Strona 1 z 1

I need a hero

: sob lut 28, 2026 9:41 am
autor: Frostine Paradis
003.
Frostine doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każde samotne wyjście wiązało się w pewnym sensie z ryzykiem. Może to zabrzmi nieskromnie, ale była świadoma tego, jak mężczyźni reagowali na jej urodę, choć niekoniecznie czerpała z tego jakąś korzyść. Zawsze w tych bardziej zagrażających momentach przed jej oczami stawał obraz z dzieciństwa, gdzie stała przed jakimś obleśnym typem, wszystko dzięki kochanej mamusi, która pragnęła wykorzystać jej dziecięce piękno do swoich własnych celów. Nie było to nic miłego, ani nic, co potencjalnie mogło wydawać się jej atrakcyjne. Obraz związku i prawdziwej miłości miała przez to tak zaburzony, że każda potencjalna relacja romantyczna wiązała się z ogromem myśli, które u normalnego człowieka występowały rzadko, a nawet wcale.
Nie przyszła jednak na koncert po to, by myśleć o swoich traumach. Chciała się wyluzować, odpocząć od życia codziennego, pracy. Nawet, gdy ta nie sprawiała, iż nie sypiała po nocach. Nigdy nie czuła się przytłoczona zleceniami, może bardziej faktem, że czasami musiała wyjść do ludzi, na salę sądową. Kontakty międzyludzkie były stresujące, ale uczyła się cały czas. Pracowała też z terapeutą. Przy znajomościach jawność emocjonalna nie była aż tak wymagana, co też trochę ratowało jej tyłek. Przynajmniej w większości przypadków.
Stojąc jednak wśród tłumu, nie pod samymi barierkami, bo wiedziała że to dla niej byłoby bardziej zabójstwo, czuła czyjś wzrok na sobie. Zawsze tak miała, trochę niczym paranoja, ale tutaj to uczucie się nasilało. I wkrótce go dostrzegła – jakiś łysol, który zamiast obserwować zespół, gapił się prosto na nią. I nawet się z tym nie krył. Paradis nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś w jego twarzy krzyczało do niej „jestem niebezpieczny”, ale zdecydowanie za często oceniała ludzi po wyglądzie. Tak, jak inni ją. Takie błędne, chore koło, któremu nie do końca umiała się przeciwstawić.
Poczuła się na tyle niekomfortowo z tą uwagą, że w pewnym momencie zapragnęła po prostu wyjść, albo chociaż przeczekać chwilę w toalecie. Wyczuła zatem idealny moment, by zniknąć między tłumem i czmychnąć do damskiej toalety, która była nieopodal sali, na której grany był koncert. Tylko, że nie przewidziała jednego. Że facet miał na tyle sokoli wzrok, że od razu dostrzeże jej próbę ucieczki. Że podąży za nią, a gdy ona zorientuje się, co się święci, będzie już za późno. Korytarz był praktycznie pusty, więc gdy facet przygwoździł ją do ściany, poczuła się jak w pułapce.
Puść mnie! — wydusiła od razu, ciesząc się, że nie zatkało jej z wrażenia. Żeby to tylko miało jeszcze jakiś skutek, a w odpowiedzi łysy jedynie uśmiechnął się parszywie, sprawiając, że żołądek podszedł jej do gardła. Oczywiście podjęła się próby wyrwania z jego uścisku, natomiast był on zbyt silny, by mogła sobie samodzielnie z nim poradzić.

Elwood Madry

I need a hero

: śr mar 04, 2026 7:30 pm
autor: Elwood Madry
002


Koncerty to był prawdziwy żywioł. Elwood coś o tym wiedział. Ludziom nakręconym muzyką oraz używkami często odwalało. Przestawali myśleć rozsądnie. Rozbite nosy, rozcięte brwi, skręcone kostki, wybite zęby. Widział to nie raz. Wystarczył jeden nieszczęśliwy łokieć, aby pozbawić kogoś jedynki. No, ale oni grali ostro. W rytm Broken Society nie szło bujać się z nóżki na nóżkę. Tak czy siak, z perspektywy chłopaka to było najgorsze co mogło przydarzyć mu się w klubie. No, ewentualnie obita gęba. Madry niestety był z tych, którzy nie unikają konfliktów. On czasem wręcz sam ich szukał, szczególnie jeśli wypił za dużo. Był wysoki, szybki i wysportowany, więc częściej wracał z tarczą niż na tarczy. Druga sprawa, że zawsze mógł liczyć na chłopaków. Co tu dużo mówić, kochali adrenalinę, a w razie przegranej zawsze mieli jak szybko prysnąć. W tym też posiadali wiele doświadczenia.

