Strona 1 z 1

Hey, that's mine

: ndz mar 08, 2026 1:51 am
autor: Alexis Bennett
Tak, dopiero się obudził.
Tak, było popołudnie.
Tak, wyspowiadał się ze swoich grzechów kanalizacyjnemu bogu, obejmując porcelanowy tron.
Życie bolało. Zeszłej nocy bawił się świetnie, części z tej zabawny nawet nie pamiętał, tak się dobrze bawił, ale tego dnia przyszło mu za to płacić. Cóż poradzić mogę na to~?.
Catherine była wciąż w pracy, więc nikt nie mógł go poratować domowym posiłkiem czy chociażby zaserwowaną herbatką i jedyne co mógł zrobić, to zamówić pizzę. Dobra, dwie picki, bo wychodziło w sumie taniej, a jeśli się przyjmie, to i tak zje obie w jednym posiedzeniu. Zamawiając, odkrył, że w głowie nadal kręci mu się niemiłosiernie, a literki na ekranie w ogóle nie chciały zostać na swoim miejscu. Może dalej był napruty? Co by znaczyło, że to jeszcze nie była ostateczna forma jego kaca..? Z jednej strony, było to pocieszające, bo może znaczyło, że tłusta pizza wchłonie cokolwiek jeszcze było w jego żołądku i uratuje mu tyłek na później. Z drugiej strony, mogło to też znaczyć, że ten prawdziwy kac miał pokazać nawet jeszcze brzydszą mordę i cokolwiek by nie zjadł, i tak to później straci. 50 - 50. Gdyby był hazardzistą to-.. Dobra, śmieszki, był hazardzistą i jak najbardziej podobało mu się to ryzyko. Zdychał na kanapie, fluffy skarpetki, stare dresowe spodnie i naga klatka, opatulony w koc, który zwykle był gdzieś pod ręką. Mały salon wydawał mu się zbyt kolorowy i za bardzo radosny w tej całej torturze, nawet jeśli normalnie uważał, że kolory były najlepsze. Ugh.
Ruch przy drzwiach. To chyba pizza.
Zebrał całą swoją siłę, żeby, nadal w trybie kocowego burrita, przetuptać do drzwi wejściowych, walcząc po drodze z grawitacją.
- ...nie jesteś moją pizzą. - zwód, który poczuł, naprawdę bolał. Bolał go w głowę, w serce nawet bardziej i definitywnie w zmęczony żołądek. Tak czy siak, postąpił krok w bok, pozwalając psiapsi wtoczyć się do środka. Może przyniosła coś dobrego? Jakąś darowiznę, jak na gościa przystało? Meh, kogo on chciał oszukać.

Erika Lindberg

Hey, that's mine

: ndz mar 08, 2026 9:57 am
autor: Erika Lindberg
Był weekend. Erika żyła w przekonaniu, że jej przyjaciółka jednak tym razem miała wolne i będą mogły wspólnie spędzić popołudnie. Chociaż mogło być tak, że pomyliły jej się dni lub godziny.
Nie miała szczególnych planów. Chciała raczej obejrzeć z nią jakiś film, wypić trochę raki i porobić coś ogólnie raczej mało ambitnego tak jak zwykły przesiadywać w czasach szkolnych. Mogły wtedy przeglądać razem jakieś magazyny, komiksy czy cokolwiek przy randomowych piosenkach puszczanych gdzieś w tle i po prostu cieszyć się swoją obecnością. No, ale zdecydowanie jej plan nie był w stanie wypalić.
Stała pod drzwiami mieszkania Bennettów. W ręku miała siatkę, w której znajdował się litr lodów czekoladowych do wspólnego wyjadania łyżeczkami z pudełka, kruche ciasteczka, paczka popcornu i paprykowe Lay's, czyli tak zwane wkupne. Zawsze należało coś ze sobą przynieść, aby być dobrze widzianym u czyjegoś progu.
Nie spodziewała się jednak tego, że zostanie przywitana w drzwiach przez kocykowe burrito w formie młodszego brata swojej najlepszej przyjaciółki. Zmarszczyła jedynie brwi na widok Alexisa, przyglądając mu się uważnie po czym doszła do wniosku, że życie go przygniotło raz jeszcze niemożliwym kacem.
- Nie jesteś moją Cath - odparła w podobnym tonie i wkroczyła do środka, gdy tylko Alexis odsunął się o krok, aby zrobić jej miejsce.
Niezbyt się krępowała w momencie, gdy podeszła do kuchennego blatu, na którym złożyła swoje dary po czym zerknęła na czajnik elektryczny z wlaną do połowy wodą gotową do zagrzania.
- Herbaty? - zapytała tak jakby była u siebie, bo chyba po trosze tak było skoro tak blisko trzymała z rodzeństwem i znała doskonale rozkład rzeczy w ich kuchni.
Jeśli Cath jeszcze nie było to mogła na nią poczekać. W końcu to nie tak, że nie lubiła Alexisa i na jakiś czas jego towarzystwo będzie musiało jej faktycznie wystarczyć. A skoro zamówił pizzę to... Pewnie uda jej się na nią załapać.

