we went through all that just to be strangers again
: pt mar 13, 2026 10:56 pm
Lance nie miał pojęcia w co włożyć ręce odkąd z Haroldem wpadł na pomysł na to, żeby w końcu pójść na swoje. Na papierze ten pomysł wydawał się idealny, ponieważ to była już najwyższa pora na to, aby pracować na swoje nazwisko, a nie cudze. Od początku ich planem było otworzenie własnej kancelarii, gdy będą gotowi stanąć na swoich nogach i będą mieli klientów, których mogliby ze sobą zabrać, bo zaczynanie od zera w tak konkurencyjnej branży byłoby przepisem na porażkę.
Ale otwieranie czegoś własnego, niezależnie od zawodu, było cholernie męczącym zajęciem. Przede wszystkim przez niekończącą się papierologię, a co za tym idzie, spotkania z urzędnikami, księgowymi i każdą inną osobą, z którą spotkać się musieli. Cortlandt był tym zmęczony, bo obok tego musiał urabiać swoich klientów, którzy przenieśli się razem z nich, dbając o to, aby nie pożałowali tej decyzji.
Miał teraz naprawdę dużo na głowie, ale starał się nie tracić kontroli nad sytuacją. To jednak wiązało się z tym, że miał zero czasu na przyjemności. Z Halem co najwyżej spotykał się przy pracy, a po niej jedynie chodził do domu spać. Żadnych wyjść do klubów, barów czy gdziekolwiek indziej, przez cały czas był w biegu. I nie inaczej było dziś, gdy szedł z jednego spotkania na kolejne. No, prawie, bo na chwilę mógł zajrzeć do kancelarii, żeby złapać oddech, a przy okazji zająć się prostszymi sprawami, które zostawił sobie właśnie na jakąś wolną chwilę.
Droga przez park była najkrótszą do kancelarii z miejsca, w którym był przed chwilą, więc nie, tym razem nie przechadzał się tu dla przyjemności. I przejście tej trasy z przyjemnością nie miało nic wspólnego, bo gdy szedł, poczuł, jak coś wbiło mu się w kostkę i pociągnął to za sobą, gdy zrobił krok do przodu. Tym czymś okazał się kot, który ciągnął za sobą smycz. I to nie byle jaki kot, bo chociaż widział go tylko raz w życiu, to zapamiętał go na tyle dobrze, żeby poznać go od razu. Przeklinając pod nosem z bólu na kota, przydepnął drugą nogą smycz, żeby nigdzie nie zwiał, a potem zaczął rozglądać się za jego właścicielką, z którą nie widział się odkąd byli razem na weselu jej znajomych. I zobaczył ją w oddali, idącą w ich kierunku, więc po prostu czekał to, bo nie zamierzał brać tej b e s t i i na ręce, żeby pokąsała go jeszcze bardziej.
Eliana Broussard
Ale otwieranie czegoś własnego, niezależnie od zawodu, było cholernie męczącym zajęciem. Przede wszystkim przez niekończącą się papierologię, a co za tym idzie, spotkania z urzędnikami, księgowymi i każdą inną osobą, z którą spotkać się musieli. Cortlandt był tym zmęczony, bo obok tego musiał urabiać swoich klientów, którzy przenieśli się razem z nich, dbając o to, aby nie pożałowali tej decyzji.
Miał teraz naprawdę dużo na głowie, ale starał się nie tracić kontroli nad sytuacją. To jednak wiązało się z tym, że miał zero czasu na przyjemności. Z Halem co najwyżej spotykał się przy pracy, a po niej jedynie chodził do domu spać. Żadnych wyjść do klubów, barów czy gdziekolwiek indziej, przez cały czas był w biegu. I nie inaczej było dziś, gdy szedł z jednego spotkania na kolejne. No, prawie, bo na chwilę mógł zajrzeć do kancelarii, żeby złapać oddech, a przy okazji zająć się prostszymi sprawami, które zostawił sobie właśnie na jakąś wolną chwilę.
Droga przez park była najkrótszą do kancelarii z miejsca, w którym był przed chwilą, więc nie, tym razem nie przechadzał się tu dla przyjemności. I przejście tej trasy z przyjemnością nie miało nic wspólnego, bo gdy szedł, poczuł, jak coś wbiło mu się w kostkę i pociągnął to za sobą, gdy zrobił krok do przodu. Tym czymś okazał się kot, który ciągnął za sobą smycz. I to nie byle jaki kot, bo chociaż widział go tylko raz w życiu, to zapamiętał go na tyle dobrze, żeby poznać go od razu. Przeklinając pod nosem z bólu na kota, przydepnął drugą nogą smycz, żeby nigdzie nie zwiał, a potem zaczął rozglądać się za jego właścicielką, z którą nie widział się odkąd byli razem na weselu jej znajomych. I zobaczył ją w oddali, idącą w ich kierunku, więc po prostu czekał to, bo nie zamierzał brać tej b e s t i i na ręce, żeby pokąsała go jeszcze bardziej.
Eliana Broussard