maybe you should sleep it off
: wt mar 10, 2026 11:59 am
- Mogłabyś być trochę bardziej wyrozumiała dla mnie i Alexa! Ciągle tylko mnie odpychasz za to, że postanowiłam podążyć za głosem serca! - krzyknęła matka Vity podczas niezapowiedzianej wizyty. - Ja nic ci nie jestem winna! Zachciało ci się rozkładać nogi przed innymi mężczyznami, zapominając, czyje imię nosisz na obrączce, więc teraz miej świadomość, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - odpowiedziała Vita, cała roztrzęsiona. Chwilę później poczuła gorąco przeszywające policzek, gdy matka zdecydowała się ją uderzyć. - Chodź, kochanie, nic tu po nas. Jak widzisz, lata mijają, a pewne rzeczy się nie zmieniają. - Alex objął matkę Vity ramieniem, a chwilę później oboje wyszli z mieszkania, zostawiając Holloway samą, z dłonią przyciśniętą do policzka, w kompletnym szoku. Jej oczy były zaczerwienione od łez, kiedy próbowała się uspokoić.
To prawda, minęło już trochę czasu, ale jej matka nigdy nie zrozumiała, ile szkody wyrządziła tym wszystkim. Rozwodem. Rozbiciem rodziny. Zniszczeniem czegokolwiek, co wcześniej wydawało się stabilne. Nie dość, że Vita była później szykanowana przez to, co się stało, i dostała łatkę kogoś, kto pewnie też będzie zdradzał, tak jak jej matka, to jeszcze od tamtego momentu nabrała ogromnej niechęci do ludzi. Bardzo ciężko było jej komukolwiek zaufać. Starała się. Zadawała ludziom dużo pytań, spotykała się z nimi, próbowała wychodzić do świata, ale i tak najchętniej tkwiła we własnych czterech ścianach, z dala od wszystkich. Nigdy wcześniej nie poczuła tego czegoś wobec drugiej osoby. Zresztą nawet tego nie szukała. Jeśli coś miało się wydarzyć, to po prostu miało.
Z kompletnego transu wyrwało ją miauknięcie Milo i wtedy zorientowała się, że przecież zaraz musi wychodzić na zmianę. Tego dnia miała na sobie prześwitujące rajstopy, krótką spódniczkę i oversize’ową koszulę na guziki, zsuniętą tak, że odsłaniała jedno ramię. W pewnym sensie chciała odbić sobie spotkanie z matką dobrymi napiwkami - o ile trafią się jacyś faceci, którzy poza rzucaniem obleśnych komentarzy będą mieli też pieniądze. Ale cóż, we can dream big, eh?
Jakieś trzy godziny później zmiana dłużyła się niemiłosiernie. Tego dnia pracowała z koleżanką, która ogarniała jedną część baru, podczas gdy Vita zajmowała się drugą. Tak jak przypuszczała, oblechów nie brakowało. Mnóstwo takich, którzy ją uprzedmiotawiali, ale żadnego, który zostawiłby napiwek większy niż kilka dolców. Trzeba było cieszyć się z tego, co się miało, a Holloway wolała już tego wieczoru bardziej się nie nakręcać. Mindy podeszła do niej i zapytała, czy przypilnuje jej strony baru, kiedy ta wyjdzie na fajkę, a potem się wymienią. Vita uśmiechnęła się tylko, bo sama też marzyła już o krótkiej przerwie, i skinęła głową. Przeskanowała wzrokiem bar i kiedy była już pewna, że wszyscy zostali obsłużeni, zauważyła mężczyznę siedzącego przy ladzie. Tyle że on nawet nie pił alkoholu ze szklanki, którą miał przed sobą. Uniosła brew i podeszła do niego, opierając się lekko o blat. - Będąc w towarzystwie tak atrakcyjnych kobiet, powinieneś wyglądać na trochę bardziej zadowolonego - zażartowała, unosząc brew. - Chyba że koleżanka podała ci złego drinka. Jeżeli tak, to zaraz to naprawię!
stranger