ducky song
: czw mar 05, 2026 8:22 am
Nelly Rowley
Musiał przyznać, że nie spodziewał się własnego dobrego nastroju. Jasne, zawsze lubił spędzać czas ze swoją kaczuszką. Przychodziło mu to naturalnie, kiedy Marcus próbował się im wtrącać. Niektórzy twierdzili, że to nudne imię, pewnie by się z nimi zgodził, gdyby nie znał brata Rowley. Zawsze zjawiał się w najbardziej nieoczekiwanym momencie, kiedy miała go szczerze dosyć. Tylko teraz im nie przerwie. Różne myśli chodziły Prince'owi po głowie.
Czy spodoba się jej niespodzianka?
Ta chyba wybrzmiewała najgłośniej. Nie był na tyle głupi. Widział, że coś ją trapiło. Może był dupkiem, który miał cięty język jak brzytwa. Tylko jedną z najważniejszych zasad, jakie ludzie mu wpoili, było dbanie o swoich. Na swój własny, momentami wręcz patologiczny sposób. Jak w innym razie miałby wytłumaczyć to, co chodziło mu po głowie? Lubił patrzeć na jej uśmiech, słuchać głośnego śmiechu, a kiedy wybrzmiał dzwonek do drzwi, podniósł się leniwie. Czy był gotowy? Pewnie nie, ale czemu miałby stresować się na spotkaniu ze starą znajomą? Siostrą ex-kumpla.
— Dotarłaś kaczuszko — rzucił od razu, otwierając drzwi. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się firmowy uśmiech numer siedem — witam w moim pałacu — przepuścił ją w drzwiach. Gdzieś z boku miała uszykowane laczuszki w kaczuszki. Miała się bawić, okej? Nawet ten idiota raz na jakiś czas potrafił się postarać, pokazując coś zaskakującego. Poczekał, aż ściągnie płaszcz i zaprosił ją gestem głowy do środka.
— Powiedziałbym, że zamówiłem dla Ciebie przystojnego masażystę — zaczął całkiem szarmanckim tonem, ale szczerze to nie był ten typ. Prędzej można by z nim kraść konie, niż udać się do luksusowego SPA, czy jeść kolację, patrząc na romantyczny widok — ale byłoby to kłamstwo — dodał od razu, idąc w stronę salonu. Wszystko uszykował. Stół uszykowany prawie jak na imprezę, ale dwuosobową.
— Za to mamy całkiem dobry widok na zachód słońca — no dobra, nawet on raz na jakiś czas potrafił się postarać. Wolał oglądać zachodzące słońce w ciepłym, wygodnym apartamencie, niż na dworze, by dupa się odmroziła. Ale hej, dla niej specjalnie przestawił kanapę — sporo taniego wina — dwa kieliszki z otwieraczem. Tym razem o nim pamiętał, a nie będzie wciskał do środka butelki — hasz — schowany w magicznym pudełeczku — i zamówię dla Ciebie, co tylko będziesz chciała — oparł łokieć o oparcie kanapy, a głowę o dłoń. Wpatrywał się w nią intensywnie i musiał przyznać podobał mu się ten widok. Nelly Rowley siedząca na jego kanapie, wybierająca w głowie danie. Choć nie spodziewał się wyszukanej potrawy, a raczej kebaba.
— Chociaż Kaczki chyba jedzą tylko chleb, co? — parsknął krótko pod nosem. Podpuszczał ją, bo jeszcze jedną niespodziankę miał dla niej uszykowaną, ale to... po pierwszej butelce.
Musiał przyznać, że nie spodziewał się własnego dobrego nastroju. Jasne, zawsze lubił spędzać czas ze swoją kaczuszką. Przychodziło mu to naturalnie, kiedy Marcus próbował się im wtrącać. Niektórzy twierdzili, że to nudne imię, pewnie by się z nimi zgodził, gdyby nie znał brata Rowley. Zawsze zjawiał się w najbardziej nieoczekiwanym momencie, kiedy miała go szczerze dosyć. Tylko teraz im nie przerwie. Różne myśli chodziły Prince'owi po głowie.
Czy spodoba się jej niespodzianka?
Ta chyba wybrzmiewała najgłośniej. Nie był na tyle głupi. Widział, że coś ją trapiło. Może był dupkiem, który miał cięty język jak brzytwa. Tylko jedną z najważniejszych zasad, jakie ludzie mu wpoili, było dbanie o swoich. Na swój własny, momentami wręcz patologiczny sposób. Jak w innym razie miałby wytłumaczyć to, co chodziło mu po głowie? Lubił patrzeć na jej uśmiech, słuchać głośnego śmiechu, a kiedy wybrzmiał dzwonek do drzwi, podniósł się leniwie. Czy był gotowy? Pewnie nie, ale czemu miałby stresować się na spotkaniu ze starą znajomą? Siostrą ex-kumpla.
— Dotarłaś kaczuszko — rzucił od razu, otwierając drzwi. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się firmowy uśmiech numer siedem — witam w moim pałacu — przepuścił ją w drzwiach. Gdzieś z boku miała uszykowane laczuszki w kaczuszki. Miała się bawić, okej? Nawet ten idiota raz na jakiś czas potrafił się postarać, pokazując coś zaskakującego. Poczekał, aż ściągnie płaszcz i zaprosił ją gestem głowy do środka.
— Powiedziałbym, że zamówiłem dla Ciebie przystojnego masażystę — zaczął całkiem szarmanckim tonem, ale szczerze to nie był ten typ. Prędzej można by z nim kraść konie, niż udać się do luksusowego SPA, czy jeść kolację, patrząc na romantyczny widok — ale byłoby to kłamstwo — dodał od razu, idąc w stronę salonu. Wszystko uszykował. Stół uszykowany prawie jak na imprezę, ale dwuosobową.
— Za to mamy całkiem dobry widok na zachód słońca — no dobra, nawet on raz na jakiś czas potrafił się postarać. Wolał oglądać zachodzące słońce w ciepłym, wygodnym apartamencie, niż na dworze, by dupa się odmroziła. Ale hej, dla niej specjalnie przestawił kanapę — sporo taniego wina — dwa kieliszki z otwieraczem. Tym razem o nim pamiętał, a nie będzie wciskał do środka butelki — hasz — schowany w magicznym pudełeczku — i zamówię dla Ciebie, co tylko będziesz chciała — oparł łokieć o oparcie kanapy, a głowę o dłoń. Wpatrywał się w nią intensywnie i musiał przyznać podobał mu się ten widok. Nelly Rowley siedząca na jego kanapie, wybierająca w głowie danie. Choć nie spodziewał się wyszukanej potrawy, a raczej kebaba.
— Chociaż Kaczki chyba jedzą tylko chleb, co? — parsknął krótko pod nosem. Podpuszczał ją, bo jeszcze jedną niespodziankę miał dla niej uszykowaną, ale to... po pierwszej butelce.