Strona 1 z 2

I liked you better when you weren't on my mind

: pn mar 09, 2026 8:09 pm
autor: April Finch
25
Miała sporo pracy. Ale właściwie kiedy miała jej niewiele? Zawsze coś musiało zwalić się na łeb i nie dać jej szansy na porządny odpoczynek. Ten tydzień też się tak zapowiadał. Ale przecież nie będzie narzekać. Lubiła być zalatana. Pewnie wiele spraw, za którymi goniła, mogłaby po prostu odpuścić albo zrzucić na kogoś ze swoich pracowników, ale jakoś nie umiała odpuszczać.
Może to przez tę pogodę? Od paru dni było po prostu... przyjemniej. To nadal była – jej zdaniem – okrutna, kanadyjska zima, ale coraz śmielej i częściej obiecywała wszystkim wiosnę. A April kochał wiosnę, nie tylko z tak prozaicznych powodów jak duchowe połączenie z kwietniem. Na wiosnę wszystkim się wszystko chciało, bez słońca nie dało się przecież funkcjonować. Wbrew tym filozofiom spędzała dzisiaj całe dnie w budynkach. Biegała od biurowca do biurowca, wściekając się, że nie ustawiła tych wszystkich spotkań na Zoomie. Po jaką cholerę upierała się na kontakt z żywym człowiekiem? Cóż, tak było łatwiej wszystko załatwić. A uwielbiała, gdy jej wychodziło. Była głodna nowego pasma sukcesów, ale sama musi sobie ten czerwony dywan rozłożyć. A najlepiej wcześniej uszyć.
Galeria miała być ostatnim przystankiem. Rozmowa z kustoszami przebiegła doskonale. Już wkrótce miała zorganizować tu wydarzenie dla jednego z klientów podpisanych w ich agencji. Połączenie było dziwaczne, ale kogo to właściwie obchodziło? Klient miał wizję i pieniądze. To drugie wystarczyło, by przekonać właścicieli, że warto w to wejść. Wystarczyło dodać tylko trochę uroku osobistego i uśmiechu, nieco kombinatoryki i wszystko właściwie było już ustalone. Dzisiaj mieli podpisać ostatnie dokumenty i nieco pozwiedzać, zanim zaczną wszystko rozrysowywać na papierze albo zwozić tu pudła z klienckimi bibelotami.
Wyszła z gabinetu wyjątkowo zadowolona. Rozmowa się przeciągnęła. Szybko zeszła z tematów biznesowych na sztukę. Może Finch nie była specjalistka od malarstwa czy rzeźby, ale uwielbiała i potrafiła docenić każdy rodzaj sztuki. Potrafiła też słuchać, a jeszcze lepiej gadać. Nie będzie się przecież dziwić, że ją tak pokochali, sama siebie też uwielbiała. Wręczono jej naręcze albumów, które miała przeglądać w wolnej chwili, chłonąć nową wiedzę. Podobno część z nich nie pojawiła się jeszcze w oficjalnej dystrybucji i powinna dziękować niebiosom za szansę obcowania z akurat tym rodzajem sztuki. Cóż, to akurat sprawdzi w domu.
Trochę nie przemyślała logistyki wydostania się z budynku. Najpierw kompletnie pomyliła korytarze, przez co kręciła się po budynku jak kretynka. Potem jej telefon zaczął uporczywie wibrować. Chciała go zignorować, ale komunikaty na smartwachu jasno dawały jej do zrozumienia, że nie powinna tego robić. Taszczyła za sobą jeszcze teczkę z umowami i pusty kubek po kawie, którego z jakiegoś powodu nie wyrzuciła do żadnego kosza po drodze. Chuj jasny ją od tego wszystkiego strzelał. Chciała sięgnąć po telefon, ale stos albumów, który z każdą chwilą robił się coraz cięższy, skutecznie jej to utrudniał. Zatrzymała się wreszcie na środku wszystkiego, rozglądając się w panice. Tuż obok zauważyła sylwetkę, sprawiającą wrażenie niezwykle przyjacielskiej. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
— Pomożesz mi nieco? Bardzo proszę i dziękuję — rzuciła do kobiety, wciskając jej na siłę w ręce kilka książek, nie dając nawet szansy się odsunąć. Wyjęła wreszcie telefon, upuściła przy okazji kubek i kilka kolejnych książek. Wymamrotała pod nosem przekleństwo, wklepała coś szybko w urządzenie, pozbierała na szybko graty z podłogi i wyprostowała się. Uśmiechnęła się szeroko, pełna wdzięczności.
— Dziękuję, życie mi ratu... Och — zawiesiła głos, wpatrując się w Nilsinger stojącą na przeciwko. Kompletnie jej w pierwszej chwili nie poznała i teraz czuła się wyjątkowo kretyńsko. Wzruszyła ramionami i wyciągnęła w jej stronę ręce z książkami, chcąc najwyraźniej, by ułożyła na szczycie wciśnięte jej wcześniej albumy.
— Cześć, Inari. Kopę lat. Doskonale wyglądasz, nie poznałam cię — rzuciła szybciej niż pomyślała. Szybko zdała sobie jednak sprawę, że nie zabrzmiało to tak miło, jak powinno. Westchnęła zirytowana samą sobą.
— Oj dobra. Wiesz przecież, co miałam na myśli — dodała, wzruszając ramionami. Przecież nie będzie się teraz przed nią bezsensownie tłumaczyć. Jeszcze tego by brakowało.

