Fase de transición
: czw mar 05, 2026 11:33 pm
002
Dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych, bo z jednej strony już sam fakt, że spędził wiele godzin w podróży i na przesiadkach sprawiał, że dzień nadawał się do wykreślenia, a przecież to była tylko jedna ze składowych. Prawdę powiedziawszy czuł się wyprany z sił, bo te parę godzin spędzonych u brata były dla niego dość mocnym rollercoasterem emocjonalnym. Nie żałował jednak; cieszył się, że mieli okazję porozmawiać, bo nie spodziewał się, że mógłby kiedyś usłyszeć od Santiago rzeczy, które usłyszał dzisiaj. Przez większość życia faktycznie uchodził za dupka bez uczuć i z zerową empatią i mimo że Salazar wiedział, że nie była to prawda, bo przecież znał go właściwie od zawsze, od dziecka, to jednak skutecznie potrafił sprawiać wrażenie, po którym ludzie się do niego najzwyczajniej w świecie zniechęcali. Ten dzień więc dał Salowi naprawdę dużo - głównie emocjonalnie i uczuciowo - i miał nieśmiałą nadzieję, że jego bratu również.
Po powrocie do hotelu zgłosił się do recepcji i przekazał im, że niedługo dołączy do niego jego mąż, Sergio i że chciałby, żeby dali mu drugie klucze do pokoju. Miał wrażenie, że recepcjonista go rozpoznał, być może połączył kropki widząc jego imię i nazwisko i słysząc jeszcze dodatkowo imię jego małżonka, ale nie odezwał się ani słowem; przyglądał mu się po prostu w taki sposób, który świadczył o tym, że w jego głowie odbywał się jakiś dłuższy i cięższy proces myślowy. Salazar był do tego właściwie przyzwyczajony, więc w końcu podziękował milczącemu recepcjoniście i całkiem sympatycznej blondynce, która z nim na tej recepcji pracowała, po czym zaszył się w czterech ścianach całkiem sporego, ładnego apartamentu.
Potrzebował odświeżenia się, więc po wymianie wiadomości z ukochanym wlazł pod prysznic - kusiła go wanna, ale ostatecznie uznał, że tam jedynie się pośpi, a potrzebował raczej jakieś otrzeźwienia. Woda, którą puścił sobie pod prysznicem, była więc dość chłodna, co w połączeniu z orzeźwiającym zapachem żelu pod prysznic nieco postawiło go na nogi. Miał jednak przeczucie, że tak czy inaczej przyda mu się drzemka, bo wypił chyba za dużo jak na raz i musiał się trochę ogarnąć przed przyjazdem Sergio. Przebrał się więc w długie, jasnoniebieskie spodnie od piżamy, założył biały podkoszulek i zakopał się pod kołdrą, przytulając się do poduszki leżącej po sąsiedniej stronie łóżka; sypiał tak za młodu, gdy widywali się jeszcze dość rzadko, bo głównie od zawodów do zawodów, a Sal najzwyczajniej w świecie tęsknił za chłopakiem, bez którego nie wyobrażał sobie życia już wtedy, a co dopiero teraz, po ponad trzech dekadach spędzonych razem. Póki Sergio nie dotarł do hotelu, musiał sobie znaleźć jakiś ekwiwalent, którym chwilowo musiała być podusia.
Sergio Martinez