Strona 1 z 1

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 7:26 pm
autor: Alvaro Salvatierra

Alvaro wiedział o przyjeździe Salazara, ale to też nie było tak, że celowo wymyślił sobie, że zostanie dłużej, żeby dać im w spokoju porozmawiać. Naprawdę chciał dłużej zostać w pracy, bo miał projekt do skończenia - ważny projekt, który po weekendzie miał przedstawić na spotkaniu z inwestorami. Postanowił więc sobie, że zostanie w pracy do wieczora, żeby wszystko skończyć i żeby w poniedziałek już po prostu przyjść i zaprezentować swoje dzieło; nie chciał musieć wracać do firmy jeszcze w weekend, bo miał plan, żeby odwiedzić swojego synka i może zabrać go na weekend do domu (do domu Santiago, oczywiście, bo w swoim praktycznie nie bywał). Więc tak, faktycznie miał robotę, a że przy okazji mógł zagwarantować wolną chatę Santiago i Salazarowi, to tylko dodatkowy atut.
Miał wyrzuty sumienia, że wsypał swojego faceta, ale pod naciskiem pytać Martineza tracił umiejętności wymyślania na miejscu przekonywujących wymówek. Prawdopodobnie gdyby ten w końcu nie zaczął go wypytywać o powrót do uzależnienia i o to, czy nie potrzebuje przypadkiem pomocy, udałoby mu się jednak jakoś wytrzymać ten grad pytań, ale traf chciał, że było inaczej. Miał nadzieję, że Santiago go za to nie zje, chociaż szczerze mówiąc wcale by się nie zdziwił; Palermo wiedział przecież, że ten nie chciał mówić swojemu rodzeństwu z konkretnych powodów i te powody rozumiał. To, czy je popierał, to zupełnie inna kwestia.
Do domu wrócił wieczorem, tak jak zapowiadał wcześniej. Od razu po wejściu z zaskoczeniem odkrył, że w środku unosi się zapach, który rozpoznałby wszędzie - pieczony ser. Założył, że nie tylko ser, ale to on najbardziej wwiercał mu się w mózg swoim zapachem, pewnie dlatego, że po prostu uwielbiał ser...
- Santi? - zawołał od progu, nieco niepewnie, zdejmując przy drzwiach płaszcz i buty i ruszył w głąb domu, intuicyjnie wiedziony zapachem jedzenia. Skoro czekało na niego żarcie, to może Santiago nie był jednak tak śmiertelnie obrażony...? Byłoby miło.

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 8:23 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago przez tych kilka godzin zdążył wytrzeźwieć (zresztą nie upił się - najwyżej był trochę podchmielony), odświeżyć się i ubrać. Rozstawił talerze na stole, zapalił świeczki, zadbał o nastrój, tłumiąc nieco światła w pomieszczeniu.
Na dźwięk swojego imienia, które tylko Alvaro w ten sposób zdrabniał, uśmiechnął się i spojrzał w stronę drzwi od kuchni, czekając, aż pojawi się w nich jego partner.
- Mhm...? - odezwał się niskim, wibrującym głosem. Nie było po nim w ogóle widać, że dzisiaj miał zaskakujące i bardzo emocjonalne spotkanie, że oberwał w twarz (najwyżej był lekko opuchnięty po tej stronie) - Hola, mi amor. ¿Cómo va tu proyecto? ¿Ya lo terminaste?
Obszedł wyspę kuchenną i podszedł do Alvaro, by go uściskać i ucałować, a kiedy już się przywitał, wrócił do przygotowywania jedzenia.
- Desnúdate con calma y te invito a la sala - powiedział ciepło. Wyjął zapiekankę z pieca i zaniósł na stół.
Sam nie do końca wiedział, jak i czy w ogóle nawiązywać do tego, że widział się z Salazarem. Nie był pewien, czy jest o to zły na Alvaro - trochę chyba tak, ale nie tak znów bardzo. Cieszył się, że mógł zobaczyć brata, bo rzeczywiście za nim tęsknił; choć jednocześnie stresowało go to, że coraz więcej osób wiedziało, że jednak przeżył - a to oznaczało coraz więcej osób, które będą chciały się nim zajmować, kiedy już nie będzie mógł stanąć na nogi o własnych siłach. Nie był pewien, jak się z tym wszystkim czuje.