Inari Nilsinger

I liked you better when you weren't on my mind

: pn mar 09, 2026 9:14 pm
autor: Inari Nilsinger
3.

Gallery 1313 mieści się w jednym z ponad siedemdziesięciu budynków rozsianych po Toronto, które łączy zachowany styl Art Deco upowszechniony w mieście na początku lat 30. XX wieku. Dokładnie ten sam styl, połączony z funkcjonalnością galerii, zażyczył sobie jeden z prywatnych klientów otwierających własne centrum sztuki na dwunastym piętrze w powstającym wieżowcu Forma East.
Była za kwadrans druga, gdy samochód Inari Nilsiinger wjechał na parking. Była zadowolona z siebie, idąc w kierunku wejścia. Przywitał ją właściciel przybytku 1313, z którym od tygodnia dyskutowała na temat zagubionych planów budowy parteru budynku. Jej klient wziął sobie za punkt honoru, aby odwzorować dokładnie zdobienia obecne przy galerii a zgodnie z informacjami z urzędu miejskiego, stare plany zawieruszyły się i najwidoczniej trzymano je w archiwach policyjnych — tych samych, które współcześnie służyły za magazyn sztuki dla Gallery 1313. Mało kto, bowiem, miał pojęcie, że pierwotnie w tym miejscu znajdował się posterunek policji Metro Toronto a dopiero po zamknięciu w latach 90. przekształcono go w centrum sztuki. Ta wiedza, jak i parę ciepłych słów, zagwarantowały jej bezproblemową współpracę bez konieczności sięgania po środki zaradcze — znajomości w radzie miasta.
Jeszcze przed oficjalnym spotkaniem z dyrektorem Philem Andersonem, co jakiś czas natykała się na zdjęcie jego oblicza w czasopismach sztuki, ale nie mogła uwierzyć, że należy ono do jednej z potężniejszych osób w Toronto.
Jezu, pomyślała Nislinger, ktoś z taką gębą powinien ograniczyć swoje występy do radia a zdjęcia w gazecie zamienić na rysopisy.
Gdy szli do archiwów, Anderson dołożył wszelkich starań, aby umilić jej czas. Musiała przyznać — prawie mu się to udało. Choć nie interesowały ją przesadnie obrazy sztuki współczesnej na ścianach (nie miały nic wspólnego z dzisiejszym zadaniem), Inari kątem oka wyłapała kilka ciekawszych okazów, które mogłyby posłużyć jej za inspirację, nim odda je w dalszy obieg za wysoki procent.
W taki sposób zarabia się na sztuce, podsumowała dumnie. Z byle gówna robi się wielkie coś przed głupimi, wpływowymi i patrzy, jak nazwisko artysty nabiera na znaczeniu. Genialne w prostocie — sprzedawać płytką, nieprzemyślaną dumę. A najlepsze? Anderson nawet nie wie, że straci na tym poważne benefity.
Kiedy dotarli do zejścia prowadzącego prosto do archiwów, dyrektor Anderson przeprosił Nilsinger i poprosił, aby na niego poczekała. Procedury. Nikt nie miał dostępu do archiwum, oprócz wyznaczonych pracowników. Względy bezpieczeństwa? Może wyczuł, że Nilsinger planowała upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu?
Ze sztucznym uśmiechem zgodziła się zaczekać przed obrazem „The Last Street”. Piaszczysta droga rozciągała się po skosie i ginęła gdzieś na linii horyzontu spotykającego się z żółtą trawą. Inari uznała, że przez trzy chude drzewa na trzech planach obraz nadawał się zarówno do restauracji serwującej steki, jak i do łazienki restauracji imitującej francuską kuchnię. Słowem — nijaki.
Czas mijał na absorbowaniu sztuki wokół niej. Przez moment rozważała odrzucenie uprzejmości i wejście do archiwum na własną rękę, gdy niespodziewanie zza jej pleców rozległo się pytanie, potem w rękach trzymała opasłe albumy a w nosie poczuła swędzenie przez grubą warstwę kurzu na okładkach.
Z bardzo nietęgą miną popatrzyła na blondynkę i ostentacyjnie odłożyła książki na szczyt kolumny. Drobiny osadu wzniosły się powietrze a Inari odsunęła się pół kroku, wyciągając z kieszeni chinosów chusteczkę.
May Finch. — Rozłożyła ozdobny materiał i ostrożnie wytarła z nosa oraz policzków kurz. — Czy któryś tam z miesięcy…? Nieważne. — Wzruszyła ramionami. — Często wykorzystujesz przypadkowe osoby do trzymania kotów? Ktoś powinien to wytrzeć.


