Hey, that's mine
: ndz mar 08, 2026 1:51 am
Tak, dopiero się obudził.
Tak, było popołudnie.
Tak, wyspowiadał się ze swoich grzechów kanalizacyjnemu bogu, obejmując porcelanowy tron.
Życie bolało. Zeszłej nocy bawił się świetnie, części z tej zabawny nawet nie pamiętał, tak się dobrze bawił, ale tego dnia przyszło mu za to płacić. Cóż poradzić mogę na to~?.
Catherine była wciąż w pracy, więc nikt nie mógł go poratować domowym posiłkiem czy chociażby zaserwowaną herbatką i jedyne co mógł zrobić, to zamówić pizzę. Dobra, dwie picki, bo wychodziło w sumie taniej, a jeśli się przyjmie, to i tak zje obie w jednym posiedzeniu. Zamawiając, odkrył, że w głowie nadal kręci mu się niemiłosiernie, a literki na ekranie w ogóle nie chciały zostać na swoim miejscu. Może dalej był napruty? Co by znaczyło, że to jeszcze nie była ostateczna forma jego kaca..? Z jednej strony, było to pocieszające, bo może znaczyło, że tłusta pizza wchłonie cokolwiek jeszcze było w jego żołądku i uratuje mu tyłek na później. Z drugiej strony, mogło to też znaczyć, że ten prawdziwy kac miał pokazać nawet jeszcze brzydszą mordę i cokolwiek by nie zjadł, i tak to później straci. 50 - 50. Gdyby był hazardzistą to-.. Dobra, śmieszki, był hazardzistą i jak najbardziej podobało mu się to ryzyko. Zdychał na kanapie, fluffy skarpetki, stare dresowe spodnie i naga klatka, opatulony w koc, który zwykle był gdzieś pod ręką. Mały salon wydawał mu się zbyt kolorowy i za bardzo radosny w tej całej torturze, nawet jeśli normalnie uważał, że kolory były najlepsze. Ugh.
Ruch przy drzwiach. To chyba pizza.
Zebrał całą swoją siłę, żeby, nadal w trybie kocowego burrita, przetuptać do drzwi wejściowych, walcząc po drodze z grawitacją.
- ...nie jesteś moją pizzą. - zwód, który poczuł, naprawdę bolał. Bolał go w głowę, w serce nawet bardziej i definitywnie w zmęczony żołądek. Tak czy siak, postąpił krok w bok, pozwalając psiapsi wtoczyć się do środka. Może przyniosła coś dobrego? Jakąś darowiznę, jak na gościa przystało? Meh, kogo on chciał oszukać.
Erika Lindberg
Tak, było popołudnie.
Tak, wyspowiadał się ze swoich grzechów kanalizacyjnemu bogu, obejmując porcelanowy tron.
Życie bolało. Zeszłej nocy bawił się świetnie, części z tej zabawny nawet nie pamiętał, tak się dobrze bawił, ale tego dnia przyszło mu za to płacić. Cóż poradzić mogę na to~?.
Catherine była wciąż w pracy, więc nikt nie mógł go poratować domowym posiłkiem czy chociażby zaserwowaną herbatką i jedyne co mógł zrobić, to zamówić pizzę. Dobra, dwie picki, bo wychodziło w sumie taniej, a jeśli się przyjmie, to i tak zje obie w jednym posiedzeniu. Zamawiając, odkrył, że w głowie nadal kręci mu się niemiłosiernie, a literki na ekranie w ogóle nie chciały zostać na swoim miejscu. Może dalej był napruty? Co by znaczyło, że to jeszcze nie była ostateczna forma jego kaca..? Z jednej strony, było to pocieszające, bo może znaczyło, że tłusta pizza wchłonie cokolwiek jeszcze było w jego żołądku i uratuje mu tyłek na później. Z drugiej strony, mogło to też znaczyć, że ten prawdziwy kac miał pokazać nawet jeszcze brzydszą mordę i cokolwiek by nie zjadł, i tak to później straci. 50 - 50. Gdyby był hazardzistą to-.. Dobra, śmieszki, był hazardzistą i jak najbardziej podobało mu się to ryzyko. Zdychał na kanapie, fluffy skarpetki, stare dresowe spodnie i naga klatka, opatulony w koc, który zwykle był gdzieś pod ręką. Mały salon wydawał mu się zbyt kolorowy i za bardzo radosny w tej całej torturze, nawet jeśli normalnie uważał, że kolory były najlepsze. Ugh.
Ruch przy drzwiach. To chyba pizza.
Zebrał całą swoją siłę, żeby, nadal w trybie kocowego burrita, przetuptać do drzwi wejściowych, walcząc po drodze z grawitacją.
- ...nie jesteś moją pizzą. - zwód, który poczuł, naprawdę bolał. Bolał go w głowę, w serce nawet bardziej i definitywnie w zmęczony żołądek. Tak czy siak, postąpił krok w bok, pozwalając psiapsi wtoczyć się do środka. Może przyniosła coś dobrego? Jakąś darowiznę, jak na gościa przystało? Meh, kogo on chciał oszukać.
Erika Lindberg