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 8:52 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro nie do końca wiedział co się dzieje, gdy wszedł do kuchni i zastał gotującego jakby nigdy nic Santiago, który chwilę później - zupełnie nie wspominając o tym, że miał dzisiaj gościa - podszedł do niego, żeby się przywitać. Jasne, był przyzwyczajony do tego, że de la Serna zwykł zakładać maski w zależności od sytuacji i rzadko kiedy pokazywał swoje prawdziwe emocje, bo tak mu było po prostu łatwiej, niż pozwolić, żeby ktoś miał dostęp do prawdziwej wersji jego samego. Co prawda Palermo myślał, że Santiago powoli z tego wyrasta i że akurat przed nim nie będzie już udawał, że wszystko jest dobrze, kiedy wcale dobrze nie było - bo na tym średnio dało się budować związek. Poczuł więc coś dziwnego w piersi, dziwny uścisk, ból, przypominający trochę rozrywanie serca. Jakby ktoś złapał jego serce w obie dłonie i ciągnął w dwie strony, a ono po prostu nie było już w stanie bić...
- Si, terminé el proyecto. - odpowiedział po chwili cicho, patrząc na niego jak zahipnotyzowany, z niezdrowo iskrzącymi oczami, z drżeniem na ciele, które coraz trudniej było mu opanować. Nie był gotowy na to, co właśnie do niego dotarło: że nie jest w stanie żyć z człowiekiem, którego kocha, bo ten człowiek nigdy nie jest tak naprawdę tym, którego pokochał. Cały czas jest kimś innym, cały czas gra, nawet jeśli czasami bywają przebłyski prawdziwego Santiago, którego Palermo tak bardzo kochał. Tego czułego, troskliwego, gotowego oddać życie za swoich ludzi, ale tylko człowieka, więc bywającego także słabym, rozbitym, zestresowanym, wystraszonym... Ludzkim, po prostu.
- Yo... discúlpeme un momento. Vuelvo enseguida. - wyszeptał, oddając się od kuchni na drżących nogach, z wirującym mu przed oczami obrazem, z rozsuwającą się pod jego stopami podłogą. i z sercem trzepoczącym mu w piersi tak mocno, że nie słyszał niczego innego poza jego biciem. Dotarł w końcu od łazienki, wszedł do środka i gdy tylko zamknął za sobą drzwi jego kolana uderzyły o kafelki, a z gardła wydarł mu się drżący, pełen rozpaczy szloch, który z całych sił próbował stłumić, ale bezskutecznie. Zwinął się w kłębek przy ścianie, obejmując ramionami swoje podkulone nogi i chowając twarz w przedramionach.
Czuł, że jego świat stracił jakikolwiek sens i kolory; ostatni raz czuł się tak w momencie, gdy tuż przed jego nosem zawalił się tunel, oddzielając go od przyjaciela. I może to dziwne, ale w tej chwili czuł porównywalny ból. Jakby już nigdy nic miało nie mieć sensu.