April Finch

I liked you better when you weren't on my mind

: wt mar 10, 2026 3:05 pm
autor: April Finch
Naprawdę trudno było jej zepsuć humor. Potrafiła cieszyć się jak durna z najmniejszej pierdoły, a jej nastrój zmieniał się szybko jak w kalejdoskopie, więc nawet jeśli trwała w smutku, to bardzo krótko. Znalezienie sobie powodów do radości przychodziło jej po prostu łatwo. To na pewno zasługa tego, że świat w jej własnej głowie, był zazwyczaj radość kolorowy. Życie we własnym delulu miało naprawdę dużo zalet! Może i złe emocje przychodziły potem do niej ze zdwojoną siłą i wykańczały ją nerwowo, ale przed tym wszystko było w jak najlepszym porządku, a ona unosiła się trzydzieści centymetrów ponad chodnikami.
Na niektóre sprawy nie było jednak siły. Niezmywalna plama na jej ulubionej bluzce mogła doprowadzić dzień do ruiny. Rozbita szybka w telefonie, który był jej narzędziem pracy, natychmiast wrzucała ją w ramiona ciężkiej kurwicy. A nagłe spotkania ze swoimi niegdysiejszymi obiektami westchnień? Cóż, miała ich do wyboru naprawdę dużo. Mogła trafić na kogoś dużo milszego. Albo przynajmniej kogoś, kogo wspominałaby naprawdę ciepło, mimo trudnego zakończenia relacji. Ale los chciał, że trafiła na Nilsinger.
Zmarszczyła brwi, słysząc to powitanie. Przynajmniej nie miała żadnych wątpliwości, z kim miała do czynienia. Z początku wprawdzie jej nie rozpoznała, ale wystarczyło kilka zdań, by kobieta rozwiała jej wszystkie wątpliwości.
— O wow, ustawiamy poprzeczkę w rozmowie aż tak nisko? — Pokręciła głową nieco zawiedziona. Mogła tylko żałować, że sama na coś takiego nie wpadła. Teraz było już za późni. Wystawiła jej na pustą. Przyznała się, że ją doskonale pamięta i nawet próbowała powiedzieć jej komplement. Nie do końca jej to wyszło, ale to nawet nie było zaplanowane. Po prostu się w nerwach przejęzyczyła. Wbijanie jej teraz jakiejkolwiek szpilki odnośnie do wyglądu byłoby co najmniej kompromitujące. Do tego przecież nie może doprowadzić. Czuła się już wystarczająco kretyńsko. Wyprostowała się, unosząc dumnie podbródek. Nie mogła przecież pozwolić patrzeć na siebie z góry, nawet przy takiej różnicy wzrostu.
— Widzę, że poprawiłaś się nieco w udawaniu ludzkich odruchów. Może nawet ktoś się na to nabierze. — Skinęła głową w stronę chusteczki, którą wycierała z twarzy kurz. Zastanawiała się przez moment, czy powinna jej wyjaśnić, że ludzie też często piją wodę, ale obawiała się, że po takiej informacji skończyłaby jak Zuckerberg w trakcie przesłuchania. Nie życzyła jej przecież aż tak źle. Może powinna? Ale to jakoś nie mogło się zmieścić w małej, aprilowej głowie.
— Przepraszam, że przypadkowo zderzyłam cię z prawdziwą sztuką. Nie martw się, to na pewno w żaden sposób nie wpłynie na twoją pracę — dodała, uśmiechając się ciepło. Przesunęła ciężar ciała na drugą nogę, starając się wyglądać maksymalnie swobodnie, pomimo dźwigania miniaturowej biblioteki. Zlustrowała ją uważnie wzrokiem, śledząc oczami każdy szczegół, jakby w te kilka sekund chciała wyłapać każdą zmianę, jaka zaszła w architektce przez te kilka lat. Powierzchownie niestety nie zmieniła się jakoś specjalnie. Wiele wskazywało na to, że wewnętrznie również.

