i'm so sick of you, please, just jump already
: pn mar 09, 2026 7:15 pm
1.
Inari Nilsinger rozkoszowała się prywatnością wnętrza swojego Genesis G90 w długim sznurze aut mknących w kierunku Financial District. Z tylnej kanapy wyglądała przez szybę z zagadkowym uśmiechem. Younge Street przypominało rwący nurt oceanu pełnego srebrnych ryb najróżniejszych rozmiarów, jednych dymiących jak smoki, drugich — stawiających na rewolucję elektryczną aut. Ponad połyskującymi grzbietami samochodów wznosiły się sylwetki potężnych kolosów rysujących ostrymi kantami marcowe niebo. Ich połyskujące szyby oraz monumentalny beton odgradzały świat ludzi miałkich od prawdziwych tytanów a Inari znała imię każdego z nich — CASA Condimo Residenza, Two Bloor West, One Bloor oraz on. Najświeższy z gromadki, jeszcze śpiący kolos — One Bloor West liczący w założeniu osiemdziesiąt pięć pięter. Największy. Najpotężniejszy. Najznamienitszy.
Kocham Toronto, myślała, podziwiając blask słońca w oknach siedemdziesiątego piętra One Bloor. Ani jednej chmury. Kreacja to najwyższy stopień władzy… i przyciąga do siebie ludzi wielkich.
Kiedy ogłoszono przetarg na budowę nowego apartamentowca w 2016 roku, Inari jeszcze pracowała pod skrzydłami architekta miejskiego, Jacoba Greene. Już wtedy zakładano, że sam proces kreacji potrwa około dekady z pracami wykończeniowymi zaplanowanymi bliżej na rok 2026. Inari z kolei wiedziała, że kwestią czasu jest, nim zostanie zaproszona do projektu i tak się zresztą też stało niespełna cztery lata później. Znacząco przyczyniła się do rozkręcenia budowy, odkąd opuściła szeregi urzędu. Oferując korzystniejsze warunki usługi oraz imponującą wiedzę, prywatny deweloper podziękował miejskiemu architektowi a zwrócił się bezpośrednio do Nilsinger’s. Niektórzy uważali, że to cios w plecy Jacoba Greene, inni — samospełniającą się przepowiednią, bo architekt miasta za dużo pozwalał protegowanej. W końcu zwróciło się to przeciwko niemu.
Oczywiście, chełpiła się Inari, nakłoniłam ich do czegoś więcej niż tylko praca.
Po awansie zaprosiła inżynierów, zarząd dewelopera oraz zaprzyjaźnionych — mocne słowo — prawników na prywatną kolację. Z wypracowaną przez lata cierpliwością, roztoczyła przed nimi swoją magię, budując zaufanie, ostrożnie pozbawiając zahamowań, kusząc obietnicą władzy i wreszcie uwodząc liczbami. Zgodnie z przewidywaniami starannie wyselekcjonowana klika zacieśniła więzi i tak po dziś dzień One Bloor West to raczkujące dzieło ze stajni Grand Construction Canada ściśle współpracującymi z Nilsinger’s co. oraz Nilsinger-Choi Creative Space.
Genesis nagle zatrzymał się a młodszy asystent uprzejmie oznajmił, że dojechali.
Inari wyszła z samochodu prosto na schody prowadzące do stacji metra Bloor-Yonge. Gdy schodziła, czuła, jak rześkie marcowe powietrze rozjaśniające jej w głowie zmienia się w gęsty zaduch tysiąca i jednego zapachu. Słodkie perfumy, gorzkie perfumy, uryna i ludzki pot. Na nieszczęście jasność sprawiła, że miejska woń wydawała się jeszcze bardziej dziwaczna niż wcześniej, bo wśród nich rozpoznała jeden: bardzo charakterystyczny i bardzo niepożądany.
Umówiły się na miejscu, czy raczej — zostały zmuszone do spotkania na osiemdziesiątym piętrze przez jednego z prywatnych kupców w ramach porozumienia projektów. Inari nie spodziewała się, że jeszcze przed wejściem na plac budowy, do którego należało dostać się przez windę konstrukcyjną w zamkniętej odnodze metra, spotka Niamh Kilroy. Stała sama w drzwiach podziemnej kafejki przypominającej budkę kebabową i wyglądała na pochłoniętą myślami. Inari czuła, że przekracza próg innego świata. Z wnętrza płynęło chłodne, stęchłe powietrze, jakby metro oddychało. Zwietrzała kawa oraz perfumy Kilroy zmieszały się w coś dziwnego.
— Killjoy — zawołała lekko zachrypniętym głosem. — Zawsze wiedziałam, że wolisz mocną kawę, ale nawet jak na ciebie to miejsce jest poza zasięgiem resztek godności. Co ty tu robisz? Powinnaś już tam być. — Elegancką aktówką wskazała sufit i kwaśno dodała: — Obijasz się. I to za ile? Pięć dolarów podziemnej lury? Stać cię na więcej.
