Strona 1 z 1

spare a light?

: ndz mar 08, 2026 1:21 pm
autor: Dante Levasseur
Powinien zamówić Ubera. Byłoby zdecydowanie łatwiej, wygodniej… i pewnie przynajmniej miałby jakieś szanse na to, żeby faktycznie dotrzeć gdziekolwiek. Na przykład gdziekolwiek dalej niż niecałą przecznicę od opuszczonego niedawno klubu, gdzie postanowił zrobić sobie chwilę przerwy, opierając się dla stabilizacji plecami o ścianę budynku i przeszukując kieszenie w poszukiwaniu papierosów. Albo skrętów. Albo czegokolwiek innego, co dałoby się zapalić.
I chyba nawet w trakcie tych poszukiwań przeszło mu nawet przez myśl, że Uber nie byłby mimo wszystko takim złym pomysłem. Szkoda tylko, że wyciągając z kieszeni telefon i próbując choćby sprawdzić na nim aktualną godzinę, mógł przekonać się co najwyżej, że ten jakoś pomiędzy kolejnymi drinkami musiał się rozładować. Co prawda równie dobrze mogło urządzeniu zaszkodzić to, jak przynajmniej kilkukrotnie wyleciało Dantemu z ręki, ale… dociekanie chyba i tak nie miało większego sensu. Efekt i tak był ten sam – póki co telefon pozostawał kompletnie bezużyteczny.
Z drugiej strony… chyba nawet nie przeszkadzało mu to jakoś szczególnie. Nie spieszyło mu się przecież, wcale nie miał do przejścia aż tak długiej drogi – oczywiście, w odpowiednim stanie każda droga stawała się absolutnie bezproblemowa i do przejścia – a jedyną przeszkodą mogło okazać się to, że w wyciągniętej z kieszeni paczce pozostały jedynie dwa jointy. Stanowczo za mało na pokonanie całej trasy. Zwłaszcza, że chyba nietrudno było przewidzieć, że przystanków podobnych do tego, musiałby po drodze zaliczyć przynajmniej jeszcze kilka. Gorzej, że wkładając rękę po raz kolejny do kieszeni mógł przekonać się o istnieniu jeszcze jednej dość istotnej przeszkody – zapalniczka ewidentnie przepadła gdzieś w okolicznościach co najmniej niejasnych, a z pewnością niezapisanych w pamięci.
No kurwa… – wymruczał ze skrętem pomiędzy wargami, na krótką chwilę zerkając w kierunku, z którego przyszedł. Powrót do klubu pewnie miałby jakiś sens choćby ze względu na to, że tam z całą pewnością znalazłby się ktoś z ogniem. Bo jednak próby poszukiwania własnej zapalniczki sensu nie miały ani odrobinę, z czego nawet w aktualnym stanie musiał poniekąd zdawać sobie sprawę.
Tyle tylko, że niespecjalnie chciało mu się wracać i jeszcze bardziej wydłużać przez to nocny spacer. Ściana za plecami okazywała się zresztą zaskakująco wygodna – dość, by skusić się na spędzenie przy niej jeszcze chwili lub nawet kilku. Przy odrobinie szczęścia mógł zresztą liczyć na to, że lada moment chodnikiem będzie przechodzić ktoś, kogo rzeczywiście mógłby zagadnąć o ogień. Zwłaszcza, że nawet mimo niezaprzeczalnie późnej pory, ulica nie była przecież tak zupełnie opustoszała. Gdzieś za rogiem dało się słyszeć całkiem donośne głosy przynajmniej kilku osób, które najwyraźniej również postanowiły spędzić ten wieczór na zabawie. I to całkiem niezłej – wnioskując po powtarzających się co jakiś czas śmiechach.
W takim wypadku pewnie wystarczyło tylko poczekać aż towarzystwo pojawi się w zasięgu wzroku, a nie tylko słuchu. Przy okazji – tak dla pewności – raz jeszcze sprawdzając kieszenie, by z rozczarowaniem przekonać się, że zapalniczka wciąż nie pojawiła się na swoim miejscu.