Inari Nilsinger

I liked you better when you weren't on my mind

: wt mar 10, 2026 4:01 pm
autor: Inari Nilsinger
Nilsinger nie była pewna, ile czasu minęło, odkąd ostatni raz miała jakikolwiek kontakt z Finch. Czy to było trzy lata temu? Cztery? W czasach pracy u Jacoba Greene? Odnalezienie twarzy May April nie stanowiło aż tak wielkiego problemu, ale przypisanie jej do konkretnego zdarzenia owszem.
Skoro tak, to nie był nikt ważny — przeszło jej przez myśl. — Ani przydatny. W przeciwnym razie pozostałoby cokolwiek. Echo.
Na moment zapadła cisza. Inari pozwoliła jej potrwać o sekundę dłużej, niż było to wygodne. W końcu uśmiechnęła się łagodnie, choć wprawione oko zauważyłoby sterylną sztuczność gestu.
Czy jestem zadowolona z tego spotkania? Nilsinger zastanowiła się, czy kobieta przypadkiem nie żyje pod kloszem.
Spokojnie — powiedziała uprzejmie, składając chusteczkę z niemal przesadną precyzją. — Jeśli to była prawdziwa sztuka, powinna przetrwać przypadkowy kontakt z rzeczywistością. W przeciwieństwie do niektórych przedsięwzięć. — Podeszła bliżej i przesunęła spojrzeniem po oszczędnym tytule na okładce albumu u szczytu wieży. — W końcu każdy z nas zajmuje się formą, na jaką go stać — dodała, wsuwając chusteczkę w zagłębienie między kciukiem a palcem wskazującym. Złapała za róg książki. — Miniaturowa biblioteka? — spytała z udawaną ciekawością i otworzyła album na przypadkowej stronie. Wieża zachybotała. Przekartkowała kilka stron, nie bacząc na wytrzymałość ramion April. Gdy przed oczami przemknął jej znajomy obrazek, podniosła zaciekawiony wzrok na kobietę, potem powiodła po ścianach galerii… i całą aurę tajemnicy rozwiała wystawa. — Czy to część instalacji, czy po prostu bardzo ambitny sposób na skrzywienie kręgosłupa? — skwitowała z niknącym zainteresowaniem. — Bo tę kolekcję należy powiesić na tyłach łazienki i to w jak najciemniejszym kącie.
Zdjęcie „The Last Street” w albumie, choć pochodziło z aktualnej wystawy, pokryte kurzem jedynie dowodziło, jak bardzo dyrektor Anderson przykuwał uwagę do regularnej zmiany wystroju. Inari odniosła wrażenie, że z wiekiem facetowi zwyczajnie odechciewało się prowadzenia Gallery 1313, jakby na emeryturze doszedł do wniosku, że jednak zmarnował swoje życie i poddał się automatycznym czynnościom wystawiania nieznanych artystów do oceny publiki Toronto, bo nie mógł trafić na prawdziwego świętego Graala.
Inari z niezadowoloną miną pokiwała głową.

