Nie szanowali też Noriegi.
- Noriega pierścień... - rzucił grubas siedzący za stołem. Fat Tonny, ale nikt tak się do niego nie zwracał, wszyscy się bali, więc Grubym Tonnym był tylko za plecami, a przy nim...
- Pojebało cię Tony - Madox strzelił ciemnymi oczami. Nie będzie tu odpierdalał jakiegoś całowania pierścienia. Makaroniarze byli pierdolnięci.
- Jakie kurwa pojebało? Pierścień Noriega - powtórzył grubas, a dwóch ochroniarzy stojących za nim się ruszyło, ręka na spluwie, Madox to widział. Na sali miał dzisiaj czterech ochroniarzy, a zresztą z tymi dwoma poradziłby sobie sam.
- No i co mi zrobisz Vito? Rozwalisz łeb w moim klubie? Ani jeden z was stąd nie wyjdzie - zwrócił się do jednego z gangsterów. Wcale się ich nie bał, nie tutaj, w Emptiness rządził on, cokolwiek by się tutaj nie odpierdalało.
- O ty psie... - Fat Tony poderwał się z miejsca szurając krzesłem, walnął rękami o stół, ale Madox nawet się nie ruszył. Jego ciemne oczy znowu zatoczyły koło.
- Dobra, dobra... dawaj ten pierścień - skrzywił się, ale mieli tutaj robić interesy, a nie wyzywać się od psów.
Loże VIP były przestronne, kilka z nich znajdowało się na piętrze, w zaciszu, ale takie trzy też na dole, grubas zawsze wybierał jedną z tych na dole, nie chciało mu się wchodzić po schodach, no i tutaj blisko miał bar i tancerki. Dzisiaj wiły się jeszcze leniwie, bo klub dopiero otworzył swoje progi. Zazwyczaj kiedy siedzieli w loży to nikt im nie przeszkadzał...
Zazwyczaj, bo dzisiaj do takiej loży jakby nigdy nic wkroczyła sobie jakaś brunetka. Była tu gościem? Pojawiła się tutaj przez przypadek? Nieodpowiednie miejsce i nieodpowiednia pora? Nieważne. Ważniejsze jest to jaki widok się przed nią rozciągał. Fat Tony za stolikiem na którym leżały rozsypane kanadyjskie dolary, na oko kilkaset tysięcy, koks rozsmarowany na blacie i pistolet. Drugi w ręce ochroniarza Tony'ego. A w tym wszystkim Madox pochylający się nad ręką grubego.
Wszyscy od razu na nią spojrzeli.
- Kto to kurwa jest?! - zapytał Tony, ale wyciągnął to Madoxowi z ust właściwie - co to za mała dziwka? Łap ją! - wszystko szło po włosku, ale Madox rozumiał. Chociaż on ten język kaleczył, ale akurat przekleństwa szły mu świetnie. Jeden z ochroniarzy doskoczył do brunetki, ale Noriega też się ruszył.
- Spokojnie, spokojnie... - zaczął, ale co miał powiedzieć, że kto to jest? Tancerka, która przyszła im zrobić prywatny pokaz? Jego nowa menadżerka? Przypadkowa dziewczyna, która szukała kibla? Nie chciał, żeby przypadkowo wynosili ją stąd w czarnym worku...
Elena Santorini