profit and loss
: wt mar 03, 2026 7:28 am
Ethan Hartley
Uwielbiała spotkania zarządu. Czuła się na nich jak prawdziwa królowa, która nie miała nic do stracenia. Była w stanie walczyć o swoje racje, uśmiechać się pogodnie do innych ludzi, a finalnie wszystko działo się po jej myśli. Potrafiła być przekonująca. W świecie pełnym mężczyzn udało się zdobyć autorytet i zaufanie wśród ludzi podejmujących decyzję w firmie. To spotkanie miało być inne. Pojawienie się nowego dyrektora finansowego, o którym nic nie wiedziała, wzbudzało w niej dyskomfort. Kontrola była jedną z ważniejszych kwestii, którą kierowała się Charity. Nabrała powietrza do płuc, zastanawiając się nad tym, kim był.
Ethan Hartley. Znała jednego złodzieja o podobnie brzmiącym imieniu. Tyle zdołała dowiedzieć się przez telefon od ojca, leżącego w szpitalu. Nabrała mocnego oddechu, sprawdzając jeszcze raz dane przed spotkaniem. Wszystko się zgadzało, nikt nie powinien podważać jej decyzji. Krótko spojrzała na zegarek. Wybiła godzina czternasta. Pora zaczynać.
— Chciałabym oficjalnie przywitać na spotkaniu zarządu — zaczęła spokojnym tonem Charity, rozglądając się na po znajomych twarzach. Faktycznie, przypominali rekiny poszukujące ofiary, jakby czekali tylko na jej błąd. Mogła wzbudzać poważanie, ale zdawała sobie sprawę, że większość znajdujących się tu osób, wolałaby na jej miejscu brata. Czy można było się im dziwić? Nie. Wystarczyło spojrzeć na Cherry w dość krótkiej, czarnej sukience, marynarce, wysoko upiętym koku i szpilkach. Idealnie dopinała cały obrazek, choć nie dla przypadkowych osób znajdujących się dookoła niej.
— Jeśli chodzi o nasz dzisiejszy plan, to miałam przedstawić nowego dyrektora finansowego — trzy minut spóźnienia. Nienawidziła marnowania czasu, jak wiadomo czas to pieniądz. Widocznie będzie musiała tę naukę przekazać. Westchnęła ciężko, irytowanie jej od początku, było dość niecodziennym powitaniem — pana Ethana Hartleya — na sam dźwięk imienia Ethan chciała strzelić oczyma, ale powstrzymała się. Wolała skupić się na tym, co istotne. Przecież złodziej psów nie zostałby jej dyrektorem, na pewno nie miałby odpowiednich uprawnień — ale chyba od startu punktualność nie jego jego mocną stroną — to było od niej silniejsze. Powinna stać z nim po jednej stronie barykady w starciu ze zatroskanym zarządem, ale nie potrafiła inaczej. Musiała wbić szpileczkę, w nieobecnych łatwiej celować — następnie chciałabym przedstawić plany finansowe na następne dwa miesiące, pochwalić się pozyskaniem dwóch nowych kontrahentów oraz zgodnie z Państwa prośbą opowiedzieć o stanie zdrowia ojca — krótki zarys spotkania. Dla niej były to jedynie formalności, nic z czym warto byłoby się kłócić. Ich panele fotowoltaiczne były świetne, nie słyszała o większych problemach z nimi, spokojnie byli w stanie wyprzeć konkurencję. W między czasie chodziła sekretarka, upewniając się, że każdy dostał kawę i herbatę, wspomniała coś o zbliżających się kłopotach. Dyrektor finansowy przystojny? Aż parsknęła krótko pod nosem, szczerze liczyła, że był to jakiś stary dziadek.
— Także zacznijmy od... — wtedy właśnie usłyszała dźwięk do drzwi i aż podniosła się z krzesła, tak mocno, że się przewróciło, wypełniając całą salę. Ethan. Sritan. Złodziej. Każdy z inwestorów patrzył to na jednego, to na drugiego. Wyglądał inaczej, lepiej pod krawatem. To miał być jej nowy dyrektor finansowy? Brew jej lekko drgnęła, to nie mogło być prawdziwe — nie pomylił pan sal? Pokój socjalny jest dwie sale dalej — stwierdziła dość uprzejmym, acz chłodnym tonem — to spotkanie w zamkniętym gronie — dodała chłodnym tonem, mierząc go od dołu do góry. W duchu marzyła, by był podrzędnym pracownikiem, a nie polecanym przez Christophera, jej ojca, dyrektorem finansowym. Nie wyobrażałaby sobie pracy z kimś takim.