April Finch

I liked you better when you weren't on my mind

: wt mar 10, 2026 9:09 pm
autor: April Finch
Wpatrywała się w nią, nie będąc w stanie zrozumieć, po co w ogóle się odezwała. Powinna być rozsądna i dorosła, odwrócić się na pięcie i wyjść z budynku od razu, gdy zdała sobie sprawę, z kim ma do czynienia. Na pewno wyszłaby z tego spotkania zdrowsza. Ale niestety za bardzo ją kusiło, by pociągnąć tę rozmowę dalej. Uwielbiała mieć ostatnie słowo i nie znosiła się zbyt łatwo poddawać. Nawet jeśli niekoniecznie dążyła do zwycięstwa, a raczej zmierzała do jakiejś wyjątkowej durnoty,
— Mhm, zgadzam się. Nic tak nie oddaje ludzkiego wnętrza, jak forma, która go jara. To wręcz niesamowite, że niektórzy składają się wyłącznie z jednego koloru. — Pokiwała głową, zastanawiając się, czy poznała kiedykolwiek kogoś innego będącego tak skrajnie na drugim końcu tęczy niż ona sama. Chociaż właściwie, jakiej znowu tęczy? W betonie była wyłącznie szarość.
Uniosła brwi, przyglądając się, jak Inari zaczyna kartkować jeden z albumów. Nie była to najwygodniejsza pozycja na świecie, ale przecież nie było teraz opcji, żeby chociażby się zachwiała. Miała w planach stać prosto, kompletnie niewzruszona, choćby w nieskończoność. Na szczęście do upadku było jej jeszcze daleko. Zaśmiała się głośno, słysząc jej uwagę. Czegoś takiego zdecydowanie mogła się spodziewać.
— Przepraszam, jakoś zapomniałam, że jesteś specjalistka od sztuki nowoczesnej. Jakoś mi to musiało umknąć w epitetach pomiędzy byciem wziętą architektką, a wyjątkowo pretensjonalną pindą. — Słowa nie były zbyt urocze, ale ton jak najbardziej wszystko nadrabiał. Powiedziała to w taki sposób, jakby faktycznie starała się docenić jej liczne zalety, jednocześnie nie znajdując w niej niczego dobrego. W jakiś sposób nawet jej profesja zamieniała się w tym zdaniu na nieprzyjemny epitet, jakby miało to komukolwiek w czymkolwiek urągać.
— To się nazywa hobby. To coś, co ludzie robią dla przyjemności. Pamiętasz jeszcze takie uczucia? — Odsunęła się o krok, żeby móc odłożyć książki na podłogę. Zrobiła w nich szybkie przetasowanie, układając je w dużo bardziej logiczny sposób. Trzymanie tych największych na samej górze nie było przecież zbyt mądre. Uporządkowany stos było dużo wygodniejszy do złapania. Nawet wydawał się jej w jakiś sposób lżejszy.

Inari Nilsinger

I liked you better when you weren't on my mind

: wt mar 10, 2026 11:21 pm
autor: Inari Nilsinger
Inari z zagadkową miną przyglądała się procesowi konstrukcji. Szerokie, ciężkie książki na dół, średnie wyżej i zakurzone albumy znów na górę. To nie w jej interesie, w jaki sposób May April przeniesie tomiszcza oraz czy w ogóle tego dokona w jednym kawałku, ale jeżeli istniało coś, z czym Nislinger nie potrafiła walczyć to doszukiwanie się odnośników architektury w codzienności: kawa musi być zrobiona w określonej kolejności — od gęstość po kolor; ubrania z różnych, ale ciężkich, współgrających materiałów; perfekcjonizm w ułożonych od najmniejszego do największego rysika przy tablecie.
Na samą myśl humor jej dopisywał a wszelkie obelgi ze strony Finch rozmywały się w przestrzeni. Można by rzec, że spływało po niej, jak po kaczce, ale to nie prawda — Inari nie przykuwała uwagi do śpiewki, która już kiedyś padła. Wielokrotnie. Prawie przy każdym spotkaniu: w gabinecie, na placu budowy, zawsze za jej plecami lub prosto w twarz, gdy odniosła sukces. Uważano ją za złego człowieka a Nilsinger niespecjalnie zależało na prywatnej reputacji. Była architektem, kimś, kto tworzy ten świat wedle własnej wizji. Nie miała czasu na miałkie, karzełkowate próby wejścia jej na ambicję.
Znam — odparła spokojnie, jakby potwierdziła oczywisty fakt. — Sprawia mi przyjemność, kiedy ktoś za mnie nosi ciężary. — Jej chłodne spojrzenie otaksowało blondynkę. Starannie złożoną chusteczkę wcisnęła z powrotem do kieszeni. — Będzie ci wygodniej, jeśli ułożysz dwa rzędy węższych książek na szerokiej podstawie. Rozłożysz w ten sposób masę. Będą mniej ciążyć. Taka pindowata, jednotonowa rada. — Uśmiechnęła się chłodno i puściła Finch oczko, nim zdecydowała się odwrócić w stronę drzwi archiwum. — Zrób z nią, co chcesz, May. Tylko nie zabij się po drodze.
Dobra rada konstrukcyjna zwykle kosztowała u Inari poważne pieniądze. April powinna być wdzięczna za darmowe porady Niekoniecznie Różowej Brygady.
Skontrolowała godzinę na zegarku u nadgarstka i lekko nachmurzyła czoło. Spędziła zdecydowanie za dużo czasu na czekaniu. Ile można szukać jednego zakurzonego świstka?


