Si voy por ti o vienes corriendo
: wt mar 10, 2026 10:01 pm
trigger warning
wykorzystanie seksualne w tleI tak cudem go facet puścił, bo Salvatierra miał dopiero siedemnaście lat, ale dzięki temu, że przeskoczył rok nauki w szkole - był wyjątkowo zdolnym dzieciakiem, cóż poradzić - to właśnie kończył szkołę średnią. Ostatnie trzy lata spędził na kształceniu się w tym, co naprawdę lubił, czyli na przedmiotach technicznych i naukach ścisłych - niech będzie pochwalony ten, kto wymyślił, by szkoły średnie w Argentynie dzieliły się na 3 lata nauki wszystkiego, a kolejne trzy kształcenia stricte profilowego, w zależności od tego, do czego ciągnęło danego dzieciaka.
Tak czy inaczej - kończył szkołę średnią przedwcześnie i być może właśnie dlatego Santiago w końcu się zgodził, żeby Alvaro wyszedł na imprezę; wakacje można było uznać za rozpoczęte, była w końcu druga połowa grudnia, a Alvaro mający na karku lat siedemnaście i pół wyruszył na podboje gejowskich klubów w Buenos Aires! Miał się dobrze bawić, miało być pięknie, ale... chyba nie było.
Im dłużej leżał, tym bardziej docierało do niego, że leży na czymś zimnym i twardym i że boli go nie tylko policzek. Bolała go też głowa, jakby ktoś go w nią z całej siły uderzył i to w dodatku czymś ciężkim, bolała go skóra na plecach i bokach, bolała go szyja, jakby przez jakiś czas ktoś zaciskał na niej ręce i to wcale nie z czułością i delikatnością, a dodatkowo... no, cóż, bolały go też inne miejsca, a świadomość tego sprawiła, że wreszcie otworzył oczy.
Nie był pewien gdzie się znajdował, ale na pewno był w jakiejś bocznej alejce, z dala od zgiełku centrum miasta. Z trudem podniósł się do pozycji siedzącej - nie było to łatwe tym bardziej, że tamte okolice naprawdę go bolały i myśl o tym dlaczego wcale nie była przyjemna. Alvaro niestety domyślał się dlaczego. Miał swoją przeszłość, wtedy też doświadczył różnych nieprzyjemnych przekroczeń, ale w porę spotkał na swojej drodze anioła stróża, który zabrał go do siebie. Właśnie, jego anioł stróż...
Wyjął z kieszeni telefon komórkowy. Ekran był lekko pęknięty na dole, ale na szczęście telefon nie był sam w sobie uszkodzony. Bateria - 15 procent. Godzina - 03:59. Kilka(naście?) nieodebranych połączeń, kilka wiadomości głosowych, których w tym momencie nie miał siły odsłuchiwać. Otarł coś wilgotnego ze swoich ust (wolał nie patrzeć co to było konkretnie) i wcisnął zieloną słuchawkę. Była czwarta nad ranem, miał wrócić o drugiej - wiedział, że de la Serna będzie na niego zły i było to w tej chwili jedyne, o czym myślał. Być może było to wyparcie, może jeszcze co innego, ale gdy oczekiwał na to, aż Santiago odbierze, wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w swoje poranione kostki palców, oświetlane teraz przez lekko mrygające światło latarni.
Santiago de la Serna