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 9:16 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago nie miał pojęcia, co się dzieje w głowie Alvaro - zauważył co prawda drżenie jego ciała i to, że jego mina się zmieniła, jakby coś go zabolało, ale nie wiedział, jak to zinterpretować. Pomyślał, że faktycznie mężczyzna potrzebował pójść do łazienki na chwilę, może rzeczywiście coś go zabolało i być może zaraz mu powie, co się dzieje. Może cos poszło nie tak z projektem...? Tak czy inaczej - de la Serna nie zamierzał mu przeszkadzać w tym, co tam robił w łazience; przynajmniej do momentu, kiedy usłyszał płacz. Zatrzymał się, zaskoczony w połowie drogi między kuchnią i salonem, kiedy niósł im wino na stół.
- Alvaro...? - zapytał, podchodząc powoli pod drzwi i nasłuchując - ¿Está todo bien? ¿Pasó algo?
Przełknął nerwowo ślinę, zastanawiając się gorączkowo, co się mogło wydarzyć, tym bardziej, że przecież jeszcze chwilę temu, kiedy jego chłopak wrócił, nie wyglądał jakoś bardzo źle. Chyba był zestresowany, być może bojąc się reakcji Tiago na to, że powiedział Salowi o tym, gdzie jest jego młodszy brat, ale przecież Kocur nie był zły, nie objechał go, nie zmył mu głowy i nie odżegnał od czci i wiary. Nie mogło więc chodzić o to.
- ¿Puedo entrar? - zapytał po chwili niepewnie, trochę obawiając się, co takiego mogło się stać. Nie przyszło mu jednak do głowy, że Alvaro mógłby nagle zechcieć odejść, tym bardziej, że do tej pory nic na to nie wskazywało.

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 9:36 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Tak naprawdę Alvaro nie miał pojęcia co się stało, dlaczego teraz i dlaczego aż tak bardzo go to trafiło. Przecież doskonale wiedział jakim człowiekiem jest Santiago, a mimo to był (był? Jest!) w nim zakochany odkąd pamiętał właściwie. Dlaczego dzisiaj poczuł się tak źle, że dosłownie miał wrażenie, że wali mu się świat? Czy chodziło tylko o to, że spodziewał się po nim innej reakcji? Tylko o to, że Santiago nie nawiązał od razu do wizyty Salazara, a wręcz sprawiał wrażenie, że nic takiego nie miało miejsca i że po prostu sobie tutaj był i gotował, całkowicie sam i całkowicie spokojny, dla swojego kończącego projekt faceta? Nie miał pojęcia. Ale jeśli tak i jeśli chodziło właśnie o to, to nie miał pojęcia co mógłby z tym zrobić. Nie zmieni przecież człowieka, który miał już na karku ponad pięćdziesiąt lat i który po prostu miał taki mechanizm obronny.
Z drugiej strony - nigdy nie należał do ludzi, którzy tak łatwo się poddają. Jeśli w szkole mówili mu, że radzi sobie z czymś kiepsko, to na koniec roku miał z tego najwyższe oceny. Jeśli Salazar mówił, że czegoś nie da się zrobić i że dobrze wygląda to tylko na papierze, to Palermo robił tak, żeby potem wszystkim opadły szczęki. Zresztą, na Boga, kochał człowieka, którego po prostu nie dało się kochać, bo robił wszystko, żeby absolutnie wszystkich do siebie zniechęcić - jeśli to nie było postępowanie wbrew logice i wszystkiemu dookoła, to nie wiem co nim było.
Drgnął lekko, słysząc głos Santiago za drzwiami. Nie spodziewał się, że ten przyjdzie, bo nie wiedział, że mężczyzna go usłyszy - najwidoczniej jednak płakał głośniej, niż zakładał. Podniósł się z podłogi nieco chwiejnie, wytarł nos rękawem marynarki i otworzył drzwi, niemal od razu przytulając się do - zapewne zaskoczonego - ukochanego. Objął go jedną ręką za szyję, drugą natomiast zacisnął rozpaczliwie na jego koszuli i przez chwilę po prostu tulił twarz do jego ramienia, zanim w końcu podniósł nieco głowę i - wciąż łamiącym się głosem - wyszeptał:
- No te soporto cuando pretendes que todo está bien. Te odio cuando intentas dar la impresión de que nada te molesta y que todo está bien. Odio cuando me tratas como a todos los demás y te pones máscaras, tratando de ser fuerte. Pero te amo demasiado para dejarte.