Erika Lindberg

spare a light?

: ndz mar 08, 2026 9:56 pm
autor: Erika Lindberg
Ten wieczór generalnie rzecz biorąc należał do wieczorów udanych. Chociaż możliwe, że w tym momencie przez Erikę przemawiało zbyt wiele kolorowych drinków, które znalazły się w jej organizmie. Całe szczęście wciąż jeszcze trzymała się na nogach, a już na pewno była w stanie myśleć... może nie trzeźwo, ale raczej sensownie.
Nie przepadała za klubami. Raczej ich unikała. W jej stylu były bardziej bary, w których można było na spokojnie usiąść i porozmawiać ze znajomymi przy kilku piwach oraz może planszówkach, które w niektórych takich lokalach się znajdowały. Można też było pograć w billard albo rzutki. To było coś dla niej.
Jednak tym razem tej jednej kumpeli niezwykle mocno zależało na tym, aby przejść się do konkretnego klubu na mieście. Wyjątkowa sytuacja. Zwłaszcza, że Lindberg lubująca się raczej w stylu alternatywnym i gotyckim raczej nie chadzała do takich miejsc jak to wymienione przez koleżankę. No, ale czego się nie robi dla przyjaciół?
Udało im się wyjść z klubu, który dalej zdawał się tętnić życiem. Każde z nich było już wcięte lub w stanie bardziej niż wskazującym. Toczone rozmowy wybrzmiewały przez obecność alkoholu we krwi głośniej niż powinny, a śmiech idealnie podsumowywał każde zdanie, które padało z ust towarzyszy. Mieli w planie zadekować się w jeszcze jednym lokalu, gdzie podobno miał zmianę jakiś znajomy barman mogący im załatwić jakaś promocję na drinki, co zdecydowanie by im się przydało choć niektórzy z nich nie powinni pewnie pić już niczego więcej.
Nawet nie przypuszczała, że po wyjściu z klubu i przejściu może kilkunastu albo kilkudziesięciu metrów (zawsze trudno było jej oszacować odległości, a zwłaszcza w takim stanie) dosłownie wpadnie na kogoś znajomego. Idąc bowiem na samym skraju hałaśliwej grupy zahaczyła barkiem o nadciągającego z naprzeciwka chłopaka.
- Aj, sorry... - zaczęła, odwracając się do potrąconego ramieniem typa i przez dobrą chwilę mu się przyglądała. - Dante?
Nie widziała go już od jakiegoś czasu. Podejrzewała, że jeszcze trochę, a zapomniałaby w ogóle jego twarz. Zresztą nawet obecnie potrzebowała mu się dłużej przyjrzeć w skupieniu, aby móc ocenić czy na pewno nie pomyliła z nim kogoś innego.
- Eeeeeeeerikaaaa. Ricky! Ej! - otrzeźwił ją przynajmniej na chwilę głos szatyna, obejmującego wysoką blondynkę, który odwrócił się w jej kierunku. - Znasz gościa?
Potaknęła jedynie i przysunęła się bliżej do Levasseura, aby poklepać go po klatce piersiowej w jakże niezawodnym geście, że faktycznie znała tego gościa.
- Jasne. To Dante. Mój partner... - w tym momencie brwi kilku osób powędrowały w górę w zdziwieniu na tę rewelację nim Lindberg zdołała dokończyć. - ... w zbrodni. Ziomek.
To już wyjaśniało nieco więcej i pewne zainteresowanie już zdążyło zniknąć z twarzy jej znajomych. Szatyn wydawał się zadowolony odpowiedzią.
- Git. Możemy was zostawić jak chcecie. Chyba, że kumpel chce dołączyć... Wiesz, gdzie szukać - odparł, bo najwyraźniej ekipa chciała dać im chwilę na to, aby wymienili kilka słów jeśli tylko chcieli. Żadne z nich nie chciało stać na chłodzie dłużej niż było to konieczne.

