And she, just like I got her head in the clouds
: czw lut 26, 2026 1:41 pm
24
Paskudnie się nie wyspała. Część nocy spędziła na wgapianiu się w sufit albo spokojnie oddychającą Teddy. Trudno powiedzieć, skąd ten problem. Nigdy nie przeszkadzały jej nowe miejsca. Może to jednak ten jet lag? A może wczoraj przytłoczyło ją za dużo emocji? Pewnie wszystkiego po trochu. W którymś momencie po prostu zgarnęła do łóżka laptop i skorzystała z otaczającej ją ciszy, by nieco popracować. Ale tylko odrobinę! Stukała w klawisze może przez godzinkę, aż się jej odechciało. Za oknem zaczęło świtać, a wschodzące nad oceanem słońce wyglądało doskonale. Nie mogła się przy tym widoku zmusić do roboty.
Poranek mijał jej bardzo leniwie. Bez wyrzutów sumienia marnowała mnóstwo wody pod prysznicem, spędzając pod nim nieprzyzwoitą ilość czasu w nieprzyzwoity sposób. To przecież lepsza pobudka od każdej kawy, yerby czy nie wiadomo, czego jeszcze. Nie chciała bez powodu budzić Teddy, też miała prawo do odpoczynku po wczoraj. Była w zdecydowanie większych emocjach, musiała się odprężyć. April miała jej przecież pokazać od nowa, na czym polega życie i wakacje. Wyspanko to totalna podstawa.
Przygotowywanie śniadania dla samej siebie również było zadziwiająco długim procesem, biorąc pod uwagę, jak mało różnorodnych składników wczoraj kupiła. Ale chciała, by było miło i estetycznie. Nawet pokroiła wczorajsze owoce, chcąc bardziej wczuć się w klimat ciepłego miejsca. Wyszła z tym wszystkim na taras. Słońce nie pokazywało jeszcze pełni swoich mocy, a i tak przyjemnie rozgrzewało odsłoniętą skórę. Może jednak powinna tu zamieszkać? Mogłaby siadać co rano na tarasie, odpisywać na mejle w akompaniamencie szumu fal i popijać te olbrzymie, amerykańskie energole, licząc, że jednak nie trafi przez nie to żadnego szpitala. To by było żyćko.
— Smakuje ci jajeczko? No pewnie, że ci smakuje, ty żebrzący słodziaku. — Kucała na tarasie, obserwując rudego kociaka, który chłeptał z talerzyka surowe jajko, które mu przyniosła. Zdecydowanie był zadowolony z takiego śniadania. A może to nie był jego pierwszy posiłek? Pewnie chodził po okolicy i zgarniał żarcie od takich frajerów jak April regularnie. Nie wyglądał na grubasa, więc jednocześnie dbał o linię. Nie mogłaby mu żałować.
— Dzień dobry, drugi słodziaku. — Obróciła głowę, słysząc za sobą kroki. Przywitała Teddy słodkim pocałunkiem. Pewnie wręcz przesłodzonym, skoro od rana latała na owocach i energetykach. Od razu było widać, że poziom jej energii niebezpiecznie się podnosił i zaraz pewnie przekroczy dopuszczalne normy. Aż strach myśleć, co będzie, jak z niej to zejdzie.
— Zawsze byłaś taka śliczna czy coś się zmieniło przez noc, Skarbie? — Pogładziła kciukami jej policzki, testując nowe słowo. Dzisiaj zaczynała raczej na prosto. Nie ma co się przemęczać od rana.
— Patrz, jakiego mamy gościa. Opowiadał mi, że dzisiaj będzie zajebista pogoda i możemy śmiało iść surfować. — Usiadła na leżaku obok kota, znów skupiając na nim całą swoją uwagę. Futrzak skończył już jeść, odsunął się nieco od talerza i teraz uskuteczniał poranną toaletę. Trzeba było ogarnąć ten oblepiony żółtkiem niewinny pyszczek.
We're all we need today