Ale nie dziś. Dziś Woody zdany był na samego siebie. W sensie, że przyszedł sam. Wprawdzie miał się ma miejscu spotkać z jedną panną, ale wystawiła go krótko przed tym jak tu dotarł. No nic, to widocznie nie był jego dzień. Gwiazdę wieczoru na szczęście kojarzył, a koncert zamierzał wykorzystać by poznać ich muzykę bliżej. Skoro już się tu pofatygował, sprawdzi co gra konkurencja.

Piwo w barze było tanie i kiepskie, czyli takie jakie lubił najbardziej. Bardziej wyszukany gust być może przyjdzie z wiekiem. Pęcherz przypomniał o sobie gdzieś w połowie setlisty. Madry nie zastanawiał się zbyt długo. Stał z tyłu, więc po prostu odstawił gdzieś plastikowy kufel i zawinął się z sali. Do kibla już tradycyjnie prowadził długi korytarz, na szczęście pusty. Elwood załatwił to co miał, a myjąc ręce w ustach już czuł smak papierosa. Należał mu się szybki dymek.

Po wyjściu, kątem oka zarejestrował obściskującą się pod damskim szaletem parkę. Serio, mieli do wyboru co najmniej dwie wolne kabiny. Gdyby nie był w sosie, pewnie skomentowałby coś o wynajęciu pokoju do takich rzeczy, a tak tylko sięgnął do płaszcza po paczkę fajek. Zdołał odejść na tyle daleko, że prawie przegapił niewyraźny głos dziewczyn, który zaraz uznał za jakieś jęki rozkoszy. Zniesmaczony obrócił się więc na pięcie - Serio ludzie, musicie tutaj? - zawołał, początkowo nie mając w planie przyglądać się zbytnio parce. Coś mu jednak nie pasowało w języku ciała dziewczyny. Wyglądała zupełnie, jakby próbowała się … bronić.

- Hej Ty, odwal się od niej ! - krew momentalnie przyspieszyła w żyłach bruneta, kiedy ruszył na odsiecz. Miał do pokonania co najmniej kilkanaście metrów - Pojebało Cię typie? Zostaw ją! - Plan działania? Jak najszybciej ich rozdzielić, a potem zająć się łysolem.


