investigate, win, ramen, repeat
: pn mar 09, 2026 7:53 pm
2.
Choć Inari Nilsinger nie lubiła brudu publicznych taksówke, nauczyła się ponosić drobne ofiary na swojej drodze do chwały. Niechlujny Uber, z którego wysiadła na dolnym parkingu hotelu SoHo, zapewnił jej coś, czego nie mogło dać własne auto — anonimowość.
Z zadowoleniem stwierdziła, że ten poziom jest pusty. W lesie betonowych filarów stało tylko kilka samochodów, prawie każdy z inną rejestracją niż Ontario. Idąc przez parking, spojrzała na zegarek.
Dwadzieścia po drugiej. Idealnie.
Człowiek, z którym miała się spotkać, nie przywiązywał dużej uwagi do punktualności, więc Inari obrała za cel nauczenia go manier a jeśli to nie zadziała — utarcie nosa.
Honda Civic parkowała dokładnie w tym samym miejscu, co w czasie wszystkich poprzednich spotkań — zachodnia część garażu, nieopodal wejścia dla personelu pralni hotelowej. Nilsinger wolałaby spotykać się w apartamencie na górze, ale oczywiście konieczność zachowania środków ostrożności brała górę. To nie tak, że spotykała się w ramach czystego biznesu z kimś usytuowanym bardzo wysoko w hierarchii społecznej.
Idąc w stronę samochodu, czuła zdenerwowanie, jak nigdy dotąd. Zmusiła się do rozluźnienia ramion i usadowiła się na fotelu pasażera. Ciemnowłosy mężczyzna na miejscu kierowcy zawsze kojarzył jej się z koreańskim, upadłym idolem, którego ostatnią deską ratunku jest kombinatoryka stosowana. Kiedy się głupkowato nie uśmiechał, miał nawet sympatyczną twarz. Czerstwa, ale znośnie sympatyczną.
— Wyciągaj laptopa — poleciła szorstko. — Nie wyjedziemy, dopóki nie powiesz mi, czego się dowiedziałeś. Nie zamierzam o tym dyskutować przy jedzeniu.
Podwójne zabezpieczenie, na wypadek śledzenia, zakładało też bezpieczeństwo dla speca cyberbezpieczeństwa a zarazem, jak go określała Inari, urokliwego tłumoczka, Erica Stonesa. Grube ściany betonu oraz znikający w podziemiach zasięg utrudniał gumowym uszom szpiegowanie. Z kolei Eric przypominał jej samą siebie w młodych latach — ambitny, solidny i skrupulatny przy pracy, tylko z mniejszą charyzmą oraz skłonnością do głupkowatych żartów pozostawiających po sobie zażenowanie odbiorcy. Nadawał się przez to idealnie do przedsięwzięć, których Nilsinger nie mogła polecić swoim ludziom w firmie ani w firmie rodziców. Niezależny skoczek, sieciowy surfer. Ludzie inwestujący w niego w macierzystej firmie spodziewali się poważnych zysków, ale te „zyski” były szokująco śmiałe, a jednak, co wydawało się jeszcze bardziej niewiarygodne, ich wygenerowanie miało leżeć w sferze jego wpływów, gdy akurat nikt nie patrzył. Nikt nie musiał wiedzieć, że informacje pozwalające mu na prowadzenie w lokalnym wyścigu firm zapewniała mu Inari i jej wtyki w urzędzie.
Nilsinger przyuważyła w podłokietniku dwa kubki pełne zielonej mazi.
Matcha.
Wyciągnęła jeden z nich, obejrzała pod światło i z ociąganiem wyciągnęła z kieszonki skrojonego garnituru chustkę.
— Zatem? — Powoli otarła wieczko kubka. — Kto namotał w papierach Kilroy?
Podatkowe machloje stały się tematem numer jeden w środowisku architektów, choć nie wszyscy wiedzieli, co jest pięć. Wybrane grono pod anonimowymi nazwami wymieniało się informacjami na zamkniętym serwerze zwanym Katedrą i gdy jeden z Życzliwych wspomniał o możliwym błędzie w księgowości, którym zainteresowała się prokuratura, Nilsinger postanowiła na własną rękę sprawdzić problem. Tu Eric wchodził na scenę. Za przysłowiową miskę ramenu w Zakkushi niespełna pięć minut jazdy stąd.
