I'm a wreck
: ndz mar 01, 2026 4:27 pm
Sergio przeprowadził się do Toronto dosłownie przed chwilą. Jeszcze w Nowym Orleanie zaczął szukać pracy - zaraz po tym, jak dowiedział się od Salazara, że ten zamierza się tu przeprowadzić, bo jego nieznośny braciszek jednak żyje (Martinez miał ochotę obić mu mordę i nie zrobił tego do tej pory z dwóch powodów: po pierwsze się z nim nie spotkał, a po drugie zdawał sobie sprawę z tego, że jako psychologowi mu po prostu nie wypada). Tym niemniej natychmiast rozesłał CV, gdzie tylko się dało i niedługo po przylocie został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną w dwóch miejscach, z których wybrał właśnie to: Centre for Addiction and Mental Health; a teraz czekał na swojego pierwszego pacjenta. Czy raczej - pacjentkę.
Dziewczyna - zdaje się - jeszcze nie korzystała z pomocy psychologicznej, bo w systemie nie widniała żadna jej dokumentacja (a może po prostu jeszcze jej tu nie dostarczyła, a wcześniej zgłosiła się po pomoc gdzie indziej?). Tak czy inaczej, póki co Sergio nie wiedział o niej nic poza tym, że miała dwadzieścia jeden lat (co wskazywało na to, że raczej jeszcze z psychologa nie korzystała - rodzice często nie prowadzą swoich dzieci do ludzi "od głowy" uważając, że "przecież nie są nienormalne", a z takiej pomocy korzystają tylko "szaleńcy") i nazywała się Wilma Brackenborough.
Trochę się stresował, bo to było nowe miejsce, nowi ludzie, wszystko tu było nowe - a on nienawidził zmian. Ale cóż zrobić: będzie musiał się przyzwyczaić, osiąść tutaj, zapuścić znów korzenie. Nie była to pierwsza przeprowadzka w jego życiu, nie pierwsza zmiana, a ostatecznie też - po to zawczasu wyrobił licencję na pracę w Kanadzie, żeby w razie potrzeby móc się tu przeprowadzić. I teraz nastąpiła takaż potrzeba.
Kręcił się chwilę po gabinecie, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku, czy stoi w odpowiednim miejscu i czy nic tu nie brakuje. Chusteczki - są. Stoją w zasięgu ręki pacjenta. Kubek z kawą odstawił na regał - nie będzie przecież popijał w trakcie sesji (słodka kapibara uśmiechała się z nadruku na ceramice).
Przygładził koszulę, poprawił ciemny krawat, ale po chwili namysłu zdjął go - uznał, że może być za bardzo deprymujący i wprowadzający zbyt oficjalny nastrój. Upchnął go w kieszeni i podszedł w końcu do drzwi. Powiódł ostatnim taksującym spojrzeniem po pomieszczeniu, z dłonią na klamce, i w końcu otworzył.
- Wilma...? - zapytał, patrząc z łagodnym uśmiechem na dziewczynę siedzącą na krzesełku w poczekalni - Zapraszam.
Poprawił na nosie okulary w złotych drucianych oprawkach i wpuścił pacjentkę. Wskazał jej miejsce na kanapie, a sam usadowił się naprzeciw niej w fotelu, zakładając nogę na nogę.
- Nazywam się Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Billie Brackenborough
Dziewczyna - zdaje się - jeszcze nie korzystała z pomocy psychologicznej, bo w systemie nie widniała żadna jej dokumentacja (a może po prostu jeszcze jej tu nie dostarczyła, a wcześniej zgłosiła się po pomoc gdzie indziej?). Tak czy inaczej, póki co Sergio nie wiedział o niej nic poza tym, że miała dwadzieścia jeden lat (co wskazywało na to, że raczej jeszcze z psychologa nie korzystała - rodzice często nie prowadzą swoich dzieci do ludzi "od głowy" uważając, że "przecież nie są nienormalne", a z takiej pomocy korzystają tylko "szaleńcy") i nazywała się Wilma Brackenborough.
Trochę się stresował, bo to było nowe miejsce, nowi ludzie, wszystko tu było nowe - a on nienawidził zmian. Ale cóż zrobić: będzie musiał się przyzwyczaić, osiąść tutaj, zapuścić znów korzenie. Nie była to pierwsza przeprowadzka w jego życiu, nie pierwsza zmiana, a ostatecznie też - po to zawczasu wyrobił licencję na pracę w Kanadzie, żeby w razie potrzeby móc się tu przeprowadzić. I teraz nastąpiła takaż potrzeba.
Kręcił się chwilę po gabinecie, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku, czy stoi w odpowiednim miejscu i czy nic tu nie brakuje. Chusteczki - są. Stoją w zasięgu ręki pacjenta. Kubek z kawą odstawił na regał - nie będzie przecież popijał w trakcie sesji (słodka kapibara uśmiechała się z nadruku na ceramice).
Przygładził koszulę, poprawił ciemny krawat, ale po chwili namysłu zdjął go - uznał, że może być za bardzo deprymujący i wprowadzający zbyt oficjalny nastrój. Upchnął go w kieszeni i podszedł w końcu do drzwi. Powiódł ostatnim taksującym spojrzeniem po pomieszczeniu, z dłonią na klamce, i w końcu otworzył.
- Wilma...? - zapytał, patrząc z łagodnym uśmiechem na dziewczynę siedzącą na krzesełku w poczekalni - Zapraszam.
Poprawił na nosie okulary w złotych drucianych oprawkach i wpuścił pacjentkę. Wskazał jej miejsce na kanapie, a sam usadowił się naprzeciw niej w fotelu, zakładając nogę na nogę.
- Nazywam się Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Billie Brackenborough