Alexis Bennett

Hey, that's mine

: ndz mar 08, 2026 11:47 pm
autor: Alexis Bennett
Właściwie to jedyne nad czym się zastanawiał, to dlaczego Erika nie miała jeszcze własnego klucza do tego mieszkania. Dobra fakt, Catherine tylko wynajmowała i pozwalała mu mieć własny pokój, bo była dobrą siostrą, ale nie sądził, żeby zrobienie kopii klucza było wbrew zasadom ich wynajmu, prawda..? Erika była trochę jak jego trzecia siostra. Mogła się rządzić w kuchni, ba, nawet zajmować ten najbardziej wygodny kąt kanapy. Cholernie dużo tych sióstr się zrobiło.
- Co masz dobrego? - pragnął burgerów. Albo jakichś gotowców, które można było wrzucić do mikrofalówki i zjeść w pięć minut. Może coś słodkiego i tłustego też by się przyjęło? Tuptał za nią do kuchni, po drodze pozbył się kocyka, zostawiając go na później na kanapie, wiedząc, że zaraz znów mu będzie zimno. Potrzebował komfortu dawanego przez miękki materiał, a przy okazji mógł się nim ścisnąć i oszukać swoje ciało tak, by myślało, że był przytulany.
- Tak. - przytaknął od razu na herbatę, przekopując się przez zawartość siatki, którą przyniosła. Chipsy zbyt słone... Ciastka zbyt kruche.. A potem wymacał lody i aż się żachnął głębiej. - Moje. - to pewnie nie był dobry pomysł, żeby żreć lody przed pizzą, ale nie był znany ze swojej inteligencji. Przytulił kubeł lodów do swojej klatki, zapominając na moment, że była naga; zaskomlał, podskoczył, odrzucił podło na blat, zaklął pod nosem. Sam sobie winny, jak zawsze.
- Chcesz łyżkę? - skoro i tak był głupi, przynajmniej mógł się trochę podzielić, nie? Tak czy siak nie sądził, żeby był w stanie zjeść zbyt dużo; myśl o kremowej słodkości była kusząca, ale mimo to wywołała falę nudności, odbierając mu kolor z twarzy. - ...dobra, zmieniłem zdanie... - wybełkotał, zamiast siłować się z wieczkiem, wrzucił lody do zamrażalnika. Dziewczyny mogły sobie wziąć te lody, on się zadowoli pizzą.
- Cath się spóźnia? - zagadnął, opierając się tyłkiem o blat, założył ramiona na klatce, naciskając lekko na własny żołądek, mając nadzieję, że da mu to trochę ulgi. Nie dało. Sunął spojrzeniem za Eriką, marszcząc brwi w skupieniu. Nie martwił się o siostrę, nah, praca w gastronomii bywała nieprzewidywalna i już nie raz słyszał, że wyznaczone godziny to propozycja, nie obietnica, więc.. Pewnie straciła poczucie czasu? Może kelner, który miał wskoczyć na jej miejsce się spóźnił? Albo skoczyła po coś do sklepu, skoro laski umówiły się na wspólne popołudnie? Przeszło mu przez myśl, że może właśnie kupuje jakieś wino, wyobraźnia podsunęła zapach i smak; Lexi wstrzymał oddech na kilka sekund, zanim wypuścił powietrze z płuc ustami, powoli, walcząc z kolejną falą. Trzeba było tyle chlać?