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: sob mar 07, 2026 9:58 pm
autor: Santiago de la Serna
Faktycznie, Santiago był zaskoczony. Dłuższą chwile stał, zesztywniały, z szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, co się właśnie działo. Nie miał pojęcia, jak powinien zareagować, co zrobić, gdy Alvaro się w niego tak rozpaczliwie wtulił, płacząc i w dodatku jeszcze po chwili powiedział, że nienawidzi, kiedy Santiago udaje, że wszystko jest w porządku. Tylko, że o ile zwykle rzeczywiście udawał, o tyle teraz... naprawdę nie czuł się źle, nie był zły, rozżalony, załamany... Chciał po prostu przywitać swojego ukochanego romantyczną kolacją. Taki plan powziął rano i takiego zamierzał się trzymać. Nie był pewien, czy w ogóle porozmawia z Alvaro na temat wizyty Salazara, ale nawet jeśli, to raczej nie zamierzał go opierniczać za to, że powiedział jego bratu o tym, że Kocur żyje. Raczej - bo sam siebie czasami (dobrze: dość często) zaskakiwał własnymi reakcjami na różne rzeczy; bywało, że nieraz bywał zdziwiony tym, w jakim kierunku potoczyła się rozmowa czy jego działania albo zaskakiwały go jego własne wybuchy. Nie zawsze siebie rozumiał i nie zawsze był w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Ale w tym momencie nie czuł się źle.
W końcu objął mężczyznę niepewnie, wciąż trzymając w jednej ręce butelkę wina, a w drugiej kieliszki. Jeszcze przez chwilę się nie odzywał, kalkulując w głowie, co zrobić z ta sytuacją: czy udawać nadal, że absolutnie nic się dzisiaj nie wydarzyło w jego życiu, że nie wie, o czym Alvaro mówi; czy próbować dyskutować z jego zarzutami; czy od razu przejść do sedna.
- ¿Debería joderte? - zapytał w końcu - ¿Eso es lo que esperas? ¿Que te regañe y te parezca tan real? ¿Así es como debo comportarme, eh?
Poczuł, że zaczyna mu rosnąć ciśnienie. W miarę, jak mówił, narastała w nim irytacja o to, co właśnie usłyszał i o to, że Alvaro po pierwsze oczekiwał wyraźnie, że Santiago nagle się zmieni o sto osiemdziesiąt stopni, a po drugie - że zarzucał mu teraz kłamstwo, kiedy tak naprawdę wcale tego kłamstwa nie było.
- ¿Has pensado en dejarme por quien soy?
W tym momencie - gdy to sobie uświadomił, gdy dotarło do niego w pełni, co usłyszał, ręce mu opadły. Miał ochotę wykręcić się z jego objęć i odejść gdzieś, gdziekolwiek - choćby na taras, wypalić całą paczkę na raz i dać Alvaro robić, co sobie zechce. Jeśli chciałby zostać - niech zostanie. Jeśli chciałby odejść - niech idzie. Santiago próbował stłumić narastającą złość, ale przytulony do jego ramienia Salvatierra zapewne poczuł, że krew zaczęła szybciej i mocniej płynąć w tętnicach Kocura.
- O mejor aún: ¿querías dejarme porque imaginaste mi reacción diferente a tu lengua larga, así que me acusas de mentir sobre cómo me siento ahora mismo? ¿Y tu percepción de cómo me siento es la razón por la que quieres abandonarme?
Zacisnął zęby, naprawdę próbując nie wybuchnąć. I to właśnie był jeden z momentów, kiedy sam siebie zaskakiwał własnymi reakcjami na różne rzeczy: jeszcze chwilę temu po tym, gdy usłyszał słowa Alvaro sądził, że ta rozmowa potoczy się zupełnie inaczej, a nim nie targały żadne silne emocje, poza niepokojem o to, co się właściwie stało.

Alvaro Salvatierra