well, this is awkward
: sob mar 14, 2026 4:36 pm
Mimo całkiem imponującej liczby przeżytych imprez – w tym tych o zdecydowanie trudnych do przewidzenia zakończeniach – dawno już nie miał okazji zaliczyć takiej, podczas której od samego początku miałby całkiem jasno sprecyzowany cel. Po prostu się odciąć. Ten zresztą udało się zrealizować w stu procentach – i pewnie właśnie dlatego miałby spory problem z jednoznacznym określeniem, w jaki sposób ostatecznie wylądował na przedmieściach Toronto, w dodatku w cudzym, kompletnie mu nieznanym mieszkaniu. Choć – jak mógł się przekonać po porannym rozeznaniu – to najpewniej widziało już całkiem sporo imprez. Na tyle, by nikt jakoś szczególnie nie przejmował się regularnym sprzątaniem i by najróżniejsze pozostałości w postaci pustych butelek, wypalonych papierosów i skrętów, a także wszelkich innych imprezowych artefaktów, mogło opowiadać ich niezbyt jasną historię.
Z tą jednak niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać, woląc skierować wciąż dość niepewne i chwiejne kroki w stronę, gdzie spodziewał się znaleźć kuchnię. Albo chociaż kran. Co prawda kac nie zdążył się jeszcze zacząć na dobre – tak samo jak Dante wciąż jeszcze nie zdążył do końca wytrzeźwieć – ale wciąż mimo wszystko zdobycie szklanki z wodą mogłoby w tej chwili uchodzić za priorytet. Po drodze nie odpuścił sobie zgarnięcia do kieszeni zalegającego na mijanej szafce woreczka z obiecująco wyglądającym proszkiem – bo przecież mogło się przydać. Może niekoniecznie właśnie teraz, ale kiedyś na pewno.
Przejrzał zawartość kuchennych szafek i decydując się ostatecznie na najczystszą szklankę, jaką udało mu się znaleźć – choć i tak dla pewności lepiej było przepłukać ją pod kranem – napełnił ją wodą. Przez chwilę wprawdzie kusiła stojąca na blacie butelka z alkoholem, ale… najpierw pewnie lepiej byłoby zorientować się w tym, gdzie tak właściwie wylądował. Na podpowiedzi ze strony współimprezowiczów raczej nie miał co liczyć. Cisza panująca w mieszkaniu sugerowała, że ci albo wciąż jeszcze odsypiali, albo ulotnili się gdzieś w nie do końca jasnych okolicznościach. Pozostawało więc sięgnąć po telefon i po sprawdzeniu lokalizacji podsumować to krótkim, za to całkiem adekwatnym przekleństwem. Czekał go powrót do domu zdecydowanie dłuższy niż mógłby sobie tego życzyć, a to oznaczało mniej więcej tyle, że moment wytrzeźwienia i apogeum kaca najpewniej nadejdzie jeszcze po drodze.
Niewiele więc myśląc, wylał do zlewu pozostałą w szklance wodę i zastąpił ją kolorowym trunkiem z butelki. Niezbyt mądry pomysł – co do tego dość mgliście sam musiał zdawać sobie sprawę – ale przecież do drogi wypadało się odpowiednio przygotować. W tym wypadku – trudno byłoby o lepsze przygotowanie.
David Harrison
Z tą jednak niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać, woląc skierować wciąż dość niepewne i chwiejne kroki w stronę, gdzie spodziewał się znaleźć kuchnię. Albo chociaż kran. Co prawda kac nie zdążył się jeszcze zacząć na dobre – tak samo jak Dante wciąż jeszcze nie zdążył do końca wytrzeźwieć – ale wciąż mimo wszystko zdobycie szklanki z wodą mogłoby w tej chwili uchodzić za priorytet. Po drodze nie odpuścił sobie zgarnięcia do kieszeni zalegającego na mijanej szafce woreczka z obiecująco wyglądającym proszkiem – bo przecież mogło się przydać. Może niekoniecznie właśnie teraz, ale kiedyś na pewno.
Przejrzał zawartość kuchennych szafek i decydując się ostatecznie na najczystszą szklankę, jaką udało mu się znaleźć – choć i tak dla pewności lepiej było przepłukać ją pod kranem – napełnił ją wodą. Przez chwilę wprawdzie kusiła stojąca na blacie butelka z alkoholem, ale… najpierw pewnie lepiej byłoby zorientować się w tym, gdzie tak właściwie wylądował. Na podpowiedzi ze strony współimprezowiczów raczej nie miał co liczyć. Cisza panująca w mieszkaniu sugerowała, że ci albo wciąż jeszcze odsypiali, albo ulotnili się gdzieś w nie do końca jasnych okolicznościach. Pozostawało więc sięgnąć po telefon i po sprawdzeniu lokalizacji podsumować to krótkim, za to całkiem adekwatnym przekleństwem. Czekał go powrót do domu zdecydowanie dłuższy niż mógłby sobie tego życzyć, a to oznaczało mniej więcej tyle, że moment wytrzeźwienia i apogeum kaca najpewniej nadejdzie jeszcze po drodze.
Niewiele więc myśląc, wylał do zlewu pozostałą w szklance wodę i zastąpił ją kolorowym trunkiem z butelki. Niezbyt mądry pomysł – co do tego dość mgliście sam musiał zdawać sobie sprawę – ale przecież do drogi wypadało się odpowiednio przygotować. W tym wypadku – trudno byłoby o lepsze przygotowanie.
David Harrison