Erika Lindberg

Hey, that's mine

: wt mar 10, 2026 12:41 am
autor: Erika Lindberg
Być może powinna mieć własny klucz, ale z drugiej strony czy naprawdę nękała ich aż tak często? Mogła jakoś żyć w takich warunkach. Tym bardziej, że nie mieszkała daleko i nawet jeśli kiedyś zdarzyłoby jej się przyjść i pocałować klamkę to mogła bez trudu wrócić do siebie i jedynie przesłać wiadomość zainteresowanym, że próbowała się do nich dostać.
- Wkupne. Kilka rzeczy. Przekąski. Chrupadła - odpowiedziała, dając mu wyraźnie znać, że jeśli pragnął solidnego posiłku to z tym już nie do niej.
Może przemyślałaby kwestię zrobienia prostego i szybkiego obiadu jeśli ładnie by poprosił, ale musiałby naprawdę się postarać, aby poruszyć jej czarne gotyckie serduszko... Chociaż trzeba było przyznać, że było zdecydowanie dużo bardziej wrażliwe niż Erika wolałaby to przyznać.
Uzyskawszy odpowiedź mogła wrzucić do dwóch kubków torebki herbaty. Czarnej. Zwykłej, basic Minutki, bo miała wrażenie, że jakby sięgnęła po jakieś bardziej wymyślne to mogłoby się to skończyć naprawdę kiepsko dla wrażliwego żołądka skacowanego Alexisa.
Wywróciła oczami tak, że prawie ją zabolało w oczodołach, gdy tylko Bennett pochwycił pudełko lodów i bezmyślnie przycisnął je do swojej klaty. No, debil, no. Nie mogła jednak zaprzeczyć temu, że dalej go uwielbiała.
- A pytasz dzika czy sra... - zaczęła, ale zanim zdążyła dokończyć to ten wcisnął lody do zamrażalnika. - Aha...
No trudno. Zaczeka jednak na Cath. Nie było mowy, aby sama była w stanie opanować cały litr lodów. Zwłaszcza, że miała jeszcze przed sobą wiele innych snacksów, które czekały na skonsumowanie. Jeśli tylko Lexie znajdowałby się w lepszym stanie to pomógłby im z opanowaniem tego wszystkiego.
- Albo się spóźnia albo to ja lekko pojebałam godzinę - odparła, gdy tylko chłopak się zainteresował i zalała kubki, wrzątkiem, który natychmiast nabrał przyjemnej brązowawo-złotej barwy od znajdującej się w środku herbaty. - A ty co tak dzisiaj zdychasz? Co za impreza?
Odłożyła kubki na blacie, na który po chwili się wciągnęła, aby usiąść w niewielkiej odległości od Alexisa. Mogli, co prawda przejść do salonu, ale po co chwilowo mieliby to robić? Nie widziała w tym większego sensu, wiec mogli na razie dalej tutaj tak siedzieć.

Alexis Bennett

Hey, that's mine

: wt mar 10, 2026 8:45 am
autor: Alexis Bennett
Normalnie dosłownie skakałby z radości, okay? Tyle rzeczy do chrupania i on, wiecznie głodny albo w drodze do kolejnego gastro; taki gość to był skarb. Tamtego dnia jednak nie chciał nic chrupać, a mieszanka substancji którą w siebie wlał/wciągnął, wydawała się mordercza. Pewnie była. W gruncie rzeczy kac był zatruciem, prawda? Totalnie się z tym zgadzał.
- Kochana.. Pewnie coś jest w szafkach jeszcze, nie sprawdzałem. - jedyne co mogło mu się przyjąć albo nie, jak przeszczep, było coś obrzydliwego i tłustego. Jak ta pizza którą.... Pukanie do drzwi sprawiło, że lekko podskoczył i od razu cicho jęknął, przejęty ostrym bólem w skroniach. Zaklął po raz kolejny, ale odepchnął się od blatu i potuptał znów do drzwi, żeby tym razem odebrać gorące placki. Yum. Zapach skręcił mu żołądek boleśnie i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, jak głodny rzeczywiście był. Oby się przyjęło... Wrócił do kuchni, po drodze przerzucił sobie przez ramie koc, którego przed momentem się pozbył. Znów mu było zimno. Przez chwilę rozważył, czy chciał się do niej dosiąść ale całkiem szybko podłoga wygrała. Znajdował dziwny psychiczny komfort w siedzeniu na podłodze i naprawdę było mu wszystko jedno, czy będzie go oceniać, czy nie. To była czysta podłoga. Usiadł na tyłku, pudła odłożył obok siebie, żeby zarzucić na siebie koc. Jak będzie chciała, to się poczęstuje, nie?.. Oby nie zbyt wiele. Dwa placki, dwa klasyki, pepperoni i capriciosa. Istniała szansa, że jeśli ten przeszczep z gorących, serowych kawałków pizzy się przyjmie, to wciąż pomógłby Erice i Cath ze smaczkami. Powoli i stopniowo, ostrożnie, ale wciąż, na pewno by pomógł, nie byłby sobą, gdyby odmówił.
Wydał z siebie kolejny, krótki jęk, na wzmiankę o imprezie, która tak go urządziła.
- Nie wiem, to migawka. Szklanek, dźwięków, kolorów, płynów, ciał... - przetarł sobie twarz dłonią, odkładając okulary gdzieś na bok. W sumie stwierdził, że może tamtego dnia powinien być odrobinę ślepy, łudząc się, że dzięki temu ulży swojej głowie. - Nie pamiętam też gdzie byłem. Ani jak trafiłem do swojego łóżka. I czyj to numer. - odchylił na moment koc, żeby mogła zobaczyć numer na jego żebrach, napisany wyraźnie czerwonym markerem. Na końcu numeru było tylko małe serduszko i to tyle. Pomocne. W sumie to mogło mu powiedzieć, że balował z kimś, kto ściągnął z niego koszulkę, ale potem grzecznie wsadził go do jakiejś taksy? Brzmiało bardzo... Miło? Chyba? Nie miał bladego pojęcia.

Erika Lindberg