Strona 1 z 1

the burning shift

: pt mar 13, 2026 12:02 am
autor: Camellia Stones
Prawdopodobnie było to przeznaczenie, że dzisiaj, zamiast jej ulubionej playlisty, słuchała radia. Może poczuła, że potrzebuje usłyszeć newsy z Toronto albo przyszedł czas, aby odświeżyć swoje piosenki o radiowe hity? W jej głowie nie było jasnej przyczyny. Weszła do auta i nawet nie pomyślała, żeby to zmienić. Aż do momentu, w którym już od dwudziestu minut stała w korku, a sytuacja zaczęła działać jej na nerwy. I gdyby zareagowała szybciej, gdyby postanowiła włączyć swoje ulubione utwory dziesięć sekund szybciej, to nie usłyszałaby nagłych, ważnych wiadomości o pożarze w szpitalu. Zamarła. Niesamowity lęk odebrał jej myślenie na kilka sekund i ocknęła się na dźwięk klaksonu auta za nią. I gdy przemieściła się o kilka metrów do przodu, od razu chwyciła za telefon, aby napisać do Connora z nadzieją, że tym razem miał wolne; nie marzyła o niczym innym, niż o krótkiej wiadomości, jestem już w domu, gram w gierkę. Jak na szpilkach czekała na odpowiedź i niestety, jej najgorszy scenariusz właśnie się spełnia. Zignorowała jego prośbę o to, aby tam nie przyjeżdżała. Wydostając się tylko z korku, ruszyła w kierunku szpitala, ale ciężko było się zbliżyć, skoro naprawdę wiele rodzin martwiło się o swoich bliskich. Zaparkowała ulicę dalej od szpitala i podbiegła bliżej, nerwowym spojrzeniem wypatrując sylwetki swojego chłopaka, mając nadzieję, że udało mu się już wyjść. W oczach stanęły jej łzy, bo nie wiedziała, czy jego głupie ego bohatera nie pociągnęło go do odpowiedzialności i chęci pomocy jak największej ilości osób. Doceniała to wielkie serce, ale teraz Camellia wolała, aby pomyślał egoistycznie — żeby spojrzał na siebie i sam fakt, że jeśli stanie mu się krzywda, to cierpieć będą kolejne osoby. Wzrokiem przebiegała po wszystkich otwartych karetkach, wpatrywała się w główne wyjście ze szpitala, jakby zaraz miała go tam ujrzeć; całego, bezpiecznego i uśmiechniętego. A oprócz tego, czuła okropnie szybko bijące, a świat zdawał się wirować w jej głowie z emocji. Czy to czas, aby zacząć modlić się o pomoc?

Connor Walker

the burning shift

: ndz mar 15, 2026 6:26 pm
autor: Connor Walker
#kiedyś_wstawie_numerek

Pożar zaskoczył wszystkich, a przynajmniej sporą część personelu. Alarm rozległ się nagle, przenikliwym, metalicznym dźwiękiem, który w pierwszej chwili wielu osobom wydał się zwykłym testem systemu. Dopiero zapach dymu unoszący się w powietrzu i krzyki z korytarza uświadomiły ludziom, że to nie jest ćwiczenie.
Dla Connora wszystko w jednej chwili zamieniło się w czyste szaleństwo. Telefony dzwoniły bez przerwy, ktoś krzyczał przez radio o płomieniach na jednym z pięter, a inni próbowali ustalić, które wyjścia ewakuacyjne są jeszcze dostępne. Decyzje trzeba było podejmować natychmiast, często bez pełnej wiedzy o sytuacji. Każda sekunda miała znaczenie.
Na korytarzach zaczynał narastać chaos. Ludzie wychodzili z pomieszczeń, jedni zdezorientowani, inni wyraźnie spanikowani. Ktoś próbował uspokajać tłum, ktoś inny nawoływał do zachowania porządku i kierował wszystkich w stronę schodów ewakuacyjnych. W powietrzu w jednej części szpitala, było można poczuć coraz silniejszy zapach spalenizny - jasne, walka straży trwała już jakiś czas, lecz chyba mieli z ogniem większy problem, niż przypuszczano.
Connor przeszedł szybkim krokiem przez jedno z biur, sprawdzając, czy nikt nie został w środku. W kilku miejscach musiał zatrzymać się na moment, by pomóc ludziom zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Nie było czasu na dyskusje ani zastanawianie się.
Był w trakcie prowadzenia kolejnej grupy do wyjścia ewakuacyjnego, gdy dostał wiadomość od Camellii. Cholera. pomyślał, bo naprawdę nie chciał by tu przyjeżdżała. Nie chciał by widziała co się dzieje i nie chciał by widziała jak wyglądał po ostatniej bójce znaczy po tym, jak pobił kogoś, by chronić rezydenta. Odchrząknął, starając się opanować napięcie. Kilka osób wciąż spoglądało na niego z niepewnością, czekając na instrukcje. Odpisał Camellii czym prędzej i schował telefon z powrotem do kieszeni i wznowił prowadzenie grupy w stronę wyjścia. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie okazało się, że z jakiegoś powodu wyjście okazało się… zamknięte.
- No chyba żart… - rozejrzał się dookoła i spróbował z całych sił naprzeć na drzwi całym ciężarem ciała, lecz te ani drgnęły. Należało szybko znaleźć inną drogę. Cofnął się razem z grupą aby zacząć przeszukiwać pobliski korytarz. Dym zaczynał coraz bardziej wdzierać się do środka, piekąc oczy i utrudniając widoczność. Rozejrzał się nerwowo po korytarzu, a nagle ktoś krzyknął:
- Musimy znaleźć wyjście! - ale Walker nic nie powiedział, bo doskonale wiedział, co trzeba zrobić. W pewnym momencie, wzrok Walkera padł na okno prowadzące na zewnętrzną klatkę schodową. Connor od razu podbiegł do niego, sprawdził czy nie będzie zbyt wysoko, a następnie spojrzał na grupę.
- To będzie nasza szansa! Pomogę wam przejść. Bez obaw. - zapewnił, uderzając w szybę krzesłem, które zgarnął z pobliskiego pomieszczenia. Pierwsze uderzenie odbiło się od szyby, ale kolejne przyniosło efekt: szkło pękło, w kilku miejscach rozsypały się ostre odłamki.
Oczywiście każdej osobie pomagał, trzymając ją za ręce i opuszczając w dół. On sam przeszedł na samym końcu - gdy miał pewność, że nikogo nie zostawił w tyle. Na zewnątrz klatki schodowej powoli unoszący się dym mieszał się z chłodnym wieczornym powietrzem. Idąc zauważył Camellię i automatycznie stanął jak wryty.
- Cama… mówiłem. - kaszlnął. - Mówiłem Ci żebyś nie przyjeżdżała. - powiedział, próbując utrzymać twardy ton, choć w duchu cieszył się, że ją widział, ponieważ odebrał to jako znak, iż naprawdę jej na nim zależało. Tylko że tu jest niebezpiecznie. przypomniał sobie w myślach. Poza tym, poczuł ukłócie na ręce. Uniósł ją i zauważył krew - odłamek szkła musiał się w niego wbić, gdy wybijał okno. Fantastycznie.

Camellia Stones