April Finch

I liked you better when you weren't on my mind

: śr mar 11, 2026 2:18 pm
autor: April Finch
Pokręciła głową z politowaniem słysząc uwagę o noszeniu ciężarów. Wątek wydawał się jej zbyt absurdalny, by pociągnąć go dalej. Nie miała przecież w planach czepiać się jej pracy. Może i wspominała o jej zawodzie jak o czymś paskudnym, ale to wyłącznie wina podejścia Inari! Finch doskonale rozumiała pracoholizm i zafascynowanie własnym zajęciem. Sama miała z tym spore problemy. Właściwie cała masa osób w jej otoczeniu się z tym borykała. Może tacy ludzie się w jakiś sposób przyciągają? Ale April nie wartościowała swoich zajęć w taki sposób, jak Nilsinger. A już na pewno nie robiła to z zajęciami innych.
Przyjrzała się uważnie stosowi, wysłuchując jej rady. Brzmiało to dosyć logicznie. Coż, Inari na pewno wiedziała lepiej od niej, jak zająć się takimi sprawami. Dlatego też schyliła się i ułożyła albumy w taki sposób, w jaki jej wytłumaczyła. Nic nie runęło. Właściwie to zaczęło sprawiać wrażenie wyjątkowo stabilnej konstrukcji. April podniosła te wszystkie prezenty z zadziwiającą lekkością. Rada może nie była w jej ocenie warta zbyt wielkiej sumy, ale na pewno była wartościowa.
— Dzięki. Miałaś rację. Jak zwykle? — Westchnęła, rozglądając się uważnie po korytarzu. Przez tę rozmowę kompletnie zapomniała, który korytarz już sprawdziła i z której strony właściwie przyszła. Na jednej ze ścian dostrzegła znak sygnalizujący drogę do wyjścia ewakuacyjnego. To już coś. Może po prostu powinna za nimi pójść? W ten sposób na pewno się wydostanie. Nie musiała przecież wychodzić głównymi drzwiami.
Zrobiła dwa kroki w tamtą stronę, ale coś powstrzymywało ją od pójścia dalej. Mądrym byłoby zignorowanie tych głosów w głowie i zajęcie się własnymi sprawami, ale przecież April nie robiła zbyt wielu mądrych rzeczy.
— Tobie to serio sprawia przyjemność? To bycie... taką? — rzuciła, obracając się z powrotem w stronę Nilsinger. Zlustrowała ją wzrokiem jeszcze raz, korzystając z faktu, że widziała ją teraz z nowej perspektywy. Niestety doszła do takich samych wniosków jak przed momentem.
— Nie mam żadnych wątpliwości, że serio nie pamiętasz nawet, jak mam na imię, ale ta cała reszta, która składa się na bycie pindą? — doprecyzowała. Z początku pomyślała, że mylenie jej imienia było celową złośliwością, ale to chyba nie byłoby w stylu Inari. Musiałaby się przecież porządnie przejąć, by być umyślnie wredną. A ona sprawiała wrażenie takiej, która miała to wszystko w głębokim poważaniu. Normalnie jakby znowu były na randce, uroczo!