Eric Stones
Choć Inari Nilsinger nie lubiła brudu publicznych taksówke, nauczyła się ponosić drobne ofiary na swojej drodze do chwały. Niechlujny Uber, z którego wysiadła na dolnym parkingu hotelu SoHo, zapewnił jej coś, czego nie mogło dać własne auto — anonimowość.
Z zadowoleniem stwierdziła, że ten poziom jest pusty. W lesie betonowych filarów stało tylko kilka samochodów, prawie każdy z inną rejestracją niż Ontario. Idąc przez parking, spojrzała na zegarek.
Dwadzieścia po drugiej. Idealnie.
Człowiek, z którym miała się spotkać, nie przywiązywał dużej uwagi do punktualności, więc Inari obrała za cel nauczenia go manier a jeśli to nie zadziała — utarcie nosa.
Honda Civic parkowała dokładnie w tym samym miejscu, co w czasie wszystkich poprzednich spotkań — zachodnia część garażu, nieopodal wejścia dla personelu pralni hotelowej. Nilsinger wolałaby spotykać się w apartamencie na górze, ale oczywiście konieczność zachowania środków ostrożności brała górę. To nie tak, że spotykała się w ramach czystego biznesu z kimś usytuowanym bardzo wysoko w hierarchii społecznej.
Idąc w stronę samochodu, czuła zdenerwowanie, jak nigdy dotąd. Zmusiła się do rozluźnienia ramion i usadowiła się na fotelu pasażera. Ciemnowłosy mężczyzna na miejscu kierowcy zawsze kojarzył jej się z koreańskim, upadłym idolem, którego ostatnią deską ratunku jest kombinatoryka stosowana. Kiedy się głupkowato nie uśmiechał, miał nawet sympatyczną twarz. Czerstwa, ale znośnie sympatyczną.
— Wyciągaj laptopa — poleciła szorstko. — Nie wyjedziemy, dopóki nie powiesz mi, czego się dowiedziałeś. Nie zamierzam o tym dyskutować przy jedzeniu.
Podwójne zabezpieczenie, na wypadek śledzenia, zakładało też bezpieczeństwo dla speca cyberbezpieczeństwa a zarazem, jak go określała Inari, urokliwego tłumoczka, Erica Stonesa. Grube ściany betonu oraz znikający w podziemiach zasięg utrudniał gumowym uszom szpiegowanie. Z kolei Eric przypominał jej samą siebie w młodych latach — ambitny, solidny i skrupulatny przy pracy, tylko z mniejszą charyzmą oraz skłonnością do głupkowatych żartów pozostawiających po sobie zażenowanie odbiorcy. Nadawał się przez to idealnie do przedsięwzięć, których Nilsinger nie mogła polecić swoim ludziom w firmie ani w firmie rodziców. Niezależny skoczek, sieciowy surfer. Ludzie inwestujący w niego w macierzystej firmie spodziewali się poważnych zysków, ale te „zyski” były szokująco śmiałe, a jednak, co wydawało się jeszcze bardziej niewiarygodne, ich wygenerowanie miało leżeć w sferze jego wpływów, gdy akurat nikt nie patrzył. Nikt nie musiał wiedzieć, że informacje pozwalające mu na prowadzenie w lokalnym wyścigu firm zapewniała mu Inari i jej wtyki w urzędzie.
Nilsinger przyuważyła w podłokietniku dwa kubki pełne zielonej mazi.
Matcha.
Wyciągnęła jeden z nich, obejrzała pod światło i z ociąganiem wyciągnęła z kieszonki skrojonego garnituru chustkę.
— Zatem? — Powoli otarła wieczko kubka. — Kto namotał w papierach Kilroy?
Podatkowe machloje stały się tematem numer jeden w środowisku architektów, choć nie wszyscy wiedzieli, co jest pięć. Wybrane grono pod anonimowymi nazwami wymieniało się informacjami na zamkniętym serwerze zwanym Katedrą i gdy jeden z Życzliwych wspomniał o możliwym błędzie w księgowości, którym zainteresowała się prokuratura, Nilsinger postanowiła na własną rękę sprawdzić problem. Tu Eric wchodził na scenę. Za przysłowiową miskę ramenu w Zakkushi niespełna pięć minut jazdy stąd.
Eric Stones