blame it on my ADHD
: śr mar 11, 2026 11:42 am
Dowiedział się niedawno, że prawdopodobnie ma ADHD, niby przeczytał, że często ludzie z ADHD przejawiali impulsywne zachowania, ale dotychczas nie leżały w jego osobowości. A jednak? Jego rodzicielka postanowiła przejechać się na pogotowie akurat w dniu, w którym wybuchł tamten pożar, oczywiście że akurat wtedy zrobiła sobie krzywdę. Kiedy ją odbierał, w całym tym chaosie ciężko było skupić uwagę na czymkolwiek; dym, hałas, drżące cienie, inni bliscy próbujący dopatrzyć się swoich ludzi. Nie straż. Spokojni, każde z nich wiedziało co ma robić, gdzie być, mimo że widział kilka różnych numerów na hełmach, więc założył, że to było kilka różnych brygad. Zabawne, bo przecież w kuchni też nazywali się brygadą, widział też kilka podobieństw w tym jak działał łańcuch komendy, szybka komunikacja, jasność podejmowanych działań przez jednostkę.. A potem musiał się zwinąć z matką, więc resztę sprawdził sam, na telefonie, w kawałkach, kiedy miał czas. Nie wiedział, że tak łatwo było w gruncie rzeczy zaciągnąć się na wolontariat, okay? Nie sądził też, że odezwą się do niego i zaproszą na pogadankę z kapitanem tak szybko po tym, jak wysłał swoje zgłoszenie. Już dawno nie czuł stresu zmieszanego z ekscytacją, sprawiającą, że czuł się trochę, jakby znów był gówniarzem tuptającym na swoją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną.. Nawet jeśli w wiadomości użyli słowa "nieformalne". Dosłownie pogadanka.
Ogromne drzwi garażu były otwarte, specyficzny, czerwony wóz. Pojęcia nie miał, czy miał się wprosić, szukać frontowych drzwi, jakiejś recepcji..? Czuł się trochę jak Filip z Konopii, całkiem nie w swoim elemencie, nie na miejscu i pierwszy raz od dawna naprawdę nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Zaparkował na parkingu w pobliżu, a im bliżej podchodził, tym wyraźniej słyszał muzykę dochodzącą ze środka. Ok, czyli ktoś coś robił w środku. No co ty nie powiesz.
- Hey. Dostałem wiadomość, żeby przyjść rozmawiać z kapitanem, mam iść.. tam? - bo grunt to zrobić dobre pierwsze wrażenie, nie? Dobra robota, Theo! Debil. Nie wszedł do środka, jego stopy postanowiły uznać próg garażu za nieprzekraczalną barierę, żeby nie przestraszyć dziewczyny w środku. Jeszcze by mu czymś przywaliła, a pod ręką znalazłoby się pewnie sporo rzeczy które okazać się mogły śmiertelne. Nikt tego nie chciał. Wskazał ręką w stronę, w którą wydawało mu się, że widział frontowe drzwi. Doskonale wiedział, jak zagubiony musiał być. Pokręcił krótko głową. - Wybacz. Jestem Theo. Bachmann. - wypadałoby się przedstawić, jak mamusia nauczyła, trochę kulturki, o której wydawał się całkiem zapomnieć. Nieogar.
teddy darling
Ogromne drzwi garażu były otwarte, specyficzny, czerwony wóz. Pojęcia nie miał, czy miał się wprosić, szukać frontowych drzwi, jakiejś recepcji..? Czuł się trochę jak Filip z Konopii, całkiem nie w swoim elemencie, nie na miejscu i pierwszy raz od dawna naprawdę nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Zaparkował na parkingu w pobliżu, a im bliżej podchodził, tym wyraźniej słyszał muzykę dochodzącą ze środka. Ok, czyli ktoś coś robił w środku. No co ty nie powiesz.
- Hey. Dostałem wiadomość, żeby przyjść rozmawiać z kapitanem, mam iść.. tam? - bo grunt to zrobić dobre pierwsze wrażenie, nie? Dobra robota, Theo! Debil. Nie wszedł do środka, jego stopy postanowiły uznać próg garażu za nieprzekraczalną barierę, żeby nie przestraszyć dziewczyny w środku. Jeszcze by mu czymś przywaliła, a pod ręką znalazłoby się pewnie sporo rzeczy które okazać się mogły śmiertelne. Nikt tego nie chciał. Wskazał ręką w stronę, w którą wydawało mu się, że widział frontowe drzwi. Doskonale wiedział, jak zagubiony musiał być. Pokręcił krótko głową. - Wybacz. Jestem Theo. Bachmann. - wypadałoby się przedstawić, jak mamusia nauczyła, trochę kulturki, o której wydawał się całkiem zapomnieć. Nieogar.
teddy darling