Frostine Paradis

I need a hero

: ndz mar 08, 2026 4:07 pm
autor: Frostine Paradis
Kobiety, zamiast obitej twarzy, musiały się mierzyć zaś z nieco innymi problemami. Te konsekwencje potrafiły czasami owocować w traumy, z którymi pracowało się całe życie. Frostine zdawała sobie z tego sprawę. Koncerty były jednak dość nieprzewidywalne, również i pod tym względem. Zazwyczaj nie spotykała aż takich nachalnych amantów, ewentualnie potrafiła ich odprawić grzecznie, acz stanowczo. Często też miała wsparcie w postaci znajomych. Dzisiaj spodziewała się raczej luźniejszej atmosfery (może jednak nie powinna była wierzyć w pierwsze wrażenia związane z fandomem występujących dzisiaj artystów), a dodatkowo nie wszyscy mieli ten dodatkowy czas, by z nią wyskoczyć. Nie była tą osobą, która przymuszała innych do wyjścia, traktując ich tak samo, jak ona potraktowałaby siebie. A nie znosiła wyciągania na siłę.
Nienawidziła również bezwstydnych, skupiających się na niej aż za bardzo mężczyznach. Dla jednych uroda była skarbem, dla niej natomiast była głównie klątwą. I to od najmłodszych lat, gdzie stała się żywą lalką dla własnej matki, przynajmniej dopóki nie wkroczyli dziadkowie. Dobrze, że nic takiego się nie zadziało. Mężczyźni, wokół których obracała się jej kochana mamusia, dość szybko zaczęli jej przypominać tego właśnie łysego typka, który postanowił się do niej przykleić niczym rzep.
Nawet nie zwalała tego na alkohol, a jej matka też piła, więc widziała co i jak. Znała to spojrzenie, sugerujące o stanie upojenia alkoholowego. Typ był jednak trzeźwy. Aż za trzeźwy. Tak, jakby był jednym z tych drani, którzy lubili umilać sobie czas na napastowaniu kobiet, które nie miały na to absolutnie żadnej ochoty.
Pod wpływem szoku i strachu nawet nie zauważyła, że akurat ktoś przechodził obok nich. W takich momentach uruchamiał jej się instynkt, a ten nakazywał jej walczyć samodzielnie, aż do krwi. Tego ją nauczyło życie z własną matką. Skoro umiała liczyć, musiała liczyć na siebie.
Szamotała się na tyle silnie, że wyswobodziła jedną dłoń, którą od razu przyłożyła facetowi w twarz. Bez samoobrony jednak ani rusz. Cios był solidny, ale nie na tyle mocny, by ten ją wypuścił. A jego reakcja wyglądała wręcz na taką, jakby przemoc tylko bardziej go nakręcała. Świetnie.
Wtedy też usłyszała jakiś głos. Łysy chyba też, bo zarówno pod wpływem jej ciosu, jak i na dźwięk czyjegoś wtrącenia postanowił się odwrócić, wciąż trzymając ją natomiast za ramiona. Frostine sprytnie to wykorzystała, całym swoim ciałem napierając na gościa, by choć trochę wytrącić go z równowagi. Miała nadzieję, że faktycznie mogła liczyć na jakąś większą pomoc ciemnowłosego mężczyzny, który dostrzegł ją w tym okropnym momencie i nie zignorował. Może była jakaś nadzieja w tej ludzkości.

Elwood Madry

I need a hero

: ndz mar 08, 2026 6:06 pm
autor: Elwood Madry
Kobiety, dzieci, czasem zwierzęta. Faceci rzadko za ofiary obierali równych lub silniejszych od siebie. Stąd Madry wiedział, że większość z nich była beznadziejnymi tchórzami bez prawdziwych jaj. Gardził takimi. A koncerty powinny być bezpiecznym miejscem dla wszystkich, wydarzeniem artystycznym i kulturalnym. Ludzie przychodzili się na nie dobrze bawić, czasem odstresować. Muzyka grana na żywo miała magiczną moc. Elwood nigdy nie potrafił stać przy niej nieruchomo. Jeśli dodatkowo kawałek miał wyraźną, melodyczną linię basu, brunet był sprzedany. Miał swoje preferencje, więc często pojawiał się solo na różnych koncertach. On traktował to jak okazję by poznać nowych ludzi. Tylko spokojnie, robił to z szacunkiem. Nie jak kolega spod toalety.

Co taki człowiek mógł mieć w głowie? Był drapieżnikiem na polowaniu? Myślał, że sala koncertowa jest jak sklep i może wybrać z niego to co mu się podoba? Woody nie miał pojęcia. Rozumiał pożądanie, rozumiał żądze, ale nie brak kontroli nad nimi. Przeszedł przez dojrzewanie, niedawno jeszcze sam był nastolatkiem. To prawda, że czasem wystarczył niewielki bodziec żeby rozbudzić hormony, ale jeśli twoją pierwszą reakcją na pobudzenie była wyprawa na koncert w celu napastowania jego uczestniczek, twoje miejsce jest w więzieniu, nie społeczeństwie.

Zapewne dokładnie tak Madry zamierzał elokwentnie wyjaśnić kwestią z napastnikiem. Cierpliwie wytłumaczyć mu, gdzie popełnił błąd, może nawet przytulić. Kto wie, mógł mieć przecież ciężkie dzieciństwo, prawda? Bullshit. Życie nikogo nie rozpieszcza. Elwooda również. To czy potraktuje się to jako wymówkę do krzywdzenia innych, to kwestia osobistego wyboru, nie konieczności. Gdyby każda ofiara z czasem zamieniała się w oprawcę, bezpieczne wyjście na ulicę stałoby się chyba niemożliwe. Na koncert tym bardziej.