Inari Nilsinger

I liked you better when you weren't on my mind

: ndz mar 15, 2026 12:18 am
autor: Inari Nilsinger
Inari uniosła delikatnie brwi i cmoknęła znudzona. Rozważała, czy pytanie w ogóle wymaga odpowiedzi. Nie było w tym gniewu — raczej chłodna ocena, jak przy oglądaniu planu z błędnie narysowaną linią.
Jeśli to pomaga ci uporządkować świat, możesz mnie tak nazywać — powiedziała w końcu spokojnie, odwracając uwagę na zegarek. — Nie widzę jednak powodu, aby ci tłumaczyć, jak działa mój. A co do imienia… masz rację. Nie pamiętam. — Lekko wzruszyła ramieniem i postukała w szybkę. Umarł. Pokręciła głową i jeszcze na chwilę spojrzała w stronę April, jakby sprawdzała, czy rozmowa zamierza się rozwinąć w coś bardziej produktywnego. Nic na to nie wskazywało. — Najwyraźniej nie było potrzebne.
Westchnęła cicho przez nos i odwróciła się w stronę ciężkich drzwi prowadzących do piwnicy. Anderson obiecywał „dosłownie chwilę” a przepadł, jak kamień w wodę. W świecie Inari „dosłownie chwila” miała bardzo konkretną definicję. Ta właśnie została przekroczona.
Ściągnęła z nadgarstka zegarek, przesuwając spojrzeniem po prześwicie u dołu solidnych drzwi, spod których wyglądały kamienne schody. Zdawało się, że bije od nich zimny chłód lub mocny chłód.
Fascynujące — mruknęła bardziej do siebie niż do kogokolwiek konkretnego. — Człowiek schodzi po jedną teczkę i nagle odkrywa, że istnieje czas geologiczny. Zaczynam rozumieć — powiedziała chłodno. — Jeśli w tej piwnicy przechowują wszystko z taką prędkością, to nic dziwnego, że twoje hobby musi być tak… efemeryczne. Inaczej ktoś musiałby kiedyś zwrócić na nie uwagę. Na przykład ja. — Znów zerknęła na drzwi do archiwum. — A skoro już tu stoimy — dodała z wyraźnym znużeniem — mam szczerą nadzieję, że ten człowiek nie próbuje właśnie katalogować całego stulecia. Bo zaczynam poważnie rozważać zejście tam i przyśpieszenie procesu. — I wtedy dotarło do niej, że przecież istnieją inne rozwiązania. Bardziej namacalne, bardziej dostępne na wyciągnięcie ręki. Inari zerknęła na stos albumów i książek w posiadaniu Finch, po czym spytała: — Byłaś tam? — Skinęła na drzwi. — Łatwo się zgubić czy raczej sobie poradzę w korytarzach, gdzie kiedyś trzymano morderców i zbiegów?


April Finch

I liked you better when you weren't on my mind

: ndz mar 15, 2026 1:55 pm
autor: April Finch
Pokiwała głową ze zrozumieniem, przyjmując odpowiedź w takiej formie, w jakiej ją zaoferowała. Zdziwiłaby się dużo bardziej, gdyby Inari powiedziała coś, co pozwoliłoby jej przeprowadzić jakieś studium psychologiczne na jej temat. Dobranie się jej do głowy raczej nie leżało w kompetencjach April. Może nawet kiedyś postawiłaby sobie taki cel, o ile udałoby się jej najpierw dobrać do majtek, ale przecież ich historia nie potoczyła się w aż tak zaawansowane rejony.
— E tam. Pieprzysz. I tak wiem, że ci się podobałam — rzuciła swobodnie, wzruszając ramionami. Zakryła jej nieprzyjemne komentarze własnymi przekonaniami, nie dając jej dłużej psuć sobie nastroju. Już dawno doszła do wniosku, że była durna, że w ogóle przejmowała się zakończeniem ich znajomości, zanim się na dobre rozpoczęła. To przypadkowe spotkanie utwierdzało ją w tym przekonaniu. Ale przecież na świecie nie istniały rzeczy, które mogłyby zachwiać samoocenę Finch. A już na pewno na pewno nie były powiązane z Inari.
Słuchała z zaciekawieniem jej monologu, zastanawiając się, co ten biedny człowiek, ktory był skazany na załatwianie interesów z Nilsnger, w ogóle jej zawinił. Wyglądało na to, że po prostu nadużył jej cierpliwości. April zakładała, że nie robił tego celowo, bo czemu miałby mieć złe intencje? Nikt normalny nie wsadzał celowo kija w mrowisko, żeby się nie doigrać. Takie sprawy załatwiało się jak najszybciej, by mieć to wszystko z głowy.
— To tylko archiwa. Myślę, że jesteś w stanie ogarnąć je umysłem, o ile ominiesz korytarze z nazistami i wężami. — Przeniosła na moment wzrok na drzwi, zastanawiając się, jak skomplikowane mogły być tutejsze zakręty. Cóż, dla niej na pewno bardzo skomplikowane. Nie bez powodu nie pakowała się sama w takie miejsca. Nie miała okazji ich nigdy zwiedzić i na pewno nie była w stanie robić za przewodniczkę, ani nawet kogoś służącego dobrą radą. Wróciła spojrzeniem na Inari i uśmiechnęła się z politowaniem.
— Tylko nie mów, że potrzebujesz jakiejś pomocy. Świat może tego nie wytrzymać i się w sobie zapaść — ostrzegła ją lojalnie. Szkoda byłoby tej parszywej rzeczywistości! Tyle końców świata już zapowiadano, zawsze dawali się szansę przygotować. Finch nie chciałaby, żeby planeta runęła w tym momencie, kompletnie jej to nie pasowało do planu na ten tydzień.