Niamh R. Kilroy
Inari Nilsinger rozkoszowała się prywatnością wnętrza swojego Genesis G90 w długim sznurze aut mknących w kierunku Financial District. Z tylnej kanapy wyglądała przez szybę z zagadkowym uśmiechem. Younge Street przypominało rwący nurt oceanu pełnego srebrnych ryb najróżniejszych rozmiarów, jednych dymiących jak smoki, drugich — stawiających na rewolucję elektryczną aut. Ponad połyskującymi grzbietami samochodów wznosiły się sylwetki potężnych kolosów rysujących ostrymi kantami marcowe niebo. Ich połyskujące szyby oraz monumentalny beton odgradzały świat ludzi miałkich od prawdziwych tytanów a Inari znała imię każdego z nich — CASA Condimo Residenza, Two Bloor West, One Bloor oraz on. Najświeższy z gromadki, jeszcze śpiący kolos — One Bloor West liczący w założeniu osiemdziesiąt pięć pięter. Największy. Najpotężniejszy. Najznamienitszy.
Kocham Toronto, myślała, podziwiając blask słońca w oknach siedemdziesiątego piętra One Bloor. Ani jednej chmury. Kreacja to najwyższy stopień władzy… i przyciąga do siebie ludzi wielkich.
Kiedy ogłoszono przetarg na budowę nowego apartamentowca w 2016 roku, Inari jeszcze pracowała pod skrzydłami architekta miejskiego, Jacoba Greene. Już wtedy zakładano, że sam proces kreacji potrwa około dekady z pracami wykończeniowymi zaplanowanymi bliżej na rok 2026. Inari z kolei wiedziała, że kwestią czasu jest, nim zostanie zaproszona do projektu i tak się zresztą też stało niespełna cztery lata później. Znacząco przyczyniła się do rozkręcenia budowy, odkąd opuściła szeregi urzędu. Oferując korzystniejsze warunki usługi oraz imponującą wiedzę, prywatny deweloper podziękował miejskiemu architektowi a zwrócił się bezpośrednio do Nilsinger’s. Niektórzy uważali, że to cios w plecy Jacoba Greene, inni — samospełniającą się przepowiednią, bo architekt miasta za dużo pozwalał protegowanej. W końcu zwróciło się to przeciwko niemu.
Oczywiście, chełpiła się Inari, nakłoniłam ich do czegoś więcej niż tylko praca.
Po awansie zaprosiła inżynierów, zarząd dewelopera oraz zaprzyjaźnionych — mocne słowo — prawników na prywatną kolację. Z wypracowaną przez lata cierpliwością, roztoczyła przed nimi swoją magię, budując zaufanie, ostrożnie pozbawiając zahamowań, kusząc obietnicą władzy i wreszcie uwodząc liczbami. Zgodnie z przewidywaniami starannie wyselekcjonowana klika zacieśniła więzi i tak po dziś dzień One Bloor West to raczkujące dzieło ze stajni Grand Construction Canada ściśle współpracującymi z Nilsinger’s co. oraz Nilsinger-Choi Creative Space.
Genesis nagle zatrzymał się a młodszy asystent uprzejmie oznajmił, że dojechali.
Inari wyszła z samochodu prosto na schody prowadzące do stacji metra Bloor-Yonge. Gdy schodziła, czuła, jak rześkie marcowe powietrze rozjaśniające jej w głowie zmienia się w gęsty zaduch tysiąca i jednego zapachu. Słodkie perfumy, gorzkie perfumy, uryna i ludzki pot. Na nieszczęście jasność sprawiła, że miejska woń wydawała się jeszcze bardziej dziwaczna niż wcześniej, bo wśród nich rozpoznała jeden: bardzo charakterystyczny i bardzo niepożądany.
Umówiły się na miejscu, czy raczej — zostały zmuszone do spotkania na osiemdziesiątym piętrze przez jednego z prywatnych kupców w ramach porozumienia projektów. Inari nie spodziewała się, że jeszcze przed wejściem na plac budowy, do którego należało dostać się przez windę konstrukcyjną w zamkniętej odnodze metra, spotka Niamh Kilroy. Stała sama w drzwiach podziemnej kafejki przypominającej budkę kebabową i wyglądała na pochłoniętą myślami. Inari czuła, że przekracza próg innego świata. Z wnętrza płynęło chłodne, stęchłe powietrze, jakby metro oddychało. Zwietrzała kawa oraz perfumy Kilroy zmieszały się w coś dziwnego.
— Killjoy — zawołała lekko zachrypniętym głosem. — Zawsze wiedziałam, że wolisz mocną kawę, ale nawet jak na ciebie to miejsce jest poza zasięgiem resztek godności. Co ty tu robisz? Powinnaś już tam być. — Elegancką aktówką wskazała sufit i kwaśno dodała: — Obijasz się. I to za ile? Pięć dolarów podziemnej lury? Stać cię na więcej.
Niamh R. Kilroy