Make friends not enemies
: czw mar 05, 2026 10:02 pm
Od początku wiedział, że współpraca z Cherry nie będzie należała do łatwych. Stanowiła dla niego wyzwanie, którego nie mógł odrzucić, nie tylko ze względu na obietnicę złożoną rodzicom, ale i na własną satysfakcję, gdyż on się nie poddawał. Zawsze osiągał zamierzone cele. Kobieta ukrywała się pod płaszczem niedostępności, chłodu i wyrachowania, nie szczędząc przy tym ciętego języka, ale to go nie zrażało. Jedynie nieco bardziej martwił go fakt, że już na starcie nie dawała mu żadnej szansy, by się wykazać jako dyrektor finansowy w jej rodzinnej firmie. Mimo tego, w jaki sposób dostał tę posadę, naprawdę był w tym dobry i bynajmniej nie zamierzał siedzieć z założonymi rękami, aż ktoś inny odwali za niego brudną robotę. Najlepszym sposobem, żeby choć po części się do niego przekonała, było więc znalezienie sprzymierzeńca. A przy okazji zapoznanie się z wiceprezesem było w dobrym tonie, prawda?
Propozycję Charlesa na poranny wspólny jogging przyjął z entuzjazmem, dostrzegając w tym szansę na dowiedzenie się czegoś więcej o firmie. I o niej. Dlatego następnego ranka w umówionym miejscu znalazł się tuż przed czasem, który wykorzystał na rozciąganie, zanim dotarł do niego Marshall. Ze względu na ledwie kilku stopniową temperaturę powyżej zera powietrze było rześkie i orzeźwiające. Jak dla niego wprost idealne na trening przed pracą i uporządkowanie myśli.
— Widzę, że nie tylko pani prezes upodobała sobie to miejsce na biegi - uśmiechnął się lekko na widok mężczyzny, któremu uścisnął krótko dłoń. Nie miał pojęcia, na ile Charity była zżyta z bratem, ale nie zamierzał ukrywać, że poznał ją w zupełnie innych okolicznościach, niż tych związanych stricte z pracą. - Witam, i proszę prowadzić. Dostosuję się - stwierdził, gotów ruszyć gdziekolwiek, gdzie wiceprezes go poprowadzi. Ten park najwidoczniej musiał być ulubionym rodzeństwa, skoro znów spotkał tu któregoś z Marshallów. Niestety, po kilku długich latach poza Toronto nie znał terenu na tyle, by czuć się tak swobodnie, jak zapewne którekolwiek z jego szefostwa. Poza tym wypadało okazać szacunek komuś będącemu na wyższym stanowisku.
Charlie Marshall
Propozycję Charlesa na poranny wspólny jogging przyjął z entuzjazmem, dostrzegając w tym szansę na dowiedzenie się czegoś więcej o firmie. I o niej. Dlatego następnego ranka w umówionym miejscu znalazł się tuż przed czasem, który wykorzystał na rozciąganie, zanim dotarł do niego Marshall. Ze względu na ledwie kilku stopniową temperaturę powyżej zera powietrze było rześkie i orzeźwiające. Jak dla niego wprost idealne na trening przed pracą i uporządkowanie myśli.
— Widzę, że nie tylko pani prezes upodobała sobie to miejsce na biegi - uśmiechnął się lekko na widok mężczyzny, któremu uścisnął krótko dłoń. Nie miał pojęcia, na ile Charity była zżyta z bratem, ale nie zamierzał ukrywać, że poznał ją w zupełnie innych okolicznościach, niż tych związanych stricte z pracą. - Witam, i proszę prowadzić. Dostosuję się - stwierdził, gotów ruszyć gdziekolwiek, gdzie wiceprezes go poprowadzi. Ten park najwidoczniej musiał być ulubionym rodzeństwa, skoro znów spotkał tu któregoś z Marshallów. Niestety, po kilku długich latach poza Toronto nie znał terenu na tyle, by czuć się tak swobodnie, jak zapewne którekolwiek z jego szefostwa. Poza tym wypadało okazać szacunek komuś będącemu na wyższym stanowisku.
Charlie Marshall