High Heels on Cobblestones
: sob lut 28, 2026 5:46 pm
Od wizyty Vivienne, poświęcała coraz więcej czasu na skrupulatny wgląd w finanse własnej działalności. Studiowała każdą kolumnę w arkuszu i każdą cyfrę po przecinku, desperacko chcąc odnaleźć powody, dla których jej imperium zostało zgłoszone do prokuratury, a ją samą oskarżano o wyrachowane przekręty podatkowe. Wiedziała doskonale, że bycie kobietą sukcesu nie mogło być łatwe – zwłaszcza w profesji, w której na każdym kroku wyrastali osobnicy z przerośniętym ego, tylko czekający na jej najmniejsze potknięcie. Z każdym przeskoczeniem kursora po ekranie czuła, że ta walka staje się czymś więcej niż tylko rachunkową batalią, to była obrona jej godności. W świecie, gdzie liczby potrafiły kłamać głośniej niż ludzie, Niamh musiała stać się bezlitosnym sędzią własnych ksiąg rachunkowych, a najgorszy w tym wszystkim był fakt, że nikomu nie mogła zaufać. Była z tym sama, a dobro jej firmy leżało w jej własnych rękach.
Nie mogła jednak spędzać w biurze całych dni. Potrzebowała odpocząć od liczb i niekończących się powiadomień z serwerów, które co chwilę przypominały o kolejnym zablokowanym koncie. Nie zamierzała rezygnować z udowodnienia całemu światu, że jej biznes nie miał nic wspólnego z tym, o co był oskarżany. Była uczciwa, płaciła podatki, nie zaniedbywała swoich pracowników oraz dbała o klientów. Nie miała pojęcia, komu nadepnęła na odcisk i kto chciał doprowadzić ją do bankructwa. Jej celem było odnalezienie winowajców i oczyszczenie swojego nazwiska, zanim jej firma odczuje efekty czyjejś nienawiści. Przez to wszystko niemal zapomniała o umówionym spotkaniu, na które już i tak była spóźniona. Wyłączyła laptopa, uprzednio upewniając się, że wszystkie używane przez nią programy zostały zamknięte. Sięgnęła po długi, ciemnozielony płaszcz i skierowała się do wyjścia. Pożegnała się z recepcjonistką i poprosiła ją, by nie zostawała po godzinach. Była dobrym szefem, z uprzejmością traktowała ludzi, dlatego nie potrafiła zrozumieć, czym zasłużyła sobie na to wszystko, przez co aktualnie przechodziła.
Sytuacja na drogach nie była tragiczna, dlatego pomimo, iż wyszła z biura spóźniona, w umówionym z Zellą miejscu pojawiła się niemal o czasie. Kiedy ciężkie, mosiężne drzwi lokalu zamknęły się za nią, odcinając szum wieczornego miasta, Niamh na moment przystanęła, by przyzwyczaić wzrok do przyciemnionego, ciepłego światła. Dłonią wygładziła materiał okrycia i zrobiła to, co robiła zawsze, gdy wchodziła do pomieszczenia pełnego ludzi - wyprostowała ramiona, uniosła lekko podbródek i powiodła wzrokiem po sali z uprzejmą, choć chłodną obojętnością. Nikt, kto na nią patrzył, nie domyśliłby się, że jeszcze dwadzieścia minut temu wertowała obciążającą dokumentację, szukając błędów w rozliczeniach swojej działalności. Dopiero w momencie, w którym dostrzegła znajomą twarz, na jej ustach wymalował się delikatny uśmiech. Przywitała się gestem ręki i pewnym krokiem zmierzyła w stronę odpowiedniego stolika.
- Cześć, wybacz mi spóźnienie - pochyliła się nad przyjaciółką i przycisnęła zimny policzek do jej własnego. - Nie mam żadnego oryginalnego wytłumaczenia. Zasiedziałam się w pracy - powiedziała, gdy już zajęła miejsce na przeciwko Zelli. Nie zamierzała skarżyć się na swoje problemy, z tymi akurat musiała uporać się sama.
Zella Gardner
Nie mogła jednak spędzać w biurze całych dni. Potrzebowała odpocząć od liczb i niekończących się powiadomień z serwerów, które co chwilę przypominały o kolejnym zablokowanym koncie. Nie zamierzała rezygnować z udowodnienia całemu światu, że jej biznes nie miał nic wspólnego z tym, o co był oskarżany. Była uczciwa, płaciła podatki, nie zaniedbywała swoich pracowników oraz dbała o klientów. Nie miała pojęcia, komu nadepnęła na odcisk i kto chciał doprowadzić ją do bankructwa. Jej celem było odnalezienie winowajców i oczyszczenie swojego nazwiska, zanim jej firma odczuje efekty czyjejś nienawiści. Przez to wszystko niemal zapomniała o umówionym spotkaniu, na które już i tak była spóźniona. Wyłączyła laptopa, uprzednio upewniając się, że wszystkie używane przez nią programy zostały zamknięte. Sięgnęła po długi, ciemnozielony płaszcz i skierowała się do wyjścia. Pożegnała się z recepcjonistką i poprosiła ją, by nie zostawała po godzinach. Była dobrym szefem, z uprzejmością traktowała ludzi, dlatego nie potrafiła zrozumieć, czym zasłużyła sobie na to wszystko, przez co aktualnie przechodziła.
Sytuacja na drogach nie była tragiczna, dlatego pomimo, iż wyszła z biura spóźniona, w umówionym z Zellą miejscu pojawiła się niemal o czasie. Kiedy ciężkie, mosiężne drzwi lokalu zamknęły się za nią, odcinając szum wieczornego miasta, Niamh na moment przystanęła, by przyzwyczaić wzrok do przyciemnionego, ciepłego światła. Dłonią wygładziła materiał okrycia i zrobiła to, co robiła zawsze, gdy wchodziła do pomieszczenia pełnego ludzi - wyprostowała ramiona, uniosła lekko podbródek i powiodła wzrokiem po sali z uprzejmą, choć chłodną obojętnością. Nikt, kto na nią patrzył, nie domyśliłby się, że jeszcze dwadzieścia minut temu wertowała obciążającą dokumentację, szukając błędów w rozliczeniach swojej działalności. Dopiero w momencie, w którym dostrzegła znajomą twarz, na jej ustach wymalował się delikatny uśmiech. Przywitała się gestem ręki i pewnym krokiem zmierzyła w stronę odpowiedniego stolika.
- Cześć, wybacz mi spóźnienie - pochyliła się nad przyjaciółką i przycisnęła zimny policzek do jej własnego. - Nie mam żadnego oryginalnego wytłumaczenia. Zasiedziałam się w pracy - powiedziała, gdy już zajęła miejsce na przeciwko Zelli. Nie zamierzała skarżyć się na swoje problemy, z tymi akurat musiała uporać się sama.
Zella Gardner