we were good, we were gold
: sob mar 07, 2026 1:58 pm
Dante Levasseur
Dawno nie czuła się tak paskudnie. Próbowała wyjaśnić sobie wszystko na spokojnie. Z Charlim przecież się przyjaźnili, ale tamten pocałunek we windzie... Nie mogła o nim zapomnieć. Minęło sporo czasu, a ją dalej zjadały wyrzuty sumienia. Rozmowa z Davidem, ani Catherine wiele nie zmieniła. Ba, cała rozmowa z June uświadomiła jej jedno. Musieli porozmawiać jak dorośli ludzie, bez krzyków, wrzasków, o ile było to możliwe.
Cały wieczór chodziła jak poparzona. Na paluszkach, zastanawiając się, w jaki sposób poprowadzić rozmowę, które się obawiała. Mogła się uśmiechać, robić dobrą minę do złej gry, ale zdawała sobie sprawę z jednego. Kochała go i nawet jeśli wydarzyło się to, kiedy mieli przerwę, to powinien o wszystkim wiedzieć. Bała się tego. W myślach zastanawiała się, do czego byłaby w stanie doprowadzić ta kłótnia.
Na pewno skończy się tą kłótnią. To był ich język miłości. Wydawało się jej, że posprzątała wszystko, była na długim spacerze z Murphy'm, a lodówkę mieli pełną. Tak, to oznaczało, że wszystkie znaki na niebie wskazywały na jedno. Trudną rozmowę, która się do nich zbliżała. Nie odzywała się za bardzo tego wieczoru. Nawet kilka razy poszła na papierosa, próbując zagłuszyć własny stres. Musiała mu powiedzieć, by spróbować, chociażby raz jeszcze zawalczyć... o nich. O ile jej na to pozwoli, czuła, jakby nie miała żadnego dobrego wytłumaczenia. Co w takich sytuacjach powinno się mówić? W jaki sposób na to reagować? Przymknęła mocno swoje oczy, biorąc ostatni głęboki oddech. Wychyliła się z kuchni z miną zbitego szczeniaczka. Zawsze to on był nieodpowiedzialny, ale to ona popełniła błąd, którego nie byłaby w stanie wybaczyć.
— Musimy... — zaczęła, idąc w stronę kanapy. Usiadła po jej przeciwnej stronie, niemalże od razu odwracając wzrok. Głęboki wdech. Dobrze, że June mieszkała na piętrze wyżej. Kolejny głęboki. David też był w mieście i jeszcze jeden. Catherine może też by ją przyjęła, odetchnęła w końcu z ulgą — porozmawiać Dante — tak, musieli porozmawiać. Ich związek przypominał nieustanne przepychanki, ale też jednocześnie nie wyobrażała sobie bez niego życia. Z nim źle, bez niego jeszcze gorzej. Trudno było jej pojąć, jak toksyczna bywała momentami ich relacja, ale nie oddałaby jej nikomu za nic.
— Pamiętasz, jak... — zaczęła lekko nerwowym głosem, by finalnie móc na niego spojrzeć — ukradłeś leki z apteki? — delikatnie uniosła głowę, marszcząc brwi. Od tego się przecież zaczęło. Wszystkie myśli mieszały jej się ze sobą. Utrata pacjenta, złe zachowanie Dantego, a przede wszystkim jej klaustrofobia. Musiała mu o tym powiedzieć. Musiała oczyścić własne sumienie.
Dawno nie czuła się tak paskudnie. Próbowała wyjaśnić sobie wszystko na spokojnie. Z Charlim przecież się przyjaźnili, ale tamten pocałunek we windzie... Nie mogła o nim zapomnieć. Minęło sporo czasu, a ją dalej zjadały wyrzuty sumienia. Rozmowa z Davidem, ani Catherine wiele nie zmieniła. Ba, cała rozmowa z June uświadomiła jej jedno. Musieli porozmawiać jak dorośli ludzie, bez krzyków, wrzasków, o ile było to możliwe.
Cały wieczór chodziła jak poparzona. Na paluszkach, zastanawiając się, w jaki sposób poprowadzić rozmowę, które się obawiała. Mogła się uśmiechać, robić dobrą minę do złej gry, ale zdawała sobie sprawę z jednego. Kochała go i nawet jeśli wydarzyło się to, kiedy mieli przerwę, to powinien o wszystkim wiedzieć. Bała się tego. W myślach zastanawiała się, do czego byłaby w stanie doprowadzić ta kłótnia.
Na pewno skończy się tą kłótnią. To był ich język miłości. Wydawało się jej, że posprzątała wszystko, była na długim spacerze z Murphy'm, a lodówkę mieli pełną. Tak, to oznaczało, że wszystkie znaki na niebie wskazywały na jedno. Trudną rozmowę, która się do nich zbliżała. Nie odzywała się za bardzo tego wieczoru. Nawet kilka razy poszła na papierosa, próbując zagłuszyć własny stres. Musiała mu powiedzieć, by spróbować, chociażby raz jeszcze zawalczyć... o nich. O ile jej na to pozwoli, czuła, jakby nie miała żadnego dobrego wytłumaczenia. Co w takich sytuacjach powinno się mówić? W jaki sposób na to reagować? Przymknęła mocno swoje oczy, biorąc ostatni głęboki oddech. Wychyliła się z kuchni z miną zbitego szczeniaczka. Zawsze to on był nieodpowiedzialny, ale to ona popełniła błąd, którego nie byłaby w stanie wybaczyć.
— Musimy... — zaczęła, idąc w stronę kanapy. Usiadła po jej przeciwnej stronie, niemalże od razu odwracając wzrok. Głęboki wdech. Dobrze, że June mieszkała na piętrze wyżej. Kolejny głęboki. David też był w mieście i jeszcze jeden. Catherine może też by ją przyjęła, odetchnęła w końcu z ulgą — porozmawiać Dante — tak, musieli porozmawiać. Ich związek przypominał nieustanne przepychanki, ale też jednocześnie nie wyobrażała sobie bez niego życia. Z nim źle, bez niego jeszcze gorzej. Trudno było jej pojąć, jak toksyczna bywała momentami ich relacja, ale nie oddałaby jej nikomu za nic.
— Pamiętasz, jak... — zaczęła lekko nerwowym głosem, by finalnie móc na niego spojrzeć — ukradłeś leki z apteki? — delikatnie uniosła głowę, marszcząc brwi. Od tego się przecież zaczęło. Wszystkie myśli mieszały jej się ze sobą. Utrata pacjenta, złe zachowanie Dantego, a przede wszystkim jej klaustrofobia. Musiała mu o tym powiedzieć. Musiała oczyścić własne sumienie.