Inari Nilsinger

I liked you better when you weren't on my mind

: ndz mar 15, 2026 3:46 pm
autor: Inari Nilsinger
Inari nawet nie drgnęła, kiedy April rzuciła swoją uwagę o podobaniu się. Przez ułamek sekundy jej spojrzenie zatrzymało się na niej, jakby ktoś właśnie wprowadził do rozmowy kompletnie nieistotny, spalony żart.
Nazistów i węże przeżyję — powiedziała tylko sucho — ale więcej twojego upośledzonego flirtu nie zdzierżę. — Jeszcze raz spojrzała w stronę drzwi prowadzących do archiwów. Archiwista wciąż nie wracał. Cisza za drzwiami była już nie tyle irytująca, co podejrzanie długa. Westchnęła cicho. — Idę. Może potrzebuje pomocy a ty zawracasz mi gitarę — rzuciła obojętnie przez ramię. — Przydaj się. Popilnuj przeciągu.
Nie czekała na odpowiedź. Pchnęła ciężkie drzwi i zniknęła w półmroku korytarza. Schody prowadzące w dół były wąskie i betonowe. Powietrze pachniało kurzem, papierem i chłodem piwnic, które nie widziały słońca od dziesięcioleci. Światło jarzeniówki na dole migało co kilka sekund, rzucając nieregularne cienie na ściany.
Halo? — zawołała krótko. — Panie Anderson? — Jej głos odbił się głucho od regałów. Zeszła kilka stopni niżej. I wtedy zobaczyła nogi. Leżały nieruchomo na posadzce u podnóża schodów. Inari zatrzymała się nagle. — Świetnie… — mruknęła pod nosem. Zeszła ostrożnie, czując jak w żołądku pojawia się nieprzyjemne napięcie. Gdy znalazła się na dole, obraz ułożył się w całość.
Dyrektor Anderson leżał na boku przy pierwszym rzędzie metalowych regałów za kutymi kratami. Jedna ręka była dziwnie wykręcona pod ciałem, druga drgała lekko przy podłodze. Twarz miał nienaturalnie ściągniętą, jakby ktoś pociągnął prawą połowę w dół. Usta były krzywo otwarte, a z kącika spływała cienka nitka śliny. Jego oczy były szeroko otwarte i oddychał nierówno, za każdym razem na wydechu puffając przeciągle. Inari zamarła na sekundę, próbując przetworzyć to, co widzi.
Panie Anderson? Słyszy mnie pan? — spytała, zwijając dłonie w pięści.
Mężczyzna poruszył się nieznacznie. Z gardła wydobył się niewyraźny, zduszony dźwięk, który w żaden sposób nie przypominał słów. Inari poczuła, jak przez kręgosłup przechodzi jej zimny dreszcz. Już kiedyś widziała taki obraz. Nędza i rozpacz nawet nie stały obok niej. Nerwowym ruchem oklepała kieszenie skórzanej kurtki aż natrafiła na telefon komórkowy. Odpaliła ekran, wybrała 112.
Abonent znajduje się poza zasięgiem…
Zdziwiona rzuciła okiem. Zero kresek sieci komórkowej.
Kurwa — zaklęła i odwróciła się gwałtownie w stronę schodów. — May! — zawołała w górę. — Facet chyba ma udar! — Jej głos odbił się echem od betonowych ścian archiwum. — Wezwij pogotowie!

April Finch