the evidence we found
: pt mar 13, 2026 3:05 pm
uno
— No, było miło, Mirello — wypowiedziane mimochodem zdanie przypieczętował rzuceniem kilku banknotów na blat.
Twarz królowej Elżbiety na dwudziestodolarówce zetknęła się z mokrym okręgiem whisky, którą blondyn wypił za jednym zamachem, jakoby demonstrując swój zawód chylącym się ku końcowi spotkaniem. Rinaldi mogłaby przysiąc, iż na zmarszczce pośrodku jego czoła widniał napis: szmata. Szklankę odłożył z hukiem, przyciągającym uwagę osób siedzących na pozostałych wysokich krzesłach. Na sekundę zacisnął palce na brzegu drewnianego baru aż zbielały mu knykcie, jakby czekał na jej odpowiedź. Na zmianę zdania, na stwierdzenie, że tylko żartowała i przyszła na randkę w tym samym celu, co on. Że to całe jej gadanie o chęci głębokiej konwersacji to wyłącznie blef. Że pod golfem i luźną spódnicą czeka na niego skąpa koronka.
Brunetka oparła brodę na wnętrzu dłoni, palce drugiej zaś sunęły w górę i w dół cienkiej nóżki na wpół pustego kieliszka. Uśmiechnęła się pięknie, pozwalając sobie na subtelny śmiech. Znajomy z aplikacji randkowej zawahał się – zsunął się już z siedzenia, ale nie ruszył. Spojrzał na nią z czymś na wzór nadziei w oku. Może temperamentne Europejki lubią się droczyć?
— Marcella — odezwała się wreszcie, prostując się na niewygodnym hokerze. Do tej pory siedziała zwrócona ku towarzyszowi tak, jak nakazywały dobre maniery. Teraz jednak ciało skierowała na wprost całej kolekcji różnorakich trunków i szkła po drugiej stronie baru. Prosty i niezauważalny dla obojętnego człowieka gest miał sugerować bezwzględny finisz farsy. Głupi rechot, paplanina o inwestowaniu pieniędzy i niezgrabnie wpleciona propozycja wynajęcia pokoju – to za dużo dla kogoś, kto nie lubi tracić czasu na płytką przelotność. Blondyn starł ostatnie ślady wilgoci z wąsów, wciąż nie rozumiejąc — Mam na imię Marcella.
Prychnął w odpowiedzi na jej czelność i włożywszy portfel do kieszeni, żwawym krokiem udał się do wyjścia. Dziennikarka w końcu mogła wziąć głęboki oddech i zmyć z twarzy sztuczny uśmiech. Przysunęła kieliszek bliżej siebie, lecz nie zdecydowała się na dopicie drinka. Wreszcie miała okazję do dokładnego przyjrzenia się otoczeniu. Osądzając po braku okrycia wierzchniego, uznała, że większość gości do baru zeszła z wynajmowanych pokojów. Jako jedna z nielicznych nie planowała zostać w budynku na noc. Podobny do niej intruz zajmował miejsce tuż obok. Dotychczas miała go za plecami, ale teraz mogła go zlustrować. Pomimo wysokiej temperatury w pomieszczeniu i niepodważalnemu oddziaływaniu alkoholu, nie zdjął płaszcza.
Zdawał się nie dostrzegać niczego, co znajdowało się poza telefonem. Intensywnie pracował palcami, co rusz pocierając skroń. Marcella nie była ekspertką od mowy ciała, ale na podstawie własnych doświadczeń wysnuła tezę o ciężkim do opanowania stresie. Odwróciła wzrok, dopiero gdy mężczyzna się poruszył. Gwałtownie wstał i po równie szybkim umieszczeniu opłaty na blacie, wyszedł.
Rinaldi odruchowo obejrzała się za nim – szedł pewnie, nie oglądając się za siebie. Przeniosła spojrzenie na siedzenie, które jeszcze moment wcześniej okupował. Hoker dalej nie był jednak pusty – leżała na nim czarna, na oko skórzana, teczka, wyczekując właściciela. Ten z kolei nie wrócił po swoją własność, choć brunetka strzegła przedmiotu przed potencjalną kradzieżą. Mijały minuty, a samotne posiedzenie zaczęło nużyć Włoszkę. Z cichym westchnieniem postawiła stopy na podłodze i podeszła do pozostawionej rzeczy. Neseser był niezamknięty, a ciekawość radziła zajrzeć do środka. Marcella oparła się pokusie i posłała barmance porozumiewawcze spojrzenie. Gdy pracownica zatrzymała się naprzeciwko, brunetka uniosła teczkę.
— Pan, który tutaj siedział, musiał ją zostawić. Wygląda na drogą i, sądząc po jej wadze, jest w niej wiele skarbów — przed wyjściem musiała upewnić się, że zrobiła to, co w takiej sytuacji powinna. Zguba pod nieobecność samozwańczej opiekunki mogła być bezpieczna tylko po drugiej stronie baru.
Rinaldi postawiła neseser pionowo, jednak ten, w krótkim okresie pomiędzy przejściem z jednych rąk do drugich, przewrócił się, wypluwając na zewnątrz część swojej zawartości. Bez chwili zastanowienia zaczęła chwytać przedmioty, w międzyczasie bełkocząc przeprosiny, chociaż winna była wyłącznie grawitacja. Grawerowana zapalniczka, pudełko miętówek i garść innych elementów chciała z powrotem włożyć do teczki. Odsunąwszy klapę, dostrzegła fragment fotografii. Zdjęcie było niewyraźne, ale widać było na nim coś, co Marcella uznała za fragment ludzkiego ciała. Skóra pokryta czerwienią – czymś, co do złudzenia przypominało krew. Brunetka spojrzała na barmankę, jakby chciała upewnić się, że to nie wymysł jej wyobraźni.
— To chyba nie są dokumenty podatkowe — wymamrotała, jednak nie zamknęła teczki.
Liyana Sinclair