Not again!
: ndz mar 01, 2026 1:57 pm
You look like you've felt regret
I noticed long ago
That you've always had that sadness in your eyes like mine
Serce próbowało dogonić dudniący bas, wybijało rytm w klatce piersiowej, wyrywało się, jakby chciało opuścić kościstą klatkę. Czarne, zeszklone oczy ledwo rejestrowały, co się działo dookoła niej. Ulotne spojrzenia, łapczywe ręce, zawadiackie uśmiechy otoczyły ją na zatłoczonym parkiecie. Obcasy kleiły się do podłogi w miejscu, gdzie rozlała drinka, pewnie nie jedyna tej nocy. Popijała to, czego nie mogła przełknąć, a z każdym łykiem była coraz bardziej spragniona.
Film urwał się w okolicach czwartej nad ranem. Łóżko w jej domu miało bardziej funkcję dekoracyjną, biorąc pod uwagę fakt, jak rzadko w nim sypiała. Obudziła się, czując coś mokrego na twarzy. Otworzyła oczy, zdziwiona widokiem psa. Ona nie miała psa. Odwróciła głowę, obok niej leżała kobieta. Westchnęła długo i przeciągle, licząc, że stękaniem obudzi jej towarzyszkę. Dotknęła jej szyi — oddychała, ale najwyraźniej nie była jeszcze w stanie się przebudzić. Nie rozpoznała jej twarzy, kolejna obca osoba, której więcej nie pozna.
Myślała o tym, wyprowadzając nie swojego psa, jak wiele ludzi poznała, z którymi nie miała już kontaktu. Była w tylu różnych domach, tyle osób obiecywało jej lepsze życie. Każdy chciał się nią opiekować, zakładając z góry, że wymaga opieki. Wszyscy byli rodziną i zawsze mogli liczyć na swoje wsparcie. Ci, którzy rzeczywiście byli jej podporą, najszybciej odchodzili. Miała wielu znajomych, niewielu przyjaciół, kilku najlepszych. I choć uważała to za wystarczające, czasami uroniła krzty tęsknoty za kimś, kto odszedł. Powinna wiedzieć lepiej, że trzeba być ostrożnym z życzeniami, bo nigdy nie wiesz, jak się spełnią i kiedy.
Odprowadziła psa, przyniosła wodę nieznajomej, a także miskę, którą znalazła w jej łazience. Odłożyła klucze i zamknęła drzwi, wiedząc, że już tu nigdy więcej nie wróci. Drogę wstydu przebyła, przeklinając siebie z przeszłości. Cassie z przeszłości zadecydowała, że założenie szpilek w taką pogodę to nie jest taki zły sposób. Teraźniejsza Cassie ledwo balansowała, ostrożnie stawiając kroki na pokrytym lodem chodniku. Bez większego uszczerbku na zdrowiu dotarła do domu. Zastał ją bałagan, jaki wczoraj zrobiła, i pusta lodówka.
— Kurwaaa! — krzyknęła głośno, tym samym dając sąsiadom znać, że wróciła i nie muszą zgłaszać zaginięcia. Debatowała, czy na pewno musi coś jeść, sprawdziła stan konta — lepiej, żeby nic nie zamawiała. Zmieniła tylko obuwie, nie zważając na to, jak wygląda, nie sądziła, że będzie musiała. Miała pojechać tylko do sklepu. Założyła okulary przeciwsłoneczne, jakby to miało uratować jej wizerunek. Jeden ładny uśmiech wystarczył, by jakiś mężczyzna zaniósł ciężką torbę do jej bagażnika. Zamykała drzwi do auta, zapewniając go, że na pewno się jeszcze spotkają, ale bardzo się spieszy do pracy. Odjechała szybko, obawiając się co w desperacji mógłby zrobić.
Dojeżdżała do skrzyżowania, na którym dzisiaj światła odmówiły posłuszeństwa. Złośliwość rzeczy martwych. Cholera, kto ma tu pierwszeństwo? — pytanie odbijało się echem w głowie, która wciąż szumiała dniem wczorajszym. Ruszyła, będąc przekonaną, że teraz ona. Ktoś najwyraźniej myślał tak samo, bo przecież to nie ona mogła być w błędzie. Głośny dźwięk rozbudził ją bardziej od porannego spaceru i zimnej wody, którą ochlapała twarz zaraz po przybyciu. Spojrzała na znaki — nie no, definitywnie miała pierwszeństwo, tak przynajmniej jej się wydawało. Nie była w stanie dostrzec, kto prowadził auto, nie wiedziała, jaką obronę miała przyjąć tym razem. Udawać ciężarną? Nie, nie w takim stanie. Wciąż miała na sobie ubrania, które założyła do klubu. Trudno, będzie trzeba wyjąć kartę zmarłego ojca albo chorej matki. Nerwowo zaciągnęła się dymem z e-papierosa, widząc, jak z auta wychodzi mężczyzna. Przeżegnała się, licząc na łaskę Bożą.
— Jak jeździsz, kretynie?! — wydarła się pierwsza. Nawet się nie oszukiwała, że zachowa spokój w tej rozmowie. Najpierw krzyk, potem krokodyle łzy, potem dzwonimy do Carlosa, licząc, że nie będzie bardzo zły. Spojrzała na auto, szybko oceniając, ile będzie ją kosztowało wyprostowanie go. Gdyby u mechanika była subskrypcja, miałaby pakiet premium. — Miałam pierwszeństwo, kurwa!