pawn to e4
: czw mar 12, 2026 8:09 pm
1.
Jeszcze najwyżej półtorej godziny temu Anthony Bellore był przekonany, że w roku pańskim 2026 ciężko będzie znaleźć kogoś, kto w pełni przekonany o swojej racji odważy się podważać tę starą, łacińską maksymę o pokoju i szykowaniu się do wojny. Teraz, kiedy wpatrywał się w swoje rozmazane odbicie na wypolerowanych drzwiach windy, chyba nie umiałby odpowiedzieć na pytanie, jak się nazywał, co robił w wieżowcu CBC i gdzie zostawił samochód. To generacja z tak go sponiewierała. Wzięty w obroty przez polityka jednej z konkurencyjnych partii i sprzyjającego mu rówieśnika, nieco nadgorliwego, prowadzącego program dziennikarza, w pewnym momencie po prostu dał się sprowokować i za chwilę już nie było co zbierać. Aż do końca rozmowy dawał się w niej „obijać” jak typowy, emerytowany bokser w swojej kolejnej, już na oko osiemnastej, walce pożegnalnej i – jak się okazało – jeszcze przed jej końcem zaczął trendować na jednej z aplikacji społecznościowych.
Na swoje wytłumaczenie miał… Zupełnie nic. Nie potrafił nawet przywołać z pamięci, który konkretnie temat tak bardzo go rozsierdził. Kojarzył, że po plecach nagle przemknął mu nieprzyjemny dreszcz i że zaraz po nim zaczął mimowolnie napinać mięśnie, a potem zadzwoniło mu w uszach i od tamtej pory słyszał wszystko jakby „z oddali”. Ba, nawet teraz, z odprowadzającą go do tej windy asystentką-asystenta, rozmawiał jakby przez sen, mniej lub bardziej świadomie godząc się na kolejną wizytę w wieczornym panelu dyskusyjnym. Miał ochotę najpierw zapalić (pierwszy raz od jakichś dziesięciu lat), a potem zapaść się pod ziemię. Przynajmniej do listopada.
Nadejście windy zapowiedział dźwięk staromodnego dzwonka odegrany z elektronicznego odtwarzacza. Anthony dumnie podniósł głowę i wyprostowany jak do hymnu, posłał uprzejmy uśmiech swojej opiekunce.
– Naprawdę. Proszę się nie robić sobie kłopotu. Poradzę sobie. To tylko winda – powiedział, gdy drzwi zaczęły się otwierać, a wymownym uniesieniem dłoni z miejsca zbył nadchodzącą, kolejną próbę odprowadzenia go na dół. – Jeszcze raz dziękuję za gościnę. Dobranoc – dodał grzecznie, już kiedy przechodził przez próg windy. Dopiero wtedy przesunął spojrzeniem w jej głąb i natknął się na Love. Jechała razem z innym dziennikarzem, który dotychczas żywiołowo zabawiał ją rozmową, ale na widok Bellore nagle jakby zgubił wątek i zamilkł. Już wiedział, co się stało w studio. I Tony też wiedział, że on wie.
– Redaktor Roderick – rzucił jej na powitanie i kulturalnie skinąwszy głową, zajął przestrzeń w rogu windy, z którego bliżej było mu do jej towarzysza niż do niej. Był przy tym tak uprzejmy i formalny, że wręcz bezczelny, jednak nie brakowało mu wiarygodności. Za powietrze zdawał się mieć ich oboje i obojgu mógłby to powiedzieć, wzajemnie patrząc sobie w oczy. To chłodne, ale to nie było jego pierwsze rodeo i już dawno nauczył się, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Jeszcze zanim winda ruszyła, sięgnął po telefon i przesuwając palcem po jego wyświetlaczu konsekwentnie odmawiał sobie spojrzenia w jej stronę.
Przynajmniej do chwili, w której zatrzymali się kilka pięter niżej, gdzie dobiegła końca podróż jej kolegi po fachu. Kolejne kurtuazyjne pożegnanie i jeszcze jeden uśmiech, i zostali sami.
– Tak, widziałem ten hashtag. – Anthony odezwał się jako pierwszy, ale dopiero kiedy winda ruszyła w dół. Kontrolując ją kątem oka, pokazał jej wyświetlacz, na którym przeglądał teraz listę trendów na kanadyjskim twitterze. „#PostrzelonyTony” był na siódmym miejscu, pod meczami hokeja, baseballu i jakimś rozrywkowym programem w stylu Mam Talent. – W sumie to nawet mi się podoba. Nieźle brzmi. Melodyjnie – dodał kpiąco i potrząsnął głową na boki, chowając telefon do kieszeni marynarki i wreszcie obrzucił Love pełnoprawnym spojrzeniem. Unikanie jej naprawdę było bezpieczniejsze. – Spodziewałem się, że zobaczymy się w studio. Coś się stało? – Zapytał z tą samą, urzędowo-kurtuazyjną manierą, która towarzyszyła mu, odkąd wsiadł do windy, ale jednocześnie zbyt zainteresowany jak na etap, na którym znajdowała się ich relacja, dlatego po chwili odwrócił wzrok i skupił się na wyświetlaczu odliczającym kolejne piętra, jakby był najważniejszą rzeczą na świecie.