Uwielbiała spotkania zarządu. Czuła się na nich jak prawdziwa królowa, która nie miała nic do stracenia. Była w stanie walczyć o swoje racje, uśmiechać się pogodnie do innych ludzi, a finalnie wszystko działo się po jej myśli. Potrafiła być przekonująca. W świecie pełnym mężczyzn udało się zdobyć autorytet i zaufanie wśród ludzi podejmujących decyzję w firmie. To spotkanie miało być inne. Pojawienie się nowego dyrektora finansowego, o którym nic nie wiedziała, wzbudzało w niej dyskomfort. Kontrola była jedną z ważniejszych kwestii, którą kierowała się Charity. Nabrała powietrza do płuc, zastanawiając się nad tym, kim był.
Ethan Hartley. Znała jednego złodzieja o podobnie brzmiącym imieniu. Tyle zdołała dowiedzieć się przez telefon od ojca, leżącego w szpitalu. Nabrała mocnego oddechu, sprawdzając jeszcze raz dane przed spotkaniem. Wszystko się zgadzało, nikt nie powinien podważać jej decyzji. Krótko spojrzała na zegarek. Wybiła godzina czternasta. Pora zaczynać.
— Chciałabym oficjalnie przywitać na spotkaniu zarządu — zaczęła spokojnym tonem Charity, rozglądając się na po znajomych twarzach. Faktycznie, przypominali rekiny poszukujące ofiary, jakby czekali tylko na jej błąd. Mogła wzbudzać poważanie, ale zdawała sobie sprawę, że większość znajdujących się tu osób, wolałaby na jej miejscu brata. Czy można było się im dziwić? Nie. Wystarczyło spojrzeć na Cherry w dość krótkiej, czarnej sukience, marynarce, wysoko upiętym koku i szpilkach. Idealnie dopinała cały obrazek, choć nie dla przypadkowych osób znajdujących się dookoła niej.
— Jeśli chodzi o nasz dzisiejszy plan, to miałam przedstawić nowego dyrektora finansowego — trzy minut spóźnienia. Nienawidziła marnowania czasu, jak wiadomo czas to pieniądz. Widocznie będzie musiała tę naukę przekazać. Westchnęła ciężko, irytowanie jej od początku, było dość niecodziennym powitaniem — pana Ethana Hartleya — na sam dźwięk imienia Ethan chciała strzelić oczyma, ale powstrzymała się. Wolała skupić się na tym, co istotne. Przecież złodziej psów nie zostałby jej dyrektorem, na pewno nie miałby odpowiednich uprawnień — ale chyba od startu punktualność nie jego jego mocną stroną — to było od niej silniejsze. Powinna stać z nim po jednej stronie barykady w starciu ze zatroskanym zarządem, ale nie potrafiła inaczej. Musiała wbić szpileczkę, w nieobecnych łatwiej celować — następnie chciałabym przedstawić plany finansowe na następne dwa miesiące, pochwalić się pozyskaniem dwóch nowych kontrahentów oraz zgodnie z Państwa prośbą opowiedzieć o stanie zdrowia ojca — krótki zarys spotkania. Dla niej były to jedynie formalności, nic z czym warto byłoby się kłócić. Ich panele fotowoltaiczne były świetne, nie słyszała o większych problemach z nimi, spokojnie byli w stanie wyprzeć konkurencję. W między czasie chodziła sekretarka, upewniając się, że każdy dostał kawę i herbatę, wspomniała coś o zbliżających się kłopotach. Dyrektor finansowy przystojny? Aż parsknęła krótko pod nosem, szczerze liczyła, że był to jakiś stary dziadek.
— Także zacznijmy od... — wtedy właśnie usłyszała dźwięk do drzwi i aż podniosła się z krzesła, tak mocno, że się przewróciło, wypełniając całą salę. Ethan. Sritan. Złodziej. Każdy z inwestorów patrzył to na jednego, to na drugiego. Wyglądał inaczej, lepiej pod krawatem. To miał być jej nowy dyrektor finansowy? Brew jej lekko drgnęła, to nie mogło być prawdziwe — nie pomylił pan sal? Pokój socjalny jest dwie sale dalej — stwierdziła dość uprzejmym, acz chłodnym tonem — to spotkanie w zamkniętym gronie — dodała chłodnym tonem, mierząc go od dołu do góry. W duchu marzyła, by był podrzędnym pracownikiem, a nie polecanym przez Christophera, jej ojca, dyrektorem finansowym. Nie wyobrażałaby sobie pracy z kimś takim.