Dante Levasseur

spare a light?

: pt mar 13, 2026 6:19 pm
autor: Dante Levasseur
Kiedy już samo utrzymywanie równowagi wymagało nieco większego niż zwykle skupienia, bezkolizyjne minięcie się z kimkolwiek na chodniku tym bardziej stanowiło pewne wyzwanie. W takim wypadku raczej trudno byłoby więc określić, czy to faktycznie Erika potrąciła jego, czy może on ją. Choć to chyba nie było konieczne – grunt, że żadne z nich na tym nie ucierpiało i nie zaliczyło przy okazji bliższego spotkania z podłożem.
Z początku nawet nie zwrócił większej uwagi na to, z kim tak właściwie miał okazję się zderzyć. Priorytetem było przecież zapytanie o ogień, co zresztą zamierzał zrobić, wcześniej wyciągając spomiędzy warg wciąż nieodpalonego skręta. Dopiero usłyszenie własnego imienia nieco zbiło go z tropu i zmusiło do tego, żeby lepiej przyjrzeć się wypowiadającej je osobie.
I chociaż zwykle imiona stosunkowo łatwo gubiły się w jego pamięci, a przypisywanie ich do właściwych twarzy często okazywało się zadaniem wręcz niewykonalnym, tym razem poszło całkiem gładko. I to jeszcze zanim jeden z towarzyszy Eriki miałby wypowiedzieć to konkretne imię na głos. Nic zresztą dziwnego, w końcu okoliczności ich poznania śmiało można było uznać za wystarczająco nietypowe, by zapamiętać je bez większych trudności. Nawet mimo upływu dobrych kilku lat. I aktualnego, zdecydowanie dalekiego od trzeźwego, stanu.
Erika Kuzynka Krisa! – wypalił więc z uśmiechem, na moment zapominając nawet o dotychczasowym priorytecie. Zwłaszcza, że przecież przypomnienie o ich co najmniej średnio udanej zbrodni wymagało przecież krótkiego parsknięcia śmiechem. Tak samo, jak wzmianka znajomego Eriki o tym, że być może Dante miałby chcieć do nich dołączyć – gdziekolwiek właściwie się wybierali – wymagała przynajmniej krótkiego zastanowienia. Póki co jednak – bezowocnego, toteż być może ewentualną decyzję lepiej było odłożyć na bliżej niesprecyzowane później.
Mam nadzieję, że przez ten czas podszkoliłaś się trochę we włamaniach. Bo, słuchaj, tak się składa, że jest taka jedna piwnica, którą dobrze byłoby przeszukać… – raczej nietrudno było domyślić się, że w jego wypowiedzi nie było absolutnie nic na poważnie. Zwłaszcza, że powrotu do wspomnianej piwnicy w zasadzie nie planował – ani przez ostatnich parę lat, ani tym bardziej teraz. Choć z drugiej strony… w trakcie ich pierwszego spotkania też nie planował niczego podobnego.
Mimo wszystko – chyba i to póki co można było odłożyć na niedookreślone później, co zresztą podkreślił niedbałym machnięciem ręką. Bo przecież krótkie zerknięcie na trzymanego w ręku skręta przypomniało mu, że istniały jednak sprawy znacznie bardziej pilne.
Albo po prostu powiedz, że masz przy sobie ognia – stwierdził więc, w wymownym geście unosząc lekko dłoń z bezużytecznym na ten moment jointem. Na wszelki wypadek zerknął też przez ramię, żeby ocenić jak daleko zdążyli odejść jej znajomi – gdyby miało okazać się, że to jednak ich wypadałoby dogonić, żeby wreszcie zdobyć niezbędną zapalniczkę.

Erika Lindberg