Odgłos celnego plasknięcia odbił się od ścian wąskiego korytarza dość wyraźnie. Cholera, sytuacja była jeszcze bardziej poważna. Dziewczyna usiłowała walczyć, a typ nie odpuszczał. Woody miał nadzieję, że nie miał przy sobie broni. Ze świrami nigdy nie wiadomo. Zboczeńcy, to inna kategoria. Najczęściej chcieli albo być oglądani, albo sami oglądać innych. Ten tu wyglądał chłopakowi na desperata. Miał to coś w oczach, gdy łysol wreszcie obrócił głowę żeby na niego spojrzeć. Właśnie z tego powodu Kanadyjczyk się nie hamował, wpadając w tułów mężczyzny z całą siłą, niczym napastnik rugby. Jak widać znajomi nie bez powodu twierdzili, że brakuje mu kilku klepek. Koniec końców jednak, z impetem oraz pomocą szatynki udało się powalić osobnika na ziemię. Był od Madry'ego cięższy, dlatego chłopak próbował wykorzystać przewagę póki ją miał, wdrapując się na faceta i okładając pięściami.


Frostine Paradis

I need a hero

: ndz mar 08, 2026 7:32 pm
autor: Frostine Paradis
Koncert, jako impreza masowa, faktycznie powinna trzymać poziom. Niby takie wydarzenia posiadały ochroniarzy, ale ci najpewniej bardziej uważali się za koncertowiczów, ewentualnie jak już to byli skłonni bronić występujących artystów. Bo przecież to publiczność była dość powszechnie nazywana dziczą, czyż nie? Tylko, że ta dzicz dość często nawet nie miała dostępu do występującego, a przez to cierpiały osoby postronne. I to już nawet nie mówiąc o oblechach, bo napieranie na całą resztę by się choć minimalnie zbliżyć do barierek to była praktyka dość powszechna. Frostine wydawało się, że ominęła taki problem, a w międzyczasie mierzyła się z jeszcze innym. Szkoda, bo koncerty zrobione dobrze i porządnie były naprawdę fajną odskocznią, którą lubiła.
Też mogłaby się zastanawiać co tacy ludzie mają w głowach, ale od dawien dawna znała odpowiedź. Nie mieli oni nic, nawet mózgu. Każdy zdolny do rozumienia człowiek wiedział, że istnieją twarde moralne granice i ich przekraczanie w tym sensie było już faktycznie karalne. Za zwykły dotyk bez zgody można było dostać karę, a co dopiero za coś więcej. Niektórym to jednak nie przeszkadzało. Paradis ani nie chciała wiedzieć, ani nie chciała rozumieć tak bezmyślnego postępowania.
Złe dzieciństwo czy zaniedbanie ze strony rodziców nie było wymówką. Frostine sama pochodziła z takiej rodziny, a jakoś nie napastowała innych panów. Nie miała też za grosz empatii do takich jednostek jak ten pan. Wyjątkiem była jej matka, ale i tak okazała jej serce tylko jeden jedyny raz, wsadzając ją w ośrodek dla osób wymagających stałej opieki. Gdyby nie wyniszczyłby jej alkohol i narkotyki sytuacja też miałaby się pewnie inaczej, no ale cóż.
Nawet nie pomyślała, że facet mógł mieć broń. Działa szybko, instynktownie, czując zagrożenie napierające na nią z każdej strony. I dzięki Bogu za owego młodzieńca, który rzucił się jej na ratunek, nawet dosłownie. Frostine aż wybałuszyła oczy, a ten widok był naprawdę rzadki z jej stałą, pokerową twarzą. Gdy łysy był już pod jej wybawicielem, dostrzegła że ten okłada go pięściami i… nie zatrzymała go. Trochę tak, jakby jej podświadomość podpowiadała jej, że musieli trochę popracować nad tym, by mieć pewność że ziomek straci ochotę na amory.
Z drugiej strony zaczęła rozglądać się za ochroną, widząc jednego tuż przy wyjściu. Obróconego tyłem, a przodem do sali koncertowej. No klasyk. A i tak pewnie patrzył tylko na scenę.
Halo, ochrona! — zawołała, a jej głos aż ochrypł z wrażenia. Wątpliwe jednak, by ten usłyszał, gdy stał w sali która dudniła muzyką w każdym zakamarku. Westchnęła, czekając jeszcze parę sekund, po obróciła się z powrotem do mężczyzn na ziemi. Bała się trochę o tego młodego, a sama nie bardzo mogła mu pomóc, zwłaszcza w tej pozycji.