Love Roderick
Jeszcze najwyżej półtorej godziny temu Anthony Bellore był przekonany, że w roku pańskim 2026 ciężko będzie znaleźć kogoś, kto w pełni przekonany o swojej racji odważy się podważać tę starą, łacińską maksymę o pokoju i szykowaniu się do wojny. Teraz, kiedy wpatrywał się w swoje rozmazane odbicie na wypolerowanych drzwiach windy, chyba nie umiałby odpowiedzieć na pytanie, jak się nazywał, co robił w wieżowcu CBC i gdzie zostawił samochód. To generacja z tak go sponiewierała. Wzięty w obroty przez polityka jednej z konkurencyjnych partii i sprzyjającego mu rówieśnika, nieco nadgorliwego, prowadzącego program dziennikarza, w pewnym momencie po prostu dał się sprowokować i za chwilę już nie było co zbierać. Aż do końca rozmowy dawał się w niej „obijać” jak typowy, emerytowany bokser w swojej kolejnej, już na oko osiemnastej, walce pożegnalnej i – jak się okazało – jeszcze przed jej końcem zaczął trendować na jednej z aplikacji społecznościowych.
Na swoje wytłumaczenie miał… Zupełnie nic. Nie potrafił nawet przywołać z pamięci, który konkretnie temat tak bardzo go rozsierdził. Kojarzył, że po plecach nagle przemknął mu nieprzyjemny dreszcz i że zaraz po nim zaczął mimowolnie napinać mięśnie, a potem zadzwoniło mu w uszach i od tamtej pory słyszał wszystko jakby „z oddali”. Ba, nawet teraz, z odprowadzającą go do tej windy asystentką-asystenta, rozmawiał jakby przez sen, mniej lub bardziej świadomie godząc się na kolejną wizytę w wieczornym panelu dyskusyjnym. Miał ochotę najpierw zapalić (pierwszy raz od jakichś dziesięciu lat), a potem zapaść się pod ziemię. Przynajmniej do listopada.
Nadejście windy zapowiedział dźwięk staromodnego dzwonka odegrany z elektronicznego odtwarzacza. Anthony dumnie podniósł głowę i wyprostowany jak do hymnu, posłał uprzejmy uśmiech swojej opiekunce.
– Naprawdę. Proszę się nie robić sobie kłopotu. Poradzę sobie. To tylko winda – powiedział, gdy drzwi zaczęły się otwierać, a wymownym uniesieniem dłoni z miejsca zbył nadchodzącą, kolejną próbę odprowadzenia go na dół. – Jeszcze raz dziękuję za gościnę. Dobranoc – dodał grzecznie, już kiedy przechodził przez próg windy. Dopiero wtedy przesunął spojrzeniem w jej głąb i natknął się na Love. Jechała razem z innym dziennikarzem, który dotychczas żywiołowo zabawiał ją rozmową, ale na widok Bellore nagle jakby zgubił wątek i zamilkł. Już wiedział, co się stało w studio. I Tony też wiedział, że on wie.
– Redaktor Roderick – rzucił jej na powitanie i kulturalnie skinąwszy głową, zajął przestrzeń w rogu windy, z którego bliżej było mu do jej towarzysza niż do niej. Był przy tym tak uprzejmy i formalny, że wręcz bezczelny, jednak nie brakowało mu wiarygodności. Za powietrze zdawał się mieć ich oboje i obojgu mógłby to powiedzieć, wzajemnie patrząc sobie w oczy. To chłodne, ale to nie było jego pierwsze rodeo i już dawno nauczył się, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Jeszcze zanim winda ruszyła, sięgnął po telefon i przesuwając palcem po jego wyświetlaczu konsekwentnie odmawiał sobie spojrzenia w jej stronę.
Przynajmniej do chwili, w której zatrzymali się kilka pięter niżej, gdzie dobiegła końca podróż jej kolegi po fachu. Kolejne kurtuazyjne pożegnanie i jeszcze jeden uśmiech, i zostali sami.
– Tak, widziałem ten hashtag. – Anthony odezwał się jako pierwszy, ale dopiero kiedy winda ruszyła w dół. Kontrolując ją kątem oka, pokazał jej wyświetlacz, na którym przeglądał teraz listę trendów na kanadyjskim twitterze. „#PostrzelonyTony” był na siódmym miejscu, pod meczami hokeja, baseballu i jakimś rozrywkowym programem w stylu Mam Talent. – W sumie to nawet mi się podoba. Nieźle brzmi. Melodyjnie – dodał kpiąco i potrząsnął głową na boki, chowając telefon do kieszeni marynarki i wreszcie obrzucił Love pełnoprawnym spojrzeniem. Unikanie jej naprawdę było bezpieczniejsze. – Spodziewałem się, że zobaczymy się w studio. Coś się stało? – Zapytał z tą samą, urzędowo-kurtuazyjną manierą, która towarzyszyła mu, odkąd wsiadł do windy, ale jednocześnie zbyt zainteresowany jak na etap, na którym znajdowała się ich relacja, dlatego po chwili odwrócił wzrok i skupił się na wyświetlaczu odliczającym kolejne piętra, jakby był najważniejszą rzeczą na świecie.
Love Roderick