Elwood Madry

I need a hero

: czw mar 12, 2026 7:30 pm
autor: Elwood Madry
Ochroniarze obstawiali salkę, a więc miejsce, w którym aktualnie przebywało 99% uczestników koncertu. Elwood nie miał im za złe. Z drugiej strony, okoliczności były idealne by wydarzyło się właśnie coś takiego. Strach pomyśleć, jak skończyłaby dziewczyna gdyby Madry'emu nie zachciało się odlać w połowie występu. Jeszcze nie wiedział, że obleśny typ śledził ją tutaj aż spod sceny. Niewiarygodne. A jak rozwiązać problem na przyszłość? Chyba jedyne co jej pozostało to nie wybierać się w takie miejsca w pojedynkę. Smutne, ale prawdziwe. Woody mógł wszędzie szwędać się sam, nawet nawalony, bo nie był kobietą.

Mózgu wykolejeńcom nie odmawiał. Posiadali je, aczkolwiek spaczone. Potrzeba było inteligencji oraz zimnej kalkulacji żeby nie dać się przyłapać na gorącym uczynku. Łysol mimo wszystko doprowadził dziewczynę tam gdzie chciał - oddalone puste miejsce na uboczu. Odseparowanie się od tłumu było jej pierwszym błędem. Oblech nigdy by się na coś takiego nie zdecydował pośród innych ludzi. Teraz nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Ważne, że Madry był w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie. Plus posiadał sporo empatii. To ten element, którego brakowało psycholom.

Chłopakowi zabrakło jej tylko dla napastnika, z którym gruchnął o ziemię. Frostine nie musiała się jednak martwić. Elwood wiedział co robi. Nauka upadania była pierwszą lekcją sztuki parkour, którą uprawiał z kolegami. Skoro chcieli nocami zdobić miasto graffiti, musieli umieć skutecznie wdrapywać się na konstrukcje, a także uciekać przed policją. Miał lata doświadczenia, w bitce też. Stąd tak zaskakujący plan działania. Skoro łysy zaatakował dziewczynę pierwszy, mieli pełne prawo do obrony. Madry nie bił jednak na oślep, zamiast tego usiłował pozbawić typa przytomności. Wyglądał na cięższego i silniejszego, więc brunet nie chciał wdawać się w bezpośrednie starcie. Słusznie, bo kiedy jego przeciwnik złapał oddech, a potem zorientował się co się dzieje, momentalnie chwycił chłopaka za fraki i odrzucił na bok. Korytarz był wąski, Woody wylądował na ścianie. Impet wypchnął część powietrza z jego płuc.

- Cholera, uważaj! - krzyną do dziewczyny, widząc jak napastnik podnosi się z ziemi. Nie mieli pewności co planował dalej. Jak dotąd nie sięgnął po broń, więc albo jej nie miał, albo nie chciał nikogo zabić. Ucieczka pozornie wydawała się sensowna, jednak i ofiara i świadek wiedzieli jak wygląda. Elwood dopilnował, żeby porządnie mu się przyjrzeć. Sam właśnie zbierał się na nogi na wypadek gdyby oblech zaatakował ponownie - Na Twoim miejscu bym stąd spierdalał, wiesz co z takimi jak ty robią w więzieniu? - rzucił, licząc że ten go słyszy - Nieeegrzeczne rzeczy.


Frostine Paradis